Nigdy 51

Fabian

 

 

 

Myślałem, że z tego wyrosłem, obwiniam się leżąc na łóżku. Światło jest zgaszone, w pokoju jest zupełnie ciemno. Przekładam się z boku na bok. Dobrze, że mnie mama nie widziała po powrocie z przyjęcia. Byłaby zła, gdyby przyjrzała się mojemu oku, ciągle sprawiam jej kłopoty. Trzymam na nim lód, bo wciąż mnie boli. Kamil przyszedł na przyjęcie kompletnie nawalony. Zapewne chciał ją zobaczyć. Z tego co mi wiadomo, Lusi z nim również nie utrzymywała kontaktu. Zdenerwował mnie samą obecnością, a jak zaczął mi dogryzać, to po prostu dostało mu się po pysku. Nie chciałem nikogo zdenerwować, a już na pewno nie Krystiana. W końcu to o jego dziewczynie była mowa na tym spotkaniu. Miało być miło i było, dopóki nie dałem się sprowokować.

Zwróciła na mnie uwagę, widziałem jak się gapiła, choć za każdym razem, gdy ją przyłapywałem, odwracała wzrok. Jej widok siedzącej samotnie na kanapie i obserwowanie zeszytu, który krążył w rękach przybyłych gości, sprawił, że chciałem do niej podejść. Powinienem był zapytać, jak się czuje.

Coś, jakby kamień uderza w szybę mojego okna. Klękam na łóżku, aby zobaczyć co się stało. Przybliżam twarz do szyby i wtedy czyjaś ręka w nią stuka. Uchylam okno, wystawiam przez nie głowę, żeby się rozejrzeć.

- Pst... - szepcze damski głos.

- Weronika? - Zauważam ją. - Co tu robisz?

- To ważne. Możesz wyjść na zewnątrz? - prosi.

- Jasne - zgadzam się natychmiast.

Ponieważ leżałem w samych bokserkach, zakładam spodnie, bluzę i biorę do ręki kurtkę, przeskakuję przez okno i domykam je, aby nie wyglądało na otwarte. W końcu odwracam się w jej stronę. Pobliska lampa, stojąca na poboczu drogi oświetla jej twarz, na której dostrzegam łzy. Ten widok piorunuje moje ciało.

- Co jest? - Łapię ją za ramiona i patrzę jej w oczy.

- Musisz mnie gdzieś podwieźć - odpowiada cicho.

- Chodź! - Biorę ją za rękę i prowadzę w stronę samochodu. Otwieram drzwi od strony pasażera, ona wsiada, okrążam samochód i wsiadam za kierownicę. - Dokąd jedziemy?

- Do szpitala.

Spoglądam na nią, rozdziawiając usta.

- Mieli wypadek - oznajmia, a ja nie wiem, co ma na myśli. - Lusi i Krystian - dodaje. Mrugam oczami, nie dowierzając.

 

Weronika wyjaśnia mi, że ich rodzice są już w szpitalu. Biegniemy do recepcji i w tym momencie czuję się tak, jakbym ich stracił. Obydwóch na raz. Chcę usłyszeć dobre wieści, że wyjdą z tego cało. Pełen obaw dostrzegam mamę Lusi i rodziców Krystiana, którzy odwracają głowę w naszym kierunku. Weronika przybiega do nich pierwsza, ja zaraz po niej. Chcę zapytać, co się stało, ale w tym samym czasie drzwi, przed którymi stoimy się otwierają. Blondynka wychodzi na korytarz.

- Lucyna! - Jej matka mocno ją przytula, ona nie od razu reaguje, jakby zaskoczona czułym powitaniem.

- Jak się czujesz? Co ci jest? - pyta pani Kasia. - Gdzie Krystian? Co się stało?

- Nie powinnaś być na jakichś badaniach? - dopytuje jej mąż.

- Co zrobiłaś w czoło? - zabiera głos Weronika, która zauważa olbrzymi plaster na czole dziewczyny. Lusi dotyka się ręką, gładząc opatrunek.

- Nadal bardzo boli - komentuje.

- Na pewno wolno ci tutaj być? Powinnaś odpoczywać!

Obecne osoby robią szum, zasypują ją pytaniami, nawet nie wie, na które słowa zwrócić uwagę. Patrzy na każdego po kolei, wreszcie i na mnie. Wydaje mi się, że na mojej osobie dłużej zatrzymuje wzrok. Uśmiecha się lekko, ja stoję z neutralnym wyrazem twarzy.

Kobieta, ubrana w lekarski strój, podchodzi do dziewczyny i w ten sposób przerywa nasze spojrzenie.

- Co ty tu robisz? Nie wolno ci wychodzić z łóżka! - beszta ją. - A państwu proszę dać jej odpocząć! - Zwraca się do nas ze srogą miną. Lusi wraz z panią doktor znikają za drzwiami.

- Mówiłam, że powinna odpoczywać... - powtarza pani Kasia bardziej do siebie niż do nas. Siadamy na krzesłach, chcąc dowiedzieć się czegokolwiek.

Wytargowaliśmy odwiedziny dwóch osób. Dwie osoby dzisiejszej nocy mogły porozmawiać krótką chwilę z Krystianem i Lusi. Obydwie matki skorzystały z takiej możliwości, a my czekamy aż wyjdą z pokoju. Drzwi się uchylają. Wszyscy jak na komendę wstajemy z miejsc i podchodzimy do pań.

- Niewiarygodne - mówi mama Lusi.

- Lekarze mówią, że wypadek wyglądał na bardzo poważny. Jechali samochodem i z naprzeciwka prosto na nich pędził inny samochód, z którym niemalże się zderzyli. Na szczęście Krystian w ostatnich sekundach, zapobiegając tragedii, skręcił w bok, gdzie uderzyli w drzewo. Lusi straciła przytomność, kierowca, owego samochodu zadzwonił na pogotowie. Lusi ma lekkie wstrząśnienie mózgu, Krystian zwichniętą rękę. Pani doktor powiedziała, że takie draśnięcia graniczą z cudem.

- Och. - Wzdycha Weronika.

- Nie ma logicznego wytłumaczenia, dlaczego nie stało im się nic poważnego, skoro samochód jest całkowicie zdemolowany. Pozostaną na obserwacji, szybko powinni wrócić do domu.

 

 

 

Lusi

 

 

 

Krystian siedzi na parapecie, jesteśmy u niego na strychu. Opowiada mi, że często spędzał tutaj czas z Zuzką. Lubili rozmawiać i obserwować to, co dzieje się na zewnątrz. Lubili to robić zwłaszcza zimą, gdy na dworze było zbyt zimno. Przynosili kubki z gorącą herbatą i godzinami tutaj siedzieli. Uśmiecha się wspominając, że czasami włączali piosenkę w telefonie, on prosił ją do tańca i udawali, iż są na jakimś balu czy coś.

- Przesuń się - każę, bo chcę usiąść. Parapet jest wystarczająco duży, żebyśmy się zmieścili we dwójkę. Na kolanach trzymam mój rysunkowy pamiętnik, spojrzenie kieruję na widok z okna. - Bomba - komentuję. - Nie wolałbyś tutaj mieć swojego pokoju niż na dole? - pytam.

- Jakoś o tym nie myślałem.

- Krystian... - zaczynam niepewnie, patrząc w szybę. Wieje wiatr, popychając swoim podmuchem kolorowe liście. - Czy mogę cię o coś zapytać?

- No jasne - odpowiada od razu. - Co jest? - Chwyta mnie za rękę, uśmiecham się do niego.

- Minęło kilka dni od wypadku... Pamiętasz, o czym pomyślałeś w ostatnich sekundach, zanim... No wiesz, ja straciłam przytomność, a ty... Rozbiliśmy maskę samochodu o drzewo?

Wpatruje się we mnie przez chwilę, która jest bardzo niezręczna.

- Podobno całe życie przelatuje przed oczami - łamie mi się głos. - Myślałam, że po nas...

- Ym, tak. Bardzo wyraźnie to pamiętam. - Przełyka gulę rosnącą mu w gardle. - To działo się tak szybko. Dosłownie w ułamku sekundy widziałem ją i ciebie. Pomyślałem o tym, gdy do ciebie przyszedłem i zobaczyłem Zuzkę, która nie była już małą dziewczynką, jaką ją zapamiętałem. Była taka... duża. - Na te słowa uśmiecham się radośnie. - Czasami czułem się przy niej niepewnie, od razu zrobiła na mnie wrażenie. Dopiero później zrozumiałem, jak bardzo ją kocham. Od dziecka ją kochałem, ale dopiero później to sobie uświadomiłem. Podczas wypadku widziałem, jak przyszła otworzyć mi drzwi. Nigdy nie zapomnę wyrazu jej twarzy. Była taka... - stara się znaleźć odpowiednie słowa. - Jakby oczarowana tym, jak się zmieniłem. Ja czułem to samo. - Kiedy to opowiada wzrok skupiony ma w pewnym punkcie, nie patrzy na mnie, a ja tonę w łzach i nie chcę, żeby to widział, szybko je wycieram, niestety przykuwając jego uwagę. - Wiesz, miałem tam jakieś dziewczyny po drodze. Nie mogę powiedzieć, że to z nią pierwszy raz się całowałem. Ale mogę powiedzieć, że całując się z nią pierwszy raz czułem coś więcej, nie tylko to, jaki mam wpływ na dziewczyny i tę satysfakcję, kolejny pocałunek zaliczony... - Dostaje kuksańca w bok za te słowa. - Tylko miałem takie poczucie za każdym razem, gdy mogłem ją pocałować czy przytulić, że jest dla mnie naprawdę kimś ważnym.

Na zewnątrz wiatr ustał, natomiast zaczął padać deszcz.

- Lusi, a ty? O czym pomyślałaś? - pyta, a ja się w niego wpatruję przez dość długi czas.

- Nie pamiętam.

- Mogę? - Najpierw zabiera mi z kolan mój rysunkowy pamiętnik, a później pyta.

- Nawet nie wiem, po co pytasz, skoro nie zdążyłam odpowiedzieć, a ty już go otworzyłeś!

Krystian odrywa wzrok od moich szkiców.

- Przepraszam, mogę?

- Nie możesz - odpowiadam. On uśmiecha się i powraca do rysunków. - Ej! - besztam go za to, że mnie nie słucha. Po raz kolejny się uśmiecha do mnie, a jego mina mówi: ,,Wiem, że mogę".

- Dawaj mi go z powrotem! - każę i chcę wyrwać mu zeszyt z rąk, a on go nie chce puścić. - Krystian!

Tak się szarpiąc, zauważam, że coś z niego wylatuje. Zeskakuję z parapetu, bo na podłodze leży koperta w słoneczniki. Podnoszę ją z grymasem na twarzy.

- Przez ciebie wypadł list od Zuzki!

- Przepraszam, nie wiedziałem, że tam jest!

- Uch - wzdycham naburmuszona i ponownie siadam na przeciwko niego, opierając się plecami o ścianę.

- Ty sobie go poczytasz, a ja sobie pooglądam twoje rysunki i wszyscy będą zadowoleni - szczerzy się w uśmiechu.

Zauważam coś na odwrocie ozdobnej kartki. Coś tu jest napisane malutkim, ołówkowym pismem...

 

,,Pod łóżkiem" - wyczytuję.

 

Jak to jest możliwe, że czytając go tyle razy nie zauważyłam na odwrocie tego napisu. ,,Pod łóżkiem". Pod jakim łóżkiem? O co chodzi?

Kilka minut siedzimy w ciszy, a ja staram się zrozumieć jej przekaz.

Zuzka, coś ty wymyśliła?

- Wiem! - Krzyczę w końcu, a Krystian mi się czujnie przygląda. - Jedziemy do niej!

- Co? - pyta nie rozumiejąc. Wstaję i pospiesznie go ciągnę za rękę.

- No chodź! Zostaw ten zeszyt. - Wyrywam mu mój pamiętnik i kładę go na parapecie. - Jedziemy do domu pani Ali! - Szybko biegnę do ganku, a tam zarzucam swoją kurtkę na ramiona.

- Lusi, czekaj! - Biegnie za mną Krystian. - Co się stało?

- Ubieraj buty! - ponaglam go.

- Dobra, dobra, czekaj na mnie!

 

Wybiegamy z samochodu i pukamy do drzwi. Mama Zuzki nam otwiera i pogodnie nas wita.

- Co za niespodzianka! Wchodźcie.

- Muszę iść do Zuzy - oznajmiam, a oni spoglądają po sobie. Krystian palcem wskazującym puka się w skroń, dając do zrozumienia, że mi odbiło. Lekceważę ich żarty i kieruję się w stronę jej pokoju. Otwieram drzwi i nagle cała ekscytacja gdzieś ucieka, a na jej miejsce wstępuje osłupienie. Rozglądam się po pokoju. Na podłodze walają się jej ubrania, biurko zasypane jest książkami.

W rogu staje pozostała dwójka, którą zostawiłam w ganku. Pani Ala kładzie swoją rękę na moim ramieniu.

- Do tej pory nie potrafiłam pozbyć się jej rzeczy... Wszystko zostało dokładnie tak, jak w czasie, gdy ostatni raz tutaj była - mówi spokojnie.

Podchodzę do bluzki, która leży na podłodze. Biorę ją do ręki i przykładam do nosa, wąchając zapach. To były jej ulubione perfumy. Walczę zwycięsko ze łzami. Krystian podchodzi do mnie i bierze moją wolną dłoń w swoją rękę.

- Zrobię wam herbaty - oznajmia pani Ala i zostawia nas samych. Wiem, że to tylko wymówka, nie chciała przy nas płakać.

- Też nie potrafiłabym tego zrobić - przyznaję i odkładam bluzkę na miejsce, w którym leżała. Biorę głęboki oddech i postanawiam wyjść. Obracam się w stronę drzwi, ale przypominam sobie po co tutaj przyszłam. Podchodzę do łóżka, klękam, a kuzyn mi się przygląda. Sięgam ręką pod łóżko i wyciągam spod niego fioletowe pudełko. Chłopak siada obok mnie zaciekawiony moim znaleziskiem.

Następne częściNigdy 52  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Lotta 01.11.2016
    Ciekawe co jest w pudełku... Zostawiam 5 jak zawsze. :)
  • Kobra 01.11.2016
    Dokładnie, ciekawe co jest w pudełku? Daję 5 i czekam na cd :-*
  • Kraszax 02.12.2016
    Jezu, Zuzka <3 ciekawe co wymyśliła, czekam na kolejną część <3 5 to za mało ! :d

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania