Demon - Rozdział 3 - (SW)

(STARA WERSJA - NOWA WERSJA TO "DEMON ODRODZENIE")

"Koszmary"

Republika Finicka

Rok 551 nowej ery – 1912 rok imperialny

15/16 lutego, zima

Region Doliny Rzek – linia frontu

 

Cicha noc. Las okryty śniegiem. Chmury na niebie zasłaniające wznoszący się księżyc. Huczą sowy, wśród krzewin kroczą dziki oraz chytre lisy. Idealna noc na spacer, ale kiepska na patrol. Wraz z promieniami księżyca, na śniegu pojawiają się plamy krwi obok dwóch ciał Varsjańskich żołnierzy. Nieszczęśnicy nosili szare płaszcze, a w dłoniach nadal ściskali karabiny, choć oczy mieli już puste, a gardła poderżnięte. Kawałek dalej przemieszczała się Szóstka ubranych w biel żołnierzy. Jeden z nich, trzymający KM zerknął za siebie i syknął.

- Mówiłem, pójdźmy od wschodu, tam już ciemno, ale nie, trzeba było wpakować się prosto na przeklęty patrol…

- Czwórka weź się opanuj – zakomenderował niższy od niego żołnierz.

- Nie mam zamiaru. Ta misja to szaleństwo, nie mamy nart, wystarczającej ilości ludzi, ani dokładnych informacji o położeniu przeciwnika. Nie mówiąc już o uzbrojeniu. W zbrojowni chcieli mi wydać KM chłodzony wodą. W O D Ą. W takich temperaturach?

Adler spojrzał przez ramię. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Co jak co ale Ben Breg zawsze znajdzie dziurę w całym, a jak nie znajdzie to z pewnością wymyśli jakiś inny powód do narzekania.

- Wystarczy Breg. Udało ci się dorwać ten republikański karabin chłodzony żelem, więc nie rób scen. Masz też mundur w kamuflażu. Nie życzę sobie zbędnych komentarzy. Melduj, jak naprawdę pojawią się jakieś komplikacje – nakazał.

właściciel KM od razu się uspokoił.

- Tak jest Jedynka – odpowiedział i umilkł.

W oddziale Wilków w czasie akcji zwracano się do siebie numerami, przynajmniej w większości przypadków. Imiona i nazwiska jakich używali nie były prawdziwe, ale były ich… były zdobyczą i trofeum. Każdy który z pełnym sukcesem zakończył projekt Nowe Dzieci otrzymał możliwość „zdobycia” imienia. Nie było to trudne. Jedyne co trzeba było zrobić to zabić jakąś osobę, po tym, jej imię należało do ciebie. Jednak po zakończeniu testu, wszyscy w oddziałach zmienili swoje imiona, wszyscy z wyjątkiem Francisa Adlera. On nie zmienił go ani razu, no może z wyjątkiem misji. Czemu? Czemu najważniejszy i najdoskonalszy żołnierz projektu nie ukrywał się? Tego nie wiedział nikt. Francis Adler przewyższał wszystkich swoimi możliwościami. Był jednym z egzemplarzy który przewyższył wszystkie oczekiwania i kalkulacje inni tylko je spełniali. Na początku wielu nazywało go Bogiem, teraz tylko i wyłącznie Demonem. Dlaczego?

Francis Adler znał odpowiedź. Wiedział że Demon to jedno z nielicznych imion jakim się szczycił.

Uniósł zaciśniętą pięść. Oddział się zatrzymał i ułożył bezgłośnie w śniegu. Adler nasłuchiwał. Czekał oddychając spokojnie. Dłoń sama powędrowała do pochwy z nożami do rzucania. Wyciągnął dwa i czekał. Kolejnych dwóch żołnierzy wroga wyłoniło się z gęstwiny. Kroczyli powoli, po kolana w śniegu. Mieli białe płaszcze sięgające kolan, głębokie pomalowane białą farbą hełmy i zasłonięte szalami twarze. Adler ułożył się na śniegu i znieruchomiał. Żołnierze mieli odbezpieczoną broń, a jeden z nich miał karabin półautomatyczny, cacko w tych czasach. Zbliżali się idąc zygzakiem mrucząc między sobą. Kiedy się zbliżyli Adler zaczął rozróżniać słowa, aż ułożyły się w dialog.

- … Mówię ci Pasza, jak nic do szturmu w ten śnieg nas puszczą.

Oznajmił pierwszy z półautomatycznym karabinem. Drugi prychnął wypuszczając chmurę pary.

- Gadasz od rzeczy. Będą walić na Wschodnim Wybrzeżu. Przecie wszyscy o marynarce gadają w radio całym. – Na te słowa jego towarzysz obrócił się zirytowany.

- W RADIU. Radiu mój drogi przyjacielu.

- A co za różnica, do jasnej cholery?

- Poprawność językowa! O taka!

- Te, Profesor. Zamiast na front to se lepiej szkołę załóż.

- I znowu! Szanuj język ojczysty! Varsia będzie kiedyś całym światem władać. Naszego języka będą się w świecie uczyć – zapewniał jego towarzysz.

- Jasne, a Car może jeszcze wprowadzi demokrację! Stolicowy na front se pojechał, by porządnym żołdakom lekcję języka wykładać. Cholery Jaśnie Oświecony Profesor Władimir Aleksandrow Teczenka. Tfu! – Pasza splunął wywołując jeszcze silniejszą reakcję Władimira.

Żołnierze kłócili się dalej, przechodząc zaledwie kilka kroków obok ukrytych Wilków, rozprawiając jaka jest różnica między „poprawnością językową”, a „weź mnie pocałuj w dupę”. Minęło kilka chwil nim się oddalili. Adler podniósł się powoli i ruchem ręki nakazał kontynuowanie marszu. Pytanie: dlaczego oszczędził tamtą dwójkę? Nie padło, z bardzo prostego powodu. Francis Adler miał pewne skrzywienie zawodowe. Lubił dobrą komedię.

Ironia. Dwóch najgłupszych patrolowców w regionie przetrwało przez swoją własną głupotę. W takich przypadkach pewne stare powiedzenie nabiera sensu:

Głupi faktycznie ma szczęście.

Białe postacie przemykały między cieniami wysokich drzew, aż w końcu trafili na małe wzniesienie, skąd widać było linie wroga. Postacie przystanęły. Wiatr niósł głosy żołnierzy i zapach kolacji. Adler wyciągnął lornetkę i spojrzał w światła błyszczące jakieś półtora kilometra od nich. Przyglądał się długo, wodząc wzrokiem to na lewo, to na prawo. Następnie podał lornetkę zastępcy.

- Dwójka… przyjrzy się – rozkazał.

Zastępca bez słowa przyjął lornetkę i skamieniał. Podobnie jak dowódca rozejrzał się pokręcił głową i podał. ją Bregowi. Ten aż jęknął.

- Aż tak źle?

Zastępca kiwnął głową, a Adler przemówił cicho i spokojnie.

- Sam oceń, może jesteś maruda, ale dziurę w całym zawsze znajdziesz. Znajdź mi dziurę w ich liniach.

Żołnierz kiwnął głową i przyłożył lornetkę do okularów maski. Skamieniał i wyszeptał niemal bezgłośnie.

- O rzesz w mordę go i nożem…

Linia wroga wyglądała imponująco. Już na pierwszej linii, dwa okopy jeden za drugim i wał, na którym znajdował się trzeci. Karabiny, działa, moździerze, a nie w tak dalekiej odległości stanowisko artylerii. Przed nimi, za okopami, stała szopa z której wydobywała się muzyka, na wschodzie wysokie namioty, baraki, albo tymczasowe magazyny amunicji, na zachodzie natomiast stało wspomniana artyleria. Potężne haubice 120mm. Robert Hinc – numer 005 – saper wyciągnął własną lornetkę i zaczął się trząść… z ekscytacji. Nie odezwał się. Był bardziej zdyscyplinowany niż Czwórka, ale jak czuł że coś można wysadzić, to ledwo się powstrzymywał. W między czasie Czwórka oddał lornetkę i wskazał dłonią dwa punkty, jeden w samym centrum, a drugi na zachodzie.

- Tam da się przejść. Puste okopy i brak patroli. Nie mówiąc już o wygodnych kładkach. Widocznie nie spodziewają się jakichkolwiek akcji zaczepnych.

Adler pokiwał głową.

- Dobrze. Podzielimy się na trzy grupy. Dwójka i Piątka – idziecie na stanowisko artylerii. Wasze zadanie to podłożyć ładunki i je wysadzić w cholerę. Czwórka i Siódemka, zostajecie tutaj, będziecie nas osłaniać. Ja pójdę z Szóstką na kantynę i dalej. Zrobimy zamieszanie – zrobimy małe przedstawienie, wzór BZ-5. Po tym jak stworzymy dywersję, wycofajcie się i przekażcie moje rozkazy.

Członkowie oddziału pokiwali głową. Plan jak zwykle szalony, ale powinien się udać.

 

W kantynie było głośno. Żołnierze chichotali pijąc i jedząc. Budynek zapewniał ochronę przed wiatrem i zimnem. Na każdym stole paliły się świeczki i lampy gazowe, Niedawno przybyły nowe dostawy, a starych racji trzeba było się pozbyć zanim minie termin. Zarządzono więc wielką ucztę. Żołnierze na zmianę wchodzili by się napić, najeść, czy ogrzać po długim patrolu. Świętowali. Za niedługo ta niekończąca wojna się skończy. Wszyscy to czuli. Zwycięstwo jest bliskie. Jeden z oficerów wstał i uniósł kieliszek. Żołnierze umilkli natychmiastowo. Oficer w szaro-brązowym mundurze, z obfitą brodą i gęstymi brwiami odezwał się potężnym głosem.

- Bracia Broni! – Zakrzyknął w propagandowym stylu. – Wznoszę toast za Cara Mikołaja VI!

Ktoś po jego prawej również powstał unosząc kielich.

- Niech Bóg uchowa Cara!

- ZDROWIE! – Zakrzyknęli żołnierze.

Wznieśli się toasty, a krople alkoholu spłynęły po szklakach by rozbić się o stoły. Grzmiały wiwaty i okrzyki gdy nagle przerwał je trzask otwieranych drzwi i potężny podmuch chłodu. Niektóre świeczki zgasły, a ognie zatańczyły przerażone. Wszystkie spojrzenia zwróciły się na dwie postaci w drzwiach. Związaną dziewczynę i żołnierza w mundurze. Dziewczyna była drobna i nosiła… biały Finicki mundur. Żołnierz zatrzasną za sobą drzwi. Strzelił obcasami i zasalutował.

- Szeregowy Lew Fircynko, melduje się majorze Trócki. Pojmałem szpiega Finickiego tuż przy naszych liniach okopów! – Zakrzyknął głośno.

Żołnierze zaniemówili, a oficer wstał.

- Że co!?

Żołnierzyk aż skurczył się w sobie.

- Szpiega pojmałem Starszy Bracie Majorze! Miała ze sobą notatnik i Finicki karabin – tu rzucił go na ziemię. – Postanowiłem przyprowadzić ją bezpośrednio do Pana, Bracie Majorze!

Trócki spojrzał po swojej obstawie i ruszył do dwójki. Zatrzymał się tuż przed nimi i poklepał żołnierza po ramieniu.

- Dobrze się spisałeś szeregowy! Z której jesteście jednostki?

- Dwunastego pułku piechoty imienia Cara Mikołaja I!

Oficer uśmiechnął się szerzej.

- Ile macie lat żołnierzu?

- Zaledwie osiemnaście dowódco! Sam do rekrutów się zgłosiłem… - oznajmił z dumą.

- Ha! – Oficer spojrzał po podkomendnych – Młody, a bohater! Mianuję cię na kaprala!

Żołnierzyk aż podskoczył z radości.

- Na chwałę Cara!

Trócki wtedy spojrzał na dziewczynę. Byłą młoda i drobna. Zachichotał.

- Żołnierzu. Dostaniesz zaszczyt uczestniczenia w przesłuchaniu tej… zwiadowczyni.

- Dziękuję Starszy Bracie Majorze!

Wyszli razem, Trócki, dziewczyna, pięciu żołnierzy z obstawy i młody kapral. Wywiad jednak się nie mylił. Lew Trócki to socjopata który uwielbia zadręczać się nad ofiarami. Żal było by nie zaprosić młodego kaprala, który zwykle używa innego nazwiska niż to które podał. Szedł tuż obok oficera opowiadając to jak pojmał przeklętego wroga, wiedząc że w tym samym momencie zakończenie tej historii jest już znane.

Koszmar nadejdzie… wraz z ucichnięciem tykania pewnych ładunków wzdłuż Varsjańkich okopów…

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ozar dwa lata temu
    Jestem. Masz czasami literówki, znam ten ból więc proponuje przepuść każdy odcinek przez program Ortograf.pl jak tak robię zawsze. On ci wyłapie takie błędy. No i znowu ten wielokropek. Daruj sobie tak z 80 % bo razi zabija sens.
    oczy mili – oczy mieli
    Szustka - Szóstka
    ale nie trzeba było wpakować - ale nie. Trzeba było wpakować
    W tych temperaturach? - W takich temperaturach
    mundur w kamuflażu - mundur z kamuflażem (tu nie jestem pewien), albo rodzaj munduru z kamuflażem
    CKM’ista – może lepiej – właściciel CKM – tak chyba lepiej brzmi
    Czemu…? - Dlaczego...? - chyba trzy razy do zamiany
    Był jednym z egzemplarzem który – Był jednym z egzemplarzy który
    broń i jeden z nich miał – a jeden z nich i bez kropek
    czół - czuł
    Wzniosły się toasty – wznieśli toasty (same się nie wzniosły)
    w drzwiach. Związaną dziewczynę i żołnierza w mundurze ich armii – może lepiej tak - w drzwiach: Związaną dziewczynę i żołnierza w mundurze.
    melduje się majorze Trócki, o pojmaniu szpiega Finickiego – melduje się. Pojmałem szpiega Finickiego

    Dobrze się czyta. A ów Lew Trócki to zapewne Lew Trocki bliski współpracownik Lenina. Zaczynam powoli kumać o co tu chodzi. Ten Adler to zapewne Hitler. Jako demon pasuje całkiem dobrze. Czyli wychodzi na to że Imperium do Cesarskie Niemcy a Car to carska Rosja. No ciekawy pomysł i czekam na dalsze odcinki. Mam tylko nadzieję że tych paru żołnierzy z demonem na czele nie pokonają całej armii, bo to by było lekką przesadą.
    Z chęcią przeczytam kolejny odcinek, bo jak napisałem wyżej to ciekawy zamysł i jeszcze się z czymś takim nie spotkałem. 5 za pomysł.
  • Kapelusznik dwa lata temu
    Wielokropek był moim starym stylem :p
    Już go nie używam :D
    Błędy poprawię.
    Dobrze odgadłeś - Lew Trócki będzie miał w przyszłości do czynienia z socjalistami - na razie jednak jest wiernym oficerem cara
    Adler - Hitler - :D - jedyne co powiem że Hitler urodził się w 1889 roku, jeśli pamiętasz poprzednie części złapiesz nawiązanie :D
    Tak, Niemcy i Rosja, były użyte by stworzyć Imperium i Varsję - choć są oczywiście pewne różnice
    Spokojnie. Super-żołnierze to jedynie grot, tej długiej włóczni którą zwie się I Korpusem Ekspedycyjnym.
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Kapelusznik dwa lata temu
    Mundur w kamuflażu chyba nie poprawię, bo nie mogę dojrzeć w tym błędu.
    Na czołg można nałożyć siatkę z kamuflażem
    Ale czołg może mieć również farbę kamuflującą, lub w kamuflażu np. zimowym

    Jeśli ktoś ma jakieś uwagi - to pisać
  • Ozar dwa lata temu
    Kapelusznik Hahahahah Hitler to mój konik od 30 lat. Tu na opowi możesz sobie poczytać chyba VII moich części jego biografii.
  • krajew34 ponad rok temu
    W wojnie są dziwne chwilę, gdy mały nieistotny szczegół może uratować życie żołnierzowi, czy to snajper nie odstrzeli żołnierza, bo ten załatwia się w krzakach, w końcu nieprzyjaciel też człowiek czy Niemiec puści sanitariuszkę, bo ta ma rodzinę w Monachium. Fajny tekst, nie raz gubię się w nazwach, ale to akurat moja wina
  • Nefer rok temu
    Podajesz przesłanki, pozwalające osadzić ten świat (równoległy?) w kontekście naszej własnej historii. I bardzo dobrze, takie wskazówki dla czytelnika czynią lekturę interesującą. Stosujesz jak dotąd stopklatkową narrację, krótki epizod, cięcie i następna klatka, następna odsłona. Może tym razem pociągniesz fabułę dalej, w kolejnym odcinku. Czyta się dobrze Ze spraw technicznych, Ozar wskazał kilka wątpliwych zwrotów i fragmentów. Przymiotniki typu "polski" utworzone od narodowości albo nazw państw piszemy z małej litery. Po co umieszczono okopy "na wale" usypanym za dwiema wcześniejszymi liniami okopów? To może sprawdziłoby się w czasach "Potopu", ale raczej nie w realiach I wojny światowej, z silną artylerią. W kilku fragmentach zbyt wiele powtarzającego się czasownika "być". Czytam z zainteresowaniem.
  • Kapelusznik rok temu
    Nie wiem czy będę miał siłę poprawić tak starego opowiadania.
    Umieszczenie okopu na wale ma za zadanie zapewnienie przewagi wysokości i zwiększenia ilości punktów ogniowych - dodatkowo w przypadku ataku wroga - musi się wspiąć na wał - a w przypadku ataku Varsji, siły uderzeniowe mogą ukryć się za wałem tuż przed rozpoczęciem szturmu.
  • Nefer rok temu
    Tylko że artyleria doby I wojny rozwaliłaby taki wał w trimiga. Wtedy to już wkopywano się w ziemię. Ale ok, to drobiazg. Wspomniałem o tym, bo przywiazujesz zwykle dużą wagę do realiów techniki wojennej.
  • Kapelusznik rok temu
    To okres wczesnej I wojny światowej - a co ważniejsze - Finicja kryje się za linią bunkrów - nie mają artylerii która może dosięgnąć pozycje Varsjan - a ponieważ jest to wczesna I wojna światowa - nadal stosuje się część technik z XIX wieku - a tam wały były często używane - czytając STARĄ WERSJĘ - szybko zobaczysz rozwój myśli wojskowej - taktyk i strategii - wraz z rozwojem toczącego się konfliktu
  • Nefer rok temu
    Kapelusznik Nadal jednak podtrzymam tezę, że te wały w dobie I wojny to anachronizm. Nowoczesna artyleria już w drugiej połowie XIX w. uzyskała wielką siłę rażenia i to na dużym dystansie. Mamy tego również "dowody literackie" w postaci "Opowiadań sewastopolskich" Lwa Tołstoja, opartych na jego własnych przeżyciach podczas wojny krymskiej. Opis bombardowań, którym poddano obleganą twierdzę, dokonanych zniszczeń oraz wpływu tego wszystkiego na psychikę żołnierzy zajmuje w nich poczesne miejsce. W tekście tego odcinka sam wspominasz zresztą o ustawionych na pozycjach "potężnych haubicach 120 mm". Nieprawdopodobne, by przeciwnicy nie dysponowali adekwatnymi środkami militarnymi, bo w przeciwnym razie już na starcie by tę wojne przegrali.
  • Kapelusznik rok temu
    Nefer
    Czytaj dalej a zrozumiesz czemu varsjanie się nie przebili w tym punkcie.
    Obie strony mają artylerię - ale zasię g w regionie im nie pozwala - rozdzielają ich szerokie bagna i rzeki. Ostrzał artyleryjski dosięga zaledwie wysunięte punkty obrony - a nie całą linię.
    Dodatkowo nie przeprowadzano tu ofensywy przez warunki naturalne - a to że mają haubicę 120 mm nie oznacza że mają rozkaz z niej strzelać.
  • Nefer rok temu
    Hej. Skoro to rejon tak niedogodny dla duzej ofensywy, rzeki, bagna itp., to po co na takim odcinku tracono siły i środki na sypanie jakichś wałów? Ciezka artyleria miala juz w tym czasie zasięg kilkunastu kilometrow, nieprawdopodobne, by pozycje obydwu stron były aż tak bardzo od siebie oddalone. I po co te haubice, skoro nie zamierzają ich używać? Na innym odcinku przydałyby się bardziej. Dalszą lekturę podejmę, bo opowieść ogólnie wciąga i jest napisana dobrze (co nie znaczy, że wszystko idealne). Pewnie w poniedziałek, bo weekend mam zajęty.
    PS. Bronisz tych wałów niczym najwierniejszy oficer Jego Cesarsko-Imperatorskiej Mości. ????
    Pozdrawiam
  • Kapelusznik rok temu
    Nie tracono - a ma się zamiar tracić - W następnym odcinku zrozumiesz czemu w regionie były aż takie przygotowania i pojawiła się artyleria
    I tak bronię moich kochanych wałów - jest wiele wałów jak ten, ale TEN JEST MÓJ i będę o niego dbał.
    Zresztą - znam się na wojskowości - i rzadko kiedy ktoś kwestionuje moje pomysły oraz koncepcję - z zasady to ja tłumaczę czemu mój pomysł zadziałałby w realnym świecie.
    Nazwij to pychą jeśli musisz - ale będę bronił swojego stanowiska XD
    Pozdrawiam
  • Nefer rok temu
    Ok. To, że jesteś dumny ze swoich zainteresowań militarystycznych widać w wielu wypowiedziach. Ale ja również interesuję się militariami. I te wały rodem z XVII/XVIII w. zupełnie do mnie nie trafiają w realiach I wojny światowej. I wybacz, jak dotąd Twoje tłumaczenia w żaden sposób mnie nie przekonały. Czyli kwestionuję jednak Twój autorytet, taki ze mnie obrazoburca. -:) Tym niemniej, ciekawi mnie, co z tego wszystkiego wyniknie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania