Demon - Rozdział 7 - (SW)

(STARA WERSJA - NOWA WERSJA TO "DEMON ODRODZENIE")

"Przeklęte rozkazy"

Terytoria Varsji

Rok 551 nowej ery – 1912 rok imperialny

18-19 lutego, zima

Wieś Prochorowka i okolice

 

Kursk nie był już tak pięknym miastem jak niegdyś. Ratusz spłonął, stacja kolejowa zamieniła się w ruinę po wybuchu pociągu pancernego. Domy były opuszczone, a wiele z nich miało uszkodzone okna, przez które zdradziecki mróz wlatywał do środka by skolonizować dotąd niedostępne terytoria. Większość cywili zniknęła. Z kominów z rzadka unosił się dym. Żołnierze oszczędzali drewno. Nad pałacem carskim powiewała dumna flaga Republiki Finickiej. Trzy pasy z góry na dół. Pierwszy zielony, drugi czerwony, trzeci niebieski. Na środkowym pasie znajdował się czarny krzyż. Dumna flaga i dumne kolory, jakże słabej nacji. Jej żołnierze siedzieli w domach ciesząc się bezpieczeństwem. Nie wiedzieli że ktoś kto zapewnił im to zwycięstwo teraz walczy by utrzymać ten stan.

Był w pałacu, otoczony przez sterty dokumentów i map, stał w pokoju komunikacyjnym z słuchawką w dłoni...

 

Adler zacisnął zęby wściekły. Nie wierzył w to co słyszy. Odetchnął głęboko. To musiał być jakiś dowcip. Musiał… bo jeśli nie jest… to Haizer ostatecznie oszalał.

- Czy może pan powtórzyć… pułkowniku?

Nie chciał by jego głos drżał ze złości, ale drżał. Cały aż się trząsł na samą myśl o rozkazie. Jednak nie tylko o nim myślał, ale też usłyszał, bo Haizer chyba ostatecznie utonął w romantycznej ideologii początku nowego wieku.

- Macie pchać aż nie przekroczycie rzeki Oskil na wysokości Prochorowki. Stamtąd uderzymy na Cytadelę Wielkogradzką w stronę północnego wschodu, a z tamtego punktu do Zagłębia Oskitrit tylko rzut beretem. Samo otwarcie drogi do Zagłębia przez zdobycie cytadeli zapewni nam zwycięstwo. Varsja nie ma na południu swojej ojczyzny większego ośrodka przemysłowego. Jeśli by go straciła, ich produkcja spadłaby o jedną czwartą. Siły Specjalne mają wspierać główne uderzenie na Prochorowkę, z najważniejszym zabezpieczeniem mostu na rzece. To nasza jedyna droga w okolicy. Tylko ten most utrzyma czołgi. Jakieś pytania Demonie?

Adler aż poczerwieniał. Nikt nie miał prawa nadużywać tego imienia, w szczególności taki idiota jak Haizer. Adler rozumiał że Haizer ma pojęcie o strategii i taktyce, ale tylko w teorii i co najważniejsze, dotyczące ciepłych południowych regionów. Zastosowałby tą samą strategię jaką właśnie proponował, ale nie w takich warunkach, nie z takimi drogami i nie walcząc na wrogim terytorium. Przypuszczał że po zdobyciu tak wysokiej pozycji, Haizer zaczął tracić połączenie z rzeczywistością. Już wtedy Adler zaczął mocno zastanawiać się czy nie spisać go na straty. Nie wierzył że pokładał w pułkowniku tak wielkie nadzieje w czasie pierwszego spotkania. Pokręcił głową i oznajmił donośnie.

- Nie zgadzam się na przeprowadzenie tej operacji, zresztą operację Itus stworzył starszy sztabowy Erwin Rommel, nie Pan. Nie ma Pan prawa rozwijać operacji która już została uznana za zakończoną sukcesem. Nasze siły są wyczerpane, a w nocy przeszła gołoledź, ludzie i zwierzęta padają z zimna, nie mówiąc o silnikach czy zamkach karabinów! Nie mamy wystarczających sił, ani odpowiedniego wyposażenia by kontynuować natarcie! W poprzednim starciu straciłem aż dwunastu Pustych, z czego czterech nie żyje, reszta jest nie zdolna do walki na następne… pół roku jeśli nie dziewięć miesięcy. Sam zostałem raniony, nie mogę osiągnąć pełni moich możliwości w moim stanie. Straty w zdobyciu Kurska wynoszą ponad trzydzieści tysięcy żołnierzy w tym zabitych i nie zdolnych do walki. Nawet z przysłanymi posiłkami nie jesteśmy w stanie…

Haizer mu przerwał krzykiem. Widać nie umiał zaakceptować innego zdania niż swoje własne.

- ADLER! Nie pytam cię czy chcesz, czy nie chcesz wykonać mojego rozkazu! JA CI ROZKAZUJĘ GO WYKONAĆ! Jesteście Siłami Specjalnymi, jeśli chcecie udowodnić że jesteście coś warci, zdobądźcie Prochrowkę jeszcze dziś. W innym wypadku dowódca Kotów dostanie promocję na pańskie stanowisko Demonie.

Adler zazgrzytał zębami. Sukinsyn – pomyślał.

- Numer 009, Tigr, również został raniony i tak jak Ja nie zgadza się by dalej prowadzić ofensywę. Jako dowódca oddziału Wilków oraz dowódca polowy Specjalnego Batalionu domagam się kontaktu ze Sztabem Głównym by wyrazić moją opinię. Jeśli mimo tego sztab rozkaże prowadzić natarcie. Wykonam rozkaz. W innym wypadku proszę nie liczyć na Siły Specjalne w czasie tej operacji.

- ADLER! Nie próbuj mnie drażnić. Jesteś pod…

- Jestem pod bezpośrednim zwierzchnictwem generała Marka von Zacha, bo to ON, nie Pan, jest głównodowodzącym Sił Specjalnych. Przypominam również że Pan też jest jego zwierzchnikiem, a używanie zasobów Sił Specjalnych i ich możliwości, pozostają pod MOJĄ, nie WASZĄ oceną pułkowniku. Zgodziłem się na atak na Kursk, bo wiedziałem że bez zdobycia tego miasta w pierwszej fazie, cała ofensywa nie będzie nic znaczyć. Kursk został jednak zajęty, a warunki pogodowe uniemożliwiają przeprowadzenie jakiekolwiek skutecznej operacji. Wróg również to wie. Jeśli zaatakujemy teraz wykorzystają każdą lukę w naszym natarciu by nas zmiażdżyć.

Haizer nie wytrzymywał. Adler był pewny że słyszy gwizdek czajnika, jakby cały pułkownik się zagotował.

- Adler! Twoje raporty mówią ze rozbiłeś siły wroga i pojmałeś ponad dwadzieścia tysięcy wrogów. Jak po czymś takim armia Varsji mogłaby nam zagrozić w dalszej ofensywie?

- Fakt że nasz wywiad był daleki od prawdy. Miało być w tym regionie sto tysięcy żołnierzy, ja znalazłem dokumenty o ponad stu pięćdziesięciu tysiącach, a straty wroga w tej bitwie według moich ludzi do zaledwie czterdzieści tysięcy, a posiłki na pewno już dostali. Stoimy więc teraz przed stu tysięczną armią w defensywie, kiedy mamy siły takiej samej wielkości. Bez dwukrotnej przewagi liczebnej nie zaatakuję Prochorowiki! Czołgi są bezużyteczne, tory zamarzły, a zaspy torują dostawy. Nadal nie ewakuowaliśmy wszystkich rannych, ani nie dostaliśmy wystarczającej ilości racji żywnościowych. Nasza sytuacja jest tragiczna. Jeśli zaatakujemy i nie uda się nam zdobyć wsi, nie będziemy mieć również wystarczająco amunicji, czy ludzi do ewentualnej obrony.

Haizer warknął, ale po chwili się opanował.

- Niech ci będzie. Czekaj w pobliżu, połączę cię ze Sztabem Głównym.

- Dziękuję pułkowniku. Adler, bez odbioru – i odłożył słuchawkę.

Adler zacisnął zęby. Wiedział że jego argumenty na razie nic nie znaczą.

Wizja szybkiego zwycięstwa bez bezpośredniego włączenia Imperium do konfliktu była wystarczająco zachęcającą propozycją by zaryzykować. Sztab główny nie doceniał siły Varsji, która przecież przez rok nie mogła pokonać takiego kraju jak Finicja. Adler jednak zobaczył ich umiejętności i najnowszy sprzęt w akcji. Ani Finicja, ani Imperium nie miało broni tak odpornej na warunki pogodowe jak Varsja w tej chwili. Jednak to nie przemówi do generałów zbyt dumnych by zauważyć swoją własną słabość. Jedyne co Adler chciał to tego by jego słowa były zapisane w aktach… oraz tego żeby żołnierze zdobyli choć kilka godzin odpoczynku… zanim nadejdzie rozkaz dowództwa.

Niestety jego założenia spełniły się. Rozkaz był jeden – ATAKOWAĆ!

 

O brzasku ruszyli. Dzień był pochmurny, ale przynajmniej nie padało. Kolumna wojska z trudem przesuwała się na północ zostawiając za sobą głębokie ślady w śniegu, a czasem truchła zamarzniętych koni. Ciężarówki i wozy konne utykały w głębokim śniegu, czołgi były daleko za kolumną służąc bardziej jako pługi oczyszczające drogę dla zaopatrzenia, niż faktyczne maszyny bojowe. Adler pozostawił dowództwo Rommlowi, samemu idąc na szpicy wraz z wszystkimi z SSI. Ramię bolało. Szabla Łochwickiego zadała mu bolesny cios i jeden dzień nie wystarczył by rana w pełni się zagoiła. Najbardziej wkurzało to medyka jego oddziału – Jana Marta – numer 007. Był to sukinsyn jakich ze świecą szukać, ale nie można mu było zarzucić braku umiejętności. Kilkukrotnie wyzywał Adlera od najgorszych idiotów, za jego decyzję dołączenia do szpicy. Ostrzegawcze spojrzenia i mruknięcia Adlera nie robiły na nim wrażenia. To on odpowiadał za bezpieczeństwo oddziału Wilków. To on zszywał ranionych w poprzedniej bitwie i to on kończył cierpienia tych których nie dało się już uratować. Nawet Adler nie był w stanie go powstrzymać w takiej sytuacji.

Adler pokręcił głową. Czuł że zbliża się katastrofa. Rozkazał przerwę i połączył się przez radiostację z sojuszniczymi jednostkami. Inne grupy zwiadowcze nie miały nic do zaraportowania, więc Adler połączył się bezpośrednio z Rommlem.

- Alfa do Lisa. Jak mnie słyszysz?

Słuchawka zaszumiała i po chwili odezwał się w niej głos Rommla.

- Słyszę cię głośno i wyraźnie. Coś nowego? Odbiór.

- Nic. Czysto. Kontynuujemy marszy. Co u was? Odbiór.

- Teren się pogorszył. Tępo marszu spadło. Sprzęt zawodzi. Kierujemy się na pozycję A, według planu. Odbiór.

- Przyjąłem i bez odbioru.

Prochorowka była w odległości jakiś trzydziestu kilometrów od komuny. To bardzo bliski dystans, a zwiadowcy nic nie widzieli. Adler zastanawiał się gdzie jest przeciwnik. Czy ustawił linię obrony przed wsią, czy porzucił ją i kryje się za mostem, czy zakopał się w śniegu i czeka na moment by wyskoczyć. Nie wiedział. W południe kolumna stanie na pozycji A w odległości dziesięciu kilometrów od wsi i ustawi się w szyku bojowym. Będzie to najbardziej krytyczny moment. Jeśli zaatakują wtedy, to czy uda im się odeprzeć atak czy nie zadecyduje o tym kto zdobędzie most i bezpośrednią drogę do Cytadeli.

Ruszyli dalej i po godzinie byli już w punkcie A. Zwiad nadal nikogo nie widział. Po kolejnej godzinie kolumna dotarła na miejsce. Ustawiła się w szyku i ruszyła do natarcia. Adler zaczął czuć nadzieję, zgubną – nie wiedział jeszcze jak bardzo – że ten atak nie zakończy się tak tragicznie jak zakładał.

Niestety… nadzieja jest matką głupich.

 

Linia obrony wokół Prochorowki była cieńsza niż się spodziewał. Zaledwie dwie linie okopów i jakieś trzydzieści tysięcy żołnierzy wroga. Piechota, mimo mrozu, przebiła się przez nią wpadając do chat i szop, pchając wszystkimi siłami na most gdzie stała ostatnia linia obrony. Adler prowadził natarcie, gotowy za wszelką cenę zdobyć drugi brzeg i nie dopuścić by most na drugą stronę został zniszczony.

Jednak moment kiedy wieś już upadła, a ich nogi postąpiły już na drugim brzegu, zapowiadając pewne zwycięstwo – zamienił się w rzeź.

Najpierw rozgrzmiał gwizd i z nieba posypały się pociski artyleryjskie. W oddali grzmiała filharmonia potężnych haubic 107 i 152mm. Eksplozje rozrywały ziemię i żołnierzy na strzępy. Próbowali oni saperkami wykopać dół w którym mogliby się schować, jednak zmrożona ziemia jest twarda, a żołnierze byli zmęczeni. Jakiż to musiał być widok, żołnierza który wykopał już dół by móc się w nim skulić, tylko po to by po sekundzie, zniknąć w eksplozji ognia i krwi.

Kiedy artyleria ucichła, rozgrzmiały krzyki i tętent koni, a na niebie zawarczały silniki. Kozacy Carscy atakowali ze wszystkich stron. Z tyłu, z boków i z przodu. Szable, piki, karabiny oraz sama szarża koni było wystarczające by ostatecznie załamać morale żołnierzy. Lecz jakby tego było mało, z nieba uderzyły na nich myśliwce wroga, które seriami karabinów rozbijały jakiekolwiek punkty obrony. Adler wiedział że cała wieś była wielką pułapką. Zaplanowaną tak by dowódca który dostał niemożliwy rozkaz – w nią wpadł. Nakazał więc wszystkim jednostką się wycofać, czołgi miały osłaniać odwrót, a sam zadecydował że natrze na wrogów i spróbuje się ukryć w pobliskiej puszczy – odcięty przez rzekę od sojuszniczych sił.

Nie ma co więcej mówić o tej potyczce, bo była to totalna klęska.

Siły Imperium i Republiki wycofały się w popłochu, oddając za swoje przetrwanie życia załóg czołgów, które jako bunkry utworzyły linię broniąc wycofujące się siły przed gniewem kawalerii. Adler widział jeszcze jak w ostatnich chwilach, kiedy amunicja się już skończyła, załogi czołgów wyskakiwały uzbrojone w pistolety, strzelby i noże, by w pijanym szale poświęcenia, zabrać ze sobą do grobu choć jeszcze jedno życie.

Na szczęście mu i Tigrowi udało się przebić i schować w puszczy. Stracili jednak aż dziesięciu pustych, a większość członków oddziałów była ranna. Amunicja była na wyczerpaniu, zbiorniki ze Specyfikiem niemalże puste… a radio działało… i nie miało zamiaru dać im spokoju.

Tuż przed zmrokiem udało im się znaleźć leśniczówkę. Skryli się w niej. Trzydziestoosobowy oddział. Siedmiu z oddziału Wików, siedmiu z oddziału Kotów i szesnastu pustych. Budynek był mały, drewniany, ale bardzo przestrzenny, a oni nie byli turystami, a żołnierzami. Więc bez trudu się pomieścili. Oporządzono broń i oczyszczono rany. Adler siedział oparty o ścianę. Odpoczywał, tak jak reszta oddziału. Poczuł jak ktoś opiera się o jego ramię. Otworzył oczy.

Opierała się o niego istna piękność. Wysoka, zgrabna, o czarnych jak noc włosach i oczach w kolorze nocnego nieba. Uśmiechnął się do niej. Do swojego stróża.

- O co chodzi Dario? – Zwrócił się po imieniu do swojego snajpera.

- O nic dowódco… po prostu dawno nie leżałam przy twoim boku.

Wtuliła się mocniej jego ramię z zadowoleniem wciągając zapach jego ciała. Adler pogłaskał ją po głowie. Super żołnierz, a jednak kobieta.

- Dobrze się dziś spisałaś…

- Nie prawda… nie dostrzegłam wroga…

- Moja droga… jeśli Ty go nie zauważyłaś, to nikt by nie zauważył.

Daria uniosła głowę i spojrzała na niego z błyskiem w oku.

- Ty byś zauważył.

Adler wiedział że mówi prawdę, ale nie miał zamiaru dać tego po sobie poznać. Pokręcił tylko głową.

- To był ciężki dzień…

Miało to brzmieć… jakby ten dzień miał się już skończyć. Jednak wspomniane radio się odezwało, a Adler musiał odpowiedzieć. Chwycił słuchawkę.

- Tu Alfa, zgłaszam się. Odbiór.

W słuchawce odezwał się nieznany mu głos.

- Alfa tu dowództwo. Jaki jest twój status? Odbiór.

- Jestem na drugim brzegu Oskil. Razem ze mną jest nas trzydziestu. Kryjemy się w puszczy. Jutro przebijemy się na wysokości punktu ewakuacyjnego CX-12 na naszą stronę i połączymy się z siłami sojuszniczymi w Kursku. Odbiór. – Oznajmił Adler wykładając ustalony z Tigrem plan działania na jutro.

Jednak radio zmieniło jego plany.

- Zaniechaj tych działań Alfa. Dowództwo ma dla ciebie specjalne zadanie. W kwadracie K23 na wschód od waszej prawdopodobnej pozycji znajduje się tajna baza wroga. Twoim zadaniem jest zdobycie dokumentów oraz ładunku oznaczonego Y-123P, a następnie zniszczenie placówki wroga. Następnie jak najszybciej udaj się do kwadratu R44, jest tam niewielkie cywilne lotnisko. Czekać tam będzie na was transport. Ewakuujecie się drogą powietrzną.

Adler skamieniał. Otrząsnął się i oznajmił.

- Odbiór. Tu Alfa. Jest nas trzydziestu, mamy braki w zapasach i amunicji. Nie mamy możliwości skutecznego wykonania zadania. Odbiór.

- Przyjąłem Alfa, ale rozkaz się nie zmienia. Macie czterdzieści osiem godzin na dotarcie do lotniska. Będą czekać na was trzy samoloty. Choć najpewniej wasz skład się zmniejszy do tego czasu. Ładunek ma zostać dostarczony za wszelką cenę. Zrozumiano? Odbiór.

Adler pokręcił głową. Widać było że szczęście go opuściło.

- Przyjąłem. Bez odbioru.

Adler odłożył słuchawkę i wstał. Wszyscy spojrzeli na niego wyczekująco.

 

- Cztery godziny snu i ruszamy – oznajmił Adler. – Rozkaz to rozkaz przyjaciele… nawet jeśli jest przeklęty…

 

Śnieg zaczął sypać się z nieba. Mała chatka stała samotnie, z komina buchał dym. W cieple odpoczywali ci, którym dano kolejne niemożliwe zadanie jednego dnia. Ktoś jednak odbierał całą tą sytuację za zabawną. Mianowicie człowiek odziany w biały surdut z laską w dłoni, stojący w cieniu lasu, poza zasięgiem ich oczu. Uśmiech zabłyszczał pod rondem cylindra, a z ust wydobył się głos miękki niczym śnieżny puch i ciepły jak ogień domowego pieca.

- Och… co za wspaniała… komedia!

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ozar 31.05.2018
    Dziwne te twoje teksty. Niby nazwiska i miejsca znane z czasów IIwś. jak choćby Kursk, czyli operacja Cytadela, albo Prochorowka gdzie doszło do chyba największego starcia pancernego w II ws., albo Erwin Rommel marszałek, którego nigdy na froncie wschodnim nie było.
    A tu jakaś Varsja królestwo czy coś? A do tego Finicjum, Imperium. Razem magia, szable czołgi, samoloty i śmigłowce, a do tego użyte słowo puszcza! Kurdę nie wiem co o tym sądzić... Może kilka słów wyjaśnienia ? Na razie nie oceniam, choć czyta sie całkiem dobrze. Jako człek pasjonat II wś jakoś nie kumam o co biega?
  • Kapelusznik 01.06.2018
    Jak widać opowiadanie to jest w kategorii Fantastyka.
    To mój wymyślony świat i jak najbardziej używam nazw z naszego świata - mają być symboliczne i zwracać uwagę znających się na historii - i mając ciebie za przykład - widać że działa.
    Jeśli chcesz wiedzieć od czego się zaczęło to proszę:
    W gimnazjum pisałem mój pierwszy większy projekt pisarski "Kruk: Chłopiec i Demon" - jednak po napisaniu ponad 150 stron uznałem to za totalne g@wno i z czystym sercem wywaliłem.
    Jednak głupio by było nie wykorzystać całego świata który stworzyłem. Tak więc pamiętając główne założenia fabularne projektu, przesunąłem historię 500 lat naprzód przenosząc moje uniwersum na przełom XIX i XX wieku.
    Patrząc na daty na początku opowiadań widzisz 551 rok "Nowej Ery" - właśnie w tedy miała się zakończyć akcja "Kruk: Chłopiec i Demon".
    Magia jest na razie elementem zapomnianym - straconym w czasie "Katastrofy" o której będę jeszcze wspominać. Uznaj ją jednak bardziej za technologię niż za moc w stylu Harrego Potera. Ma swoje ograniczenia.
    Co do postaci historycznych - jestem początkującym historykiem, ale pamiętam że Erwin Rommel służył w czasie I wojny światowej w oddziałach szturmowych - ustawienie go tu na pierwszej linii frontu miało być smaczkiem dla osób bardziej zbliżonych z jego życiorysem.

    Cieszę się że mimo krytyki miło ci się czytało.
    Pytaj jeśli chcesz jeszcze coś wiedzieć :D

    Chylę czoła
    Kapelusznik
  • Ozar dwa lata temu
    Hej. Ciekawe przeżycie wrócić do tego samego tekstu po 5 miesiącach. Jednak jak myślę poprzednio chyba zacząłem od tego odcinka i dlatego byłem zaskoczony pomieszaniem fantasy i wojny. Jednak teraz kiedy przeczytałem poprzednie odcinki wszystko wydaje się zrozumiałe.
    A Prochorowka to oczywiście jak napisał ktoś "Starcie Tytanów" . Mi się zawsze marzyło zobaczyć takie starcie na żywo hahahaha. Z jednej strony 800 czołgów rosyjskich z armii gwardyjskiej a z drugiej 600 niemieckich II Korpus SS z Pantherami i Tygrysami.
    A co do opisu rozmowy Adlera z pułkownikiem przypomina mi rozmowy generała Heinza Guderiana z feldmarszałkiem von Kluge w listopadzie i grudniu 1941 roku, kiedy Kluge domagał się atakowania a Guderian twierdził że jego wojska są zbyt słabe, za co zresztą został zdymisjonowany.
    Generalnie kolejny ciekawy odcinek. Stworzyłeś swój świat na to wielka rzecz. Idę dalej. 5
  • Kapelusznik dwa lata temu
    Cieszę się że znając historię widzisz aż tyle porównań, tej historii z Guderianem nawet nie znałem, ale - bądźmy szczerzy - takie sytuacje zdarzały się pewnie bardzo często.
    Moim celem w tym opowiadaniu było właśnie wskazanie jak często działa relacja dowódca - podkomendny
    5 miesięcy... faktycznie długo minęło
    "Starcia tytanów" jeszcze się pojawią, pewnie w najnowszej części którą planuję napisać w ten weekend
    Miło że zaglądasz
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • krajew34 dwa lata temu
    Czół, że zbliża się... Literówka , czuł
    Co do fabuły, nie ma to jak tworzyć cudne plany w ciszy na tyłach frontu, bez znajomości aktualnych danych przeciwnika i swoich, dowódca romantyk to dramat dla żołnierzy

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania