Poprzednie częściArystokrata 1 Arystokrata 2 Arystokrata 3

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Arystokrata 17

Robert zakrztusił się, a Drugi gwałtownie przyhamował.

– Coś ty… powiedziała? – wymamrotał z niedowierzaniem pomiędzy głębokimi wdechami.

– Mówiłam, że whisky ci szkodzi. – Spokojnie czekała, aż brat uspokoi oddech.

– Jedź! Kurwa, jedź! – Robert ochłonął na tyle, aby zareagować na to, że jego osobisty bardzo wyraźnie zwolnił.

– Coś ty, do cholery, wymyśliła? – niemalże krzyknął. – Czy ty wiesz, na co się porwałaś? Wiedziałem! Wiedziałem, kurwa, że coś ci biega po tej ślicznej główce, ale w życiu nie wpadłbym na coś takiego! – Wyraźnie był zszokowany tym, co usłyszał, i nawet nie próbował tego faktu ukryć. – Najzwyczajniej w świecie jesteś szurnięta!

– Dziękuję ci bardzo – parsknęła z szyderczą uprzejmością, ubawiona wrażeniem, jakie wywarło na Robercie jej oświadczenie.

– Ja pierdolę, pojechałaś po całości! Przyszło ci na myśl, że mam w dupie politykę i te wszystkie rozgrywki? Durnia ze mnie robisz? – Wściekłość Roberta eksplodowała; przez chwilę nawet się przelękła aż tak gwałtownej reakcji.

– Tak, rozważałam taką możliwość – odpowiedziała z rozbrajającą szczerością. – Ale przyszło mi też do głowy, że gdy przemyślisz wszystko na spokojnie, to na pewno się zgodzisz… choćby ze względu na mnie.

Pokręcił głową wzburzony i uderzył pięścią w zagłówek przedniego fotela.

– Nie wierzę! No, kurwa, nie wierzę!

– To uwierz, bo tak się stanie – powiedziała stanowczo. Zaczynał Martę denerwować. – Jak długo masz jeszcze zamiar zapieprzać po dzielnicach, uganiając się za niewolnikami, i chlać wódę, bo nie masz nic innego do roboty?! Może zaczniesz robić nieco więcej niż pić i bić? – Zawiesiła na moment głos i spojrzała na mężczyznę z ukosa. – Przyszło ci może do głowy, że poza tym, co lubisz, jest jeszcze inny świat, na którym pozostało kilka niezakończonych spraw? Pamiętasz o niewyrównanych rachunkach? Może wreszcie pokażesz, że jesteś Raysem i że nasze nazwisko to nie tylko handel żywym towarem, że trzeba się z nim liczyć nie tylko na targu…

Na jakiś czas zamilkli; oboje mieli o czym myśleć, a właściwie troje, sądząc po tym, jak Drugi zareagował na usłyszane słowa, co – musiała przyznać – było dość zaskakującym odruchem w przypadku niewolnika.

– I co jeszcze? Czego jeszcze ode mnie chcesz? Żebym sam sobie przywiązał sznureczki do rąk i nóg, za które będziesz pociągać? – wtrącił, próbując się roześmiać, ale zabrzmiało to dość żałośnie. – Jesteś pewna, że tego chcesz?

Odwróciła się od Roberta i spojrzała przed siebie; Drugi ciągle ich obserwował, przyłapany natychmiast odwrócił wzrok.

– Zatrzymaj wóz i wyjdź – zwracając się już do niewolnika, odpowiedziała bratu: – Jak niczego do tej pory.

We wnętrzu auta na chwilę zapanowała cisza, przerwana przez głuchy odgłos drzwi zamykanych za wysiadającym niewolnym. Kiedy milczenie i napięcie pomiędzy nimi dwojgiem stawało się już nie do wytrzymania, odezwał się Robert: – Co cię opętało? – spytał cicho. – Narażasz się… Dla kogo? Co jest tak ważne, aby tyle ryzykować? – Mężczyzna ujął jej obie dłonie w swoje ręce i ścisnął. – Marta, tamte ideały już nie istnieją, zawsze były fantasmagorią niepoważnych ludzi… Czy mrzonki, którymi karmili się Standfordowie; to, do czego one doprowadziły, niczego cię nie nauczyły?

– Standfordowie nic do tego nie mają – westchnęła głęboko. – No, może trochę… ale mnie chodzi o coś innego… Powiedz, cóż takiego mam do stracenia? – Głos kobiety stał się nieprzyjemny. – Co więcej mogę stracić ponad to, czego już nie ma… – Nagle złociste oczy dziewczyny skupiły się na bracie, który pod wpływem przenikliwego spojrzenia cofnął się. – Oboje karmimy te same demony – jej głos stał się lodowaty – z tym, że ja nie mam zamiaru całe życie się ich bać. Kiedyś powiedziałeś, że za wszystko wcześniej czy później trzeba zapłacić, to prawda, ale nie zapominaj, że innych też to dotyczy…

Robert przez moment nie zrozumiał, co miała na myśli, a kiedy dotarło to do niego, głośno przełknął ślinę i wyznał cicho:

– Mam tylko ciebie, Marto… Możesz o mnie myśleć, co tylko chcesz, ale kocham cię i nie chcę stracić. Jesteś wszystkim, co mam… – Robert wypowiedział te słowa niemalże bez tchu i w panice ścisnął nadgarstki siostry. – Chcesz więcej nieszczęśliwych wypadków? – Marta delikatnie, choć stanowczo wyswobodziła swoje dłonie z jego rąk, kiedy nieświadomie zaczął sprawiać jej ból. – Tylko dlaczego, do cholery, ty?!

– Bo mam taki kaprys? Bo nikt się tego po mnie nie spodziewa? Bo nikomu nie przyjdzie do głowy, że za wszystkim stoję ja? – odparła, a twarz Roberta zmieniała się wraz z wypowiadanymi przez nią zdaniami; malowała się na niej mieszanina zaskoczenia, wściekłości i ciekawości.

– Dlatego odsunęłaś mnie od firmy, żeby nikt mnie nie wiązał z tym, co zamierzasz zrealizować; aby nikt nie pomyślał o mnie…

Uśmiechnęła się w duchu do siebie; myśli brata podążały w dobrym kierunku, jednak naprawdę nie doceniał jej. Do głowy by mu nie przyszło, że to za jej sprawą Max Kanter rozpoczął procedurę odebrania koncesji Holdingowi Radrays Valley na handel niewolnikami, przeświadczony, że robi Marcie Rays przyjacielską przysługę w sporze o przejęcie firmy i majątku. Udając prywatną wojenkę z bratem, odsuwała od siebie ewentualne podejrzenia o właściwy cel, który wyznaczyła sobie już dawno temu.

– Nie zrób nic, co mogłoby mi przeszkodzić w tym, co zaczęłam – zbagatelizowała sens wypowiedzi brata, odnosząc wrażenie, że ta niespodziewana słabość nie przystoi Robertowi. – Doprowadzę do tego, że będziesz przewodniczącym Rady. Jesteśmy to komuś winni i wierz mi, że jeśli staniesz mi na drodze… zniszczę cię.

Robert zwarł szczęki, a dłonie same zacisnęły się w pięści – ostatnie zdanie zmroziło go, wprowadzając w osłupienie. Z niedowierzaniem szukał w jej twarzy zaprzeczenia, lecz nie pozostawiła najmniejszych złudzeń, w tym wypadku mogła być szczera.

– Grozisz mi? – Niebezpieczne błyski, które pojawiły się w zwężonych oczach brata, natychmiast zamieniły zaskoczenie w lodowaty gniew.

– Nie. Ja cię jedynie ostrzegam – odparła głosem nie wyrażającym nawet cienia emocji. Marta przedstawiła sprawę jasno: albo przystanie na jej propozycję, albo wyeliminuje go z gry.

Mierzyli się wzrokiem. Niełatwo przychodziło Robertowi pogodzić się z planami i decyzjami siostry. Zdawała sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmowała, jednak wierzyła w jego braterską miłość i liczyła, że jak zwykle nie będzie potrafił jej odmówić. Pragnęła uniknąć wojny za wszelką cenę, ale jeśli miałoby dojść do konfrontacji, uczyni absolutnie wszystko, co będzie konieczne, aby dopiąć swego. Żywiła nadzieję, że Robert zdaje sobie sprawę z jej determinacji i licząc na jego rozsądek, że nie dopuści, aby stanęli naprzeciw siebie jako przeciwnicy.

– Kurwa, czy ty siebie słyszysz? – warknął przez zaciśnięte zęby. – Realizujesz jakieś nieprawdopodobne zamierzenia, decydujesz i manipulujesz; oświadczasz, nie pytasz, a żądasz! Jakim prawem wymagasz ode mnie, bym uczestniczył w twojej grze, jeśli do końca nie znam zasad i celu… – Wzburzony gwałtownie uderzył głową w tylny zagłówek siedzenia. – Ja pierdolę, co ja mówię?! Nawet w najmniejszym stopniu nie mam pojęcia jakie masz plany i do czego jesteś zdolna – zadrwił, starając się zapanować nad sobą. – A jeśli się nie zgodzę? Przyłożysz mi nóż do gardła?

– Jeśli mnie do tego zmusisz… jeśli nie pozostawisz wyboru… – Marta delikatnie pogłaskała jego dłoń, posyłając ciepły uśmiech, mający złagodzić mroczny cień w jej głosie.

Uderzył w szybę, dając osobistemu znak, aby wsiadł i poprowadził dalej.

– A myślałem, że w tym towarzystwie to ja jestem popierdolony.

W milczeniu dojechali na miejsce. Drugi zatrzymał auto na zadaszonym podjeździe, ale żadne z nich się nie poruszyło, zatopione we własnych myślach. Dopiero Marta odezwała się pierwsza:

– Prawdopodobnie jeszcze dużo się wydarzy, więc proszę cię, abyś mi zaufał i nigdy we mnie nie zwątpił – mówiła powoli, z rozmysłem dobierając słowa. – Robert, wybacz mi, wiem, że źle cię potraktowałam… – usłyszała w swoim głosie obronny ton i oblizała wargi – zrozum proszę, że czasami, aby przekonać wroga, trzeba oszukać przyjaciela…

Ciemnowłosy mężczyzna potarł palcami podbródek i otwierając drzwi, powiedział:

– Może i jestem fiutem, ale pożytecznym.

– Obiecaj mi – Marta chwyciła go za rękaw, kiedy już wysiadał z auta – obiecaj, że nie wrócisz wcześniej, niż terminy kontraktów wskazują.

Robert odwrócił się do siostry i popatrzył na nią uważnie, po czym zrobił wymowną minę.

– Rozważę tę propozycję i dam ci znać – odparł poważnie, po czym puścił do niej oko. – A teraz ty mi wybacz i życz powodzenia, bo zdaje się, że czeka mnie pilna rozmowa z czymś, co śmie się nazywać moją żoną.

Marta popatrzyła na przeciągającego się i zadowolonego z siebie brata i roześmiała się. Całe napięcie nagle się ulotniło. Robert był niemożliwy, jego nieprawdopodobna umiejętność natychmiastowej zmiany nastroju mogła imponować. Kiedy szybko i energicznie podeszła do niego Suzann, emanował już odprężeniem i dobrym humorem. Marta wysiadła z auta, kiedy Drugi otworzył jej drzwi. Wolała nie uczestniczyć w rozmowie męża i żony pomimo przeważnie pasjonującego przebiegu dyskusji, więc obeszła terenówkę dookoła i skierowała się w stronę swojego domu, mieszczącego się na terenie parku, na drugim brzegu jeziorka. Niewielki pałacyk dla gości, położony w sporej odległości od rezydencji, stał się dla Marty idealnym miejscem do zamieszkania. Przeniosła się do niego ze względu na spokój i ciszę, których brakowało w rezydencji, odkąd zmienił się charakter domu rodzinnego Raysów, w którym powstał pensjonat dla kupców i klientów, szukających niewolników oraz wrażeń z nimi związanych.

– Pani, może cię podwieźć? – usłyszała nagle niski, ciepły głos za sobą. Obejrzała się. Drugi z pochyloną głową czekał na jej decyzję i gdy już miała mu odmówić, dotarły do niej słowa Suzann.

– Marta, a ty czego ode mnie chcesz, w czym ci na tyle przeszkadzam, żebyś mnie tak traktowała? Dlaczego wszyscy uważacie mnie za śmiecia?!

Zatrzymała się na moment i zawahała. Nie powinna dać się sprowokować, ale ton, jakim Suzann się do niej zwróciła, mocno ją zirytował. Odwróciła się w stronę bratowej i nabrała powietrza do płuc. Momentalnie stała się rozdrażniona, Suzann niewiarygodnie źle na nią wpływała, a tym razem szczególnie, gdyż orientowała się, jakie pretensje może mieć do niej niewysoka blondynka. Jednak w najmniejszym stopniu nie miała ochoty tłumaczyć się jej ze swego postępowania. Najwyraźniej, będzie zmuszona wyjaśnić kilka kwestii. Czuła, że najbardziej dotknęło Suzann zablokowanie bezpośredniego dostępu do bazy danych niewolników i dezaktywowanie jej uprawnień, bez których nie mogła sprzedać lub dysponować jakimkolwiek niewolnym, poza swoimi osobistymi, bez zgody zarządcy Martina. Mniejszym zapewne problemem, chociaż równie uciążliwym, było ograniczenie korzystania z firmowych kont Roberta, z których czerpała bez opamiętania.

– Jeśli masz potrzebę przeprowadzenia rozmowy na temat dochodów i rozchodów, a także funkcjonowania biznesu i równouprawnienia w firmie, to przyjdź do biura i umów się ze mną na konkretną godzinę. Tu i teraz nie będziemy wymieniać poglądów na temat niesprawiedliwości dziejowej, której ponoć doświadczasz. – Marta, wypowiadając te słowa, zerkała na rozbawionego brata, nic nie robiącego sobie z coraz bardziej rozdrażnionej żony. Zastanawiała się, kto bardziej rozjuszył kobietę: ona pogardliwą uprzejmością czy Robert bezczelnym spojrzeniem człowieka będącego „ponad to”, wyrażający swe lekceważenie sposobem bycia, doprowadzając do pasji gestem i każdym niewypowiedzianym słowem, na dodatek czerpiąc przyjemność z bezsilnego gniewu osób, z którymi rozmawiał, a na których mu zupełnie nie zależało.

– A niby kiedy mam to zrobić, jeśli ciągle mnie zbywasz, a twój osobisty odsyła mnie z kwitkiem?! – Była pełna pretensji i w sumie Marta ani trochę się nie dziwiła; od pierwszej chwili, kiedy wprowadziła restrykcje, rozkazała Alanowi zbywać ją i pod żadnym pozorem nie umawiać. – Myślicie, że nie wiem – Suzann wściekłym wzrokiem omiotła rodzeństwo – że uważacie mnie za kretynkę? Że jestem Robertowi potrzebna tylko ze względu na ojca? A ty, panno Rays – wskazała palcem Martę i umyślnie przeciągnęła sylaby – nie znosisz mnie, bo jesteś zazdrosna o mojego męża?

Przyjrzała się kobiecie uważnie i na chwilę zmrużyła oczy dla efektu. Nie była pewna, co rozhisteryzowana blondynka do końca miała na myśli, ale i tak bardzo jej się to nie spodobało.

– Wiesz, o czym ona mówi? – spojrzała na brata i spytała go nienaturalnie spokojnie. – Wyraźnie ma jakiś problem.

Mężczyzna wzruszył ramionami i odpowiedział głosem pozbawionym wszelkiego wyrazu:

– Mówi to, co myśli, a co myśli, to słyszysz.

Zacisnęła zęby, żeby się nie roześmiać, w zamian strzepnęła niewidzialny pyłek z rękawa mokrej kurtki. Poważna mina, rozbawione oczy i prześmiewczy ton wzbudziły wesołość Marty, natomiast Suzann doprowadziły do rozpaczy.

– Niech was szlag! Oboje jesteście nienormalni, a ty na dodatek jesteś zimną suką! – drobna blondynka z grymasem płaczu na twarzy, zwróciła się bezpośrednio niej. – Ty i twój cholerny brat…

– Chciałam przypomnieć, że to jest też twój mąż – Marta wtrąciła w momencie, kiedy kobieta nabierała powietrza – i proszę, żebyś uważała na słowa.

Jej spokój zadziałał na Suzann jak płachta na byka.

– Już nie wiem… które z was jest większym potworem. Niszczycie ludzi i wszystko, czego się dotkniecie, nie ma dla was żadnej świętości i nie macie żadnych, najmniejszych zasad…

– I kto to mówi! – teraz wpadł w jej słowo Robert, który przysunął się do siostry, jakby chcąc uchronić ją przed ewentualnym atakiem rozjuszonej małżonki.

– Myślisz, że nie wiem, co zrobiłeś Wiktorii… i nie tylko jej! – Suzann natychmiast zwróciła się ku niemu. Przez łzy rzuciła spojrzenie pełne triumfalnego podniecenia; spojrzenie osoby, która czegoś się dowiedziała i właśnie ma zamiar to wykorzystać. – Oboje macie jakąś cholerną misję, to jest wasz jedyny cel w życiu i nieważne, ile zostawiacie trupów za sobą.

Marta zerknęła na brata, stał nie poruszony, ale w złocistych, przymrużonych oczach pojawiły się niebezpieczne błyski. Ktoś, kto go nie znał, mógłby uznać, że jest zmęczony lub znużony, ale ten tak charakterystyczny senny wyraz twarz przerażał wszystkich, którzy choć raz się z nim bliżej zetknęli. Suzann mocno ryzykowała, Robert wyglądał jak przyczajony drapieżnik, w każdej chwili gotów do ataku.

Nie wiadomo, jak zakończyłaby się ta bezsensowna utarczka, gdyby na podjeździe nie pojawiły się dwa samochody. Gdy tylko zatrzymały się tuż obok nich, z wnętrza pojazdów wytoczyło się kilku rozbawionych osobników. Głośne i nadmierne ożywienie wskazywało na spore spożycie trunków wysokoprocentowych w czasie podróży.

– Robert! Ty stary byku, ale żeśmy się za tobą stęsknili… – Hałaśliwi, butni, zadowoleni z siebie, sprawiali wrażenie królów świata. – Całe kilka dni… – zachichotał jeden z przybyłych.

Marta postanowiła odejść, lecz jej zamiar szybko został odkryty i udaremniony przez jednego z gości. Wysoki, mocno zbudowany mężczyzna, z ładnym uśmiechem postanowił się przywitać.

– Jak mniemam, panna Rays we własnej osobie … – Zmierzył ją wzrokiem wytrawnego handlarza niewolników, aż przez moment poczuła się jak towar na targu. – Piękniejsza wersja Roberta!

Utkwiła w nim oczy i pozwoliła, by na twarzy odmalowała się chłodna powściągliwość. Nie znosiła takiego zuchwałego zachowania w stosunku do siebie, nie odzywała się więc, obserwując, jak mężczyzna pomału traci pewność siebie, a początkowo zadowolona mina znika, ustępując miejsca zmieszaniu. Podała mu w końcu dłoń na powitanie, którą na początku chciał uścisnąć, ale błyskawicznie zmienił zamiar i schylił się, aby złożyć na niej pocałunek.

– Pozwoli pani, że się przedstawię, Albert van Riyen, przyjaciel… mam nadzieję, Roberta.

– Przyjaciel… – powtórzyła wolno. – No, dobrze… Miło mi, że ma pan nadzieję – powiedziała i dodała szybko: – Pozwolisz, przyjacielu, że opuszczę wasze światowe, jak widzę, grono i zajmę się pilnymi obowiązkami.

Natychmiast po jej słowach odezwały się głosy sprzeciwu wśród przybyłych. Namawiano Roberta, aby zatrzymał siostrę i zaprosił na wspólną imprezę, która bez wątpienia szykowała się w nadchodzący wieczór i noc. Gestem zaciśniętej pięści van Riyen powstrzymał kompanów przed większymi naleganiami oraz niewybrednymi propozycjami skierowanymi pod adresem Marty.

– Przepraszam bardzo za towarzyszy, ale to wysoko urodzeni prostacy. Do końca schamieli na tych dzielnicach, zresztą dokładnie tak jak ja. – Z trudem starał się wspiąć na wyżyny intelektualne, ale prawdopodobnie życie w ekstremalnych warunkach sprawiło, że bliżej mu było już do aroganckich najemników niż do kręgów, z których pochodził, a na jakie wskazywało jego nazwisko. – Nie wiedzą, robaczki, co czynią…

– Przyjmuję tłumaczenie i życzę dobrej zabawy.

Skinęła na pożegnanie głową i odeszła, pozostawiając Alberta nieco zawiedzionego. Najwyraźniej liczył na zadzierzgnięcie znajomości.

Po kilku krokach dotarł do Marty jeszcze komentarz:

– Ja cię kręcę! No, jak nic siostra Roberta, tak samo jadowita jak on!

A po chwili, gdy jeden z dzielnych wojaków dodał, że bardzo chętnie by ją przeleciał, usłyszała stłumiony odgłos uderzenia. Odwróciła się nieznacznie i dostrzegła jednego z mężczyzn w pozycji leżącej, swojego brata rozcierającego dłoń, rozpromienioną Suzann i Drugiego wpatrzonego w Martę, ale to nie pod wpływem spojrzenia niewolnika mimowolnie się wzdrygnęła. Sprawił to niewysoki, krótko ostrzyżony mężczyzna, trzymający się trochę na uboczu głośnego towarzystwa, który nie spuszczał z dziewczyny wnikliwego i czujnego wzroku. Przez chwilę ogarnął Martę jakiś dziwny niepokój. Nie znała tego człowieka, ale nie miała wątpliwości, że to się zmieni.

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (23)

  • Pasja 17.10.2017
    Bardzo interesująca rozmowa między rodzeństwem. Widać, że Marta ma poważne przedsięwzięcia w sprawie swojego brata i holdingu rodzinnego. Jest zdolna do najgorszego, i jeśli ktoś jej stanie na drodze. Szuan i Robert prowadzą bardzo towarzyski tryb życia i sceną końcowa jest tego przykładem. Mimo tych nieporozumień brat twardo broni honoru siostry. I ten tajemniczy mężczyzna chyba będzie miał znaczenie dla Marty. Pozdrawiam 5:)
  • Margerita 17.10.2017
    pięć
  • Karawan 19.10.2017
    Już kryminał tli się w tle. Cosik tutaj pójdzie źle ;)) 5 na fioletowo. :)
  • Violet 19.10.2017
    Nie doceniasz arystokratów, oj, nie doceniasz... ;)
    Dziękuję i pozdrawiam.
  • KarolaKorman 02.11.2017
    ,,– drobna blondynka z grymasem płaczu na twarzy, zwróciła się bezpośrednio niej. '' - do niej
    Nie chciałabym się powtarzać, ale Marta poczyniła wielkie plany co do brata. Mam wrażenie, że chyba jednak mu się spodobały w wersji końcowej :) Towarzystwo rozluźnione i pijane, a wśród nich milczący nieznajomy wpatrzony w Martę, och, chyba się jej spodobał :)
    Nadgoniłam, zanim wstawiłaś kolejną część, czyli jestem na bieżąco :) 5 wstawiam i pozdrawiam :)
  • Będzie grubo, plany Marty może będą musiały dostosować sie lekko do okoliczności, ale na pewno nic jej nie powstrzyma przed realizacja zamierzeń, powiedziała to wcześniej jasno bratu. 5
  • imerej 04.01.2018
    Chciałem poczytać a tu jeno myślnik.
  • Było bardzo spoko opowiadanie, niestety ale, się zmyło :(
  • Violet 04.01.2018
    Wycofałam tekst z przyczyn technicznych.
  • Blanka 27.03.2018
    Czas mija, a ja niczyja... Tik tak, tik tak, tik tak... ..........................................................
  • Była rockmana 29.03.2018
    Witaj Violeciku! :) Wracam spowrotem, tak mnie jakoś naszło :) Czemu już nie publikujesz? Chciałam przeczytać, a tu nic nie ma...
  • Bogumił 07.02.2019
    Ani jedno nie zostało? Dlaczego?
  • Violet 07.02.2019
    Bogumił nie spodobałoby Ci się. Nie żałuj, nic nie straciłeś.
  • Mruk dwa lata temu
    A kontynuacji wciąż nie ma :(
  • Violet dwa lata temu
    Może będzie.
  • Angela ponad rok temu
    Od wczoraj dwie kolejne części za mną i aż się boję co będzie, kiedy będę już na bieżąco. Wyczekiwanie
    poniedziałków mnie wykończy.
    Dobrze przedstawiona przeszłość rodzeństwa, pokazująca dlaczego stali się właśnie tacy, ale dozujesz ją ostrożnie.
    Te kąski informacji są stosunkowo niewielkie, jak gdybyś się bała, droga Autorko, że czytelnik zakrztusi się większymi : )
    Co do planów Marty, tak jakoś podskórnie czułam, że taki cel jej przyświeca, a reakcja Roberta w pewien sposób
    mnie rozbawiła.
  • Violet ponad rok temu
    Miło Cię widzieć ponownie Angelo. W myśl zasady o nie pokazywaniu "całego tyłka" dozuję informacje. Jakbym wyłożyła kawę na ławę, kto chciałby dotrwać do końca? To co przyświeca bohaterom, a co zrobią, a co jeszcze wyjdzie w trakcie kilku miesięcy trwania akcji w powieści, to zupełnie różne rzeczy.
    Pozdrawiam.
  • błękitnypłomień 4 miesiące temu
    Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale to co zamierzam Ci podesłać - jest tam rodzeństwo płci mieszanej, jak u Ciebie. Jest Rada, jak u Ciebie, są konie (w drugim moim bachorku też, poza tym, że tam główny bohater ma na imię Ray...). Takie tam drobne podobieństwa się pojawiają. Może Ty w poprzednim wcieleniu byłaś mną, a ja Tobą? :)
    A jeszcze chciałam zapytać już dawno - jak przeczytałam pierwszy odcinek to zastanawiałam się, czy ja dobre wrażnie odniosłam, że wszyscy niewolnicy mają być blondaskami? Tak jakoś mi to wtedy przyszło na myśl i jestem ciekawa czy taki zamysł miałaś.
    Wiesz jak oceniam, więc nie będę monotematyczna.
  • Violet 4 miesiące temu
    Wszystko możliwe z wcieleniami :) Jestem bardzo ciekawa twojej historii. Może jakąś część podeślesz?
    Kiedy zaczynałam pisać o Raysach, zakładałam piętnaście, maksymalnie dwadzieścia części i niewolnicy rzeczywiście mieli być blondynami. Jak to z pisaniem bywa, historia ewoluowała, wymagania i zapotrzebowania arystokratów co do niewolników wzrosły i zmieniły się. Zresztą cała powieść mocno odbiegła od początkowego zamysłu. Dziękuję za komentarz i czekam niecierpliwie na Twoje rodzeństwo.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • błękitnypłomień 4 miesiące temu
    Violet Miałabym już dla Ciebie pierwszą część, chociaż na część to może ciut za obszerne. Gdyby górniolotnie nazwać to książką, to górnolotnie byłby to pierwszy tom. Krakowskim targiem uznajmy, że "tomek" (bo "tomik" to nie ten gatunek). Jak mogę Ci to przeprywatyzować (co by tu publicznie nie podawać prywatnych namiarów)?
  • Violet 4 miesiące temu
    błękitnypłomień zajrzyj na maila Patryka.
    Dziękuję
  • błękitnypłomień 4 miesiące temu
    Violet Aha! Ok, to wyślę do Niego. Też dziękuję z góry i ciekawa jestem opinii.
  • błękitnypłomień 4 miesiące temu
    Violet A już widzę, że mam Twoje namiary - ok.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania