Demon Odrodzenie II - 10

Walencja

544 rok nowej ery – 1905 rok imperialny

29/30 Maja

Restauracja Baron – Valentia

 

Kryształy w żyrandolach błyszczały niczym gwiazdy. Bogato zdobione wnętrze kolorami złota, dębu i purpury, przypominały salony najwyższych monarchii. W tle doświadczona orkiestra grała przyjemną melodię, której tłem był śpiew oceanu. Restauracja Baron była jedną z najbardziej prestiżowych w Valentii, miała za sobą dobre trzysta lat tradycji i trzymała swój legendarny standard. Znana była z najlepszego jedzenia, wina, muzyki, atmosfery, a co najważniejsze – dyskrecji. Były na kontynencie Zatrolii miejsca, gdzie przedstawiciele któregokolwiek z mocarstw, mogli się spotkać, nawet w czasie wojny, a właśnie ta restauracja, była jedną z nich. Adler uczył się o tym miejscu i miał rozkazy, by nie irytować rodziny Faustów, którzy trzymali nad nią pieczę.

Po plecach przeszły mu ciarki. Pomyśleć, że istnieje rodzina, wystarczająco utalentowana w sprawach świata cieni, żeby Siły Specjalne, uznały jej umiejętności. Myśl ta, była wyjątkowo niepokojąca.

Na szczęście, zapach genialnego jedzenia oraz chichot Stephena von Kruppa, wystarczałyby wyrwać go z zamyślenia. Kapitalista uniósł triumfalnie kielich czerwonego wina.

- Za ponowne spotkanie!

- Za ponowne spotkanie – odpowiedział razem z Eweliną, trzymając lżejsze trunki.

Wypili. Eagle szybko spojrzał po stole. Leżał tu czerwony homar, smażona ryba i cielęcina w sosie. Jedzenia jak dla całej rodziny, a ich zaledwie trójka. Krupp jednak płacił i to on ich zaprosił, więc nie miał zamiaru narzekać. Ewelina uśmiechnęła się do niego serdecznie.

- Dziękujemy za zaproszenie, panie Krupp, jak również, raz jeszcze dziękuję za pożyczenie „Serca ze Stali”. Dobrze nam służyło przez te dwa tygodnie.

- Ależ nie ma za co – mężczyzna odpowiedział radośnie. – Co udało wam się zwiedzić?

- Byliśmy trzy dni w Zervie, kilka dni przy Cytadeli kwiatów i Orle Gniazda. Potem spędziliśmy trochę czasu przy Czarnym Oku i pochodziliśmy po górach.

Krupp pokiwał głową, przeżuwając kęs homara. Przełknął i popił winem.

- Szkoda, że tak krótko byliście w Zervie. Naprawdę szkoda.

Eagle pokiwał głową.

- Faktycznie szkoda, miasto jest piękne, chciałbym je jeszcze kiedyś odwiedzić. Jednakże, bezpieczeństwo panienki Eweliny, było najważniejsze.

- Starcia mafii – Krupp pokiwał głową. – Powiem, że jak na kogoś, komu udało się zabić wilkołaka, los lekko ci nie sprzyja. Dosłownie, kiedy przyjechaliście, konflikt się zaczął, a po tym, jak wyjechaliście, się skończył. Dość niefortunne zrządzenie losu, choć nie tylko u was…

- Co ma Pan na myśli? – Zapytała Ewelina.

Krupp spojrzał na nią zaskoczony.

- Wieści do ciebie nie dotarły?

- Nie – Ewelina odpowiedziała zaniepokojona. – Co się stało?

- Cóż… przykro mi to powiedzieć, ale doszło do kolejnego ataku na twoją rodzinę.

Ewelina zadrżała i już chciała coś powiedzieć, ale Krupp uniósł uspokajająco dłoń.

- Spokojnie, nikt z twojej rodziny nie zginął. Spotkanie charytatywne na zachodzie kraju, zaskoczyła ich banda rewolucjonistów, padły strzały. Nikt nie zginął po naszej stronie, zaledwie kilku rannych, w tym twój ojciec i matka – Krupp mówił powoli. – Są cali. Kula odbiła się od żeber w przypadku twego ojca, a twoja matka, została zaledwie draśnięta.

Ewelina odetchnęła głęboko. Eagle spojrzał na Kruppa w pełni skupiony.

- Kiedy to się stało?

- W nocy, trzy dni temu. Skoro informacja do was nie dotarła, widocznie nie chcieli was martwić…

- W jaki sposób nie pojawiło się to na pierwszych stronach gazet?

- Właśnie – podchwyciła Ewelina. – Vazowie, może nie są już królewskim rodem, ale nadal mają wpływy. W jaki sposób wieści o tym incydencie do nas nie dotarły?

Krup skrzywił się i podrapał się po brodzie. Dolał sobie wina i odpowiedział.

- Bo atak najpewniej nie był zorganizowany przez czerwonych.

- Jak to? – Ewelina była zdezorientowana.

- ZSRZ* jest na południu, nie mają powodu atakować tak odległej i do tego, upadłej monarchii – odparł Krupp. – A po ostatniej potyczce, w której braliście udział, siły Republiki przeprowadziły ogólne polowanie na Czerwone Czarownice i zlikwidowali dużą ilość rewolucyjnych komórek.

- Czy to aby nie najlepszy powód, czemu ZSRZ, by zaatakowało raz jeszcze? – Zapytał Eagle sceptycznie.

Krupp upił wina i pokiwał głową.

- Z pewnością na to wygląda, ale nie tłumaczy to wyciszenia sprawy. Ja dostałem tę informację z prywatnych kontaktów. Wychodzi na to, że rewolucjoniści byli dobrze wyszkoleni i wyposażeni. Dodatkowo pojawili się w regionie, który już oczyszczono. Pewnie, gdyby nie obecność mego ojca, sytuacja byłaby znacznie gorsza.

- Co pański ojciec, ma wspólnego z tą sprawą? – zapytała Ewelina.

Krupp przełknął kawałek polędwicy i spojrzał na Ewelinę.

- Słyszała panienka, o Siłach Specjalnych Imperium? – zapytał.

- Tak, to specjalne służby Imperium Feniksa. Z tego, co wiem, każde państwo je posiada.

- A czym zajmują się Siły Specjalne?

- Oj, tu wiem niewiele. Jedyne to, co jest oficjalne, że zajmują się ochroną cesarza, senatorów, wywiadem i tym podobne – odpowiedziała Ewelina.

Eagle pokiwał głową. Była to podstawowa wiedza o Siłach Specjalnych. Tak wielki byt nie mógłby istnieć, nie rzucając swoistego cienia, więc nazwa była znana właściwie powszechnie wśród ludzi z porządną edukacją. Niewielu jednak wiedziało o tym, z jakich i ilu sekcji się składa, ten tajemniczy byt. Krupp pokiwał głową zadowolony.

- Ma pani szeroką wiedzę – uśmiechnął się. – Dokładnie, Siły Specjalne mają wiele zadań, w tym ochrona ważnych osobistości…

Tu Krupp umilknął, widocznie pozwalając Ewelinie samej dość do odpowiedzi. Nie musiał czekać długo, by dziewczyna zrozumiała.

- Jak przedstawicieli Wielkiego Trójkąta.

- Poprawna odpowiedź – Krupp uśmiechnął się. – Wielki Trójkąt jest jednym z najistotniejszych filarów przemysłu i w tym, gospodarki imperium. Przedstawicielom Wielkiego Trójkąta zapewnia się odpowiednią ochronę. Elity. Jako że mój ojciec spędzał ostatnie dwa tygodnie z twoim ojcem, poszedł z nim na wspomnianą imprezę charytatywną.

- A wraz z nim, przybyli jego ochroniarze – dokończył Eagle.

- Dokładnie – przytaknął Krupp. – Ktokolwiek zaplanował, krwawą rzeźnię, zaplanował ją tak, by doszło do niej, gdzie cele byłyby bezbronne… A że mój kochany ojciec, przyjechał bez zapowiedzi, cały plan nie wypalił – upił wina. – I teraz ktoś bardzo skutecznie wycisza całą sprawę.

- Czemu by ktoś wyciszał ten incydent? – Zapytała Ewelina. – Nawet jeśli nie byli to czerwoni, można na nich zrzucić winę, ludzie by uwierzyli!

- Ludzie? Tak – Krupp pokiwał głową, ale uniósł palec. – Ale czy Siły Specjalne? Oj, tutaj mam znaczące wątpliwości – Krupp uśmiechnął się chytrze. – Siły Specjalne lubią wiedzieć wszystko, a atak, który potencjalnie mógł zabić kogoś tak ważnego, jak mój ojciec…? To już bardzo poważna sprawa.

Ewelina zamyśliła się przez dłuższą chwilę.

- Więc… kto stał za tym atakiem? – Zadała oczywiste pytanie.

- Jest wiele możliwości – odparł Krupp. – Ale zakładam, że to ktoś z Finicji.

- Z Finicji? – Ewelina zapytała zaskoczona.

Eagle przełknął większy kęs i pokiwał głową.

- Ostatnie akcje twego ojca. Rozmowy z Krezusami, pogrzeb Everhausta, a teraz ten atak. W bardzo krótkim okresie czasu twój ojciec stał się bardziej zauważalny w polityce. Widocznie ktoś poczuł się zagrożony i postanowił go zlikwidować.

- Kto mógłby chcieć to zrobić? –Ewelina była widocznie zaniepokojona.

Krupp wzruszył ramionami.

- Najbardziej prawdopodobnie, jest to ruch któregoś z zgrupowań politycznych w twoim kraju. Problem w tym, że każda frakcja na czymś by zyskała, dzięki takiemu atakowi.

Ewelina patrzyła na Kruppa krytycznie.

- Chyba nie masz też na myśli sojuszników mego ojca, frakcję „białych”?

- Oj, tych w szczególności – odparł Krupp. – Dużo mówią o przywróceniu monarchii, ale jest jeden istotny punkt, o którym nie mówią… że nie chcą silnej monarchii – mężczyzna upił wina. – Twój ojciec, jest silniejszy, niż można się spodziewać. Jego zaparcie w walce o odzyskanie władzy, jest na to najlepszym dowodem. Biali nie chcą jednak silnego króla, a przynajmniej pewna ich część. Mogli chcieć go zlikwidować i dać miejsce dla twego brata, który jest młodszy i łatwiejszy do kontrolowania – Krupp pozwolił, by ta informacja zapadła jej w umyśle. – Ale nie jest to jedyna opcja. Możliwe, że nieudany atak, był jak najbardziej zamierzony i miał stworzyć otoczkę boskości i wytrwałości korony, która ma zamiar odzyskać władzę.

Ewelina pokiwała głową ze zrozumieniem. Było to dla niej widocznie trudne, ale słuchała słów kapitalisty uważnie, uznając jego doświadczenie i wiedzę. Krupp kontynuował.

- Co do reszty, powody są raczej oczywiste. Żółci, ci przeklęci teokraci, użyliby go jako męczennika, by zdobyć wpływy. Czarni nacjonaliści, jako argument dla wzmocnienia armii i ich własnych możliwości. A Niebiescy republikanie, usunęliby potencjalnego wroga dla ich władzy.

Ewelina zmrużyła brwi i odezwała się pewnym głosem.

- Najpewniej byli to Czarni.

- Czemu tak uważasz? – Krupp zmrużył brwi zaintrygowany zmianą tonu.

- Od dłuższego czasu znani są z brutalnych praktyk, a sam powiedziałeś, że zachód został oczyszczony przez armię, a Czarni mają w niej znaczne wpływy. To wyjątkowo podejrzane, że na terenie „przeszukanym” i „zabezpieczonym” przez armię, nagle pojawia się dobrze uzbrojona grupa atakująca istotną osobę.

Ewelina zakończyła dźwięcznie. Eagle uniósł brwi, będąc pod wrażeniem jej dedukcji, bo sam właśnie na Czarnych stawiał. Krupp natomiast uśmiechnął się od ucha do ucha i pokiwał głową z uznaniem.

- Pięknie – zamruczał rozbawiony. – Wyrabiasz się panienko Ewelino. Słyszałem wiele dobrego o twej matce i jej umiejętnościach dedukcji, ale nie spodziewałem się, że będziesz miała to we krwi! HA! Wyśmienicie – wzniósł kielich. – Nie wiem, który mężczyzna, znajdzie z tobą szczęście, ale już widać, że będziesz wspaniałą żoną!

Tu Ewelina zarumieniła się i uciekła na bok wzrokiem. Eagle również odruchowo odwrócił wzrok. Krupp zarechotał rozbawiony i wypił zawartość kielicha.

- Oj dzieci, dzieci – pokręcił głową. – Mieliście dwa długie tygodnie i nadal nie rozwiązaliście Waszych problemów. Co za strata czasu!

Dwójka nastolatków rumieniła się, kiedy Krupp chichotał całkowicie rozbawiony.

- Powinniście bardziej doceniać łączące was uczucie – oznajmił z uśmiechem. – Ja, nie miałem czegoś takiego.

Ewelina nadal zarumieniona spojrzała na Kruppa zaciekawiona.

- Co ma Pan na myśli?

- Moje małżeństwo było ustawione, nie miałem do końca możliwości się sprzeciwić – odpowiedział. – Ożeniłem się z dziewczyną, którą ledwo znałem i miałem wobec niej mieszane uczucia. Nigdy nie doznałem… tej „miłości od pierwszego wejrzenia” – pomachał palcami, gestykulując, jakby rzucał zaklęcie nad wypowiedzianymi słowami. – Nie. Był ślub i budzenie się przy kobiecie, którą ledwo co znałem – upił wina z kielicha.

Ewelina zacisnęła dłonie.

- Bardzo mi przykro – odparła. – Nikt nie powinien być zmuszany do małżeństwa. Choć w swojej ignorancji, nigdy nie myślałam, jak to odbiera druga strona. Choć to pewnie wina Harrisa Krezusa – imię niedawnego kandydata na męża, wypowiedziała nienawistnie.

Krupp kiwnął głową, ale nadal się uśmiechał.

- Dziękuję za miłe słowa… ale rzecz w tym, że kocham swoją żonę.

Eagle spojrzał na Kruppa równie zaskoczony co Ewelina.

- Ale… przecież – Ewelina nie mogła tego pojąć. – Został Pan zmuszony do tego małżeństwa.

- Lepiej. ZostaliśMY zmuszeni, do tego związku – przytaknął. – I nie będę kłamał, początki nie były najlepsze. Nasz wspólny dom, był zimnym miejscem. Nie ważne ile byśmy palili w kominku, nasz dom, był zaledwie zimnym budynkiem. Były to naprawdę, dziwne lata – przyznał. – Świeciło słońce, a dom, był tak nienaturalnie zimny.

- Co się więc stało, że nagle pojawiła się miłość?

Krupp uśmiechnął się rozmarzony.

- Urodził mi się syn – zachichotał. – Fascynujące, jak, ten niewielki człowieczek, obudził we mnie tak mocne uczucia. Myślałem, że nie będę mógł patrzeć na własne dziecko, kiedy dowiedziałem się, że Joanna zaszła w ciążę. Spodziewałem się, że dziecko, będzie równie zimne, jak dom, w którym żyliśmy – pokręcił głową, widocznie karcąc swoją dawną głupotę. – Jak bardzo byłem w błędzie. W pierwszym momencie, kiedy zobaczyłem mojego Henryka, to czerwone, płaczące dziecko, owinięte w białe ręczniki, coś się we mnie obudziło. Jakaś, dziwna wdzięczność, dla mej żony.

Ewelina spoglądała na Kruppa z błyszczącymi oczami, kiedy tak namiętnym i rozkochanym głosem mówił o swoich doświadczeniach.

- Oto, urodziła mi syna. Przyszłość mego rodu – uśmiechnął się. – Pamiętam, jak bardzo miała zaskoczoną minę, kiedy płacząc, jej dziękowałem – zaśmiał się rozbawiony. – Ta malutka duszyczka, rozpaliła prawdziwy ogień. Naraz ten zimny budynek, stał się prawdziwym domem. Naszym Domem – pokiwał głową. – Chyba w tamtym momencie się w niej całkowicie zakochałem i to wzajemnością.

- To zaskakujące, że udało się Panu znaleźć szczęście, nawet w takiej sytuacji – oznajmiła Ewelina.

- To pewnie dlatego, że szczęścia cały czas poszukiwałem – odpowiedział z uśmiechem. – Zresztą wszystko wskazuje na to, że trzyletni Henryk, nie będzie naszym jedynym dzieckiem. Joanna znowu jest w ciąży. Nowego członka rodziny spodziewamy się pod koniec roku.

Eagle uśmiechnął się i wzniósł kieliszek.

- Gratuluję, panie Krupp.

- Również gratuluję – dodała Ewelina.

- Dziękuję wam, dziękuję – Krupp przyjął ciepłe słowa radośnie. – Sam niedawno się dostałem potwierdzenie. Mieliśmy podejrzenia jeszcze przed moim wyjazdem, ale interesy wzywały – uniósł palec do ust. – Choćby nie wiem co, nikomu nie mówcie. Chcę zrobić ojcowi niespodziankę.

Ewelina uśmiechnęła się godnie.

- Od nas, nikt się niczego nie dowie.

- Dziękuję – odpowiedział Krupp i wyciągnął nagle pęk kluczy i położył na stole. – Weźcie je.

- Klucze?

- Tak. Do domku letniskowego na południu. Na wybrzeżu – Krupp uśmiechnął się rozbawiony. – Macie dokładnie trzy miesiące do rozpoczęcia roku. Dwa tygodnie w prywatnym pociągu i w górach nie wystarczyły, więc jak trzy miesiące nad morzem nie pomogą, to już sam nie wiem co! – zaśmiał się rozbawiony.

Adler przeklął, siedząc we wnętrzu Eagla. Przeklinał humor kapitalisty i jego zaskakującą chęć „pomocy” w relacji jego i Eweliny. Ewelina pokręciła głową.

- Nie możemy ich przyjąć, już wykorzystaliśmy pański pociąg, a teraz jeszcze domek. Musimy też się zapoznać z miastem…

- Oj proszę mnie nie oszukiwać – Krupp uciął jej w pół słowa. – Ojciec wszystko dla Pani zorganizował. Nie musicie się niczym martwić. Zresztą, czemu mielibyście od razu zwiedzać to miasto? Spędzicie tu pewnie kilka lat, a przecie trzeba mieć jakiś argument, by wyjść z przyjaciółmi na miasto – uśmiechnął się. – Albo znaleźć dobre kryjówki, by się napić.

- Jesteśmy niepełnoletni! – Zaprzeczyła Ewelina.

- Jakby to kogoś kiedykolwiek powstrzymało – Krupp zgasił ją swym uśmiechem i kontynuował. – Korzystajcie z życia. Macie potencjał znaleźć szczęście szybciej niż ja. Nie odrzucajcie takiej okazji.

Milczeli przez chwilę, widocznie przyswajając to, co właśnie powiedział. Po chwili Ewelina przyjęła klucze i cicho podziękowała. Krupp kiwnął lekko głową i kontynuował posiłek.

 

Nie wracali już do ciężkich tematów. Reszta wieczoru została spędzona na opowieściach i lekkich dyskusjach, które niczym lekkie wino, pomagały w przełknięciu cięższych tematów.

 

*ZSRZ – Związek Socjalistycznych Republik Zatrolii – potężne państwo socjalistyczne zrodzone w czasie „Pęknięcia” około 1848. Wszystkie „wojny z socjalistami” odnoszą się do walki właśnie z nimi, przynajmniej w odniesieniu do kontynentu Zatrolii.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pontàrú miesiąc temu
    Bardzo polityczny odcinek. Jak to zwykle mówię, polityka to nie moja bajka, jednak nie można powiedzieć, że człowiek się nudzi przy czytaniu tego fragmentu. 5 i do przodu
  • Kapelusznik miesiąc temu
    Wiesz - intrygi - intrygi bez polityki nie są intrygami
    Co utrzymało cię w tekście - że ci się nie nudził?
  • Pontàrú miesiąc temu
    Myślę, że dużo informacji na temat świata. Taki zarys polityczny jest przydatny jeśli chce się poukładać wydarzenia oraz żeby pokazać złożoność problemu
  • Nefer miesiąc temu
    Z jednej strony polityka, z drugiej, dodatkowo, obraz uczuć rodzinnych. Czyta się dobrze, zwłaszcza fragment rozmowy o intrygach różnych frakcji. Fabuła wciąga. jeden minus, znowu czasownik "być" króluje w pierwszym akapicie.
    Pozdrawiam
  • Ozar 3 tygodnie temu
    Tu jak widzę bardzo polityczny odcinek. jak widzę Krupp jest przekonany że Adler i księżniczka tworzą parę kochanków i wygląda na to, że jemu to nie przeszkadza. mało tego wygląda jak by ten przemysłowiec chciał żeby tak było. Ten odcinek dość spokojny i taki wręcz nostalgiczny. Takie zderzenie polityki ze sprawami czysto rodzinnymi. 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania