Poprzednie częściNigdy 16  Nigdy 17  Nigdy 18  Nigdy 19  

Nigdy 20

Fabian

 

Przyszedłem ze szkoły, przebrałem się w jakieś szmaty - i tak ubranie będzie mokre, i śmierdzące od potu - i poszedłem biegać. Zrobiłem dwie rundki wokół wsi z wodą w ręce i słuchawkami na uszach. Muzyka bardzo mnie motywuje w wielu czynnościach, na przykład gdy mama się na mnie drze, bo mam syf w pokoju, czy właśnie podczas uprawiania sportu. Bieganie mnie relaksuje, często to robię. Mógłbym wymieniać korzyści, których jest od zarąbania, tylko po co? Chcesz sprawdzić, zacznij biegać. Początki są trudne - chyba jak zawsze - ale później łatwo można się uzależnić.

Nieco zmęczony wziąłem prysznic, a następnie gadałem z bratem.

- Jak tam twoja dziewczyna? Było już buzi-buzi? - nabijał się Adrian. Niedawno zerwała z nim dziewczyna. Byli parą trzy lata. Teraz uważa, że ,,ta cała miłość jest bez sensu, a w dzisiejszych czasach rzadko zdarzają się stałe związki, trwające do grobowej deski. Laski chcą się nami pobawić, dopóki się im nie znudzimy. Bawią się uczuciami drugiego człowieka na swoją korzyść. Nie wspominając o palantach, którzy wykorzystują tę cząstkę dobrych kobiet, która na szczęście nie wyginęła. Ciężko zdecydować kto jest gorszy. A jeszcze ciężej spotkać na swojej drodze tych odpowiednich ludzi".

Chyba zraniła go tak bardzo, że już nie wierzy w miłość.

- Wal się - odpyskowałem, przykładając butelkę z wodą do ust. - Idziesz dziś do Krystiana?

- Nie.

- Co, na kumplach też nie polegasz? - spytałem zadziornie.

- Wal się - powtórzył moje wcześniejsze słowa. Zmierzwiłem dłonią jego włosy, tak jak to on ma w zwyczaju robić mnie. Coś tam marudził poprawiając fryzurę, a ja wyszedłem z kuchni.

 

Sprawdzam telefon, idąc w kierunku domu Krystiana i zauważam biegnącą dziewczynę.

Chowam aparat do kieszeni, rozpoznając, iż to moja Lusi. Chyba biegnie mnie przytulić, nie wiem, tak jak się to robi na filmach. Dziewczyny lubią takie scenki miłosne, to całe bycie romantycznym i tak dalej. Rozkładam ramiona, czekając by na mnie wskoczyła i wtedy mógłbym ją mocno przytulić, a potem pocałować. Zamiast tego leci prosto na mnie, uderza o moją klatkę piersiową, odbija się ode mnie, prawie się wywracając. Łapię ją w ostatnich sekundach zanim przywaliłaby głową o chodnik. Cóż, trochę nam nie wyszło. Potrenujemy kilka razy i będą mogli wystawiać naszą scenkę miłosną na scenach najlepszych teatrów świata.

Mam zamiar sobie z niej zażartować i widzę jej zaczerwienione, pełne obawy oczy. Dostrzegam jej minę i uśmiech mi bladnie. Ten widok mną wstrząsnął, ledwo utrzymuję się na nogach, zamiast przewracać się gdzieś tam we fosie.

- Co się stało? - pytam natychmiast. - Skąd wracasz?

- Ci dwaj chłopcy, okularnik, a nawet nie wspominając o tych niebieskich włosach i mojej chustce! - mówi kompletnie bezsensu.

- Nic nie rozumiem, słonko - przytulam ją mocno, kładąc swoją brodę na jej głowie. Odwzajemnia uścisk, wypłakując się w moją pierś. Trochę ślini moją kurtkę, później ją za to ochrzanię.

Kiedy w końcu przestaje płakać obiecuje wyjaśnić o co chodzi. Bardzo się o nią boję. Jest cała w nerwach. Troszkę bełkocząc opowiada o dwóch palantach i lasce, co znęcali się nad młodszym chłopakiem, a potem na... niej. To była najgorsza z możliwych opcji jaką mój umysł był w stanie odebrać. Krew się we mnie zagotowała. Zaciskam dłonie w pięści. Nie potrafię poradzić sobie z gniewem. Jeszcze nigdy nikt mnie tak bardzo nie wkurwił. Nie wiem co mam zrobić. Najchętniej wyładowałbym na nich złość.

- Kto to był? - pytam przez zaciśnięte zęby.

- Nie wiem. ,,Kolorowłosa" od niedawna chodząca do naszej szkoły. Już na początku słyszałam, że niezłe z niej ziółko. Teraz sama się przekonałam...

Nie mogę patrzeć, gdy wygląda tak... smutno, bez życia. Nie jest tą wesołą dziewczyną, którą znam. Muszę zrobić wszystko, aby wróciła.

- Chcesz, żebym poszedł z tobą do domu?

Nie potrafię opisać jak bardzo mnie boli, gdy zaprzecza.

- Bardzo miło z twojej strony, ale mama jest - tłumaczy i natychmiast zdaje sobie sprawę z tego, jak to zabrzmiało. - To nie tak, że się ciebie wstydzę. Nic z tych rzeczy. Po prostu... Nie wiesz jaka ona jest. I tak jutro wieczorem wyjeżdża.

- Nie chcę zostawiać cię samej.

- Poradzę sobie, dziękuję - wysila się na uśmiech.

- Kocham cię - całuję ją. Smakuje truskawkami. To pewnie przez ten błyszczyk, który codziennie nakłada na usta. Odwzajemnia mój ruch. Przez kilka minut nic się nie liczy, prócz jej pełnych warg.

- Lusi, uważam że powinienem pójść z tobą - szepczę, odrywając się od niej. Dziewczyna wciąż ma zamknięte oczy, lecz szybko je otwiera i na mnie spogląda, chcąc mi przerwać. Mówię dalej - Jak sobie poradzisz w tym stanie? Jesteś roztrzęsiona.

- Dam sobie radę.

- Czy twoja mama jest aż taka zła? - pytam z wyrzutem i lekką irytacją.

- Tak. Nie. Nie wiem. Nie o to chodzi - miota się. - Fabian, serio nie musisz się mną opiekować, choć bardzo to doceniam. Dziękuję ci, ale chcę pobyć sama.

- Dobra, jasne. Czy możemy się chociaż przejść?

Kiwa głową na zgodę i spokojnym krokiem idziemy przed siebie.

- Mimo wszystko jesteś odważna. Ładnie im skopałaś tyłki! Trzy osoby na jedną, małą dziewczynkę. Na moją jedną, małą dziewczynkę.

Blondynka uśmiecha się szczerze, a mnie serducho podskoczyło na ten piękny widok.

Dobrze mi idzie rozweselanie jej.

Dałbym jej chusteczki, ale jestem taki głupi, że zawsze jak czegoś potrzebuje, to nic nie mam. Zatrzymuję się stając przed nią. Biorę jej twarz w swoje dłonie i opuszkami wycieram jej mokre od łez policzki. Patrzy na mnie z lekkim uśmiechem na ustach. Jestem dumny, że to mnie należy się rola pocieszyciela.

Nie, cholera, nie. Cofam to.

Byłbym dumny, gdybym ich dopadł.

Podły śmiech, przewaga nad słabszymi. Satysfakcja, bo pokazaliśmy kto tu rządzi. Nie mogę przestać sobie wyobrażać bezbronnej blondynki, która wskakuje z pięściami na wysokiego mięśniaka. Wypytuję ją o szczegóły, o to jak wyglądali. Wzrusza ramionami, przyznając że to był szok i nic nie pamięta.

Uderzam z całej siły w stojący na poboczu samochód, który mijamy. Nie mogę opanować nerwów, muszę coś rozwalić, a auto jest pod ręką.

- Oszalałeś! - krzyczy na mnie Lusi. - Nie możesz tak po prostu demolować czyjegoś samochodu! Masz szczęście, że alarm się nie włączył!

Jednak ja wciąż uderzam w twardą blachę, wyobrażając sobie, że to twarz któregoś popaprańca.

- Fabian, przestań! - widzę jak przez mgłę, słyszę niewyraźne echo dzwoniące w moich uszach.

,,Głupie pały, idioci" - obrzucam obelgami frajerów, których twarze właśnie rozwalam na miazgę. Czuję się jak w transie. Wcale nie okładam pięściami maski samochodu, tylko tych popaprańców. Każde kolejne uderzenie zadaję z większym bólem i żalem. Tak bardzo żałuję, że nie było mnie wtedy w pobliżu. Mam nauczkę, aby więcej nie zostawiać jej samej. Będę codziennie czekał na nią po szkole. Lusi będzie bezpieczna.

Lusi.

Przez chwilę zapomniałem, że stoi obok. Stoi obok? Właśnie szarpie mnie za ramię, próbując odciągnąć od... od samochodu? Nie mam pojęcia co się właśnie dzieje. Docierają do mnie głośne krzyki.

- Fabian! Co ty wyprawiasz! Zwariowałeś! Przestań! Uspokój się!

Odwracam się gwałtownie, by spojrzeć jej w oczy. Ona odskakuje ode mnie z zaciśniętymi powiekami i grymasem na twarzy. Wręcz słyszę jak bije jej serce.

- Czy... czy ty - nie umiem zebrać słów - myślałaś, że cię uderzę?

Patrzę na nią, a ona na mnie z otwartą buzią, nie odzywając się.

- Och, Lusi, mam nadzieję, że wiesz, iż nigdy bym cię nie skrzywdził. Wiesz, prawda? - czuję się jak zbity szczeniak, który prosi o przygarnięcie do domu. - Prawda? - naciskam.

 

Nieco krócej. Proszę o komentarze :)

Następne częściNigdy 21  Nigdy 22  Nigdy 23  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Lucinda 11.12.2015
    Bardzo przyjemnie się czytało:) No, trochę poniosło Fabiana, w sumie nie dziwię się, że Lusi się przestraszyła, pytanie, jak odpowie, zareaguje.
    ,,ta cała miłość jest bezsensu" - ,,bez sensu";
    ,,rozpoznając (przecinek) iż to moja Lusi" - przed ,,iż" tak samo jak przed ,,że";
    ,,mówi kompletnie bezsensu" - ,,bez sensu";
    ,,Zaciskam dłonie w pięść" - jeśli ,,dłonie" (obie), to w ,,pięści". Brakowało kilku przecinków, poza tym ok. 5:)
  • Neli 13.12.2015
    Już poprawiam :D
  • Judy 16.12.2015
    Fajny rozdział. Powiedziałabym, że tak jakby uświadomił mnie jak mocnym uczuciem Fabian darzy Lusi.
    "Będę codziennie czekał na nią po szkole. Lusi będzie bezpieczna.
    Lusi.
    Przez chwilę zapomniałem, że stoi obok. Stoi obok? Właśnie szarpie mnie za ramię, próbując odciągnąć od... od samochodu?" - nie bardzo rozumiem o co chodzi z wprowadzeniem jej imienia w nowym akapicie. Na początku myślałam, że będzie dalej napisane z jej perspektywy, ale jeśli o to chodzi to nic się nie zmieniło, więc nie wiem o co chodzi. 5 :D
  • Neli 17.12.2015
    Po prostu sobie o niej przypomniał. Gdyby było z jej perspektywy, to byłby zrobiony odstęp.
  • Majeczuunia 30.12.2015
    No, Fabianowi odbiło, i to zdrowo. Teraz czekam, aż on i Lucyna przestaną się obijać i w końcu zaczną porządnie chodzić. Chyba, że coś przegapiłam. Jeszcze dwa rozdziały przede mną! U... Ciekawi mnie, czy w końcu Zuza się wyjaśni. No i oczywiście, czekam na te rzekome smutne fragmenty, ponieważ jestem masochistą i lubię ryczeć na opowiadaniach
  • KarolaKorman 09.01.2016
    To miłosne ,,powitanie'' z uściskiem było po prostu mega :) Opisałaś to realnie, że aż widziałam tę scenkę :) 5 :)
  • candy 13.06.2016
    No cóż, musiał odreagować... 5
  • dainty 05.08.2016
    Scenka miłosna mnie rozwaliła
  • dainty 05.08.2016
    A co do Fabiana... Widac, ze mu zalezy na Lusi :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania