Demon Odrodzenie - 8

Rozdział 3 – „Uderzenie serca” – cz.1

Republika Finicka

544 rok nowej ery – 1905 rok imperialny

19 Kwietnia

Region Cristalis – wybrzeże morza Kryształowego

 

Piękna rezydencja wznosiła się na klifie nad morzem kryształowym. Wysoki mur otaczał bajeczny zameczek zbudowany zaledwie stulecie temu przez jakiegoś szalonego hrabiego. Białe ściany lśniły szlachetnością, a piękny ogród wypełniony posągami przypominał antyczne dzieje kontynentu. Właśnie tu odbywał się bal zorganizowany przez największego przedsiębiorcę partii „czarnych” Fenicji – Alfonsa Naszkiewicza. Człowieka niezwykłego talentu, zarówno do biznesu, jak i polityki. Aktualnie kontrolował on właściwie cały przemysł wojskowy państwa, a dzięki pozycji w partii zdobył pozycję ministra gospodarki. Mimo że był to człowiek niski, o niezbyt imponującej urodzie, nikt nie powinien ignorować jego potencjału. W pogoni za władzą, która skorumpowała jego serce, miał zamiar osiągnąć szczyt prestiżu i sławy. Właśnie dlatego zorganizował ten bal dyplomatyczny z okazji pięćdziesięciolecia założenia republiki, ale też dwusetnej rocznicy wejścia rodu Vazów na tron Finicji. Zgrabnym ruchem stworzył środowisko gdzie monarchiści i republikanie mogli świętować wspólnie, samemu zdobywając wielu przyjaciół i wyznaczając wrogów.

Adler musiał mu przyznać, że był niesamowicie przebiegły jak na zwykłego człowieka. Według oficjalnych założeń sama „dyplomacja” związana z balem miała skupić się na sojuszu ekonomicznym między niezależnymi państwami kontynentu, nie chcąc wpaść pod „pieczę” Imperium, Carstwa lub Diarchii. Przed balem wywiad wysłał mu listę gości i musiał przyznać, że była to całkiem spora śmietanka towarzyska. Głowy Republiki i jej przemysłu oraz upadła rodzina królewska, przedstawiciele królestwa Tahganu, księstwa Drylii i Republiki Leosu. Obok nich pojawiły się też pewne figury z Imperium, Carstwa i Diarchii, a nawet kilku spoza kontynentu. Ponad trzysta nazwisk samych głównych gości, nie licząc nawet ich partnerów i „towarzyszy”. Na szczęście zameczek był idiotycznie duży i rozbudowywany sukcesywnie przez lata, zapewniając aż nadto miejsca dla takiego wydarzenia.

Westchnął zirytowany. Starał się jak mógł, ale to nie był jego świat. Czuł się jak orzeł zmuszony latać wśród gołębi, niby oba ptaki latają, ale różnią się niewyobrażalnie. Poprawił ułożenie swojego czarnego płaszcza ze srebrnymi nićmi. Była to przerobiona wersja munduru reprezentacyjnego wojsk Imperium, ale kilka modyfikacji w kroju zapewniało, że nikt go nie skojarzy z samym Imperium. Sprawdził, czy ukryta broń jest w odpowiedniej pozycji. Wszystko było na swoim miejscu. Bale, mimo wszystko są świetnym momentem do ataku ze strony rewolucjonistów. Nawet jeśli zostali pokonani, nie oznacza to, że nie ma ich w regionie. Raport z wywiadu wskazuje duże prawdopodobieństwo istnienia komórek rewolucyjnego oporu, jest więc i szansa, że pojawią się tutaj. „Bronić Ewelinę Vazę” to było jego zadanie i miał zamiar je wykonać. Aktualnie siedział w automobilu „towarzyszy” rodziny Vazów. Ku swemu zaskoczeniu, to właśnie Ewelina wybrała go jako partnera na balu. Jechała ona w drugim pojeździe, wraz ze swoją rodziną, ojcem, matką, siostrą i bratem. On natomiast siedział obok jednej z jej kuzynek, której również udało się pojechać. Miała na imię Gabriela Scarb, jeśli się nie mylił. Piękna i mądrzejsza od swojej siostry, ale bez przydatnego talentu. Zauważyła jego szybkie ruchy i uśmiechnęła się lekko. Nosiła piękną długą suknię w kolorze nieba tuż po zachodzie słońca.

- Pierwszy bal?

- Pierwszy tak duży – odpowiedział Franciszek Eagle, zastępując miejsce Adlera.

- Denerwujesz się?

- Lekko… spodziewam się zobaczyć kilka znajomych twarzy – na pytające spojrzenie Gabrieli dodał. – Przedsiębiorców imperium.

- Faktycznie, mimo wszystko twój ojciec to wielki inżynier. Kogo się spodziewasz zobaczyć?

- Przedstawicieli Wielkiego Trójkąta.

Na tą nazwę oczy Gabrieli zaświeciły się niczym diody.

- Wielkiego Trójkąta!?

Eagle przyłożył palec do ust, przypominając, że zbliżają się już do wjazdu. Kiwnął jednak potwierdzająco głową. Dobrze pamiętał listę zaproszonych, problem w tym, że nie wiedział, czy którykolwiek z nich faktycznie się pojawi. Pojazd zatrzymał się, a lokaj otworzył drzwi. Gabriela wyszła pierwsza, on za nią. Powitał go powiew ciepłego wiatru o zapachu soli, światła i piękne stroje. Gabriela rozejrzała się i zobaczywszy swojego partnera, jednego z synów republikańskiego polityka kiwnęła lekko głową i ruszyła do niego bez słowa. Eagle uśmiechnął się, raz jeszcze poprawiając ułożenie płaszcza. Ruszył w odpowiednim tempie do samochodu Vazów, nie mógł pozwolić by Ewelina na niego czekała.

Zdążył stanąć w pobliżu dokładnie w momencie, kiedy wysiadała, wcześniej nie zobaczył jej w sukni, więc widok go zaskoczył. Była to piękna sukienka, która niczym kwiat rozkwitała na wysokości bioder, przyozdobiona lekkimi wzorami w kolorze złota. Na ramionach miała położony szal, a włosy były pięknie ułożone i uchwycone spinką w kształcie wilka. Oniemiały stał tak bez słowa o kilka sekund za długo. Rozbawiony wzrok Eweliny i wyczekujący króla przywrócił go jednak do rzeczywistości. Skłonił się nisko.

- Wyglądasz olśniewająco Moja Pani.

Po twarzy dziewczyny przeszedł delikatny cień. Widocznie chciała, by zwrócił się do niej, per. Ewelino, ale stojący obok niej ojciec widocznie aprobował zrozumienie dla hierarchii ze strony młodzieńca. Ewelina westchnęła i obejrzała go sobie dokładnie. W ciele chłopca obudził się Adler – wspomnienie wzroku cesarzowej wzburzyło jego spokój i nałożoną maskę. Szybko ją ukrył i uśmiechnął się do Eweliny serdecznie. Ta kiwnęła głową widocznie zadowolona. Chwyciła go pod ramię i ruszyli obok siebie, szli tuż za resztą jej rodziny. Ewelina szepnęła do Eagle.

- Stres?

- Nie duży – odpowiedział. – Obawiam się ujrzeć dobrych znajomych ojca.

- Kogo masz na myśli?

- Kogoś z Wielkiego Trójkąta – odpowiedział.

Ewelina uniosła brwi. Wiedziała, co niesie za sobą ta nazwa.

- Czyli najwięksi kapitaliści Imperium pojawią się na balu? – Zapytała niedowierzając.

Wielki Trójkąt to ukryta duma Imperium Feniksa. Ich najwięksi przedsiębiorcy, posiadający niewyobrażalne bogactwo i możliwości. Trzy wielkie rodziny trzymające trzy strony świata i trzy wielkie działy gospodarcze. Deaglasowie, najmłodszy ze wszystkich, ma w dłoniach właściwie cały przemysł lotniczy, oraz spory dział w produkcji dóbr luksusowych. Jego „imperium” rozciąga się w północno-zachodniej części państwa. Rodzina von Shizerów, najstarsza z trójki, władcy wschodu, kontrolują przemysł szkutniczy, część kontaktów handlowych oraz przetwórstwa rybnego. Rodzina von Kruppów, władcy południa, kontrolują oni przemysł militarny, ale też kolej żelazną. W swoich dłoniach te trzy rody zapewniają stabilność i potęgę gospodarki imperium. Choć nie wszyscy z nich są szlachcicami, ich imiona są na szczycie gości na każdym istotnym imperialnym balu. Adler wiedział też, że aktywnie rody te wspierają Siły Specjalne w zamian za informacje zdobyte przez Sekcję 7 „złodziei technologii”. Były to inkarnacje kapitalistycznych idei i genialnych przedsiębiorców, a najistotniejsze było to, że te wielkie rody miały swoje zasady. Na następcę był wybierany nie najstarszy, a najzdolniejszy. Dzięki temu udało im się przetrwać, bez załamania swoich struktur. W pewnym sensie rody te przypominały mu Siły Specjalne. Byty tak silne i tak samodzielne, że całe państwo mogłoby upaść – a oni by przetrwali.

Eagle kiwnął głową w momencie, kiedy wchodzili do wewnątrz zamku.

- Najpewniej…

Wnętrze lśniło. Żyrandole, marmur, srebro i złoto. Połączenie renesansu, baroku i rokoko w jednym budynku przybijało do ziemi idiotycznym pięknem i bogactwem. Piękne stroje biły w oczy ze wszystkich stron. Długie suknie, które były niemalże ciągnięte po ziemi, suknie orientalne o znacznym dekolcie, fraki czarne jak smoła oraz mundury we wszystkich znanych barwach. Adler momentalnie rozpoznał ponad dwadzieścia dwie wysoko postawione figury kontynentu, w tym króla Tahganu Clovisa Krezusa XIV oraz jednego z Wielkiego Trójkąta, Hansa von Shizera. Kiedy zbliżał się do nich nie kto inny, a Alfons Naszkiewicz, Adler zaznaczył w głowie osiem osób, które wyglądały mu na szpiegów. Niewielkie ruchy i tiki ich zdradzały, a przynajmniej wytwarzały podejrzenie, że nimi są. Adler marzył, by zaledwie po jednym spojrzeniu móc rozpoznać, z jakiego kraju pochodzą, ale to było raczej niemożliwe.

Alfons Naszkiewicz uśmiechnął się szeroko i uścisnął królewską dłoń. Rozpoczęli typową rozmowę – uprzejmości itd. Zapowiedzi współpracy i dobrych relacji.

Dla Vazów rozpoczął się Bal, dla Adlera rozpoczęło się wyzwanie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pontàrú 9 miesięcy temu
    "przypominają,c że" taki drobny błądek
    Już nie mogę doczekać się odkrywania szpiegów. Tu szybka piątka i lecę dalej
  • Ozar 8 miesięcy temu
    Bale które zbierają śmietankę towarzystwa są zawsze ciekawymi miejscami. Tam gdzie są najbogatsi, tam są też ci którzy chcą coś dla siebie z tego tortu uszczypnąć, a do tego oczywiście szpiedzy wszystkich możliwych nacji, szczególnie jak spotykają się ludzie z różnych królestw. Atmosfera może być bardzo dobra, ale tam każdy gra o swoje i zazwyczaj nie przebiera w środkach. Z tego powodu jestem ciekawy dalszego ciągu. 5 i ide dalej.
  • Nefer 8 miesięcy temu
    Ten odcinek to właściwie opis sceny przygotowanej na kolejny akt. Pozostaje więc tylko czekć.
  • aldanari 5 miesięcy temu
    Taki odcinek przejściowy, trochę historii i wyjaśnień. Bardzo ciekawi mnie następny. Jakie wyzwanie czeka na Adlera?
  • Kapelusznik 5 miesięcy temu
    Dziękuję za wszystkie poprzednie komentarze - rozbawił mnie fakt że pomyślałaś że Eagle to ofiara Adlera - ale ok - dobrze że się wyjaśniło. Adler dostał misję ochrony księżniczki - jak można się domyślić - jest ona istotna w planach sił specjalnych Imperium - nie zdradzę jeszcze po co jest im potrzebna
    Tajemnicza postać pozostanie tajemnicza jeszcze długo - ale rozwiązanie jej wątku powinno wielu powalić :)
    Możliwe że dziś coś dodam - pozdrawiam
  • aldanari 5 miesięcy temu
    Kapelusznik I tak mam jeszcze dużo do nadrobienia. Ta pomyłka przez moją nieuwagę, ale również się z siebie śmiałam ;)
  • Kapelusznik 5 miesięcy temu
    aldanari
    Nie - luzik - warto wiedzieć że ktoś może się pomylić - coś pójdzie do edycji w przyszłości - wiesz: "warto wiedzieć"
    Twoje komentarze też pchnęły moją wenę - to i zakończenie spisywania notatek (starożytny Rzym to niezły ból dupy - szczególnie - jak po moich opowiadaniach widać - interesuję się innym okresem)
    Więc do końca dnia będzie kolejna część.
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • JamCi miesiąc temu
    Troszku przynudził tu, ale rozumiem, ze to wstęp do czegoś więcej.
  • Kapelusznik miesiąc temu
    Tak - teraz będzie trochę akcji
    Dzięki za wpadnięcie
  • JamCi miesiąc temu
    Kapelusznik ale za to poprzedni był uber :-)
  • Kapelusznik miesiąc temu
    JamCi
    Oj...
    To się jeszcze zdziwisz
  • JamCi miesiąc temu
    Kapelusznik bardzo chętnie się zdziwię. Naprawdę bardzo. Tak nieregularnie dopadam, ale sama jestem w czarnej d... z TW.
  • Kapelusznik miesiąc temu
    JamCi
    A... rozumiem
    Ja po tym wybryku z "Drogą do Wolności" też mam kryzys twórczy
  • JamCi miesiąc temu
    Kapelusznik ja to nawet mam pomysł, tylko nie mam kiedy :-)
  • JamCi miesiąc temu
    Kapelusznik jak wrócę w niedzieelę, to bedzie bardzo mało czasu.
  • Kapelusznik miesiąc temu
    JamCi
    Przeżyjesz!
    Dało się dawniej, da się i teraz
    Jak wystawisz to przeczytam!
  • JamCi miesiąc temu
    Kapelusznik fajnie. Dziękuję. Małe coś chyba jeszcze wisi, ale to mikro.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania