Nigdy 48

Fabian

 

 

 

Klaudia śmieje się uroczo marszcząc noc. Jest siostrą Marka, polubiliśmy się chyba albo zwyczajnie jest dla mnie miła. Ma brązowe oczy i blond włosy. Często podkręca końcówki na lokówce, na którą tak często narzeka.

Miała podobną fryzurę, kiedy ostatnio ją widziałem…

 

 

W tym dniu chyba Pan Bóg cierpiał razem z nami, bo się pomylił. Za wcześnie wezwał do siebie osobę, którą wszyscy kochaliśmy. Lał deszcz, było szaro i zimno zupełnie tak, jakby przez to chciał przekazać, że jej śmierć to jedna wielka pomyłka.

 

Założyłem garnitur. Krystian też założył garnitur. Nie mieliśmy okazji wcześniej się przywitać, więc podszedłem do niego na cmentarzu, uściskałem go i żaden z nas nie udawał, że jest silny. Płakaliśmy jak szaleni, a ludzie się gapili. Prawie wszyscy płakali, a ci którzy tego nie robili, prawdopodobnie jej nie znali. Nie znali jej na tyle, by wiedzieć jaką wspaniałą osobą była. Nie mogłem patrzeć na panią Alę, jednak kilka razy mi się zdarzyło. Była poważnie spokojna. Stała wyprostowana z chusteczką w ręce. Była blada, wydawało się, że w ogóle nie ma połączenia ze światem, coś przerwało zasięg. Wpatrywała się w grób, a łzy po prostu płynęły po jej policzkach. Zero reakcji, gdy ktoś ją przytulał, składał kondolencje. Stała nieruchomo, a jej wzrok był nieobecny. Tylko na krótką chwilę oderwała wzrok od grobu. Było to wtedy, gdy blondynka z lokami na końcówkach włosów rzuciła się w jej ramiona. Ten widok sprawił, że moje serce zostało mocno przygniecione, następnie rozpadło się pod wpływem nacisku. W jednej sekundzie mój umysł odtworzył kilkanaście wspomnień na raz. Miałem przed oczami okres, gdy jeszcze byliśmy razem, gdy Lusi cierpiała na każdy pobyt Zuzki w szpitalu, gdy mocno ją przytulałem i obydwoje mieliśmy przekonanie, że nasza przyjaciółka wyjdzie z tego cała.

Dlaczego się nie udało?

Widziałem, że Lusi jest bardzo samotna, że potrzebuje mnie obok siebie, a jednak nic nie zrobiłem. Nasza znajomość zakończyła się dwa lata temu, ale wiem, że sobie nie radzi bez Zuzki.

Dwa lata temu po raz kolejny zostałem poinformowany o tym, że wybrała Kamila, mimo że spróbowaliśmy zacząć od nowa. W tym dniu, na domówce u naszej wspólnej koleżanki, zostało jasno powiedziane, że to koniec. W ciągu tych dwóch lat urwałem z nią kontakt. Nie miałem nawet ochoty pobić Kamila, wsiadłem na motor i już nigdy więcej nie pojawiłem się w żadnym miejscu, gdzie mogła być. Unikałem jej jak ognia i tak dobrze mi szło aż do teraz. Od dnia pogrzebu ponownie moje myśli wypełniają dobre wspomnienia, kiedy się dogadywaliśmy.

 

 

- Pójdę już do domu – oznajmiam koledze, z którym chodzę do klasy i żegnam się z jego siostrą. Niedługo potem stoję przy drzwiach domu mojego dawnego przyjaciela.

 

 

Lusi

 

 

 

 

Od razu po szkole wsiadłam w busa i pojechałam się z nią spotkać, chciałam z nią porozmawiać.

Siedzę na trawie i obgaduję tych wszystkich idiotów ze szkoły, a ona, prawdopodobnie, się uśmiecha, wysłuchując co mam do powiedzenia.

- Jakbyś widziała te sztuczne uśmiechy nauczycieli! Na pierwszy rzut oka widać, że przymusowo chcą być mili! A, sorry, trzymaj. – Wstaję z ziemi, mając w rękach żółtego znicza. – Po prostu ogrzewał moje zmarznięte palce.

Jeszcze krótki czas przyglądam się jej i odchodzę.

 

Omijam szare mogiły, które ustrajają kolorowe znicze i sztuczne kwiaty, bo o tej porze roku ciężko o żywe. Zauważam postać, ubraną w szary strój, wciąż idę przed siebie. Wtedy ona przyciąga moją uwagę. Patrzymy na siebie w bezruchu. Rozpoznaję ją. Tak bardzo się zmieniła w ciągu ostatnich kilkunastu dni. Jej oczy są szare i smutne. Nie przepełnia ich radość i blask, do których się przyzwyczaiłam. Zasycha mi w gardle. Trochę jednak minęło od czasu, gdy z sobą rozmawiałyśmy. Wydaje się osobą zupełnie różną od tej, którą znałam. Wypuszczam powietrze z ust, tworząc dym gorącego powietrza, które rozwiewa się przez zimno, panujące na dworze. Nawet nie miałam pojęcia, iż wstrzymywałam oddech. Podchodzę do niej z lekkim uśmiechem na ustach. Nie stać mnie na uśmiech pełen szczęścia, do którego kiedyś byłam przywiązana. Nie muszę nic mówić, bo ona zna mnie na wylot i doskonale wie, co myślę. Składam całusa na jej mokrym policzku.

- Jak tam? – pyta głosem wyprawnym z emocji.

Wzruszam ramionami.

- Zaczekasz na mnie? Chce się z nią przywitać – proponuje, dając mi do ręki kluczyki. Patrzę raz na rękę, raz na nią. Nie umiem wysilić się na jakąkolwiek odpowiedź. – Miałam dać ci to już kiedyś, ale jakoś nie było okazji, rozumiesz. – Wyciąga z kieszeni ciemnego płaszcza żółtą kopertę w słoneczniki, na której napisane jest moje imię. Kieruję się w stronę parkingu. Od razu odnajduję samochód. Siadam wygodnie i zapinam pasy. Czuję się nieswojo, a przecież już tyle razy podróżowałam w tym aucie. Spoglądam na kopertę: ,,Dla Lusi”.

To list.

To list dla mnie.

To list dla mnie od Zuzki.

Przez pewien czas prowadzę wewnętrzną walkę z samą sobą, czy go otworzyć. Nie potrafię. Za bardzo mnie to boli.

,,Dla Lusi”; ,,Dla Lusi”; ,,Dla Lusi”.

Nic z tego. Nie umiem zebrać w sobie siły, aby przeczytać, co w nim napisała.

 

Wchodzimy do domu. Ściągam płaszcz i kozaki. Czuję się, jakbym weszła do środka po latach, a przecież minęło tylko trochę czasu od kiedy razem z Zuzką spędzałyśmy tutaj długie godziny. Bez niej wszystko wydaje się inne, nic nie jest takie samo.

Siadam przy stole, nakrytym białym obrusem. Pani Ala niesie dla nas kubki z herbatą. Żadna z nas nie zaczyna nic mówić. Mieszam cukier, obijając łyżeczką o wewnętrzne ściany naczynia. Dom wypełnia cisza. Już wiele razy narzekałam, że jestem samotna, a mój dom wypełnia cisza, ale wydaje mi się, że jeszcze żadna cisza nie równała się z tą, która teraz panuje. Patrzę na osobę, siedzącą naprzeciwko mnie. Ona wpatruje się w kubek. Jej twarz jest czerwona od nieustających łez, które leją się litrami z jej oczu. Oczy są zmęczone i błagają o sen, a wyczerpaną twarz otulają ciemne, zmierzwione włosy. Nie wyobrażam sobie, co przeżywa.

- Zuza była… - mówi łamiącym się głosem, a ja delikatnie chwytam ją za rękę. Zawsze miałyśmy dobry kontakt. – Ona… to było moje jedyne dziecko. Nawet nie wiesz, co czuje matka po utracie jedynaczki. Przepraszam, ja… - Zasłania twarz chusteczką i wybucha szlochem.

- Domyślam się jak pani ciężko… - przyznaję piskliwym głosem.

- Kochanie, wiem, że tobie też nie jest łatwo, przepraszam… Pamiętaj, że zawsze jesteś tu mile widziana.

- Dziękuję.

- Gdyby Zuzia tu była… nawrzeszczałaby na nas za to, że jesteśmy słabe, że tak nam ciężko. Od razu przywróciłaby nas do porządku. Wyobrażam sobie jak się na nas wydziera: ,,Dziewczyny, co z wami! No już, przestańcie się mazać! I to z mojego powodu!”.

- Taa, to w jej stylu. – Uśmiecham się przez łzy, które kapią na żółtą kopertę, znajdującą się na moich kolanach.

 

// Odnajdujecie się w tym opowiadaniu? Prowadzę je zrozumiale? Wiadomo kiedy, co się dzieje, czy trochę mieszam?

Następne częściNigdy 49  Nigdy 50  Nigdy 51  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Lotta 12.10.2016
    Dobrze jest :) zostawiam 5
  • Neli 12.10.2016
    Dziękuję :))
  • Judy 13.10.2016
    Przyznaję, że przy tym rozdziale napłynęły mi łzy do oczu.
    Ale przyznaję, że jednak się trochę pogubiłam:
    1. W poprzednim rozdziale przed wyjściem na domówkę były 3 dziewczyny: Zuza, Weronika i Lusi, więc analogicznie razem z nimi w domu powinni być: Krystian, Fabian i Łukasz, a tam było coś napisane o Kamilu.
    2. W tym rozdziale też jest coś o Kamilu napisane, ale czy to chodzi o tego Kamila z którym Fabian był pokłócony? Nie wiem.
    3. I ponieważ teraz tak skaczesz to w przeszłość to w teraźniejszość to przed każdym takim wspomnieniem i potem powrotem do rzeczywistości powinnaś napisać, że to już nie wspomnienie, bo osobiście czasami nie wiem co się dzieje teraz a co nie.
    Ale rozdział naprawdę fajny, pełen emocji i mam nadzieję, że chociaż Zlsi i Fabian wrócą do siebie pod koniec. 5
  • Neli 13.10.2016
    Odnośnie 1: byli wszyscy, a wśród ludzi Lusi zauważyła Kamila, który wszystko wygadał Fabianowi i od tego czasu nie rozmawiają.
    Odnośnie 2: Boże, dzięki! Krystian a Kamil - czasem mylę imiona. KRYSTIAN, chłopak Zuzki był na cmentarzu ubrany w garnitur. Kamil też się pojawił, ale o nim nie ma mowy.
    Odnośnie 3: właśnie miałam wrażenie, że za bardzo mieszam, to co jest dla mnie oczywiste, to niekoniecznie dla czytelników.
    Dlatego tak uwielbiam komentarze! Bo nie mam świadomości, że coś jest nie tak, a ktoś inny to zauważy i zwróci mi uwagę, dzięki!!!
  • Kraszax 27.10.2016
    Nie gubię się, wszystko zrozumiałe, brakuje mi Zuzki, zdobyła moją sympatię od razu...płakać się chce....5 <3
  • KarolaKorman 02.11.2016
    Już się przyzwyczaiłam do takich skoków, mnóstwo emocji super opisanych, brawo, 5 :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania