Demon Odrodzenie II - 9

Walencja

544 rok nowej ery – 1905 rok imperialny

22 Maja

Czarne Oko – Granica Walencji i Varsji

 

Ewelina spoglądała w czerń, a czerń spoglądała w nią. Przeźroczysta, źródlana woda, ukazywała czarne dno, płaskie, niczym dno miski, wyrzeźbione czułymi dłońmi natury. Uniosła wzrok, a jej oczom ukazały się dwa zbocza, dwa stare forty i jeden most – przejście między Walencją, a Varsją. Flaga Walencji – Złoty smok na białym tle, powiewała dumnie nad jednym, a dwugłowy, czarny orzeł caratu, powiewał nad drugą.

Westchnęła.

Bawiło ją to. Most o długości dwustu metrów. Pięćset metrów dzieliło dwa państwa, dwie kultury, dwa języki i dwa strzeżone forty.

Wszystko nad Czarnym Okiem. Jeziorem, z którego wypływały dwie rzeki, jedna do Walencji, druga go Varsji. Nad jeziorem, które stało, niczym zalane wrota, między potężnymi wzgórzami. Spoglądała na drugą stronę, zamyślona.

Stojący za nią Franciszek jednak spoglądał pod nogi, w ziemię. Uniósł on jeden z licznych czarnych kamieni i obejrzał go dokładnie, zafascynowany.

- Obsydian – obejrzał kamień w dłoni, a następnie uniósł wzrok. – I żadnego wulkanu w okolicy. Fascynujące.

Ewelina spojrzała na niego zaintrygowana.

- Ciekawi cię bardziej kamień, niż fakt jak idiotycznie mała i niewidoczna jest linia między dwoma państwami?

Adler uniósł na nią krytyczny wzrok.

- Oczywiście. Wiemy, dlaczego jest tu granica i jak powstała. Granica nie zawsze jest tak dobrze widoczna, jak tutaj. Czasem dzieli je tylko strumyk, o szerokości kilku metrów – Adler wstał i podszedł do niej, nadal trzymając kamień w dłoni. – Jak jednak… w naturalnym masywie górskim pojawia się naraz, wulkaniczny obsydian? To całkiem ciekawe.

Podał jej kamień, ona przyjęła go i obejrzała go w dłoniach. Adler uśmiechnął się.

- Zresztą… co jest ciekawsze: polityka? Czy tajemnice naszego świata?

- Sam wiesz całkiem sporo o polityce… rozpoznałeś tamtą kobietę, Balalaikę, jako członkinię varsjańskiej mafii – przyjrzała mu się. – Skąd wiedziałeś?

- Zasada prawdopodobieństwa. Wiem, że Hotel Moscov to najsilniejsza mafia carstwa, więc po tym, jak zauważyłem akcent oraz drabów, uznałem, że to logiczne spostrzeżenie. Zresztą, nie mamy gwarancji, że była z Hotelu – odpowiedział wymijająco.

- Sama to potwierdziła.

- Ludzie kłamią – odparł Adler z ironią. – A ona wyglądała na osobę, która wie jak kłamać i oszukiwać.

Ewelina przyjrzała się kamieniowi i westchnęła.

- Co ma większą wartość: polityka czy tajemnice natury? – Mruknęła pod nosem. – Sama nie jestem już pewna.

- Nic dziwnego – Adler prychnął rozbawiony. – Sam nie jestem. Chyba wchodzimy w taki wiek, że zaczynamy widzieć i rozumieć, więcej, niż kiedy byliśmy zwykłymi dziećmi.

Ewelina uśmiechnęła się lekko.

- Ciekawe stwierdzenie – obejrzała kamień w dłoni. – Nie wiem co robić. W kilka miesięcy będziemy uczyć się razem w Szkole Valentii. Jest wiele możliwości i dróg, jakie można. Ojciec chciałby, bym uczyła się polityki, a sama chciałabym poznać sztukę, filozofię.

- Czemu polityki? – Zapytał Eagle, mimo że Adler znał odpowiedź.

- Wierzy, że odzyska koronę.

- A Ty w niego wątpisz?

Ewelina spojrzała na niego krytycznie.

- Nie chcesz mi powiedzieć, że wierzysz w marzenie mego ojca! – Krzyknęła nagle.

Adler uniósł brew zaskoczony i uniósł dłonie w geście obronnym.

- Spokojnie. Moja „wiara” w jego marzenia nie jest tu istotna, a twoja. Czy Ty wierzysz, że może mu się udać?

- Nie – Ewelina odpowiedziała pewnie. – Nie wierzę, by było to możliwe.

- Dlaczego?

- Dlaczego? Przecież to szaleństwo! Finicja jest Republiką, nie monarchią i jest nią od pół wieku. Jakie są szanse, że memu ojcu uda się odbudować dawne królestwo?

Adler uśmiechnął się ironicznie i wskazał na kamień w jej dłoniach.

- A jaka jest szansa, znalezienia kamienia wulkanicznego, w masywie górskim bez wulkanów?

Ewelina zamilkła, zbita z tropu. Spojrzała na kamień raz jeszcze, kiedy Adler pogłaskał ją po głowie.

- Dowody na niemożliwość są wszędzie dookoła ciebie, musisz jedynie wiedzieć gdzie szukać – Adler cofnął dłoń i westchnął. – Twój ojciec ma małe szanse, prawda, ale jego marzenie, jest dalekie od niemożliwego. Od lat walczy, by zdobyć przewagę i z tego, co zauważyłem, z pewnością ją zdobywa – przyjrzał się Ewelinie. – To twoja decyzja czy chcesz mu pomóc.

Złość wypełniła nagle Ewelinę.

- Chciał mnie wykorzystać! – Ewelina rzuciła kamień do wody. – Chciał użyć mnie jako kolejnego stopnia ku władzy. Chciał wykorzystać własną córkę!

Ewelina postąpiła kilka kroków do przodu, aż nie zatrzymała się tuż na granicy wody. Nieświadoma, że na dnie, siedzi sobie Paradoks i rozbawiony, obraca w dłoni obsydian, jaki opadł przed chwilą na jego cylinder.

- Żaden ojciec, nie powinien wykorzystywać swoich dzieci w taki sposób.

Franciszek pokręcił głową rozbawiony.

- A czy sama, niedawno nie próbowałaś wykorzystać mojej dobroci?

Wspomnienie pocałunku wywołało rumieńce i nagły obrót.

- To nie to samo!

- Dokładnie to samo.

- Przeprosiłam!

- A twój ojciec, nie?

Umilkła. Długa rozmowa, jaką przeprowadzili, była pełna przeprosin ze strony ojca. Chyba dał jej szansę decyzji i wyboru, czy chce pomóc rodzinie odbudować swój prestiż, ale nadal nie była pewna. Wysłanie ją do Walencji, jako przynęty, mimo że pragnęła uczyć się w kraju, bolało. Odetchnęła i zarumieniona przyznała.

- Przeprosił.

- Ja ci wybaczyłem – odpowiedział Adler. – Czy naprawdę sama nie potrafisz dokonać tego samego?

- Sama… sama nie wiem – odezwała się, siadając na skraju jeziora. – To… to bardzo skomplikowane.

- Rzadko kiedy jest prosto – Adler odpowiedział rozbawiony. – Będziesz musiała jednak podjąć decyzję. Czas ucieka, a los twego rodu, zależy też częściowo od ciebie – pozwolił, by te słowa zawisły w powietrzu. – Co masz więc zamiar zrobić?

- Nie wiem! – Ewelina wrzuciła kolejny kamień do wody. – Naprawdę nie wiem. Na razie, wydaje mi się, że to Ja i tylko mój los, powinien być dla mnie istotny… - westchnęła. – Ale porzucenie rodziny… to chyba dość duże wyzwanie.

Adler stanął tuż obok i wpatrywał się w drugą stronę, w granice państwa, będącego rywalem jego ojczyzny.

- Będziesz musiała zadecydować – oznajmił.

- Wiem.

- Zdradzisz mi swoją decyzję, kiedy do niej dojdziesz?

- Czemu chcesz wiedzieć?

Eagle uśmiechnął się do niej serdecznie.

- Jak mógłbym cię wspierać, nie wiedząc jaką drogę obrałaś?

 

I na tym zakończyli rozmowę. W ciszy spoglądali na drugi brzeg. A śpiew niewielkich fal oraz bulgot arii Paradoksu, siedzącego pod wodą, umilał im dzień.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pontàrú miesiąc temu
    "DUMNA flaga Walencji – Złoty smok na białym tle, powiewała DUMNIE nad jednym(jedną), a dwugłowy, czarny orzeł caratu, powiewał nad drugą(drugim)." Musisz wybrać rodzaj bo się coś nie składa.

    Ewelina nabrała nagle trzeciego wymiaru. Cała kłótnia z ojcem i odmienne od niego poglądy, w momencie ich wyrażenia sprawiły, że postać Eweliny stała się ciekawsza. No zobaczymy jak to będzie dalej.
    Ode mnie 5
  • Nefer miesiąc temu
    Ech, od polityki i tak pewnie nie ucieknie. O jej pochodzeniu pamiętać będą tak czy inaczej wszyscy zainteresowani. Co do zamierzeń ojca, mało mamy jednak przykładów restauracji europejskichj monarchii w dobie I wojny światowej, o wiele więcej przypadków przeciwnych.
    Pozdrawiam
  • Kapelusznik miesiąc temu
    Mało prawdopodobne, nie oznacza - niemożliwe
  • Nefer miesiąc temu
    Kapelusznik To nie był zarzut, raczej uznanie dla trzeźwości osądu Eweliny, która zamysły ojca uważa za nierealne.
  • Kapelusznik miesiąc temu
    Nefer
    Nie odebrałem tego jako zarzut, jedynie zaznaczam - to świat gdzie istnieje inkarnacja Paradoksu - więc mimo że są nawiązania historyczne - nie wszystko będzie się zgadzać
  • Ozar 3 tygodnie temu
    No cóż nie łatwo zmienić republikę w monarchie to całkiem inna bajka Choc rzymianie mieli raz to raz tamto. Ewelina będzie musiała zdecydować co dalej. Ten odcinek to taka pewnie cisza przed burzą. Jak widzę znasz zasadę sinusoidy w pisaniu. 5 i czytam dalej.
  • Kapelusznik 3 tygodnie temu
    He he
    Cóż fakt - Rzymianie dobrze się bawili
    Ale pamiętaj że wiele monarchii istniało mimo licznych zmian - ironicznie - we włoszech Mussoliniego dla przykładu
    Ale do zmian jeszcze daleko
    Cieszę się, że ci się podobało

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania