Poprzednie częściArystokrata 1 Arystokrata 2 Arystokrata 3

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Arystokrata 27

Zapomniała o drapieżnie wyuzdanej siostrzenicy pierwszej ochmistrzyni rezydencji! Bezwiednie przygryzła wargę, zacisnęła powieki, po czym odetchnęła głęboko. Wspomnienia powróciły – czas, kiedy świat wywrócił się do góry nogami. Znowu spojrzała na młodych przy sąsiednim stoliku, ale zobaczyła ich już w zupełnie innym świetle. Pojęła, skąd pojawiła się ta nagła zazdrość. Dlaczego tak reagowała na ciepłe, subtelne gesty młodego mężczyzny i rozmarzone, ufne do bólu spojrzenia dziewczyny. Marta nigdy nie doświadczyła magii pierwszego razu z ukochanym chłopakiem. Nie doświadczyła uczucia, kiedy nic nie jest zwyczajne. W jej zaplanowanym od początku do końca życiu nie było miejsca dla podziwu, adoracji i czułości. W to miejsce wdarł się strach, poczucie winy i wyuzdane pożądanie. Miała wszystko, czego potrzebowała i każdego, którego tylko zapragnęła, ale nie poznała tej pierwszej miłości, chyba nawet żadnej prawdziwej miłości.

Czy zakochani obok mieli za sobą już ten pierwszy raz czy płonęli niecierpliwie w gorączkowym oczekiwaniu spełnienia?

Prawdopodobnie dziewczyna jeszcze nie zasmakowała ciała mężczyzny, jak nakazywały pielęgnowane wciąż w wielu możnych domach zasady dobrego wychowania. Natomiast co do chłopaka pewności żadnej Marta mieć nie mogła, ale mimo wszystko wydawało jej się to urocze i podniecające.

Nerwowo odrzuciła włosy do tyłu, nie chciała wracać do przeszłości, wmówiła sobie, że jest jej niewyobrażalnie dobrze i nie widziała potrzeby, żeby coś zmieniać. Nic nie czuła i niczego nie pragnęła, podążała ku jednemu celowi i nie miał on nic wspólnego z pięknem. Tylko co jakiś czas pojawiała się nie wiadomo skąd tęsknota. Taka nagła i gwałtowna siła, burząca całe poczucie bezpieczeństwa, które mozolnie tworzyła wokół siebie przez wszystkie lata, dopadała ją od jakiegoś czasu i Marta z coraz większym trudem odrzucała niechciane uczucie w najciemniejszą głębię duszy. Ale wtedy pozostawała nieznośna świadomość bezsensownej egzystencji, na jaką sama się skazywała. Czy po części nie doprowadziła do tego, być może całkiem nieświadomie, starsza od dojrzewającej dopiero Raysówny, zawsze roześmiana, pomocna i odgrywająca rolę starszej siostry – Tamara? Ta oddana przyjaciółka, za jaką pragnęła być uważana, niezastąpiona i jedyna powiernica dziedziczki fortuny, uczyniła wszystko, co tylko mogła, aby osaczyć i podporządkować sobie zauroczoną jej temperamentem Martę. Dziewczyna o posturze chłopca, z kompleksem niższości, a jednocześnie z niezwykle silną potrzebą sprawowania władzy nad słabszymi od siebie odkryła, że przy boku wychowanicy swej ciotki, może realizować swe skrzętnie skrywane fantazje i potrzeby. Otoczyła dystyngowaną, chłodną i nieco zagubioną Martę opieką oraz kobiecą, niemalże matczyną czułością, której w tamtym czasie osieroconej wcześnie dziewczynie bardzo brakowało. Wspólnie spędzane wieczory i noce w jednym łóżku, wypady do miasta na zakupy, których wcześniej panna Rays nie doświadczała ze względów bezpieczeństwa, a przede wszystkim wprowadzenie w środowisko rówieśników, do którego w tamtym czasie nie miała dostępu. To za sprawą lady Tami, jak kazała się nazywać w towarzystwie obrotna dwudziestodwulatka, Marta Rays odkryła swoją wyjątkowość i seksualność. Armia eunuchów-niewolników, mających za zadanie roztaczać opiekę i strzec bezpieczeństwa, powiększyła się o niewolnice. Od posługiwania w sypialni odsunięta została stara niania z niewolną pomocnicą, a ich miejsce zajęły młode służki, do których należał obowiązek dbania o wygląd swojej pani i zapoznawania jej z najnowszą modą. Czas spędzany do tej pory w stajni przy trenowaniu koni i doskonaleniu sztuki jeździeckiej oraz godziny ślęczenia nad nauką z dobieranymi bardzo starannie nauczycielami, został mocno ograniczony na rzecz stylistek paznokci lub fryzur. Pojawili się osobiści masażyści i instruktorzy fitness; świat dziedziczki Rays zmienił się niemalże z dnia na dzień. Za sprawą przyjaciółek Tamary, przedstawicielek złotej młodzieży mającej bogatych rodziców, w życie nastolatki wtargnęła również seksualność. Dostrzegła własną atrakcyjność i zaczęła odnajdować ją u innych, pojawiły się fantazje. Obserwowanie młodych, swobodnych w zachowaniu mężczyzn sprawiało Marcie ogromną frajdę. Do tej pory stykała się jedynie z pokornymi niewolnikami zachowującymi się jak automaty, całkowicie pozbawionymi osobowości, a w świecie, do którego weszła, chłopcy całowali ją na powitanie, dotykali, obejmowali i było to czymś zwykłym. Seks i rozmowy o swoich potrzebach były naturalnym następstwem wieku dojrzewania. Ze zdumieniem odkryła, że potrzebuje bliskości płci przeciwnej, że chce trzymać się za ręce z chłopakiem i ukradkiem całować, a drobne pieszczoty sprawiają przyjemność.

Oczywiście, taka nagła swoboda nie mogła długo trwać. Żyjąca w zagrożeniu sierota nie pasowała do środowiska rozpuszczonej młodzieży; ciągle towarzysząca jej ochrona i inwigilacja zniechęcała młodych ludzi do uciążliwej arystokratki. Teraz Marta nie miała najmniejszej wątpliwości, że do udziału w odsunięciu od niebezpieczeństw grożących nastolatce przyczynił się nie tylko Martin. Tamara, zazdrosna o swoją pozycję i popularność Raysówny wśród własnych przyjaciół i znajomych, również przyłożyła rękę do sprowadzenia na łono rodziny coraz bardziej rozzuchwalonej podopiecznej. Słusznie obawiała się o utratę swoich wpływów na nią na rzecz ewentualnej nowej przyjaciółki.

Odseparowanie od świeżo poznanych uroków życia poza rezydencją nie sprawiło większych trudności i obyło się bez większych histerii, gdyż jeszcze inne, nowe doświadczenia pochłonęły obie dziewczyny całkowicie. Nic nie mogło się równać z podglądaniem osób uprawiających seks…

Lady Tami zadomowiona w rezydencji, na równi spoufalona ze służbą cywilną, jak i niewolną, bardzo szybko zorientowała się w zwyczajach panujących w wielkim domu. Bystremu oku i ciekawskiej naturze dziewczyny nie umknęły skrzętnie ukrywane flirty, a nawet długotrwałe romanse pomiędzy służącymi. Nieużywane apartamenty, pokoje, pomieszczenia dla służby w suterenie i na poddaszu dawały wiele możliwości spragnionym swego ciała kochankom. Nie były to liczne przypadki, gdyż konsekwencje wyciągane w stosunku do niewolników należały do najostrzejszych kar i skutecznie odstraszały zakochanych. Niewolników trzebiono, a następnie wysyłano do najcięższych robót na plantacji lub w gospodarstwie rolnym, natomiast niewolnice zostawały sprzedane na zwykłych aukcjach, gdzie ich losem nikt się nie przejmował. Zaś osoby z personelu cywilnego dostawały wymówienie z wilczym biletem, a niejednokrotnie zdarzało się, że zostawały oskarżone o korzystanie z prywatnej własności i musiały ponosić zadośćuczynienie na rzecz właściciela niewolnika.

Pomimo restrykcji dochodziło jednak do takich aktów, a jeden szczególny przypadek Marta z Tamarą obserwowały przez kilka dni. Młody niewolnik z ekipy konserwującej w całej rezydencji urządzenia elektryczne dość często miał okazję do spotkań z pokojówką obsługującą piętro, na którym prowadzono remont. Mieli jednak pecha, wybierając na swoje schadzki odległy apartament w zachodnim skrzydle na piętrze. Pomieszczenia, doskonale znane dwóm dziewczynom szukającym wrażeń, dawniej należały do kuzyna babki Roberta i Marty, który po odrzuceniu go przez bliską rodzinę ze względu na chorobę umysłową został przygarnięty przez Roberta seniora. Otoczony przez specjalnie przeszkoloną służbę rezydował w pokojach przez długie lata, oddając się zaspokajaniu chorobliwego popędu seksualnego. Zdiagnozowana choroba osobowości wielokrotnej wyjaśniała nasilające się dewiacje i aktywność seksualną, ale brak odpowiednich leków powodował, że najlepszym rozwiązaniem było utrzymywanie nieszczęśnika w zamknięciu i dostarczanie mu ofiar obu płci. Apartament na końcu zachodniego skrzydła dostosowano do obserwacji pacjenta z pomieszczeń sąsiadujących i wykorzystywanych przez lekarzy badających zachowanie mężczyzny potrafiącego stwarzać pozory zupełnie zdrowego człowieka. Mówiono, że ukryte w ścianach wizjery akurat najmniej służyły medykom, ale tym się już nikt nie przejmował i prawdy nie dochodził. Po śmierci lokatora pokoje zostały zamknięte i unikano przebywania w nich ze względu na krążące opowieści o rozgrywających się tam tragediach. Następnie popadły w zapomnienie, a sprzyjała temu rozbudowa podziemnej części rezydencji, tworząca sieć zaplecza technicznego dla wygodnego funkcjonowania olbrzymiego domu oraz przebudowa zamieszkanego przez właścicieli wschodniego skrzydła i unowocześnienie centralnej części budynku.

Dopiero Tamara szpiegująca śliczną pokojówkę, która odważyła się odrzucić awanse nachalnej kuzynki ochmistrzyni o wyraźnych lesbijskich skłonnościach, trafiła za nią do dawnego miejsca rozpusty, a potem całkiem przypadkowo odkryła pokój obok i możliwość obserwowania wnętrz, a tym samym odbywających się w nich schadzek. Kiedy pierwszy raz przyprowadziła w to miejsce Martę, pomiędzy niewolnikiem i służącą do niczego nie doszło. Bardzo przejęta para o czymś po cichu rozmawiała i skończyło się tylko na kilku pocałunkach. Zaciekawione dziewczyny jednak na tym jednym razie nie poprzestały, a ich wścibskość rosła w miarę obserwacji i odkrywania kolejnych potajemnych spotkań nie tylko na terenie domu.

W taki właśnie sposób Marta dowiedziała się, że istnieje także seks pomiędzy mężczyznami, a było to pewnego letniego wieczoru, gdy wracały dość późno z lekcji jazdy konnej. Gdy wychodziły z krytej ujeżdżalni, na przejściu łączącym ją z budynkiem stajni i zapleczem paszowym Tami spostrzegła co najmniej zastanawiające zachowanie dwóch niewolników. Wzajemne poklepywanie po tyłkach i całowanie w kark nie należało do codziennych widoków. Pociągnęła Raysównę za rękę i dziewczyny szybko obiegły budynek od zewnątrz, aby tylnymi wrotami oraz schodami dostać się na poddasze, gdzie składowano siano. Marta do dziś zapamiętała zapach świeżo zwiezionego siana i pieczenie podrapanych gołych nóg, ale przede wszystkim widok dwóch, półnagich, imponujących muskulaturą mężczyzn, z ust których wydobywało się dojmujące dyszenie. Dziewczyny z przejęciem obserwowały, jak wyższy z niewolników, ciemnowłosy, opalony na ciemny brąz klęknął przed umięśnionym od ciężkiej fizycznej pracy blondynem, chwycił masywny członek i zaczął ssać. Arystokratka oderwała na chwilę oczy od lśniących potem pośladków mężczyzny rytmicznie wbijającego się w usta drugiego i spojrzała na przyjaciółkę. Ta odwzajemniła się wymownym spojrzeniem i uśmiechnęła dwuznacznie, ale króciutki i stłumiony jęk ekstazy blondyna w chwili, gdy brunet krztusił się i połykał jego spermę, sprawił, że Marta zapomniała o dziwnym zachowaniu Lady Tami. Jeszcze jakiś czas po odejściu niewolników pozostały na miejscu, niezdolne do jakiegokolwiek ruchu… to znaczy Marta, bo dla Tamary, jak się później okazało, nie było to czymś nowym.

– Nad czym się tak zamyśliłaś? Kochanie… – Słowa Julii przywróciły pannę Rays do rzeczywistości. Zapatrzona w młodych ludzi pogrążyła się w przeszłości, zapominając o otaczającym ją świecie.

– Ach, tak o tym wszystkim, co mi powiedziałaś – ożywiła się. – Bardzo ci współczuję i chciałabym jakoś pomóc, może porozmawiam z Maksem? – Marta nie wierzyła w to, co właśnie mówiła. – Przecież rodzina jest najważniejsza, a on tak wiele ci zawdzięcza…

– Nie, nie, bardzo cię proszę, nie rób tego! – Pani Kanter gwałtownie zaoponowała. – On strasznie nie lubi, gdy ktoś się wtrąca w nasze prywatne sprawy. Uważa, że sprawy rodzinne to tylko i wyłącznie nasza rzecz i nikomu nic do tego. Odsunął od nas nawet własną matkę, gdy stanęła w mojej obronie.

Marta ze zdziwieniem dostrzegła w oczach kobiety autentyczny strach i rozgoryczenie. Bez namysłu zadała pytanie: – Czy Maks cię bije, Julio?

Przez okrągłą twarz szatynki przemknął nerwowy skurcz, a jej dłonie ponownie schowały się pod stolikiem.

– Nie mogła bywać w naszym domu przez dobre pół roku… Dzieci bardzo tęskniły za babcią…

– Czy Maks cię bije, Julio? – Marta powtórzyła z naciskiem, pochylając się w stronę wyraźnie zaniepokojonej kobiety.

– Nie… To znaczy, raz czy dwa zdarzyło się, że mnie uderzył, ale on już taki jest, jak się bardzo zdenerwuje – westchnęła zrezygnowana. – To choleryk i zawsze musi odreagować swoje emocje… – Julia mocno angażowała się w tłumaczenie męża. – Swoją agresję wyładowuje na niewolnikach, ale ja go rozumiem, Maksa ta praca wyczerpuje, zewsząd atakowany broni się… Cieszę się, że będziesz po jego stronie, on tak bardzo potrzebuje wsparcia.

– Julio, w przeciwieństwie do swojego męża jesteś potomkinią wysokiego rodu, on jest ci winien szacunek, takie są zasady. – Marcie nieobce były przypadki złego traktowania kobiet pochodzących z arystokratycznych rodów przez swoich mężów i najczęściej, czego nie mogła pojąć, działo się to za przyzwoleniem samych kobiet i ich rodzin. – Przysługuje ci prawo odwołania do Rady starszych. – Słowa, które padły, zdumiały ją samą: – Możesz się rozwieść z człowiekiem nie traktującym cię należnie do twego stanu.

Młodzi przy sąsiednim stoliku zaczęli szykować się do wyjścia. Kilka kroków za dziewczyną stanął jej osobisty niewolnik, jak się domyśliła – pełnił również obowiązki ochroniarza. Niewątpliwie młoda dama pochodziła z możnego rodu.

– Za kogo mnie uważasz?! – pani Kanter wysiliła się na słabe oburzenie. – To przecież mój mąż, a dla władzy i wpływów trzeba ponosić ofiary. Skoro Maksymilian tego potrzebuje…

Marta, aby uniknąć błagalnego wzroku Julii, skierowała spojrzenie na odchodzącą parę i westchnęła. Uznała, że też powinna się już zbierać, rozmowa z żoną przewodniczącego wyczerpała ją psychicznie. Zdecydowanie panna Rays wolała działać niż mówić.

– Przepraszam, nie chciałam cię urazić – odezwała się, przerywając chwilowe milczenie i z trudem powstrzymując przed uświadomieniem biedaczce, że ktoś, kto nie walczy o siebie, staje się dla innych przedmiotem. – Powinnam wracać już do domu, zrobiło się późno, a przede mną daleka droga.

– Oczywiście! – Obie panie podniosły się jednocześnie. – Przykro mi, Marto, że zanudziłam cię swoimi problemami, – Julia rzeczywiście wydawała się zakłopotana – ale jesteś osobą, która budzi zaufanie…, a ja… tak naprawdę…

Panna Rays podeszła i objęła wzruszoną kobietę.

– Nie zanudziłaś mnie, jeśli tylko będziesz potrzebowała pomocy czy choćby zwykłej rozmowy, pamiętaj, że możesz się do mnie zwrócić.

– Dziękuję. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. Nigdy nie miałam prawdziwej przyjaciółki i nigdy nie pozwoliłam sobie na takie chwile słabości, ale sprawiłaś, że otworzyłam się przed tobą i błagam – nie osądzaj mnie… Dla mnie rodzina jest najważniejsza i zrobię wszystko, aby dzieci były szczęśliwe.

„Tylko jakim kosztem” – przemknęło Marcie przez głowę, a pani Kanter, jakby czytała jej w myślach, dodała: – Pewnie uważasz mnie za głupią gęś… – Julia powstrzymała gestem dłoni Martę, gdy chciała zaprzeczyć – ale pozwól, że dam ci jedną radę – ujęła pannę Rays za dłoń i mocno ścisnęła – nie przegraj życia, na miłość nigdy nie jest za późno, ale na samotność zawsze za wcześnie.

Ostatnie słowa mocno zapadły Marcie w umysł, szczególnie te o samotności. Powróciła do wcześniejszych rozmyślań i doszła do wniosku, że od zawsze samotność była jej nieodłączną towarzyszką. Wyjątek może stanowił krótki okres, gdy życie nabrało innego wymiaru, kiedy świat stanął na głowie i to niejednokrotnie; kiedy zapłonął i kiedy się skończył.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (12)

  • pasja 10 miesięcy temu
    Marta i jej odejście od towarzystwa Julii do wspomnień ujawnia drugą stronę arystokratki. A jednak tęskni za innym uczuciem miłości… nigdy nie doświadczyła magii pierwszego razu z ukochanym chłopakiem. Nie doświadczyła uczucia, kiedy nic nie jest zwyczajne… jakie smutne.
    … W to miejsce wdarł się strach, poczucie winy i wyuzdane pożądanie… dlaczego w takiej kobiecie tyle sprzecznych emocji? Jest piękna i bogata, ale biedna i samotna… nie widziała potrzeby, żeby coś zmieniać… to skąd niedomówienia i wybudzona tęsknota na widok kochającej się pary.
    To zaburza jej cały plan na bycie silną i bezpieczną. Osierocona wcześnie przez matkę nie posiadła jej czułości, ani zapachu matczynej miłości. Jak widać bardzo jej tego brakowało.
    Lady Tami tego jej niestety nie dała. Chowana pod okiem Tamary i Martina miała wszystko podane: Konie, nauka - dobrzy nauczyciele, najmodniejsze ubrania. Obok tego wszystkiego pojawiły się dziewczęce fantazje i potrzeba kogoś bliskiego płci przeciwnej. I takie pragnienie też jej zostało podane. … ciągle towarzysząca jej ochrona i inwigilacja zniechęcała młodych ludzi do uciążliwej arystokratki… jednak i to zostało przełamane, Tamara wprowadzała ją w tajniki seksu powoli, ale systematycznie. W tej rodzinie pojawiały się również chorobliwe popędy seksualne jak kuzyn babki Roberta i Marty. Czyżby częściowo przechodziły na przodków rodziny? … Zdiagnozowana choroba osobowości wielokrotnej wyjaśniała nasilające się dewiacje i aktywność seksualną… daleko od spojrzeń ludzkich zaspakajano jego potrzeby.
    Po śmierci apartament stał się kontynuacją potajemnych spotkań niewolników.
    Kiedy Julia wyrwała Martę z myśli, pojawiły się kolejne. Marta odkryła niepokojące sytuacje w domu Kanterów. Okazało się, że Julia jest bita przez męża… Przysługuje ci prawo odwołania do Rady starszych… jednak strach kobiety i miłość do patriarchalnego związku przysłania jej odejście poprzez rozwód.
    Kiedy Marta zaproponowała pomoc usłyszała… nie przegraj życia, na miłość nigdy nie jest za późno, ale na samotność zawsze za wcześnie… nie wiem co lepsze? czy trwanie w toksycznym związku czy samotność.
    Ukazałaś Martę w innym świetle. Silna, a zarazem słaba kobieta. Samotna pośród ludzi. Jej wnętrze to ciągła walka ze sobą? Zewnętrze zaś jest tego zaprzeczeniem.

    Pozdrawiam
  • Violet 10 miesięcy temu
    Cieszę się, że spotykamy się pod kolejną częścią, Pasjo.
    O Marcie chciałoby się powiedzieć, że cechą silnych osób nie jest to, że nie znają obaw i wątpliwości, które przynależą ludziom, ale to że potrafią je przezwyciężać. Czy tak będzie z wydawałoby się zagubioną w swej hermetyczne.j skorupie arystokratką?
    Pozdrawiam cieplutko.
  • Tjeri 10 miesięcy temu
    Nadrabiam, bo widzę, że już następna część wskoczyła.
    Ładnie rysujesz postaci. Tu, widzimy Martę od nowej, powiedziałabym – ludzkiej strony. A i Julia ostatecznie broni się przed mianem "głupiej gęsi" także w oczach czytelnika...
    Nie jest czarno-biały świat, jaki przedstawiasz. To ogromny plus.
  • Violet 10 miesięcy temu
    Tjeri, świat tych arystokratów to paleta wielu barw, głównie ciemnych, ale gdy pojawi się cieplejsza, jaśniejsza barwa, jest to bardzo intensywny kolor, nadający ich życiu sens. Bardzo mi zależy aby pokazać ludzkie twarze bohaterów z ich wadami, zaletami i ułomnościami, z wszystkim tym, co tworzy ich ludźmi z krwi i kości. Pamiętając, ze Arystokrata to nie Twój target, jest mi bardzo miło z każdej Twojej wizyty pod tekstem.
    Pozdrawiam
  • Tjeri 10 miesięcy temu
    Violet tak, zapewne, gdybym przeczytała opis na książce (no właśnie – a co z wydaniem "Arystokraty"?) tak bym stwierdziła (o targecie). Ale to jest po prostu dobre pisanie.
  • Akwadar 10 miesięcy temu
    Tjeri, więc lepiej nie osądzać książki po okładce ha, ha
  • Tjeri 10 miesięcy temu
    Akwadar nie to miałam na myśli ;), ale fakt, lepiej nie osądzać!
  • Akwadar 10 miesięcy temu
    Tjeri a to przepraszam :)
  • Tjeri 10 miesięcy temu
    Akwadar a nie szkodzi :))
  • Violet 10 miesięcy temu
    Tjeri może kiedyś wydam :)
  • Tjeri 8 miesięcy temu
    A gdzie Violet? A gdzie reszta Arystokraty?
  • Violet 8 miesięcy temu
    Już jestem. Trochę mam obecnie mało czasu, ale niedługo postaram się wstawić następne części. Miło, że ktoś czeka. Dziękuję Tjeri.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania