Niczyja - Rozdział V

Obudziłam się wypoczęta jak nigdy, Tulipan chyba też nie narzekał, spokojnie chrapał na jednej z poduszek. Po cichu zeszłam po schodach i prawie wpadłam na Aleksandra.

- Przepraszam - uśmiechnęłam się wymijając go.

- Możesz częściej to robić - zażartował.

- Skorzystam - za sobą usłyszałam jego śmiech.

W salonie Jagoda zmierzyła mnie wściekłym spojrzeniem, w przeciwieństwie do niej reszta wydawała się rozbawiona. Ciocia krzątała się w kuchni, widząc mnie rozpłynęła się w uśmiechu.

- Wstałaś Anulko? - zdziwiła się. - Myślałam, że wczoraj byłaś bardzo zmęczona.

- Zazwyczaj jestem rannym ptaszkiem.

- Zaraz wychodzę do pracy - szybko zmieniła temat, jakby wyczuwając, że nie chcę się zagłębiać w temat snów - Marek jak wróci pewnie będzie spał, dzieciaki wychodzą, zostaje tylko Edmund - przerwała by zaczerpnąć powietrza. - Prawda, że zabierzesz Anię na spacer?

Wpatrywała się w chłopaka tak intensywnie, że ten w końcu uległ.

- Spacer, czy przejażdżka? - zwrócił się do mnie.

Spojrzałam na pogodę za oknem, słońce pięknie grzało.

- Spacer.

 

Dlaczego byłam tak głupia i zgodziłam się na spacer?

W pojęciu Edmunda było to zobaczenie całego miasteczka, obejście dookoła rozległego jeziora i na koniec wejście na ogromną górę ( dla mnie była ogromna, ale chłopak sprawiał wrażenie jakby nie sprawiało mu to żadnej trudności). Nie dość, że mało co sobie nie skręciłam karku potykając się na korzeniach drzew, jednak najdziwniejsze było jego zachowanie na szczycie. Oprócz nas była tutaj para turystów, wyglądali na dobrych znajomych a nie na zakochanych. Dziewczyna była w moim wieku, miała ciemne blond włosy i piwne oczy, była niziutka, sięgała mi najwyżej do połowy ramienia. Chłopak był murzynem. Dosłownie. Miał czarne włosy, ciemne oczy i wydatne usta, wyglądał na zdenerwowanego.

- Ty tutaj Koras?

Koras było to nazwisko wujostwa, murzyn wypowiedział je z jawną pogardą.

- To samo pytanie do ciebie, Wodori - odciął się.

- Pierwszy zadałem pytanie.

Ani ja, ani owa dziewczyna tego nie rozumiałyśmy o co chodzi w tym jałowym sporze.

- Macie się tu nie zapuszczać - warknął murzyn.

- Zgromadzenie nie wydało jeszcze wyroku - odpowiedział. - Mamy prawo tu być tak samo jak wy.

- Jeszcze - podkreślił - Magda idziemy.

Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona i odsunęła się.

- Dopiero co tu weszliśmy - poskarżyła się.

- Przestańcie zachowywać się jak dzieci - zaopanowałam - jest tu wystarczająco miejsca dla nas wszystkich.

Widziałam jak Edmundowi drga szczęka ze zdenerwowania z trudem nad sobą panował, postanowiłam go ignorować. Rozejrzałam się dookoła, była to spora polana, roztaczał się stąd widok na rozległe lasy i polany, w dole widziałam rwącą rzekę. Usiadłam na jednym z kamieni i planowałam podziwiać piękny widok, słońce grzało, ptaki śpiewały, czego więcej potrzeba do szczęścia?

Edmund westchnął nade mną zirytowany.

- Niech zgadnę - mruknęłam widząc spojrzenie murzyna - chcesz wracać?

Podał mi rękę pomagając mi wstać, murzyn odwrócił się w naszą stronę.

- Już idziecie? - zapytał słodko.

Edmund warknął coś w odpowiedzi, na co tamten pokazał dwa rzędy bielusich, równiusieńkich kłów. Krzyknęłam przerażona, dziewczyna niczego nie zauważyła i popatrzyła na mnie zdziwiona.

- Idziemy - chłopak pociągnął mnie za rękę.

- Nie tak szybko - zareagował tamten ty mnie obraziłeś więc oddasz mi dziewczynę, chcę jej skosztować.

- Zapomnij.

Murzyn rzucił się na mnie przemieniając się w czarną mgłę. Edmund odepchnął mnie do tyłu, zahaczyłam stopą o korzeń i sturlałam się ze stromego zbocza. Gałęzie i kamienie raniły moje ciało, zatrzymało mnie silne uderzenie w drzewo, nie mogłam złapać oddechu. Zwinęłam się w kłębek i jęknęłam, widziałam jak Edmund walczy z czarną mgłą, nie da się nie zauważyć, że wyglądało to komicznie. Nigdzie nie widziałam Magdalena , dziewczyna po prostu zniknęła. Strasznie bolała mnie prawa ręka a lewa noga była dziwnie wygięta, całe ciało miałam obolałe. Prawie wrzasnęłam z bólu próbując ustać na nogach, chłopak pojawił się przy mnie znikąd i delikatnie dotknął mojej nogi, szarpnęłam się czując nową falę bólu.

- Zwariowałeś?! - wrzasnęłam na niego. - Co to było tam na górze?!

- Jak widać to nie byli nasi przyjaciele - zaśmiał się ochryple. - Trochę ci się oberwało.

- Trochę?

- Bardzo - przyznał ze skruchą. - Przepraszam.

- Kto to był? - zapytałam niecierpliwie.

- Wodori - wypluł to nazwisko - to nasi naturalni wrogowie, to nawet nie są ludzie, tylko zmory, żywią się ludzkimi emocjami.

- Emocjami?

Spojrzał gdzieś w bok, między nami zapanował ciężka cisza.

- Edmund? - złapał mnie dziwny skurcz w okolicy serca.

Ktoś mnie całował, spowity był w mrok, zabierał mi całą radość z życia i cały smutek, złość, wszystko. Osunęłam się na mokrą od deszczu ulicę, nie mogłam złapać oddechu. Tuż obok mojej twarzy leżał krzyżyk, z sercem pośrodku. Nie miałam siły wstać, strasznie się bałam, krew buzowała mi w uszach.

Gwałtownie zaczerpnęłam powietrza, tamta dziewczyna...

- Edmund on ją...

- Pożywi się nią - dokończył spokojnie - zostawię cię w domu i się nią zajmę.

- Jak się nią zajmiesz?

- Nie skrzywdzę jej - wziął mnie na ręce - dopilnuję by dziś została w swoim pokoju.

Wolałam nie pytać o szczegóły i pozwolić działać Edmundowi tak jak on chce.

- Lubisz wyścigi? - uśmiechnął się łobuzersko.

- Skąd to pytanie?

Zaraz się przekonasz.

Przekonałam się o co mu chodziło, biegał zdecydowanie szybciej niż reszta ludzi. Drzewa zlały się w jedną wielką zielono - brązowa plamę, tak właściwie to niczego nie widziałam. Minutę później znaleźliśmy się w domu , Edmund ostrożnie położył mnie na kanapie. Chwilę później do pokoju weszła Jagoda, przystanęła na mój widok zszokowana.

- Co jej zrobiłeś? - spytała podejrzliwie chłopaka. - Wygląda jakbyś chciał zrobić z niej nimfę. Pomogę ci się ogarnąć - zaproponowała pomagając mi wstać.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania