Nigdy 45

Lusi

 

 

Ubrana w szare dresy siedzę na parapecie. Patrzę przez okno na ponurą pogodę na zewnątrz. Wieje wiatr, szaleją liście, popychane chłodnym, jesiennym powietrzem. Z szarych chmur ciekną miliony kropli, a ja ze smutną miną przyglądam się temu. Kładę laptop na kolana i przewijam z góry na dół portale społecznościowe.

Łzy napływają mi do oczu. Staram się nie wypuszczać ich na zewnątrz, ale jedna, samotna łza wyrywa mi się i stacza po policzku. Ocieram ją natychmiast, powtarzając w duchu, że kiedyś ponownie się spotkamy.

Otwieram swój profil na Asku. Widzę kilka czerwonych serduszek, których wcześniej nie dostałam. To nieznajomi, którzy polaikowali mi odpowiedzi. Nawet ten głupi portal, sprawia, że o tym myślę. Odkładam laptopa na bok i siedząc na parapecie pozwalam, aby łzy ciekły godzinami z moich oczu, w których dostrzec można samotność.

Wrzesień. W tym miesiącu się tutaj przeprowadziłam. Tyleże dwa lata temu. Dwa lata temu wszystko się zmieniło.

Nie rozmawiałam z nikim od tygodnia. Siedzę zamknięta w tym w domu, czując się jak w klatce. Wolę klatkę niż życie na wolności, wśród ludzi, którzy jeszcze mają się z czego cieszyć. Patrzenie przez okno, czasem picie czegokolwiek i nędzne kromki chleba, to cały mój dzień. Odechciało mi się czytać, a nawet rozmawiać. Nie dopuszczam do siebie nikogo, kto chciałby mi pomóc. Lubię patrzyć na deszcz. Lubię liczyć krople, mimo że nie zdąrzam, bo jest ich tak wiele. Śmieszne, bo moje łzy przypominają krople. Ciągle kapią na parapet, słychać tylko kap, kap. A, no i głuchą ciszę, która wydaje się bardzo głośna.

Mimo że minął dopiero tydzień, aż tydzień, ja jeszcze tam nie byłam. Nie odwiedziłam jej, bo nie potrafiłam wstać z tego parapetu, wsiąść w busa i jechać na spotkanie. Wolałam siedzieć i po prostu płakać.

Biorę kilkanaście głębokich oddechów, ocieram twarz rękawem bluzy, podnoszę się i idę. Nadszedł ten czas. W busie dostrzegam kilka spojrzeń obcych osób, ale mało się tym przejmuję. Zdaję sobie sprawę z tego, że moje włosy są pokołtonione od deszczu, twarz czerowna, oczy sine od płaczu, a mój głos brzmi jak zachrypnięty jazgot, gdy mówię ,,dzień dobry" do kierowcy, ale po prostu siadam przy szybie i patrzę na krople, które nieustannie kapią. Kap, kap.

Ociężale unoszę stopy, wciąż walcząc z sobą. Chcę zawrócić, bo boję się z nią zobaczyć. Ale potrzebuję jej towarzystwa, chcę ją zobaczyć. Docieram na miejsce. Zuzka uśmiecha się do mnie, a ja płaczę na przywitanie.

- H...Heej - mój głos brzmi żałośnie. - Ta...k...ja... Tak bardzo tęsknię. - Zaciskam powieki na kilka sekund, ponownie je otwieram i patrzę na nią. Na ten piękny uśmiech, który do mnie posyła. Uśmiecham się lekko i siadam na mokrej trawie. - Za niedługo będę miała osiemnastkę. Pamiętasz jak zawsze planowałyśmy swoje urodziny? Na moich wszyscy mieli się za coś przebrać. Kto bez stroju, ten nie wchodzi. Sama miałam być księżniczką, najpiękniejszą wśród wszystkich obecnych. Też miałaś być księżniczką. Najpiękniejszą zaraz na drugim miejscu. Teraz daleko mi do księżniczki... - Uśmiecham się, a moje łzy wciąż płyną. - Spójrz na mnie, kupa nieszczęścia. Tęsknie za tobą. Przepraszam, że wcześniej nie przyszłam, nie umiałam. Nie chodzę do szkoły od kilku dni, nie rozmawiam z Weroniką. Krystian i Kaśka przyszli do mnie jakieś dwa dni temu. Wiem, że zawsze mogę na nich liczyć, nawet mi o tym wspominali kilkanaście razy, ale zwyczajnie nie chcę. Wolę być po prostu sama, mam spokój i czas na przemyślenia. Nie krzycz na mnie za to, kim się stałam. Ty zawsze byłaś silna i taka pogodna, nieważne jak bardzo wmawiałaś sobie, że to nieprawda. Wiesz, zazdrościłam ci wielu rzeczy. Nigdy nie nauczyłam się od ciebie być otwartą osobą, zawsze się zamykałam w sobie, ciężko było mi nawiązać znajomość. No chyba, że ktoś mnie zdenerwował... Hym, ciągle myślisz o Krystianie? On o tobie też! Chyba w każdej chwili dnia! No tak, skąd mogę to wiedzieć, skoro siedzę w swojej klatce i się nie wychylam? Znam go, Zuzka. Jest w podobnym stanie, co ja.

Wycieram twarz w rękaw, wstaję i kładę zapalonego żółtego znicza. Ostatni raz spoglądam na jej piękny uśmiech, wyryty na tej czarnej mogile.

- Żegnaj, skarbie.

Odchodzę, a z nieba pada deszcz, przypominając swoim odgłosem smutną melodię pożegnalną.

Kap, kap.

 

 

//Wszelkie emocje, które Wam towarzyszyły, opiszcie w komentarzach///.

Następne częściNigdy 46  Nigdy 47  Nigdy 48  

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • aivoo 19.09.2016
    Fajne, 5 :)
  • Kociara 19.09.2016
    Najpierw nie wiedziałam o co chodzi, w połowie się zorientowałam że Zuzia umarła :( strasznie smutno :( 5
  • Lotta 19.09.2016
    Ale przykro... Spodziewałam się tego, ale i tak jest mi bardzo smutno :( 5
  • Neli 19.09.2016
    Czytasz od początku?
  • Neli 19.09.2016
    Dzięki za komentarz, a moje wcześniejsze pytanie miało być do aivoo :)
  • Kraszax 19.09.2016
    Nie! Nie! Nie!!! Zuzka nie może odejść....nie mogła... Ona po prostu miała żyć....:((((((((((
  • Neli 21.09.2016
    Już niedługo powinnam coś napisać, dziękuję za komentarz. Nic nie wyjaśniam, reszta historii już zaplanowana. Jeszcze tylko chęć do napisania...
  • Kraszax 23.09.2016
    Będę czekać, na Twoje opowiadania warto <3
  • Judy 13.10.2016
    O rany. Nadrabiam zaległości i doszłam tutaj. Ja w sumie nie myślałam że Zuzka umrze, raczej miałam nadzieję, że zakończysz to szczęśliwie. Bardzo smutny rozdział, myślę, że dobrze udało ci się przekazać nam emocje Lusi. Szczerze to jak czytałam to naprawdę mi się przykro zrobiło, bo Zuza była taką wesołą postacią...
  • KarolaKorman 02.11.2016
    Tyleże dwa lata temu. - tyle że
    Siedzę zamknięta w tym w domu, - bez drugiego w
    Doczytałam do końca i wróciłam do poprzedniej części, bo myślałam, że coś przeoczyłam :( Jak to się stało, że Zuzki już nie ma? Tak mnie zaskoczyłaś, że zgłupiałam :( Strasznie smutne, ale chciałabym jakichś wyjaśniań, 5 choć bardzo smutne :(

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania