Nigdy 42

Lusi

 

 

Kiedy tylko jest taka możliwość, spotykam się z Zuzką w szpitalu i chwilę rozmawiamy. Przynoszę jej kilka książek, o które mnie prosi. Nie sądziłam, że ktokolwiek może być bardziej przejęty jej stanem ode mnie, ale jak widzę Krystiana, to zaczynam martwić się nawet o niego. Przy Zuzce dobrze się trzyma, jest normalny, a kiedy tylko wychodzimy z ,,jej pokoju", to wygląda jak kupa nieszczęścia. Zawsze przeprasza mnie z tego powodu, ale przecież ja sama nie jestem spokojna. Widzę jak bardzo ją kocha, jak kochają ją jej rodzice, rodzina, wszyscy. Codziennie modlę się o nią, aby wszystko się ułożyło. Nie dociera do mnie to, co się dzieje.

Tego dnia, wieczorem, przychodzi do mnie Koka. Siedzimy w kuchni i jemy kanapki, które zrobiłam. Nie mam nic do niej, ona nie ma nic do mnie, więc całkiem przyjemnie nam się siedzi w swojej obecności. Po chwili wychodzi na balkon, domyślam się, że chce sobie zapalić, jak to zwykle ma w zwyczaju. Któregoś razu, gdy do mnie przyszła, to pytałam czy nie potrafi wysiedzieć na tyłku bez papierosów, a ona tylko wzruszyła ramionami i wyszła na zewnątrz. Od tego czasu nawet nie wysilam się na zadanie pytania. Dołączam do niej, opieram się o barierkę, a ona podtyka mi papierosa pod nos. ,,Masz, widzę, że jesteś spięta", słyszę jak zwykle. Również wzruszam ramionami i się zaciągam. Spodobało mi się to. Natalia mierzwi moje włosy z chytrym uśmiechem na ustach.

 

 

Fabian

 

 

Byłem odwiedzić Zuzkę w szpitalu, przyjaźnimy się i ja również się o nią martwię. Wypytywała mnie o Lusi, a ja na sam dźwięk tego imienia miałem grymas na twarzy. Nic nie poradzę, że tak bardzo mam jej dosyć. Poprawka: nic nie poradzę na to, że to ona ma mnie dosyć, a ja dosyć mam jej decyzji. W zasadzie, to chyba jeszcze jesteśmy razem, tyleże mamy przerwę, która mnie wkurwia. Zuzka przekonała mnie, abym porozmawiał z moją dziewczyną, uzgodnił czy dalej nią jest. Na początku mojej wizyty wypytywałem o to, jak się czuję, ale ona unikała tematu choroby jak ognia. Dosłownie w każdy możliwy sposób starała się mnie zagadać, aby tylko nie rozmawiać o tym co jej jest. W zasadzie, to ją rozumiem. Nie tylko ja o to pytam, a ciągłe przypominanie komuś o tym, co go smuci, jest niewarte tych kilku minut rozmowy. Bardzo ją polubiłem. Mimo trudnej sytuacji, wciąż na jej ustach widać uśmiech. Jest najpozytywniejszą osobą jaką kiedykolwiek miałem przyjemność spotkać. Nie rozumiem, dlaczego takie nieszczęścia spotykają dobrych ludzi. Czy nie mogło coś takiego przytrafić się tym, którzy w jakimkolwiek stopniu sobie na to zasłużyli? Dlaczego taki los pada na niewinnych?

Gaszę motor, spoglądając na dom Lusi. Ech, miejmy to już za sobą.

Wchodzę po schodach, a z domu wybiega dziewczyna. Patrzy na mnie przelotnie, poprawiając swój kaptur, spod którego dostrzegam niebieskie włosy. Nie zdążam jej nawet zapytać, co tutaj robiła, bo tak szybko znika z moich oczu. Cóż, chwytam za klamkę, a drzwi, o dziwo, są otwarte. Przecież Lusi zawsze zamyka je na klucz, co jest grane? Przeciskam się do środka.

- Chodź do kuchni, Misiek! - krzyczy Lusi. Marszczę brwi i idę za głosem. Przy stole stoi jakaś dziewczyna, która nasypuje popcorn do miski. - Obejrzymy jakiś film, co? - Mówi nie patrząc na mnie.

- Lu - Lusi? - Zatkało mnie na jej widok.

- Fabian - odpowiada cicho, zastygając w bezruchu z rozdziawionymi ustami.

- Nie poznałem cię - przyznaję szczerze. Nie jest już moją słodką blondynką. Jej włosy są brązowego koloru i ma grzywkę obciętą na prost, którą zaczesuje na bok.

- Nie podobam ci się w takiej odsłonie? - pyta jakby bojąc się usłyszeć odpowiedzi.

- Nie, po prostu... Wow. Wyglądasz jak nie ty, ale to nie znaczy, że źle - miotam się. - Zaraz. Co tu robiła ta... dziewczyna?

- A, Natalia. To jej dzieło. - Wskazuje na swoją fryzurę z uśmiechem na ustach. - Często się spotykamy, tak jakby się... przyjaźnimy.

- Z nią? Co? Dlaczego? Oszalałaś?

- Wcale nie jest taka zła...

- I po tym wszystkim tak po prostu jej ufasz? - mówię z pogardą w głosie, a ona wzrusza ramionami i przytakuje skinieniem głowy.

- Poznałyśmy się bliżej - odpowiada spokojnie - wcale nie jest taka zła.

- Pchy - prycham, a Lusi wybałusza oczy.

- Nawet nie próbuj mnie oceniać! Mogę robić co mi się podoba i mogę spotykać się z kim mi się podoba.

- Spotykać? Hy, czyli dałaś mi jasno do zrozumienia, że już kogoś masz. ,,Miśka"? - Wywracam oczami, śmiejąc się. - Nawet ta ksywka jest żałosna.

- Ja ją wymyśliłam! - odparowuje urażona, a ja wbijam w nią wzrok. Dociera do mnie, że już pora opuścić ten dom. Odwracam się na pięcie i mam zamiar wyjść stąd, lecz ona zaczyna za mną biec. - Fabian, czekaj, to nie tak! - Próbuje mnie zatrzymać, a w tym samym czasie coś spada na podłogę, powodując huk. Odwracam się gwałtownie i spoglądam na kawałki szkła i popcorn walający się po podłodze. Prawie wybucham śmiechem. - Ja pierdole! Co za pokraka ze mnie!

- Od kiedy przeklinasz? - To moja działka. Ona nigdy nie mówiła brzydkich słów, a zdarzało się, że i mnie upominała. Podchodzę do niej, aby pomóc jej pozbierać ten bałagan, klękamy na podłodze, lecz wciąż wpatruję się w nią z pogardą wypisaną na twarzy.

- Ja... ych... Przestań zachowywać się w ten sposób, Fabian! Wkurzają mnie twoje ciągłe upomnienia i docinki!

- To ty się zmieniłaś! Przyszedłem porozmawiać o nas, ale widzę, że doskonale bawisz się beze mnie!

- Fabian, to nie tak. Ja wciąż bardzo cię...

- Sorry za spóźnienie... - Do pomieszczenia wchodzi Kamil, a ja natychmiast zrywam się na nogi i wychodzę z mieszkania.

- Fabian! Fabian, czekaj! Stój! Porozmawiajmy! - Woła mnie ona, biegnąc za mną na zewnątrz. Przyspieszam i wsiadam na motor.

- Ja już skończyłem rozmawiać - oznajmiam. Patrzę z nienawistnym spojrzeniem na Kamila, który również za mną pobiegł. - Bawcie się dobrze! - Ubieram kask i odjeżdżam. Byłem tam zupełnie niepotrzebny, tylko bym im przeszkadzał w ich ,,wspólnym wieczorze". Nie mam ochoty już jej więcej widzieć, a jemu, kiedy się spotkamy następnym razem, z przyjemnością wybiję kilka zębów. Dodaję gazu, mając ich przed oczami, jadę coraz szybciej. Nawet ten pierdolony motor przypomina mi o ich wspólnej jeździe, gdy Kamil odwiózł ją do domu po imprezie.

To koniec.

 

 

Lusi

 

 

Odgarniam moje ,,nowe" włosy i staram się uspokoić, nie chcę, aby łzy, które naszły mi do oczu, zaczęły spływać po moich policzkach, bo nie umiałabym ich zahamować. Pociągam nosem i wraz z Kamilem zbieramy popcorn z podłogi.

- Widzę, że latały talerze - żartuje.

- Mieliśmy to jeść przy wspólnym oglądaniu jakiegoś filmu, ale ja, niezdara jak zawsze, zahaczyłam o miskę i zrzuciłam ją na podłogę.

- Nie szkodzi, ja przyniosłem chipsy. - Uśmiecham się do niego. - Ładnie wyglądasz, dodałaś sobie charakterku tym kolorem włosów.

- Sama nie wiem, to chyba nie ja... Przynajmniej nie ja kiedyś...

- Czasami zmiany są dobre, a tobie tak ładnie, dlatego nie ma co żałować.

- Dziękuję. Muszę iść do toalety - oznajmiam i wychodzę z kuchni z telefonem w ręce. Najpierw przez kilka minut patrzę w lustro w łazience, potem nerwowo chodzę tam i z powrotem, a gdy w końcu choć odrobinę się uspokajam wybieram jego numer i mam zamiar błagać go, żeby w taki sposób nie zakończał naszego związku, żeby w ogóle tego nie robił. Kamil to tylko mój przyjaciel i nic więcej. Zbliżyliśmy się do siebie, tak, to prawda, ale tylko pod względem przyjaźni. Jest przystojny i w ogóle, lecz to Fabian jest tym jedynym. Kamil nazywa mnie: ,,Kopciuszkiem", a ja go ,,Miśkiem", ale to nic nie znaczy. Naprawdę.

Odbierz, Fabian, modlę się o to w duchu i przykładam telefon do ucha.

- Nie ma takiego numeru... - słyszę po drugiej stronie słuchawki.

 

Któregoś dnia, kiedy jeszcze nie mieliśmy tych wszystkich problemów, gdy Fabian i Kamil wciąż byli przyjaciółmi, oni we dwójkę, Weronika, Zuzka, Krystian i ja spotkaliśmy się w wyznaczonym miejscu. Chłopaki urządzali sobie wyścigi, a z nas sobie żartowali, że powinnyśmy mieć obcisłe i krótkie spódniczki, a w rękach pompony. Mój doping, to były zdania motywujące, które wypowiadałam do Fabiana, na przykład: ,,Biegasz jak panienka", ,,Ale z ciebie nieudacznik", ,,Przegrasz". One naprawdę działały, bo dały mu takiego kopa, że na mecie był dużo wcześniej od pozostałych. Zuzka stwierdziła, że teraz pora na nas, na wyścig ,,bab". Oczywiście marudziłam, bo gdzie ja i wyścigi? Ostatecznie przekonali mnie, a później wszyscy mieli ze mnie bekę, ale przynajmniej było wesoło. Chyba nie muszę wspominać, kto wygrał? (Zuza).

Innego dnia leżałam z Fabianem w łóżku, u niego w pokoju. Pozwolił pobawić mi się jego telefonem. Przeglądnęłam całą galerię i listę piosenek. On zrobił to samo z moim telefonem.

- Boże, czego ty słuchasz, to od wstydu! - narzekał. - Samo disco - polo.

- Ej! - upomniałam go wściekłym głosem. - A ty! Ty! To! To... co to w ogóle jest?

- Metal. - Wywrócił oczami.

- To dopiero jest okropne!

- Nie słuchaj już tych przypałowych piosenek.

- A ty nie słuchaj tego okropnego metalu! Matko, to jest naprawdę okropne... - Włączyłam kawałek, ale zaraz wyłączyłam.

- Okej. Ty w mojej obecności nie będziesz słuchać disco - polo, a ja w twojej metalu.

- Zostajemy przy popie.

- Umowa.

Wspominam jeszcze różne sytuacje, które sprawiają, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech, a po chwili powstrzymuję się przed płaczem. Dlaczego jest jak jest? Biorę głęboki oddech i postanawiam wrócić do Kamila, który już długo na mnie czeka w salonie.

Oglądamy jakąś komedie. Sama nie wiem, co to za tytuł ani o czym jest. Po prostu patrzę na ekran myślami będąc gdzieś indziej. Kamil obejmuje mnie ramieniem i całuje mnie w czoło, a ja natychmiast się od niego odsuwam. Patrzy na mnie z otwartą buzią, nie rozumiejąc dlaczego nagle stałam się taka chłodna.

- Mógłbyś zostawić mnie samą?

- Ale Lusi...

- Wyjdź proszę. Wyjdź stąd. Chce pobyć sama.

W mgnieniu oka spełnia moją prośbę, a ja płaczę w poduszkę.

 

 

Zuza

 

 

Dni mijają i mijają i jeszcze raz mijają.

- Wreszcie! - Podskakuję radośnie, stojąc przed szpitalem wraz z Krystianem, który przyjechał mnie odebrać. On ciągnie mój mały bagaż, a ja przemierzam kilka metrów radośnie skacząc i krzycząc. - Jestem taka szczęśliwa! - Biegnę jeszcze szybciej i wyję na całe gardło. - Nareszcie koniec tej wizyty w szpitalu! Jeej! - Nie jestem pełna sił, nie tak jak dawniej. Czuję, że zwykłe podskoki sprawiają mi więcej trudności, szybciej się męczę.

- Zuza, uspokój się! Nie wolno ci... - zaczyna Krystian, a ja od razu ze łzami w oczach i złością wymalowaną na twarzy staję obok niego.

- Och, wybacz, skarbie. Już o wszystkim wiesz... - mówię sarkastycznie.

- Co masz na myśli?

- Tak bardzo chciałam zataić przed tobą i Lusi moją chorobę, abyście nigdy się do tego nie wpieprzali. Wiedziałam, że jeśli będziecie wiedzieć, to zaczną się zakazy, nakazy. Nie chcę specjalnego traktowania z powodu choroby, nie chcę i nie będę się ograniczać! Wiem, że wydaje ci się, że masz obowiązek przy mnie być. Patrzeć na mnie, zajmować się mną, zwracać mi uwagę, żebym się nie przemęczała. Nie będę żyła w ten sposób!

- Ale ja tylko...

- Dlaczego po mnie przyjechałeś? - pytam, a on patrzy na mnie, jakby pierwszy raz zobaczył mnie na oczy.

- Że co?

- Musisz rezygnować ze swojego życia, by pobyć ze mną. Nie wiadomo kiedy odejdę, a ty chciałbyś wykorzystać każdą minutę przy mojej obecności. Nawet nie protestuj, bo wiem, że tak jest.

- Zuza, co ty wygadujesz?! Jestem tu, bo cię kocham, a nie, bo jakoś specjalnie cię traktuję!

Patrzę na niego kilka sekund, nie wypowiadając ani słowa. Wzdycham i siadam na pobliskiej ławce, on do mnie dołącza.

 

 

Krystian

 

 

Właśnie byłem świadkiem jej wybuchu. Zuzka zaczęła bez powodu na mnie krzyczeć, nawet zastanowiłem się, czy wyszła ze szpitala, czy z psychiatryka, który zmienił ją na gorsze.

- Przepraszam - mówi spokojnie. - Nie chciałam, aby kiedykolwiek doszło do czegoś takiego. - Wskazuje na nasze dwie osoby, mając na myśli obecną sytuację. - Po prostu czasami mam wrażenie, że każdy traktuje mnie inaczej, bo patrzy na mnie w sposób: ,,To ta, która choruje", a nie: ,,To ta, którą znam". Wszystko wydaje mi się takie inne, nie mogę pozbyć się tego wrażenia. - Uśmiecha się smutno, a spojrzenie utkwiła w chodnik, miętoli swoją bransoletkę, a ja biorę jej małe dłonie w swoje długie palce i na nią spoglądam, rozumiejąc co ma na myśli. Ona kieruje na mnie swój wzrok, a ja całuję ją w rękę, oznajmiając, że wszystko jest w porządku, że jestem przy niej. Chyba się uspokaja, bo nie bawi się już bransoletką, ale może to z racji tego, że oplotłem jej ręce swoimi i nie bardzo ma taką możliwość. W każdym razie wolę, żeby moja pierwsza opcja była trafna, więc tak sobie wmawiam. Coraz szybciej mruga powiekami, wydaje się, iż łzy napłynęły jej do oczu. Szybko wstaje i idzie kawałek przede mną, ocierając policzki. Wiem, że nienawidzi siebie za tę słabość, za to kim obecnie jest. Podchodzę do niej i łapię ją za rękę, aby się zatrzymała.

- Zuzka, cokolwiek się stanie, kocham cię. Mimo twoich wszystkich humorów i chwil gdy mnie zdenerwujesz, niepotrzebnie na mnie nakrzyczysz albo, gdy to ja na ciebie nakrzyczę , nawet wtedy moje uczucia do ciebie się nie zmienią. Może to głupie co teraz powiem... - Przeczesuję włosy palcami. - Ale uwielbiam, kiedy nie wstydzisz się przy mnie płakać.

Przygląda się moim oczom, a na jej twarzy pojawia się coś... w rodzaju ulgi.

- Łap mnie! - każe, wskakując na mnie. Rękami trzyma się moich barek, a swoimi nogami oplata mnie w pasie. Od razu reaguję, chwytając ją, aby nie upadła. - Jesteś niesamowity! I jedyny w swoim rodzaju! - Kilkanaście razy całuje mnie po policzkach, czole i w każdym możliwym miejscu z radością wypisaną na jej twarzy. - Aż nie wiem, co powiedzieć. Jesteś taki wspaniały, a ja jestem tak nie do zniesienia. Kocham cię! Kocham! Tak bardzo cię kocham! - mówi między składaniem całusów na mojej buzi.

- Powinniśmy już jechać? Reszta bardzo chce cię zobaczyć - mówię po kilku minutach. - Naprawdę mógłbym być tak przez ciebie całowany całą noc, ale jest już późno, a twoja mama chyba nie będzie miała o mnie dobrego zdania. Tylko raczej za każdym razem, gdy przyjadę, aby się z tobą zobaczyć, to będzie myślała: ,,Ych, to znowu on i znowu będzie chciał mieć Zuzkę tylko dla siebie, nie ma mowy. Dzisiaj jest moja". A tak to będę mógł cię częściej wyciągać, ale na krócej.

- Okej. Znudziło mi się już twoje towarzystwo, chcę do mamy - żartuje ona. Chcę odstawić ją na chodnik, lecz trzyma się mnie jeszcze mocniej, nie chce puścić. - No co, koleś? Zanieś mnie do samochodu! - rozkazuje, a ja wybucham śmiechem. - Ty słabeuszu, ponoć chodzisz na siłownię - mówi z zupełną powagą. - A spróbuj powiedzieć, że jestem ciężka! - grozi. - No już, jazda!

 

// Znalazłam trochę czasu, więc wracam z moim opowiadaniem! Jak zawsze zmotywowaliście mnie swoimi komentarzami i ciągle proszę, aby było ich więcej! Pozdrowionka! ;)

Następne częściNigdy 43  Nigdy 44  Nigdy 45  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Afraid13 03.08.2016
    Świetne.
  • Neli 03.08.2016
    Dzięki! Czytasz od początku? :D
  • Afraid13 05.08.2016
    Neli. Wszystko nadrabiam...
  • Afraid13 05.08.2016
    Opowiadanie jest świetne i czekam na ciąg dalszy
  • Neli 08.08.2016
    Afraid13, Ty, ale komentuj mi tu wszystko, a nie bądź cichym czytelnikiem! :)
  • candy 04.08.2016
    Widzę (przecinek) jak
    to pytałam (przecinek) czy nie potrafi
    tyleże - oddzielnie
    uzgodnił (przecinek) czy dalej nią jest.
    Na początku mojej wizyty wypytywałem o to, jak się czuję, - czuje*
    o tym (przecinek) co jej jest
    pyta (przecinek) jakby bojąc się usłyszeć odpowiedzi.
    Patrzę z nienawistnym - bez "z"
    i chwil (przecinek) gdy mnie zdenerwujesz, niepotrzebnie na mnie nakrzyczysz albo (tu bez przecinka) gdy to ja na ciebie nakrzyczę, Może to głupie (przecinek) co teraz powiem...
    Jak ja lubię Zuzę :D najbardziej poszkodowana, a najbardziej pozytywna :) co do Lusi i Fabiana... ehhhh, brak słów. Mogła pomyśleć, zanim zaczęła coś z Kamilem. Albo jeden albo drugi. 5 zostawiam i czekam, mam nadzieję, że 43 będzie szybciej :)
  • Judy 06.08.2016
    Świetny rozdział ;-) 5
  • Teska 06.08.2016
    Weszłam na twój profil, zobaczyć czy nie dałaś czegoś nowego. I tak czytam i myśle że zapomniałam wcześniej przeczytać więc mówie sobie, że mószę skomentować.
    Rozdział świetny. Bardzo jestem ciekawa co będzie dalej :)
  • Neli 08.08.2016
    Komentarze zawsze mile widziane. W końcu poniekąd dzięki nim dodaję rozdziały, motywują mnie, niektóre dają do myślenia i te takie, dzięki :)
  • Neli 08.08.2016
    Mimo że nie wszyscy zawsze komentują, to jest Was tutaj całkiem spora grupka, z czego jestem dumna i zadowolona!
  • KarolaKorman 08.08.2016
    Twój komentarz zwrócił moją uwagę i zauważyłam nieprzeczytaną część, ale to już zostawiam na dzień :)
  • dainty 08.08.2016
    Lubię Zuzkę, ale wkurza mnie zachowanie w stylu: podobasz mi sie, ale bede cie odrzucała. Wybaczam, w koncu choroba daje sie we znaki :) a co do Lusi i Fabiana... Lusi bardzo sie zmieniła i to wcale nie na lepsze (mimo wszystko nie lubie Koki), zachowuje sie jak dziecko, bo stwarza pozory bycia z Kamilem, mimo ze tak nie jest :)
  • KarolaKorman 09.08.2016
    ,,ma grzywkę obciętą na prost,'' - raczej: na prosto
    I ode mnie piąteczka :) Porobiło się z tym Fabianem i Lusi, aż mi przykro :( Cieszę się za to, że Zuzka w dobrym humorze :)
  • Kraszax 11.08.2016
    Zaległości nadrobione! Już czekam na dalsze wydarzenia! :D Pozdrawiam gorąco i dziękuję za to że mam co czytać ;)
  • Neli 15.08.2016
    Jak się cieszę! Tak miło czytać Twoje komentarze, fajnie, że o mnie nie zapomniałaś :)
  • Kraszax 15.08.2016
    Neli, nigdy nie zapominam ;) po prostu wcześniej czasu nie miałam :/
  • niejestempiekna 01.09.2016
    Kiedy dodasz kolejną? :) Świetna!
  • Neli 03.09.2016
    Dodana! Dzięki za zmotywowanie :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania