Nigdy 35

Fabian

 

 

Przez godzinę siedziałem w bibliotece. Pierwszy raz od czasu, gdy byłem wypożyczyć książkę Adrianowi. Lusi żartowała sobie ze mnie, ale w gruncie rzeczy, to przez nią właśnie tam się znalazłem. Czekałem przez godzinę, gdy pisała konkurs z matematyki, bo konkurs odbył się po lekcjach, a zawsze razem wracamy do domu.

Po czterdziestu pięciu minutach podchodzi do mnie, wyciera mokre ręce o czarną spódnice - zawsze się jej pocą ze zdenerwowania - i opowiada, że bardzo dobrze jej poszło. Biały guzik rozpina się na jej klatce piersiowej, odsłaniając skrawek koszuli. Dostrzegam koronkowy stanik i uśmiecham się pod nosem. Dziewczyna zauważa to, czerwieni się i szybko zapina bluzkę, zostawiam to bez komentarza.

- Czy ja rozmawiałem wczoraj z... - zaczynam niepewnie.

- Z moją mamą, tak - dopowiada Lusi z promiennym uśmiechem na twarzy. Chwytam się za głowę wyszczerzając się krzywo.

- Nie zrobiłem dobrego wrażenia?

- Nie - odpowiada, jakby nawet była z tego zadowolona. Później mówi, że nasza rozmowa była całkiem zabawna. Przyciągam ją do siebie i obejmuję ręką. Blondynka wysyła kilka esemesów, po czym oznajmia, że zostaliśmy zaproszeni na domówkę przez dziewczynę, która była kiedyś u Lusi na imprezie. W zasadzie się nie znają, ale postanawiamy skorzystać z zaproszenia.

 

 

Krystian

 

 

Raz po raz patrzę na telefon, sprawdzając godzinę. Stwierdzając, że już odpowiednia pora na wizytę, przekręcam kluczyk w stacyjce. Wydaje się jakby jeszcze wczoraj na dworze śnieg sięgał do pasa, a dziś topi się pod wpływem gorących promieni słonecznych. Wydaje się jakby jeszcze wczoraj była zima, a już dzisiaj mamy marzec. Jakoś nie umiałem się szybciej pozbierać, zawsze pora, którą wybrałem wydawała mi się nieodpowiednia. Ale dzisiaj jestem pewien. Zakładam okulary przeciwsłoneczne, pogłaśniam muzykę. Droga, którą przemierzam wydaje się być co najmniej dziesięć razy dłuższa niż jest w rzeczywistości, mimo że łamię przepisy i jadę szybciej. Wychodzę z samochodu, zatrzaskując drzwi. W ręce trzymam bukiet polnych kwiatów, które obwiązane są czerwoną wstążką w kształcie kokardy - takie lubi najbardziej. Zawsze zbierałem jej, gdy byliśmy na łące, a ona wynagradzała mi to najpiękniejszym uśmiechem, jaki można sobie wyobrazić u małej dziewczynki. Dlatego uśmiechu mógłbym zerwać całą łąkę, łącznie z trawą.

Dzwonię dzwonkiem do drzwi. Zuzka otwiera ze zdziwieniem malującym się na jej twarzy. Wychodzi na zewnątrz. Na jej głowie panuje nieład, ubrana jest w szare dresy i białe pantofle - króliki. Poprawia włosy. W blasku promieni słonecznych wygląda dokładnie, jak wtedy, gdy rozłożyliśmy koc i zrobiliśmy sobie piknik wśród pięknych roślin na łące. Uśmiecham się i wręczam jej kwiaty.

- Dziękuję! - odpowiada, chyba wciąż zszokowana.

- Czy ktoś zamawiał fryzjera? - Odgarniam kosmyk włosów z jej czoła, a ona lekko się uśmiecha. Wącha kwiaty, słodko przy tym wyglądając. - Zuzka, ja... chciałem powiedzieć, że cię kocham. - Podnosi na mnie wzrok, milcząc. - Chciałbym żebyśmy byli teraz Zuzą i Krystianem nie jako część naszego Trio, tylko jako para. - Nawet wstyd się przyznać ile razy obmyślałem, co jej powiem w tej chwili. Patrzę jej głęboko w oczy, lecz ona urywa kontakt wzrokowy, spoglądając pod nogi.

- Nie wiem, co powiedzieć - mówi tak cicho, ledwie słyszalnie. - Kocham cię, ale... ale nie tak. Jesteś najlepszym chłopakiem jakiego poznałam, zasługujesz na super - miłą - wspaniałą - pozytywną laskę, ale to nie ja... - zamierza się odwrócić do mnie plecami, ale chwytam ją za ramię, uniemożliwiając jej to.

- Nie znam żadnej lepszej, milszej, wspanialszej, pozytywniejszej osoby, niż ty!

- To bardzo... miłe. Obiecaj mi, że nigdy nic nie zmieni się w naszej przyjaźni. Wszystko zostanie takie, jakie było.

- Ej, zaczekaj. - Powstrzymuję ją przed odejściem. - Zastanów się co robisz, bo zostanę starym kawalerem i do końca życia będziesz miała tę świadomość, że przez ciebie nigdy nie mogłem być szczęśliwy.

- Jesteś uroczy - uśmiecha się, a jej oczy błyszczą. Tak szybko odchodzi, że nie jestem pewien, czy znajdowały się w nich łzy. Pierwszy raz zależało mi na dziewczynie. I pierwszy raz dostałem kosza, au.

 

Gorące słońce, powiew letniego wiatru, koc, a wokół piękna natura. Mała Lusi pobiegła nad rzeczkę, a Zuza i ja zostaliśmy na kocu, leżąc i patrząc na przesuwające się po niebie chmury.

- Chciałabym je dotknąć - powiedziała ona, wskazując swoją rączką białe kształty wśród błękitu. - Wyobrażam sobie ich dotyk...

- Jaki on jest? - spytałem zaciekawiony.

- Puszysty, miękki, przyjemny.

Zaraz po tym wyznaniu usiadła wyprostowana. Nigdy nie lubiła długo myśleć o jednym, zaraz brała się za coś innego, nudziło ją jedno zajęcie. Przyglądała się kwiatu, który dla niej zerwałem. Na mojej twarzy pojawił się dumny uśmiech, ona też była szczęśliwa. Pospiesznie wstała, wzięła mnie za rękę, również zmuszając, bym wstał.

- Musisz mi pomóc! - rzuciła i wspólnie nazbieraliśmy cały bukiet maków, stokrotek i kwiatów, których nawet nie znałem nazwy. Ponownie usiedliśmy na kocu. Zuzka wzięła do ręki rośliny.

- Co robisz? - spytałem przyglądając się jej. Zmarszczyła czoło i spoglądała na maki, próbując rozwiązać zagadkę.

- Chcę upleść wianek.

- Umiesz?

- Nie - odparła skupiona na pracy. Obserwowałem dociekliwie ruchy jej rąk. Zaproponowała, że mnie nauczy, gdy już sama umiała. Krzyczała, jak raz po raz nic mi nie wychodziło. Przezywała mnie, że mam dwie lewe ręce, gdy po raz kolejny wianek rozpadał się po podniesieniu go. Nie było mi smutno. To tylko Zuzka, która irytowała się moim nieudacznictwem. Robiła słodką, naburmuszoną minkę. Jej krótkie brązowe włosy opadały na jej ramiona. Nie wiem w co była ubrana, pamiętam tylko to, że miała na stopach swoje różowe buciki, na które tak narzekała, nie cierpiała nic w odcieniu różu. Lusi biegła do nas zadowolona. Krzyczała coś z uśmiechem na twarzy, potknęła się o własne nogi i...

Chwytam silniej kierownicę, gdy wielki, pędzący tir jedzie z naprzeciwka prosto na mnie. Wgniatam się w siedzenie, oblany potem i skręcam kierownicą, aby zjechać na bok. Auto, w którym się znajduję przechyla się powodując, że dwa koła unoszą się w powietrzu. Kierowca trąbi na mnie, o mały włos nie zahaczając bokiem naczepy o drzwi mojego samochodu. Na szczęście oprzytomniałem na czas i wyrwałem się z transu myśli o uroczej małej dziewczynce. Z prędkością światła zdążam wrócić z powrotem na swój pas i nie powoduję wypadku.

 

 

 

Lusi

 

 

Po szkole kończę malować siedem kolorowych linii na ścianie w pokoju numer dwa. Słyszę, że ktoś trzaska drzwiami w ganku. Po chwili mama wchodzi do pokoju.

- Czy ty zostawisz choćby jedną pustą ścianę w tym domu, czy na wszystkich muszą być twoje rysunki? - pyta przyglądając się mi i tęczy, którą stworzyłam.

- Spokojnie, na razie pozwalam sobie na malowanie po ścianach moich pokoi, za inne się nie zabieram - przyznaję z uśmiechem.

- Jest piękna - mama chwali mój rysunek. Spoglądam na wyświetlacz telefonu. Wstaję pospiesznie, ściągam beret i odkładam go na półkę. - Dokąd się wybierasz?

- Do Fabiana - odpowiadam, biegnąc do swojej sypialni, aby zmienić ubranie na coś czystszego. Postanowiliśmy, że dzisiaj to ja go odwiedzę. Szczerze mówiąc trochę się stresuję, bo nigdy u niego nie byłam, zawsze to on do mnie przychodził.

Wsiadam w autobus. Na zewnątrz jest już ciemno, dlatego Fabian do mnie wypisuje. Nie chce, żebym wieczorami sama chodziła po ulicach. Zapewniam go, że wszystko jest okej. Na kolejnym przystanku wysiadam. Ciągle wycieram spocone ręce o spodnie. Dzwonię dzwonkiem do drzwi. Brunet mi otwiera. Dajemy sobie buziaka i wchodzę do środka. Na progu przedstawiam się jego mamie, która wyszczerzyła się od ucha do ucha. Dzisiaj tata Fabiana pracuje do późna, więc na szczęście go nie poznaję. Wystarczy mi już onieśmielających wrażeń na jedną noc. Chłopak prowadzi mnie do swojego pokoju. Otwiera drzwi i przepuszcza mnie, abym weszła do środka. Jego pokój jest w niebieskim odcieniu. Na ścianach znajdują się plakaty i zdjęcia drużyn piłkarskich, a na drewnianych półeczkach dostrzegam puchary i medale z wyróżnieniami. Jest nawet kilka dyplomów za udział w maratonach. Wiedziałam, że biega, ale myślałam, że po prostu wokół wsi, dla siebie.

- No pięknie - mówię pełna podziwu, a on rzuca się na wielkie łóżko, które znajduje się w koncie. Oglądam zdjęcia, na których jest cała drużyna piłkarska wraz z moim chłopakiem. Uśmiecham się, zaimponował mi. - Pewnie nie możesz doczekać się aż na dworze będzie trochę cieplej i znów będziesz mógł wrócić na boisko, co?

- Chodź tutaj. - Poklepuje miejsce obok siebie, nie odpowiadając na moje pytanie. Robię co każe. Kładę się odwrócona tyłem do niego, a on opiera swoją głowę na mnie i oplata mnie rękami w pasie. Całuję mnie w szyję, od razu gęsia skórka pojawia się na moim ciele pod wpływem dotyku jego ust. Chwilę rozmawiamy, a do pokoju wchodzi równie wysoki chłopak, co ten, który ze mną leży na łóżku.

- O, cześć - wita się chyba zaskoczony moją wizytą.

- Ty pewnie jesteś Adrian? - pytam, a on odpowiada czarującym uśmiechem, który jest mi tak dobrze znany.

- A ty Lusi, prawda? - Unosi zabawnie brwi.

- Tak.

Uśmiecha się jeszcze raz po czym zabiera z biurka jakąś książkę i wychodzi zamykając za sobą drzwi.

- Pięknie wyglądasz - komplementuje mnie Fabian.

- Normalnie. - Przypominam sobie, że zbytnio nie zależało mi na wyglądzie, gdy stałam przed lustrem.

- No właśnie.

 

 

Zuza

 

 

Nie płacz, nie płacz. Co się z tobą dzieje, do cholery? Dlaczego jesteś taka słaba? Nigdy taka nie byłaś, ciiiicho. Siadam na podłodze w koncie. Bardzo dobrze postąpiłaś. Biorę do ręki kartkę, długopis i jakąś podkładkę, aby dobrze mi się pisało. Czemu nigdy nie wiesz jak zacząć? Ręka mi się trzęsie, nie potrafię napisać choćby słowa. Odchylam głowę do tyłu, na oczach kładę rękę. Ciiiicho.

 

 

 

Lusi

 

 

Siedzimy przy stole. Fabian obok mnie, a jego mama i brat naprzeciwko. Z radia dobiega jakaś miła melodia. Rozmawiamy podczas wspólnej kolacji.

- Masz już jakieś plany odnośnie szkoły ponad gimnazjalnej? - pyta moja przyszła teściowa. To określenie samo w sobie sprawia, że się krępuję. - Niektórzy nawet tydzień przed podaniami do nowej szkoły wciąż są niezdecydowani, nie wiedzą, co chcą robić.

- Zamierzam dostać się do najbliższego liceum artystycznego.

- O, świetnie. Dużo malujesz?

- Co za pytanie - wtrąca Fabian. - Za każdym razem, gdy ma wolny czas, to coś tworzy.

Uśmiecham się wstydliwie. Długo rozmawiamy, śmiejemy się, żartujemy. Bardzo polubiłam jego mamę. Brata zresztą też. Coś mi się wydaję, że będę częstszym gościem w tym domu.

 

 

//Ajajaj!! Pomyliłam sobie pory roku, jestem niezdecydowana, co miało wydarzyć się, w którym miesiącu. Jeszcze niedawno u moich bohaterów była zima, a dzisiaj piszę o polnych kwiatach. Wybaczcie mi to zamieszanie, pogubiłam się!

Następne częściNigdy 36  Nigdy 37  Nigdy 38  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • nagisa-chan 30.04.2016
    -.--.--.- Zuzanna !!! Pierdol byłego bierz Krystiana Lusi już dzwoń do przyjaciółki i radź jej Krystiana Ugh a wizyty Lusi zdecydowanie muszą być częstsze ;*
  • Neli 30.04.2016
    Jak ja uwielbiam Twój entuzjazm!
  • nagisa-chan 30.04.2016
    Neli a jak tu go nie uwielbiać *wypiełam dumnie pierś*xD
  • Ewcia:D 30.04.2016
    Super, doczekałam się ^^
  • Neli 30.04.2016
    Jak się cieszę, że czekałaś!
  • NataliaO 04.05.2016
    Podoba mi się rozdziałek ; 5:)
  • KarolaKorman 09.05.2016
    ,, Dlatego uśmiechu '' - dla tego
    Z tą Zuzą to nas tak długo nie trzymaj w niepewności :( a kwiatki Ci wybaczymy, 5 :)
  • Neli 09.05.2016
    Obiecuję, że już wkrótce wszystko się wyjaśni :)
  • candy 13.06.2016
    Biedny Krystian. Zuza w sumie też. Ma się poukładać!
  • Judy 19.06.2016
    Wracam do żywych. I do opowi. I do twojego opowiadania, które jest świetne! :-) Rozdzial bardzo fajny, wychwycilam dwa błędy. Jeden juz został wypisany a drugi to wydaje mi się, że powinno być "usiadłam w kącie" zamiast "koncie" ale nie jestem pewna. Zostawiam 5 i lecę dalej :-)
  • Neli 19.06.2016
    A, no rzeczywiście. Masz rację, dzięki! Kiedyś poprawię :D Cieszę się, że jesteś z powrotem. Dzięki za komentarz!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania