Demon Odrodzenie II - 14

Walencja

544 rok nowej ery – 1905 rok imperialny

1 Września

Valentia – Wyspa Akademicka

 

Zimny wiatr od strony oceanu wdarł się między budynki Wyższej Szkoły Valentii. Pędził on, niczym stado koni zbudowanych z morskich fal, przypominając o swej mocy. Drzewa zaszumiały, pod jego mocą, podobnie jak tłumy uczniów i nauczycieli, pomrukami narzekając na zimny wiatr.

Adler uniósł wzrok na niebieskie niebo, którego obraz był blokowany przez ściany auli. Musiał przyznać, że nie był to typowy budynek. Wielu mogłoby go porównać ze starymi arenami czy Koloseum. Budynek miał jednak użytek cywilny, a nie krwawej ofiary, jak tamte budynki.

Uczniowie wszystkich lat i poziomów nauczania, rozróżniani zaledwie barwami swych uniformów, siedzieli w wyznaczonych sekcjach, słuchając przemowy dyrektora. Jego głos był silny i dominujący, a akustyka pozwalała słyszeć go wyraźnie. Jak w każdej szkole, przemówienie było dość długie i tym samym, męczące. Siedząca obok niego Ewelina, w wyznaczonym zielonkawym mundurku miała wyostrzone irytacją rysy.

- …mamy nadzieję, że waszą ciężką pracą, będziecie kontynuowali wspaniałą tradycję Wyższych Szkół Valentii im. Roberta VII Peruńskiego „Mądrego”! – Tu dyrektor zamilkł na chwilę, łapiąc oddech. – A teraz, na zakończenie rozpoczęcia roku, proszę księcia Hadriana Anoisa, jako reprezentanta uczniów, o kilka słów.

Sala zawrzała, Ewelina również naraz odzyskała całe skupienie. Adler nie mógł się dziwić. Przybycie syna cesarza Imperium Feniksa do Szkoły Wyższej było niemałym zaskoczeniem. Szczególnie dla niego. Widząc wysokiego młodzieńca, o czarnych włosach swej matki, zacisnął mocno pięści. Nie podobało mu się ten zbieg okoliczności. Nie podobał mu się w najmniejszym stopniu. Liczne niepewności, jakie trzymał w sobie, zaczęły nabierać kształtu i zaklinał niebiosa, by był w błędzie. Chłopak wszedł na piedestał i lekko ukłonił się dyrektorowi.

- Dziękuję Dyrektorze Mur – odwrócił się w stronę widowni. – Szanowni nauczyciele i profesorowie. Drodzy koledzy i koleżanki. Trudno mi opisać radość, jaką czuję, mając świadomość, że razem będziemy się uczyć. To właśnie w murach tej szkoły, zawiążemy najważniejsze przyjaźnie i relacje naszego życia – jego głos był niczym dzwony katedry, piękny, ale potężny. – To w tych murach, my uczniowie, zostajemy uformowani i wypaleni w cegły, z których to zostanie zbudowana przyszłość – pozwolił, by słowa te zawisły w powietrzu. – To My, uczniowie, jesteśmy przyszłością tego świata i tego kraju. To od nas zależy, jak potoczy się los tego świata. Patrząc na was, widzę was potencjał, wasz silny charakter i chęć rozwoju. Wiem, że razem, zdołały zbudować świetlaną przyszłość, którą przyszłe pokolenia, zapamiętają jako nową złotą erę. Mam nadzieję, że tę przyszłość, zbudujemy razem – zamilkł na moment i skłonił się lekko.

Najpierw cicho, a potem coraz głośniej rozgrzmiały brawa ze wszystkich stron. Adler również klaskał, uśmiechając się lekko pod nosem. Pogłoski nie kłamały, Hadrian Anois miał to „coś”. Rozglądając się i obserwując wyrazy twarzy, zatrzymał się na Ewelinie. Dziwne uczucie, jakby włócznia przeszywająca pierś, uderzyła jego umysł. Jego ukochana patrzyła na księcia z blaskiem w oku. Uśmiechała się zafascynowana, a jej dłonie klaskały powoli.

Nowa forma niepokoju zagościła w jego sercu, ale szybko ją odtrącił.

Hadrian był mimo wszystko, przystojnym księciem, a ona księżniczką. Nie powinien się martwić na zapas.

***

Szli w stronę budynków mieszkalnych. Wyspa Akademicka Valentii była bardzo duża. Specjalnie zagospodarowana ponad trzy stulecia temu, jako główne centrum nauki i utrzymująca tę tradycję aż do dziś. Liczne akademiki, wydziały, laboratoria, biblioteki, aule, parki, restauracje i sklepy były porozrzucane w typowym nieładzie uczonego umysłu. Kroczyli właśnie jedną ze ścieżek, prowadzących do wynajętego dla nich domu.

- Książę Hadrian ma niesamowity głos! – oznajmiła Ewelina.

Adler wywrócił oczami i westchnął.

- Już to mówiłaś moja droga. Trzy razy. Czy naprawdę zrobił na tobie, tak wielkie wrażenie?

Jego ukochana obróciła się i uśmiechnęła się przebiegle.

- Zazdrosny? Czy jesteś zazdrosny Franciszku?

- Nie.

- To, czemu się przejmujesz? – Zapytała niewinnie.

- Nie przejmuję się. Irytuje mnie, że cały czas o tym mówisz – odpowiedział. – Pomyśl może o tym, z kim będziemy dzielić dom. Mimo wszystko nie będziemy sami.

- Może z księciem Hadrianem? – Ewelina widocznie miała ochotę mu dzisiaj dokuczyć.

- Nie żartuj! To książę Imperium. Pewnie ma jakiś prywatny domek z największymi szychami. Są tu książęta i księżniczki z całego świata. Pewnie umieszczono go w takim domku, by mógł tworzyć pozytywne relacje z innymi nacjami.

- A może nie masz – Ewelina naraz spojrzała w górę. – AAAAAAAAAAAA!

Adler momentalnie zastąpił Eagla. Zasłonił ciałem Ewelinę i spojrzał w niebo. Spadał na nich duży dziwny obiekt. Słońce miał idealnie za plecami, więc nie był w stanie go rozpoznać. Szykował się, by uderzyć, kiedy naraz doszedł go inny głos.

- NIE! BAZYLI! NIE! WRACAJ TU!

Cień zatrzepotał skrzydłami i przeleciał nad głowami Eweliny i Franciszka. Ten patrzył na cień, zaskoczony, nie mogąc go w pierwszej chwili rozpoznać. Dziwne zwierzę zatoczyło krąg i skrzeknęło. Tuż przed nimi pojawił się zziajany chłopak w niebieskim mundurku i rudej czuprynie pokręcił głową poirytowany. Wyciągnął z niewielkiej skórzanej torebeczki kawałek mięsa i zacmokał. Ciemny kształt zakręcił się, skrzeknął i wylądował na jego ramieniu. Chłopak odetchnął, dając mu kolejny kawałek mięsa. Spojrzał na stojącą przed nim dwójkę i skłonił się lekko.

- A dzień dobry. Przepraszam za Bazylego. Parszywy gad lubi od czasu do czasu zmykać.

Adler kiwnął głową.

- Nic się nie stało.

- Co to jest, na wszystkich bogów? – Ewelina wychyliła się zza Eagla.

Rudzielec uśmiechnął się, prezentując swojego pupilka w całej okazałości. Zwierzę to było jakby krzyżówką rajskiego ptaka, koguta i jaszczurki. Miał upierzone ciało i dziób, charakterystyczny dla ptaków. Miał jednak oczy gada, długi ogon był zaledwie zakończony długimi kolorowymi piórami, a ze skrzydeł wysuwały się niewielkie haczyki.

- Bazyliszek Bazyli… – odpowiedział chłopak. – …i jego właściciel, Arnold Cezarion, kłaniam się nisko – chłopak zachichotał.

- Bazyliszek? – Ewelina była szczerze zaskoczona.

- Myślałem, że nie da się ich oswoić – stwierdził Eagle.

- A myślisz, że dlaczego bydlak cały czas ucieka – Arnold spojrzał na ptaka. – Co dumny jesteś z siebie, cholerniku? – Ptak pochylił się, by naraz wznieść głowę, zanosząc się swoistym rechotem. – Oczywiście, że jesteś z siebie dumny – pokręcił głową, podając mu kolejny kawałek mięsa. – Musicie mu wybaczyć. Jest bardzo inteligentny, ale ma parszywy charakter… ale i tak go kocham – Bazyliszek spojrzał na swojego pana i trącił go główką. – Tak, tak, wiem, ty też mnie kochasz – westchnął. – A właśnie, jesteście nowi?

Ewelina zaczerwieniła się, zrozumiawszy, że nie zdążyła się jeszcze przedstawić.

- Ewelina Vaza, pierwszy rok liceum.

- Franciszek Eagle, również pierwszy rok liceum.

Chłopak uniósł brwi zaskoczony, uśmiechając się rozbawiony.

- A, patrzcie państwo. Czyli księżniczka Finicji i jej rycerz faktycznie mają się uczyć w naszej szkole. Jakże ciekawie.

Ewelina uniosła na niego wzrok.

- Czyli wieści szybko się roznoszą.

- Dość szybko – potwierdził chłopak, spoglądając na Eagla. – Twój rycerz umie zwracać na siebie uwagę. Muszę przyznać, że zabicie wilkołaka to niemały wyczyn. Gratulacje.

- Nie wydajesz się zaskoczony ani podejrzliwy.

- Rozmawiasz z kimś, kto ma bazyliszka jako pupilka – Arnold odpowiedział cynicznie. – Fascynuję się rzadkimi zwierzętami. Podobnie jak moi rodzice. Dzięki temu miałem okazję zobaczyć ich całkiem sporo. Z pewnością więcej niż typowa osoba, szczególnie kiedy jest ich tak mało – tu pogłaskał bazyliszka po głowie. – Akademik, czy domek?

- Domek. Numer C-166 – odpowiedział Adler. – Nie mieliśmy okazji jeszcze się w nim pojawić, ale podobno nasze rzeczy zostały już przywiezione.

Rudzielec uniósł brwi zaskoczony i zaśmiał się głośno. Ewelina i Franciszek spoglądali na niego zdezorientowani. Chłopak pokręcił głową.

- Ach… świat chyba wystawia mój brak wiary na próbę, zrzucając na mnie takie przypadki – mruknął pod nosem. – Cóż. Miło was mi was poznać. Od dzisiaj mieszkamy razem.

- Też jesteś z C-166? – Ewelina zapytała zaskoczona.

- Dziwne. Myślałem, że w każdym domku są osoby tego samego roku.

- C-166 to bliźniak. Moi przyjaciele z kierunku są po drugiej stronie ściany. Dodatkowo czasem wrzuca się starszego ucznia do młodych, by ich pilnował. Choć muszę przyznać, że dyrekcja szkoły daje mi niezłe wyzwanie. Aż dwóch przedstawicieli tak wysokich rodów pod moją pieczą? Ho ho ho… nie wiem, czy się obawiać, czy być dumnym.

Ewelina uniosła brwi zaskoczona.

- Jest ktoś jeszcze z królewskiego rodu w naszym domu? – Zapytała.

Arnold i Bazyli spojrzeli na nią równocześnie, szczerze zaskoczeni. Spojrzeli też na Eagle, również szukając jakiegoś znaku.

- To wy nie wiecie? – Zapytał zaskoczony.

- Czego?

- Jednym z naszych domowników, ma być nie kto inny, a Hadrian Anois. Książę Imperium.

 

Jak to zwykle w tym świecie bywa – przypadki chodzą parami.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Nefer miesiąc temu
    Coś w rodzaju przeskoku i nowe otwarcie, jakby w stylu Hogwartu (rudy Arnold i nazwany "parszywym" bazyliszek :-) ). Nowe postacie, nowe uczucia. Zapowiada to wiele możliwości. Trochę tylko dziwi mnie koedukacyjny charakter domków-kwater. Nie odpowiada to obyczajowości epoki przełomu XIX/XX w., na której wzorowane jest uniwersum opowieści. Za ogólnie odświeżający oddech wstawiam pięć. Jak zwykle, pokręcę natomiast nosem na styl. Nadal zbyt wiele czasownika "być"oraz powtórzenia wyrazów (choćby w dwóch pierwszych akapitach).
    Pozdrawiam
  • Kapelusznik miesiąc temu
    Pamiętasz "Pęknięcie"
    1848 - rewolta socjalistyczna
    Liczne wojny
    liczne straty
    EPIDEMIA
    Choćby z powodu braków w ludziach, kobiety zaczęły się znacznie szybciej emancypować
    Przecież to I wojna światowa rozpoczęła ten proces, a II podkreśliła podwójną kreską, a jako że Walencja dostała mocno po dupie w Pęknięciu i Epidemii, oraz dość postępowym podejściu i tradycji królestwa - nic dziwnego że kobiety mają większe prawa
    Koedukacja zostanie również wyjaśniona przez inne elementy - jak np. tradycja zapoczątkowana przez króla który założył Wyspę Akademicką oraz fakt że mówimy tu o idealnym miejscu, gdzie wysoko urodzeni mogą zapoznać się ze swoimi przyszłymi małżonkami i żonami. Jest to dość skomplikowany system, ale nie jest jakoś poza zrozumieniem.
    Pozdrawiam
  • Nefer miesiąc temu
    Kapelusznik Ok. ok., to twoje uniwersum. Ale tak z ciekawości i dla uporządkowania fabuły, I wojna światowa dopiero chyba w tym świecie nadejdzie? Wnioskuję to na podstawie migawkowej lektury rożnych innych wariantów "Demona".
  • Kapelusznik miesiąc temu
    Nefer
    Tak z naszej perspektywy I wojna dopiero nadejdzie
    Jednak w porównaniu z naszym światem, moje uniwersum już przetrwało wielkie wojny i w znacznie większej mocy - co tłumaczy równierz lepiej rozwiniętą technologię
  • Pontàrú miesiąc temu
    Hmmmm…
    Wielkie HMMMMMM…
    Jakoś dużo tych przypadków. To wcale nie jest spisek, gdzież by znowu?
    Super napisane. Wyjątkowo mi się spodobało. 5 i do następnego ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania