Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Kto zabił Ethana Fella? 2 - Rozdział 6 - Kiedy śmierć puka do drzwi

[Póki co planuję zakończyć serię koło rozdziału 15, co nie oznacza, że nie starczyłoby mi pomysłów na serię 3... Wszystko zależy od czytelników, bowiem to oni serię napędzają... Bardzo ciekawią mnie wasze teorie odnośnie tego, co się dzieje w serii. Jak myślicie? Kto za tym wszystkim stoi? Co się stanie dalej? Oczywiście dam odpowiedź bez potwierdzenia i zaprzeczenia ^^ Zdaję sobie również sprawę z tego, że seria jest daleka od perfekcji, więc rady, uwagi itp są mile widziane...]

 

Tak to już bywa w życiu, że paląc się do nowych zadań, często kończymy niczym nadworny błazen, kiedy rzeczywiście musimy się ich podjąć. Pod tym względem Alice nie była wyjątkiem, kilkugodzinna jazda samochodem służbowym nieznaną jej do tej pory drogą sprawiły, iż jej oczy były na skraju wyczerpania. Rozsądnym wydawał się postój i regeneracja utraconych w drodze sił, jednak na miejscu czekał na nią oddział policyjnych detektywów, badających miejsce tajemniczego zgonu taksówkarza z firmy Carlosa Diaza. Hiszpan, a przynajmniej wydawało jej się, że był Hiszpanem, wydawał się być nie być tak przejęty stratą, jak głosił to słowami. Może i pani komisarz traciła powoli resztki optymizmu, ale to nie zaważyło na obniżeniu jej dumy. Zgadza się, kobiecej, upartości i desperackiej próby stawiania oporu samej sobie.

— Ech... Póki co na kolejny awans liczyć nie mogę... — zgarnęła dłonią włosy z czoła i zaczesała je do tyłu, podczas gdy druga dłoń twardo zaciskała sztuczne tworzywo kierownicy, aż na gładkiej jej skórze pojawiły się wklęsłości — No to chociaż zafunduję sobie jakąś kolację na wynos, w końcu tyle się męczę... — ziewnęła nie tyle ze zmęczenia i chęci snu, co z powodu podirytowania.

Większość wolnego czasu spędzała w swoim biurze, obserwując od czasu do czasu pracę albo to pracowników przyjmujących zgłoszenia łamania prawa, albo zwykłych woźnych, sprzątających podłogi opuszczonych wcześniej korytarzy. Zarobków złych nie miała i choć zdołałaby się nimi przechwalać z łatwością, jakoś w to nie optowała. Alice była kobietą czynów, będącą sprzecznością jak i legendą wśród młodszych stopniem współpracowniczek. Ale czym były pieniądze, które wynikały z przesiadywania w miejscu i nic nie robienia? Pani komisarz nie rozumiała.

Wtem zupełnie jak oaza oczekująca styranego wędrowca, zauważyła stojący na poboczu radiowóz i stojącego przy nim mężczyznę. Zaparkowała z zachowaniem bezpiecznego dystansu, a następnie wysiadła.

— Komisarz Alice — powiedziała, pokazując odznakę.

— Nazywam się Don Fox, policjant z Kingswan — Mężczyzna miał na sobie granatowy mundur policyjny oraz kaszkiet z zielonym orłem na czerwonym tle. Oprócz tego, podobnie jak pozostali na miejscu, cała jego klatka piersiowa zasłonięta została przez kamizelkę odblaskową w kolorze jaskrawej żółci — Oczekiwaliśmy pani przybycia, ciało zabezpieczyliśmy w czarną folię i poinformowaliśmy właściciela firmy, w której pracował...

— Rozmawialiśmy już z nim — objaśniła — Widział się z nim w dzień, w którym został zamordowany, ponoć każdy pracownik wpisywał się na specjalną listę obecności — przerwała na chwilę — Wysłałam już kogoś do jej zbadania, niech się pan nie zamartwia.

— Rozumiem — skinął głową — Zapraszam, niech pani obejrzy miejsce zbrodni.

Ruszyła do przodu, uważając, by nie zerwać rozwieszonej wszędzie taśmy policyjnej z pokrywającymi ją czarnymi literami, głoszącymi : "MIEJSCE ZBRODNI, WSTĘP WZBRONIONY". Oczekiwał ją dosyć płaski teren, z tuzinem stożkowych tabliczek ze znalezionymi dowodami wypadku, grupka detektywów, robiących zdjęcia czemu popadnie oraz małe zniesienie, z którego częściowo zdołano wyciągnąć pojazd. Wprawdzie na samochodach się nie znała, ale zdołała dostrzec charakterystyczną dla taryfiarzy barwę pojazdu. Samochód był cały pokryty w błocie, roślinności, a nawet robactwem oraz tym, czego pan Bóg jeszcze nie szczędził. Nagle wpadła w zadumę, nie mogąc uwierzyć, że coś jeszcze zdołają z tej maszyny coś wyciągnąć. Pozostałe dowody ograniczały się jedynie do śladów opon oraz części uszkodzonego od uderzeń o drzewa samochodu...

— Niebywałe, prawda? — spytał Fox — Pracuję w policji od dobrych piętnastu lat, a z taką "nieuwagą" się nigdy ni spotkałem...

— Znaleźliście coś godnego uwagi?

— Nie — odparł niemalże natychmiast — Wszystko wskazuje, że to naprawdę musiał być wypadek, masz ci los! Droga prosta jak w mordę strzelił! — spojrzał na kobietę i zastygł — Pani Alice? Nic pani nie jest? — pomógł jej usiąść na rozłożonym przy drzewie krześle — Mam w torbie termos z gorącą herbatą, jeśli chcesz to...

— Obejdzie się, dziękuję — przerwała — Mam... jakby to nazwać... Słyszę głosy...

— "Głosy"?

Rozmowę przerwała im nagła obecność mgły, która otuliła powietrze swoją gęstością. Widoczność została wyraźnie ograniczona, przez co wszyscy musieli się wycofać z powrotem na drogę. Można powiedzieć, iż zdążyli w porę, gdyż obecnie łatwo byłoby się tam zgubić... Wszyscy stali w ciszy, wsłuchując się w dźwięk odległej burzy. Ciszę przerwał dzwonek telefonu.

— Witam, pani Alice...

— Matt... Udało ci się przesłuchać Carlosa Diaza i zdobyć dzien-nik...? — spytała ledwie dysząc.

— Właśnie dzwonie w tej sprawie — cisza — To nie do końca będzie możliwe...

— C-co się...?

— Carlos Diaz popełnił samobójstwo...

 

[NIKT nie jest bezpieczny, co czeka nas dalej? Zobaczymy w kolejnym rozdziale.]

[Dajcie znać co do tej pory myślicie.]

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shogun 2 tygodnie temu
    Jest dobrze. Jeśli chodzi o przemyślenia, to jak na razie pozostawię je dla siebie ;), ale coś mi już świta, coś już jakiś trop mam, tu mgła, tu kolejne samobójstwo. No, cuś już jakbym wiedział :)
  • Johnny2x4 2 tygodnie temu
    Tutaj też zostawię ślad. Napisane wprawnie i czyta się z zainteresowaniem. Good work ;) :)
  • DEMONul1234 2 tygodnie temu
    Dzięki ^^

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania