Poprzednie częściBo jestem inna 1

Bo jestem inna 19

Siedziała na ławce ustawionej pod domem, a słońce pieściło jej twarz swoimi promieniami. Był początek maja.„Miesiąc zakochanych” – pomyślała

– „Ja też powinnam mieć prawo do miłości. Szkoda, że zostało mi ono odebrane”.Marta tęskniła – za czymś, za kimś.-

- W tej chwili potrzebowała kogoś, kto obdarzy ją uczuciem, ale nie będzie chciał jej zmieniać. Tęsknie spoglądała przed siebie, tak jakby wzrokiem mogła przyciągnąć kogoś, kto podaruje jej to uczucie.-

Wprawdzie miała na myśli dyrektora Jasińskiego, ale wiedziała, że tę walkę z nim raczej już przegrała. Wzruszyła ramionami, wstała z ławki i weszła do mieszkania.

Zostawiła telefon w kuchni na stole, a ktoś właśnie uparcie się dobijał. Spojrzała na wyświetlacz. Magda? Odebrała.

– Cześć, co tam? – zapytała.

– Marta, co się dzieje? Dzwonię któryś raz z rzędu, a ty nie odbierasz!

– Nic się nie dzieje, smutno mi tylko trochę.

– Dlaczego? Nie odpowiadaj, zaraz cię rozweselę!

– W jaki sposób, Magda? Nawet nie wiem, czy chcę się dać rozweselić.

– Wiesz czy nie, i tak to zrobię. Piknik integracyjny nam się szykuje, oczywiście jesteś zaproszona. Weselej ci już?

– Jak to? Piknik? To dla pracowników, a nie dla mnie – burknęła, ale ta wiadomość wyraźnie ją zainteresowała.

 

– No jak to jak? – zaśmiała się Magda. – Normalnie. Zaproszenie wysłałam ci już na skrzynkę. Sprawdź!

– OK, później sprawdzę. Gdzie ten piknik ma się odbyć?

– Jak będzie pogoda, to w Powsinie, na łonie natury.

– A jak nie będzie pogody?

– To wtedy idziemy pod wielki, wojskowy namiot. Jedzenie i te sprawy są już załatwione. Można zabrać ze sobą partnera lub partnerkę, ale bez dzieci, bo to zabawa dla dorosłych.

– Magda, ja nie mam partnera.

– Masz, tylko jeszcze o tym nie wiesz. Marta, uwierz mi, nie zawiedziesz się.

– A ty z kim będziesz?

– Ja z Darkiem, spotykamy się już na dobre. No wiesz który – siedział z nami na bankiecie. Nie ten blondyn, z którym ty tańczyłaś, tylko ten, z którym ja tańczyłam.

– Aha, no to dużo mi to mówi – uśmiechnęła się Marta. – Musimy się spotkać i omówić wszystkie sprawy. Te, które dotyczą Darka, też.

– To wsiadaj w samochód i przyjeżdżaj, nawet z Felkiem! – zaprosiła ją Magda.

– Dzisiaj? A wiesz, że może tak zrobię? Felek zostanie na podwórku, nie będzie podsłuchiwał, o czym gadamy

Zły nastrój uciekł. Marta znów – jak zawsze, kiedy chciała pogadać ze sobą – stanęła przed lustrem.

– Hej, ty tam – odezwała się do swojego odbicia.

– Jedziesz na ten piknik czy zostajesz? Ja bym pojechała. Dobrze, dobrze, wiem.

Chcę zobaczyć Jasińskiego, ty przecież też. Stracony dla nas? To się jeszcze zobaczy. A teraz jedziemy do Magdy. Cześć, lustereczko ty moje kochane!

Nie byłaby sobą, gdyby na koniec nie pomyślała: „No i co z tego, że jestem jebnięta? -Przynajmniej ze mną nudzić się nie można”.

Jadąc do Magdy, zauważyła, że wskaźnik paliwa sygnalizuje rezerwę. Dawno nie tankowała, więc musiała podjechać na stację Orlenu.Zatrzymała się przy jednym z dystrybutorów i czekała, aż ktoś do niej podejdzie.

Przed nią stał samochód jakiegoś mężczyzny, który sam napełniał bak. Skończył i odwrócił głowę w jej kierunku. Zamrugał oczami.

– Marta? – krzyknął. – To naprawdę ty?

– Ja, a ty to kto? – odpowiedziała.– Nie poznajesz mnie? Gregor! Tak bardzo się zmieniłem?

– O kurde, nie poznałam. Czekam na faceta, który mi napełni bak, ale go nie widzę.

– Ja ci pomogę. Marta, jak się cieszę! Nic się nie zmieniłaś, cały czas taka sama – cmoknął z uznaniem.

– No nie pieprz mi tu głodnych kawałków, Gregor. Zestarzałam się, kilkanaście lat zrobiło swoje – roześmiała się.

– Już? Napełniłeś do pełna? Dzięki. Idziesz płacić? To pójdziemy razem, chodź.

– Wiesz, dam ci kasę, zapłać i za mnie, a ja popilnuję aut – poprosił jakoś tak dziwnie.

– Dobrze – zgodziła się, zdziwiona, że zatankował tylko za sto złotych.

Szybko zapłaciła i wróciła. Oboje odjechali na bok, żeby nie tarasować wjazdu innym kierowcom, wysiedli i zaczęli rozmawiać.

– Co u ciebie słychać, Marta? – zapytał.

– A dziękuję, bardzo dobrze. A u ciebie?

– Też dobrze. Wiesz, pracuję w korporacji, świetnie zarabiam, jeżdżę sobie po Polsce...

Patrzyła na niego, gdy mówił. Kiwała głową i uśmiechała się, ale nie przerywała. Była pewna, że dawny kolega kłamie. Pracuje w korporacji, a tak wygląda?

Łysy, niedogolony, byle jak ubrany, a samochód ma chyba ze dwadzieścia lat. Chociaż to nieważne – byleby tylko nie chwalił się tym, czego nie ma, a co zapewne bardzo chciałby mieć.

– Wiesz, Gregor, muszę kończyć. Fajnie się rozmawia po tylu latach niewidzenia, ale jadę do Magdy. Pamiętasz ją? Ładna blondynka, przyjaźniłyśmy się, całe liceum razem w jednej ławce.

– Magda... – podrapał się po głowie. – Ta, o której mówili „cnotka niewydymka”?

Marta się wkurzyła.

– A wiesz, jak o tobie mówili? „Jebnięty chujdupek”. Cześć!

Zostawiła go oniemiałego po tym, co usłyszał, wsiadła do auta i pojechała już prosto do Magdy.

– Cześć! – przywitały się.

Magda podała Marcie kubek z kawą i talerzyk, na którym leżała pyszna drożdżówka.

– Nie piekłam, kupiłam, ale jest naprawdę dobra. Jedz i opowiadaj – powiedziała.

– Magda, pamiętasz Gregora? Chodził z nami do ogólniaka.

– Gregor... Coś mi świta. A co z nim?

– No, żyje – roześmiała się Marta. – Dzisiaj na Orlenie go spotkałam, tankował auto. Słuchaj, niby taki wielki szczur korporacyjny, jeździ po całej Polsce, zarabia rzekomo krocie, a swoje stare auto zatankował tylko za stówę.

– No wiesz – westchnęła Magda. – Może się tylko przechwalał. Pamiętam, że w szkole też zawsze taki był.

– A tam, w dupie z nim. Opowiadaj o tym swoim Darku. Widziałam go, wiem, jak wygląda, tego możesz mi oszczędzić. Ale poza wyglądem – jaki jest?

Taki bardziej na tak, czy na nie?

– Raczej na tak. Grzeczny, sympatyczny, miły. Taki, wiesz, trochę introwertyk. Wydaje mi się, że nieśmiały, lekko zamknięty w sobie, ale lubię go. Fajnie mi się z nim rozmawia.

– A buzi-buzi już było? – roześmiała się Marta.

– Było. Takie delikatne, ale było. I całkiem mi się podobało!

-Pogadały jeszcze chwilę i zaczęły się żegnać. Marta obiecała, że na pikniku się pojawi i dała słowo, że będzie grzeczna. A przynajmniej do momentu, aż jej ktoś nie wkurwi

No i nadszedł ten dzień. Pogoda była piękna, wręcz wymarzona na piknik. Wszyscy spotkali się na ogromnej polanie. Rozstawiono tam kilka stanowisk z jedzeniem i napojami, a obok nich duże drewniane stoły i ławy po obu stronach.

Każdy mógł podejść do budki, wybrać, co tylko chciał, i zajadać się bez skrępowania. Nikt za nic nie płacił, więc też nikt sobie nie żałował. Był tam również ogromny grill, który obsługiwało dwóch panów.

Wszyscy byli ubrani w lekkie stroje, wyluzowani i uśmiechnięci.

Marta na tę okazję włożyła lekką, zwiewną sukienkę i sandałki na płaskim obcasie. W podobnym stroju była też Magda. Wśród tych wszystkich ludzi Marta nagle dostrzegła dyrektora Jasińskiego. Trąciła Magdę w ramię:

– Spójrz. On wygląda jak młody bóg. No, Magda, kurewsko mi się podoba.-

Rzeczywiście, był bardzo przystojny. Ubrany w lniane, jasne spodnie, błękitną koszulę z krótkim rękawem i sandały, w ogóle nie przypominał dyrektora – wyglądał jak jeden z nich. Witał się ze wszystkimi po koleżeńsku. W końcu dostrzegł Martę, która stała z Magdą i Darkiem. Podszedł do nich.

Podając rękę Marcie, cicho szepnął:

– Miło cię widzieć. Dobrze, że jesteś. Wyglądasz cudownie.-

Nie wiedziała, czy mówi to tak po prostu, żeby coś powiedzieć, czy tak na poważnie.

– Pan też, dyrektorze – odpowiedziała grzecznie.Uśmiechnął się.

– Porozmawiamy?

Spojrzała na niego.

– Teraz?-

– Tak, każdy już się sobą zajął. A ja chętnie zajmę się tobą.-

Zacisnęła pięści. Miała już na końcu języka jakąś ciętą ripostę, ale w ostatniej chwili się powstrzymała.

– Jak mam to rozumieć?

– Dosłownie.

– W jego oczach migały wesołe ogniki. Przyglądał się jej z uśmiechem. Chciał ją sprowokować?

Nie miała pojęcia.„Nie dam się” – pomyślała. – „Jeżeli coś mi się nie będzie podobało, to po prostu odejdę. Dzisiaj będę grzeczna”.

– Przejdziemy się? – Dyrektor chwycił ją za rękę.

– Czy może wolisz najpierw coś zjeść albo się napić?

– Nie jestem głodna. Nie znam tych stron, więc proszę prowadzić.-

Chodzili wolno leśnymi ścieżkami, cały czas trzymając się za ręce.

– Marta, brakowało mi ciebie – powiedział cicho.

– Ja też chciałam pana zobaczyć – specjalnie podkreśliła to „pana”.

– Marta, przestańmy się wygłupiać. Nie mów do mnie „pan”, przecież wiesz, jak mam na imię.

– Wiem, ale... ale...

Przytuliła się do niego, a on, niewiele myśląc, pocałował ją. Delikatnie odgarnął włosy z jej twarzy i pocałował ponownie. Nie opierała się. Tak bardzo pragnęła tej czułości, tego pocałunku i przytulenia. W tym momencie poczuła się jak mała, bezbronna dziewczynka, która szuka pocieszenia.

W końcu zawrócili i poszli w stronę grilla. Na polanie zaczęły się już tańce. Muzyka płynęła z głośników, a trawa służyła za prowizoryczny parkiet.

– Idziemy tańczyć? – zapytał Kuba.

– Tak – uśmiechnęła się.

Tańczyli na trawie, przytuleni do siebie i po prostu szczęśliwi.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania