Nigdy 41

Lusi

 

Jest już naprawdę ciemno na zewnątrz. Normalnie bałabym się o tej godzinie iść ulicą, ale towarzyszy mi Kamil i Amelka. Trochę się martwię ze względu na tę drugą osobę, bo jutro będzie musiała wstać rano, by ciocia mogła zawieść ją do przedszkola. Czeka ją jeszcze kąpiel i kolacja, a mnie rozmowa z Kaśką, dlaczego o takiej porze odprowadzam jej dziecko do domu. Sama jestem już trochę zmęczona. Dobrze, że zrobiłam zadania i spakowałam się od razu po powrocie ze szkoły, więc mam wolny wieczór. Ciągnę rudowłosą za rękę, aby przyspieszyła kroku.

- A ty na którą masz jutro do szkoły? - pytam blondyna, który zaczyna opowiadać mi, iż jutro ma praktyki, coś tam ze stolarstwem, sama kończę gimnazjum, więc za niedługo dowiem się, co to znaczy, bo na razie tylko uśmiecham się i od czasu do czasu odpowiadam coś w stylu: ,,aha". Choć staram się to ukrywać, to w głowie siedzi mi Fabian. Wpadł na mnie dzisiaj. I to dosłownie! Biegł tak szybko, że chyba na nic nie zwracał uwagi. Przeprosił mnie, a ja zdążyłam zobaczyć frustrację w jego spojrzeniu, gdy zauważył Kamila. Nie rozumiem, o co mu chodzi. Uciekł tak szybko, że nie zdążyłam wyjaśnić mu, że wzięłam Amelkę na spacer, a Kamil pojawił się zupełnie przypadkiem obok nas, więc postanowiliśmy sobie porozmawiać i chwilę pobyć razem. Krzyczałam, aby się zatrzymał, ale on wtedy jeszcze bardziej przyspieszył. Spoglądam na kolegę, który coś do mnie mówi. Głupio mi przyznać, że w ogóle go nie słucham, to niegrzeczne. Po prostu uśmiecham się do niego i mówię ciche: ,,No". Na szczęście dochodzimy już do domu cioci i wujka, także nie muszę już głupio przytakiwać. Zatrzymujemy się, Amelka siada na trawie i zajęta jest wąchaniem kwiatka, którego sobie zerwała. Spoglądam na nią, a Kamil podchodzi bliżej mnie. Swoje ręce kładzie na moich biodrach i spogląda mi w oczy, robiąc strasznie słodką minkę. Zasycha mi w gardle, uśmiecham się do niego, a on przyciąga mnie do siebie, przytulając mnie na pożegnanie. Wkrótce kuzynka i ja znikamy za drzwiami mieszkania, a Krystian idzie do swojego domu. Na progu wita nas Kaśka.

- Gdzie tak długo byłyście? - pyta z wyrzutem.

- Przepraszam, zagadałam się z kolegą, który się do nas dołączył.

- Chyba bardzo się zagadaliście, bo nawet telefonu nie odbierasz.

- Matko, naprawdę? Nie wiedziałam, że dzwoniłaś, przepraszam.

- Ależ nie szkodzi - uśmiecha się. - Po prostu troszkę się martwiłam, to wszystko. Następnym razem powiedz, jeśli planujesz wziąć ją na dłużej. - Wskazuje na dziewczynkę, która nam się przygląda.

- Jasne, powiem - obiecuję.

- Wejdziesz?

- Nie, dzięki. Będę się już zbierać.

- Jak chcesz. - Wzrusza ramionami. - To wyśpij się! - Podchodzi i daje mi całusa w policzek, a ja się uśmiecham, mówię: ,,cześć" i opuszczam ich dom.

 

 

Zuzka

 

 

Pół nocy nie śpię. Przewracam się z boku na bok, myśląc o łobuzie z dzieciństwa. Zuzka, znowu zgłupiałaś przez chłopaka, jak oni to robią? Potrafią tak namieszać dziewczynom w głowach! Tak poza tym, to strasznie rozbolała mnie głowa. Staram się bezskutecznie zrobić coś, aby przestała, począwszy od masowania jej przez kilka minut, a skończywszy na zażyciu tabletek przeciwbólowych. Przez kolejne godziny nie potrafię zasnąć. Zaświecam lampkę, a do ręki biorę kartkę i długopis. Wpatruję się w pustą stronę przez parę minut, zastanawiając się, co miałam napisać. Nie pamiętam, jaki chwilę temu ustaliłam początek swoich słów, które chciałam wypisać na tej, ozdobionej w jakiejś kwiatuszki, kartce. Jak to szło? Wzdycham bezradna i rzucam tym, co miałam w rękach. Patrzę na telefon. Już po czwartej nad ranem, a ja nie zmrużyłam oka. Leżę przez kilka minut zasłaniając twarz poduszką. Coś źle się czuję. Nagle robi mi się niedobrze. Siadam na kraju łóżka i szybko zakładam pantofle. Następnie biegnę do łazienki, gdzie zwracam jedzenie do ubikacji, które wczoraj zjadłam. Kiedy przestaję, jestem bardzo senna i zmęczona, kładę się na zimnych płytkach i nie potrafię przymusić się do tego, by wstać i przenieść się z powrotem na łóżko. Nie mam siły, aby się podnieść, ale robię to, gdy po raz kolejny muszę zwrócić jedzenie do toalety.

 

 

Krystian

 

 

Postanowiłem zabrać dzisiaj Zuzkę do kina. Nie wiem, czy idzie coś fajnego, wybierzemy film na miejscu. Wchodzę po schodach, by zapukać do jej drzwi. Pukam i pukam, ale nikt nie otwiera. Postanawiam zadzwonić dzwonkiem. Po kolejnych minutach, wciąż nikt nie otwiera. Niecierpliwię się. Chodzę tam i z powrotem. Jest siedemnasta, mieliśmy razem spędzić ten wieczór, gdzie ona jest? Wybieram numer jej telefonu i postanawiam zadzwonić. Rezygnuję próbując już dodzwonić się trzynasty raz. Zdenerwowany mierzwię swoje włosy rękami, chodzę tam i z powrotem. Postanawiam zadzwonić do jej mamy. Po szóstym sygnale rozłączam połączenie, wsiadam do auta i jadę tam, gdzie mam przeczucie, że są, modląc się obym się mylił.

Pytam recepcjonistkę o moją Zuzkę. Pani kieruje mnie do pokoju, w którym leży. Stan jej zdrowia jest zły, bardzo się o nią martwię. Na razie nie mogę wejść do środka, ponieważ lekarz mi zabronił, Zuzka musi odpocząć. W poczekalni spotykam jej rodziców, którzy są roztrzęsieni.

- Dzień dobry - mówię, przykuwając ich uwagę. - Co z nią?

- Weszłam dzisiaj rano do łazienki, gdzie... - zaczyna mówić pani Ala, lecz widzę, że dużo ją to kosztuje, wszyscy bardzo martwimy się o Zuzkę - znalazłam ją prawie nieprzytomną na podłodze. Wymiotowała przez kilka godzin, była osłabiona. Od razu zadzwoniłam po karetkę. Lekarz powiedział, że wymioty są bardzo poważnym objawem wzmożonego ciśnienia śródczaszkowego. Nasilająca się ciasnota w jamie czaszki, spowodowana obecnością guza, z czasem prowadzi do senności. Zuzia przez kilka dni albo tygodni będzie musiała pozostać w szpitalu na leczeniu. - Wzdycha, z przerażenia trzęsą jej się ręce. Widzę, że powstrzymuje się od płaczu. Jej mąż obejmuje panią Alę ramieniem i szepce jej coś do ucha na uspokojenie. Siadam obok nich na kolorowym krześle, modląc się, aby wszystko się jakoś ułożyło.

- Dzwoniłem do państwa kilka razy, ale nikt nie odbierał - mówię.

- Wybacz, Krystian, tak dużo się działo, że...

- Nie szkodzi - przerywam. - Rozumiem.

Siedzimy w ciszy. Nie mam pojęcia, co może się dalej wydarzyć. Ten wieczór mieliśmy spędzić we dwójkę, nigdy nie spodziewałbym się czegoś takiego. Rodzice Zuzki biegają za pielęgniarkami, lekarzami, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej. Przez kilka godzin po prostu siedzę na stołku w poczekalni, gapiąc się w ścianę. Jest już późna godzina, nie wiem, co robić. Mam wracać do domu? Zauważam doktora. Podchodzę do niego, chcąc się czegokolwiek dowiedzieć.

- Czy... mogę zobaczyć się z Zuzką?

- Ech, powinna...

- Odpoczywać, tak wiem, ale znam ją. Prędzej oszaleje, niż odpocznie beze mnie. Muszę z nią porozmawiać.

- Niech będzie, ale niedługo.

- Jasne.

Kładę dłoń na klamce i przez kilka sekund zbieram w sobie odwagę, aby tam wejść. W końcu otwieram drzwi i wchodzę do środka. Dziewczyna leży na łóżku, odwrócona plecami do mnie. Podchodzę bliżej niej. Głaszczę jej długie włosy i siadam na skraju szpitalnego łóżka.

- Jak się czujesz? - pytam półszeptem.

- Okej, jestem tylko trochę senna - odpowiada równie cicho. Przez kilka minut bawię się jej włosami, nie rozmawiamy. - Przepraszam, że nici z naszej randki - mówi ona, a ja przyciągam stołek, który stał przy ścianie i siadam obok niej. Zuzka odwraca się w moją stronę i wreszcie na mnie patrzy.

- Nie przepraszaj za coś takiego - każę stanowczo, a ona przytakuje skinieniem głowy.

- Długo tutaj jesteś?

- Czy to ważne? Ważne, że możemy chwilę porozmawiać.

- Wiesz - Robi pauzę, jakby zastanawiała się nad swoimi słowami - gdy Michał mnie zostawił, to naprawdę zaczęłam się bać. Czułam się taka opuszczona. Myślałam, że miał miano osoby, na której zawsze mogę polegać, która jest mi najbliższa, a on tak zwyczajnie mnie okłamywał. Zabolało.

- A ja? A Lusi?

- Cóż, nie było was przy mnie, nie tak jak kiedyś... Bałam się TEGO wszystkiego, tego, że mnie to przerośnie. Dzięki niemu na chwilę mogłam zapomnieć. Gdy był obok, to nie martwiłam się tym, co mi dolega, tym, co będzie dalej. Przeraziłam się, kiedy odszedł z mojego życia. Te myśli o chorobie non stop wskakiwały do moich myśli, tak cholernie się bałam, nie mogłam przestać. Michał był taką odskocznią od rzeczywistości. Przy nim na chwilę zapominałam.

- Co z twoją mamą?

- No tak, ona zawsze jest i była, ale potrzebowałam takiego wsparcia. - Obejmuje naszą relację wskazując palcem w powietrzu na nasze dwie osoby.

- Był dupkiem, niczego niewartym.

- Wiem. Teraz cieszę się, że tak się stało - odpowiada zwyczajnie, a ja patrzę na nią zaskoczony. - Bo ty zająłeś jego miejsce.

Całuję ją w czoło.

 

 

Lusi

 

Rozmawiam z Krystianem przez telefon. Do ręki pospiesznie zabieram torebkę i wszystko, co wpadnie mi do głowy.

- Matko, zaraz tam będę. - W moim głosie słychać przerażenie, gdy mówię do słuchawki.

- Nie, nie przyjeżdżaj.

- Jeszcze tylko się przebiorę, bo jestem już w piżamie i już pędzę do Kaśki, żeby mnie podwiozła. Gdzie jesteś? Rozmawiałeś już z nią? - Biegam po pokoju szukając jakichś spodni. Docierają do mnie jego wcześniejsze słowa. - Zaraz. Co? Jak to mam nie przyjeżdżać? - Zatrzymuję się zdziwiona.

- Lusi, zwolnij - nakazuje kuzyn przez telefon. - Tak, gadałem z nią. Zostanie w szpitalu na kilka tygodni.

- Jak to na kilka tygodni?! Tak bardzo z nią źle?!

- Uspokój się.

Chwytam się za głowę i siadam na łóżku, przytakuję skinieniem głowy, lecz on i tak mnie przecież nie widzi.

- Masz rację - potwierdzam. Zwykle jestem opanowaną osobą, ale jeśli chodzi o moją najukochańszą siostrzyczkę, przyjaciółkę na zawsze, i jeszcze jak sprawa jest takiej wagi, to nie umiem zachowywać się racjonalnie. Biorę kilka głębokich wdechów i mówię: - Opowiadaj, co z nią?

- Mnie ciężko było się z nią spotkać, nawet nie wiem, czy jej rodzice coś zdziałali. Gadałem z nią kilka minut, potem zostałem wyproszony. Stan jej zdrowia jest poważny, zostanie w szpitalu na leczeniu.

- Nie wiem, co powiedzieć... - przyznaję.

- Nie mów nic, idź spać, dobranoc - każe Krystian i rozłącza połączenie.

Następne częściNigdy 42  Nigdy 43  Nigdy 44  

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • candy 10.07.2016
    Nadrabiam ;) no właśnie, jak ci faceci to robią? O rany... biedna Zuza... ciężko się w tej chwili skupić na sytuacji Lusi i Fabiana, jak tu takie rzeczy się dzieją... a Krystian to prawdziwe wsparcie. 5 :)
  • Neli 10.07.2016
    Dziękuję bardzo!
  • Judy 11.07.2016
    Faktycznie tak to się poukładało, że ciężko się skupić na losach Fabiana i Lusi. Rozdział bardzo fajny i daję 5, ale wyłapałam kilka rzeczy:
    "Następnie biegnę do łazienki, gdzie zwracam jedzenie do ubikacji, które wczoraj zjadłam." - jeśli opisujemy rzeczownik, w tym przypadku "jedzenie" to jego opis powinien wystąpić zaraz po nim, żeby brzmiało bardziej logicznie. Czyli: "Następnie biegnę do łazienki, gdzie zwracam jedzenie, które wczoraj jadłam do ubikacji." albo, żeby było bardziej ładnie :"Następnie biegnę do łazienki, gdzie zwracam jedzenie, które wczoraj jadłam".
    Wyłapałam też jedno powtórzenie, ale teraz nie potrafię go znaleźć. Ogólnie nie są to jakieś duże błędy, tylko raczej pomyłki, więc jak napisałam daję 5:D
  • Neli 12.07.2016
    Masz rację :)
  • nagisa-chan 13.07.2016
    Zawsze bardziej podobała mi się relacja Zuzki i Krystiana ale dlaczego taka, no kurde taka nie mam pojęcia jaka postać musi tak poważnie chorować :"((((
  • KarolaKorman 17.07.2016
    ,, a Krystian idzie do swojego domu. '' - czy tu nie ma być Kamil?
    To się pokomplikowało :( Smutno, że Zuza jest znów w szpitalu i to na tak długo. Musiało być dziwnie Krystianowi, kiedy słuchał o Michale. Fabian akurat w takim momencie musiał wpaść na Lusi, kiedy Kamil się do niej doczepił, ach. Zostawiam spóźnioną piąteczkę :)
  • Neli 17.07.2016
    Już drugi raz zdarzyło mi się pomylić ich imiona, następnym razem będę dokładniej sprawdzać, co napisałam. Dziękuję!
  • Neli 17.07.2016
    Najlepsze jest to, że czytałam to kilkanaście razy po opublikowaniu, a i tak nie zauważyłam tej pomyłki -,-
  • KarolaKorman 17.07.2016
    Bo wtedy czyta się już na pamięć, ja też tak mam :)
  • Neli 17.07.2016
    Właśnie :)
  • Niejestempiekna 28.07.2016
    Kiedy kolejna? 5!
  • Neli 28.07.2016
    Baardzo dziękuję! Uczestniczę w ŚDM i ogólnie na razie nie mam czasu, więc przyznam szczerze, że nie mam pojęcia. Od dawna śledzisz moje opowiadanie? Cieszę się, że się ujawniłaś :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania