Demon III Powstanie - 1

Walencja

544 rok nowej ery – 1905 rok imperialny

18 Października

Valentia – Pałac królewski – Wyspa Władzy

 

Pałac królewski Valentii był prawdziwie imponującą konstrukcją. Wielu uważało, że mógł konkurować z pałacami największych mocarstw kontynentu, jeśli nie całego świata. Otoczony wysokim białym murem, wykonany w pięknym antycznym stylu, z kolumnami z marmuru i witrażami dorównywających pięknem tym z katedr. Wnętrze budynku było równie imponujące. Rzeźby z marmuru, a nawet ze szkła, zdobiły długie korytarze, podkreślając bogactwo i potęgę upadłego królestwa, teraz zaledwie marionetkę potężnego imperium. Adler szedł szybkim krokiem, w ciszy omijając licznych urzędników, którzy ewidentnie mieli ręce pełne roboty. Zaledwie przedwczoraj książę Hadrian ogłosił, że ma zamiar zostać królem Walencji i widać było, że cały pałac aż drga z całego zamieszania. Adler tego samego dnia dostał wiadomość od księcia, który wzywał go do pałacu, gdy tylko będzie się czuł na siłach. Adler nie mógł powiedzieć, że był w pełni sprawny, ale to było mało istotne. Po skontaktowaniu się z Herr Doktorem i po wczorajszym oglądzie i dodatkowej dawce Specyfiku był gotowy do pracy na rzecz swojego nowego Pana.

Prowadzący go gwardzista kiwnął na kolegów, którzy stali przy szerokich drzwiach. Ci bez słowa, otworzyli je i odsunęli się z drogi, pozwalając Adlerowi wejść do krótkiego korytarza.

– Jego książęca mość odbywa zebranie w sali obrad – gwardzista wskazał na drzwi na końcu korytarza. – Przekazał, że macie się natychmiast stawić, nieważne czy będzie zajęty, czy nie.

– Dziękuję.

Adler kiwnął gwardziście i bez tracenia czasu, ruszył prosto do celu. Domyślał się, że przybył w niewczasie, bo zza drzwi dochodziła go donośna dyskusja. Teoretycznie mógł poczekać, ale książę wyraził się jasno: „Staw się u mnie, najszybciej jak będziesz mógł. Nie czekaj na pozwolenie”. Westchnął, kładąc dłoń na klamce.

To będzie trudna misja.

Otworzył drzwi i wszedł prosto w huragan dyskusji.

Książę Hadrian siedział z poirytowaną miną za biurkiem, miał na sobie ubiór w tradycyjnych barwach Walencji: bieli, złocie i błękitu. Po jego prawicy stał Arnold, ze znacznie spokojniejszą ekspresją. Adler nie mógł zaprzeczyć, że Smok wygląda wyjątkowo dobrze w białym garniturze, a siedzący na jego ramieniu Bazyli uzupełniał jego wyjątkowy wygląd. Po lewicy Nataniel, który ewidentnie miał dość całej gadaniny. Miał na sobie brązowy mundur wojsk walencji. Ewelina wraz z Hanną siedziały przy oknie, obserwując całą sytuację z boku. Ewelina miała na sobie swoją ulubioną niebieską, a Hanna żółtą suknię. 66 i 102 nigdzie nie było widać. Jednak ich nieobecność wcale nie umniejszała napięcia w sali. Czwórka elegancko ubranych postaci, stało przed księciem w ewidentnie nie najlepszych nastrojach. Adler w pierwszej chwili rozpoznał z kim ma do czynienia. Byli to liderzy rady regencyjnej, którzy dotychczas władali państwem w imieniu Imperatora Aleksandra IX.

Jeden z głośniejszych był właśnie w połowie zdania, kiedy Bazyli zauważył Adlera i z radosnym okrzykiem zamachał skrzydłami i poleciał do przyjaciela.

Wszystkie oczy momentalnie zwróciły się na przybysza. Przed nimi stał Franciszek Eagle, ubrany w czarny jak noc mundur, bez jakichkolwiek odznaczeń. Elegancki, ale prosty i bez zbędnych ozdób. Bazyliszek wylądował na jego ramieniu i stuknął go główką. Adler w pogłaskał Bazylego z lekkim uśmiechem, by natychmiast spoważnieć i skłonić się nisko.

– Wasza wysokość.

– Eagle – Hadrian uśmiechnął się z satysfakcją. – Dobrze cię widzieć. Szanowni Państwo, przed wami Franciszek Eagle. Franciszku, przedstawiam ci członków Rady Regencyjnej: Peria de Rinur, Zygfryd Torder, Aleksandra von Hatung, Miłosz Darszewski i Iros de Ver.

Ostatni z wymienionych, wysoki mężczyzna grubo po pięćdziesiątce uśmiechnął się zadowolony i podszedł do Eagla, wyciągając do niego dłoń.

– Miło mi cię poznać Eagle. Świetny pojedynek.

– Dziękuję – Eagle odpowiedział zakłopotany.

Peria de Rinur przyglądała się Adlerowi uważnie. Była to starsza kobieta, starsza od Vera i niestety, nie udało jej się dobrze zestarzeć. Każda zmarszczka była bardzo widoczna, ale w oczach nadal widać było blask. Adler słyszał, że służyła jeszcze przed tym, gdy cesarz przejął władzę. Była najprawdziwszym reliktem poprzedniej epoki. Jednak jednym z tych, który nie wypadł z użytku.

– Czyli to jest ten „demon”, o którym tyle słyszałam – starsza kobieta przyglądała mu się w milczeniu przez dłuższą chwilę, by naraz oznajmić. – Masz przerażające oczy.

Na jej słowa Ewelina ewidentnie skamieniała w szoku. Chciała się odezwać, ale młodsza koleżanka Perii ją wyprzedziła.

– Perio! – Aleksandra von Hatung syknęła groźnie. – Jak możesz? To syn...

– Wiem, kto jest jego ojcem kochana. Stwierdzam zaledwie fakt – dama odgryzła się spokojnie. – Chłopak ma przerażające oczy. Inteligentne i zimne. Dawno takich nie widziałam.

Demon uśmiechnął się rozbawiony i spojrzał damie prosto w oczy. Najpierw matka Eweliny, teraz ona. Czyżby wszystkie dostojne i poważne damy, posiadały umiejętność rozgryzienia kim jest?

– Pewnie to jeden z powodów czemu zwą mnie Demonem, szanowna Pani – odpowiedział Adler, spoglądając na księcia. – Proszę mi wybaczyć nagłe przybycie. Miałem pojawić się najszybciej jak to możliwe, a widać, że wszedłem w sam środek dyskusji.

Książę westchnął ciężko. Widać, że nowe wyzwania bardzo mu ciążą.

– O problemach w armii – tutaj odezwał się Zygfryd Torder. – Napięcie rośnie wszędzie i nacjonaliści, a puryści w szczególności wyrażają swoje głębokie niezadowolenie – tutaj spojrzał na Nataniela. – Z czego Cezary Domski jest jednym z najgłośniejszych rywali wejścia jego książęcej mości na królewski tron.

Słysząc imię swego ojca, przez twarz Nataniela przeszedł cień. Z ogniem w oczach spojrzał na Tordera i warknął.

– Mój ojciec jest patriotą.

– I potencjalnym zagrożeniem – uciął jego wypowiedź Torder, spoglądając na księcia. – Nadal nie aprobuję faktu, że pozwalasz potencjalnemu zdrajcy stać koło siebie.

– A Ja, marszałku, mówiłem już wielokrotnie, że będzie stał po mojej stronie – książę odpowiedział pewnie. – Nie mam zamiaru karać dzieci za czyny ich rodziców. Ponadto – tu spojrzał na Nataniela. – wiele słyszałem o twoim ojcu. To dobry dowódca i znany patriota. Jeśli jest osoba, która mogłaby go przekonać do zmiany zdania… jesteś to Ty.

Chłopak, zazgrzytał zębami.

– Mój ojciec jest twardy. Nie wiem, czy uda mi się go przekonać.

– Ale mimo to spróbujesz – milczący dotąd Arnold odezwał się z lekkim uśmiechem. – Czy nie mam racji?

Nataniel spojrzał na niego ostro. Widać było, że wzrosło między nimi napięcie.

– Tak… spróbuję – westchnął. – Choć będzie to wielkie wyzwanie.

Teraz to Miłosz Darszewski, mężczyzna po sześćdziesiątce w okrągłych okularach, zabrał głos.

– I niejedyne. Wasza wysokość, jako minister gospodarki muszę powiedzieć, że reakcja na rynku jest mieszana.

– Sprecyzuj.

– Przedsiębiorcy z całego państwa wykonują chaotyczne ruchy. Nie są pewni, jakie działania podejmiesz. Słyszy się wiele o sprzedaży ziemi Cesarskim inwestorom i że staniesz po stronie „rodaków” i doprowadzisz do tego, że gospodarka Walencji zostanie uzależniona od Imperium.

Książę pomasował skronie.

– Przygotujemy oficjalne oświadczenie. Przekażemy, że nie mam zamiaru przekazać kontroli nad gospodarką państwa Imperium. Zostanę królem Walencji, nie Imperium Feniksa i to regionalną gospodarkę będę wspierał.

Minister kiwnął głową i zapisał coś szybko w swoim notatniku. Stojący przy księciu Arnold wciągnął głośno powietrze.

– Tutaj problemy się nie kończą. Minął zaledwie tydzień od oficjalnego ogłoszenia, że zostaniesz królem, a cały świat wydaje się krążyć wokół Valentii – uśmiechnął się rozbawiony. – A ja mam zaszczyt oglądania tego z pierwszej ręki.

– Nie tylko oglądania – Hadrian spojrzał na niego z uśmiechem. – Nie pozwolę ci się obijać.

Smok Valentii zachichotał.

– Tak, tak. Oczywiście Wasza Wysokość – spojrzał na zegar wiszący na ścianie. – Za dwadzieścia minut ma Pan spotkanie z ambasadorem Diarchii.

Peria westchnęła i przewróciła poirytowana oczami.

– Eur’aq zapewne. Irytujący typ, wydaje mu się, że każda sprawa jest sprawą związaną z jego ojczyzną – wyraziła swą opinię o ambasadorze i spojrzała na księcia. – Pewnie nic istotnego. Zapewne będą chcieli ratyfikować układy i pakty… może zaproponować małżeństwo.

Jak można było się spodziewać, na ostatnie słowo Ewelina i Hanna się widocznie rozbudziły.

– Małżeństwo!? – Ewelina aż wstała.

– Tak od razu?! – Hanna była tuż za nią. – Minął ledwie tydzień od ogłoszenia planów księcia. Czy naprawdę ludzie byliby gotowi już teraz składać propozycje małżeństwa?

Hadrian z trudem spojrzał na Arnolda i kiwnął głową. Smok z ewidentnie rozbawioną miną podszedł do jednej z szuflad i wyciągnął z niej sporą ilość papierów. Wyciągnął pierwszą z brzegu.

– Magrabina Daria de Tur, z Walencji, zwana kwiatem północy, lat dwadzieścia – sięgnął po kolejny dokument. – Hrabina Tris mon Feroh, z Imperium, lat dwadzieścia trzy, a tuż za nią… o, Księżniczka Anna Elas, z królestwa Yaltic, druga córka króla Emanuela, zaledwie siedemnaście lat – spojrzał na stertę papierów. – Te trzy, plus trzydzieści osiem innych, zgłosiło się jako kandydatki na królową Walencji i żonę Hadriana.

Adler rozdziawił oczy. Sporo. Naprawdę sporo jak na siedem dni. Hadrian patrzył na jego minę z widoczną dezaprobatą, kiedy Arnold brał z niej ewidentnie sporo radości. Nataniel stojący obok księcia, wyglądał równie zszokowany co Ewelina.

– To dwa razy więcej niż ostatnim razem – stwierdził.

– Fakt. Sporo, a to zaledwie początek – książę stwierdził zrezygnowany. – Podobno kolejne propozycje już spływają do ministerstwa spraw zagranicznych.

Peria przytaknęła.

– Upewnię się, że zostaną posortowane i przyniesione do pańskiego gabinetu jeszcze dziś.

– Dziękuję – Hadrian spojrzał na damę z wdzięcznością. – Twoja pomoc jest nieoceniona.

– Nie mogłabym pozostawić wnuka królowej Marii, w takiej sytuacji – Peria uśmiechnął się serdecznie. – Taki jest mój obowiązek jako ministra spraw zagranicznych.

W czasie wymieniania tych grzeczności dziewczyny drżały. Hanna z niedowierzania, a Ewelina z… zazdrości? Tak, zazdrości, tak odczytał jej uczucia Adler. Intrygujące, ale nie tak bardzo, jak brak jego własnej reakcji. Samoświadomość, że nie poczuł nic, wiedząc że Ewelina jest zazdrosna o księcia, boleśnie uświadomiła mu, jak bardzo iluzoryczne były jego uczucia wobec Finickiej księżniczki. Ta, spojrzała na Hadriana w szoku.

– Nic nie mówiłeś.

– A co miałem powiedzieć? – Hadrian odpowiedział z widoczną irytacją. – To typowa reakcja na taką sytuację.

– Czy masz, książę, kogoś na oku? – Peria zapytała z nutką nadziei.

Hadrian prychnął. Był poirytowany i to mocno.

– Nikt z tej listy mnie nie interesuje i szczerze wątpię, by jakakolwiek kandydatka z Diarchii, mogła mnie przekonać – westchnął. – Zachowują się jak sępy. To samo się wydarzyło zaraz po śmierci Tuare.

Peria od razu pokiwała głową. Wiedziała, o kim mowa. Wszyscy wiedzieli.

– Jej śmierć była wielką tragedią.

Ewelina słysząc to imię, zacisnęła dłonie. Ku zaskoczeniu Adlera, odważyła się zadać odważne pytanie.

– Czy tęsknisz, wasza wysokość, za swoją byłą narzeczoną?

Adler spojrzał na Ewelinę zaintrygowany. Hadrian westchnął i spojrzał w sufit.

– Cóż… Tuare była z rodu mej matki, choć dalekiej odnogi. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. „Musisz być wyższy” powiedziała „Mój mąż nie może być niski” – książę zachichotał. – Była szczera do bólu, ale miła i prawdziwie czuła. Jej śmierć była dla mnie nagłym i bolesnym doświadczeniem… ale, było to już prawie pięć lat temu. Rany się zagoiły – tu spojrzał na stertę papierów. – Choć, jeśli mnie teraz obserwuje z niebios, jest pewnie strasznie zazdrosna, że tyle dziewczyn próbuje mnie porwać, nawet nie widząc mnie twarzą w twarz.

Wszyscy zamilkli. Od Hadriana emanowała aura nostalgii. Wszyscy dobrze znali opowieść Tuare. Księżniczki Świętego Cesarstwa Detronii, która to miała wyjść za siedzącego przed nimi księcia. Los jednak był bezlitosny. Potężny sztorm połknął księżniczkę, wraz ze statkiem, który zabierał ją z powrotem do ojczyzny. Hadrian skończył zaledwie jedenasty rok życia, a stracił narzeczoną, z którą miał spędzić resztę życia. Od tamtego momentu wszystkie propozycje zaręczyn były odrzucane przez Cesarza, który ogłosił, że po takiej tragedii, tylko jego syn zadecyduje czy chce się z kimś związać, czy nie.

Tą dłużącą się chwilę przerwał Hadrian, który patrząc, na zegar odchrząknął.

– Dwanaście minut wasza wysokość. Powinniśmy już ruszać. Nie możemy pozwolić ambasadorowi czekać.

– Tak. Tak masz racę – Hadrian westchnął i podniósł się z miejsca. – Spotkanie będziemy kontynuować po obiedzie. Arnoldzie, chodź ze mną – tu spojrzał na Adlera. – Franciszku ty również.

Adler spojrzał na niego zakłopotany.

– Z całym szacunkiem, ale wątpię, czy przydam na spotkaniu dyplomatycznym.

– A mimo to pójdziesz – Hadrian ruszył do drzwi. – Mamy sporo do omówienia.

Nie mając zamiaru się spierać, Adler powstał i ruszył za księciem.

– Dobrze cię widzieć Eagle – zaczął książę. – Jak się czujesz?

– Wystarczająco dobrze – odpowiedział Eagle. – Twoje wezwanie było dość nagłe.

– I sytuacja jest dość nagła – przyznał książę. – Mam znacznie więcej rywali niż pierwotnie zakładałem – tutaj ściszył głos. – Rodzony brat wyraził swój brak poparcia. Podobnie matka.

Adler oczywiście już wiedział o opinii cesarzowej, ale informacja dotycząca brata Hadriana była zastanawiająca.

– Książę Marek nie popiera twojej ambicji?

– Nie. Mój brat marzył widocznie, że będę stał z boku i nic nie robił przez całe życie, kiedy on będzie się bawił w cesarza całego kontynentu – Hadrian warknął poirytowany. – Z tego, co słyszałem mam już pokaźne opozycyjne frakcje, zarówno w ojczyźnie, jak i w Detronii.

– Dwóch najważniejszych sojusznikach Walencji – podkreślił Arnold.

To z pewnością nie były dobre wieści. Hadrian spojrzał na Franciszka.

– Obawiam się najgorszego. Udowodniłeś swoje wielkie umiejętności w walce, ale i wykrywania i stawiania czoło różnorakim zagrożeniom – zwrócił wzrok przed siebie. – A ja nie czuję się bezpiecznie, nawet w tym pałacu.

– To zrozumiałe wasza wysokość. Może właśnie dlatego warto by było przemyśleć propozycje mariażu – zaproponował Adler. – Sojusz poprzez małżeństwo zapewniłby ci potrzebne wsparcie.

Książę pokręcił głową.

– Nie mam zamiaru być zależny od tego, kto da mi rękę swojej córki. Jeśli którąś sobie wybiorę, zrobię to z pozycji siły. Pozycji króla.

Adler uniósł brwi i uśmiechnął się rozbawiony. Ktokolwiek dałby mu córkę, z pewnością chciałby go wykorzystać. Podjął ryzykowną decyzję, ale tym sposobem oszczędzi sobie znaczną ilość problemów w przyszłości.

– Ambicji ci nie brakuje, wasza wysokość.

– A tobie umiejętności – odpowiedział Hadrian. – Właśnie dlatego mianuję cię moim personalnym gwardzistą. Nie mam zamiaru dać się zabić na pierwszy stopniu do władzy.

Adler kiwnął głową i spojrzał na Arnolda.

– Masz zamiar zdobyć tron własną siłą – stwierdził Adler.

Książę zatrzymał się tuż przed drzwiami do pomieszczenia, w którym miało się odbyć spotkanie z ambasadorem.

– Nie, Franciszku Eaglu. Mam zamiar na ten tron zasłużyć.

 

Książę otworzył drzwi i wszedł do obszernego pomieszczenia. Ładnego pomieszczenia. Dużo światła, błękitne ściany, przyjemne ozdoby nieprzechodzące w kicz. Dobre miejsce do spotkań dyplomatycznych. W środku czekała już mała grupka. Pięciu mężczyzn we frakach i pięknie ubrana dziewczyna w długiej sukni, łączącej kolor bieli, błękity i czerwieni. Adler od razu rozpoznał w nich Diarchian. Mieli znacznie ciemniejszą cerę oraz kręcone włosy, co było typowe dla ich narodu. Najwyższy z mężczyzn, o długiej brodzie i rdzawych oczach uśmiechnął się szeroko, podnosząc się z miejsca i kłaniając się nisko.

– Wasza wysokość.

Hadrian zerknął na Arnolda, ale ten tylko lekko pokręcił głową. Byli przed czasem.

– Pan Bohen Eur’aq – książę zmrużył brwi zaskoczony. – Przybyliście przed czasem?

– Tak, prosimy o wybaczenie – ambasador skłonił się ponownie. – Jednak jedna osoba nie mogła doczekać się spotkania z tobą.

Na te słowa piękna dziewczyna uniosła się ze swojego miejsca. Adler musiał przyznać, że była niesamowicie atrakcyjna. Ciemna cera, duże usta i piękne ciemne oczy przypominające blaskiem rozgwieżdżone niebo. Podeszła kilka kroków i wykonała pełen godności pokłon.

– To zaszczyt cię poznać, mój książę – uśmiechnęła się z pożądaniem.

Hadrian przyglądał się jej z niemałym zakłopotaniem.

– Z kim mam przyjemność, jeśli można zapytać?

Dziewczyna wyprostowała się i odpowiedziała prosto z mostu.

– Z twoją przyszłą żoną.

Adler wybałuszył oczy, a Arnold z trudem nie zgiął się, powstrzymując wybuch śmiechu. Hadrian stał tak, przed nimi, całkowicie skamieniały w całkowitym szoku. Eur’aq, ewidentnie równie mocno zaskoczony wypowiedzią dziewczyny szybko postąpił naprzód.

– Proszę o wybaczenie. Wasza książęca mość, przed wami Vea Der-Ertica, księżniczka Diarchii, córka Marca i wnuczka Najwyższego Władcy Zerona XX.

Adler był zdezorientowany. Nic nie słyszał o przybyciu wnuczki władcy Diarchii do Walencji. Widać nie tylko on.

– Pani przybycie jest niespodziewane – odezwał się Arnold.

– Dokładnie – Hadrian szukał poparcia w Arnoldzie. – Czemu przybyłaś aż tutaj, księżniczko, bez zapowiedzi? Podróż z Diarchii aż tutaj musiała być bardzo długa.

– Ale warta wysiłku – odpowiedziała księżniczka, zbliżając się do niego niebezpiecznie blisko. – W końcu mogłam cię poznać. Mój przyszły mężu.

Hadrian wyglądał na coraz bardziej zdezorientowanego.

– Z całym szacunkiem, księżniczko, ale nie jesteś moją narzeczoną i nie przypominam sobie, bym na cokolwiek się zgadzał.

Księżniczka postąpiła kolejny krok, niemalże dotykając księcia. Co z pewnością nie pomogłoby mu się opanować.

– Wiem – uśmiechnęła się radośnie. – Ale się zgodzisz. Przybyłam cię zdobyć.

– „Zdobyć”?

– Tak. Wiele o tobie słyszałam – tu nachyliła się, szepcząc mu prosto do ucha, jednak wystarczająco głośno by wszyscy dokładnie ją słyszeli. – Jesteś dokładnie tak słodki, jak mówili.

 

Adler, patrząc na tę surrealistyczną scenę, mógł pomyśleć tylko jedno.

„Nie po to tu zostałem tu wezwany, a coś czuję, że na pewno zostanę w tej sprawie wykorzystany”.

Następne częściDemon III Powstanie - 2  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pontàrú 4 miesiące temu
    "będzie się czÓł na siłach" AAAAAA. Weź się stuknij w czuło

    "Nic nie wiedzieliśmy o Pani przybyciu – odezwał się Arnold. – Pani przybycie jest niespodziewane.[...] Czemu przybyłaś aż tutaj..." za dużo tych przybyć.

    "Raz jeszcze to. Cała Hadrian wyglądał na coraz bardziej zdezorientowanego." Emmm, coś chyba musisz poprawić.

    "miała zabójcze proporce i pociągające ciało" chodziło o proporcje?

    Ok, poza tymi paroma błędami na koniec to całość dobra i na spokojnie mogę postawić 5. Trochę mnie dziwi jak zwykli studenci pokroju Eweliny znaleźli się tak blisko księcia w tak krótkim czasie. Rozumiem, że to córka szlachetnego rodu ale jakoś tak sbyt szybko przeszli od szkoły do państwowości. Więcej uwag nie mam
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Dzięki
    Poprawię w wolnej chwili
  • Nefer 4 miesiące temu
    Ciekawy odcinek. Akcja posuwa się dzięki dialogom, przekazują też one sporą dawkę informacji. I miła scena końcowa, z przebojową kandydatką na żonę. To plusy. Zwróć jednak uwagę na język. Pontaru wskazała już pewne lapsusy. Niestety, jest ich więcej, dotyczą słownictwa, składni, gramatyki. Przykładowo, w pierwszym akapicie aż sześć razy użyłeś czasownika "być", w tym dwukrotnie w jednym zdaniu. Albo poniższa fraza:
    "Słysząc imię swego ojca, przez twarz Nataniela przeszedł cień." - Cień usłyszał imię ojca?
    Zauważyłem też niekonsekwencję logiczną. Opisując osoby zasatne przez bohatera w gabinecie nowego króla wspominasz początkowo o czterech członkach rady regencyjnej, później okazuje się (podczas wymieniania ich nazwisk), że jednak było ich pięcioro. Muszę przyznać, że korekta wypadła w tym odcinku wyjątkowo słabo. W ten sposób rzutujesz ujemnie na odbiór ciekawie w sumie zapowiadającej się opowieści.
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Zrobię kolejną redakcję
    Mimo mnóstwo wolnego czasu, ale całkowity brak weny...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania