Uratuj smoka 9

Uratuj smoka- Rozdział 4 Wioska Machudzów część 1

 

 

Olbrzymie białe ćmy całym stadem leciały przez las, dźwigając

trzech pasażerów na gapę. Po chwili zaczęły lecieć coraz niżej.

– Uwaga, skaczemy! – krzyknął Piotr.

Gdy się puścili, spadli na niewielkie wzniesienie. Piotr i Tomek

byli już na twardym gruncie.

– A gdzie Weronika? – spytał chłopiec.

Paulina spadła na niego, powalając go.

– Przepraszam! Nic ci nie jest? – spytała dziewczyna, schodząc

z niego.

– Wszystko w porządku – jęknął obolały.

– To było niesamowite! My naprawdę lataliśmy! Czułam się

wspaniale. To niezapomniane przeżycie – mówiła podekscytowana.

– Cicho! – przerwał Piotr.

Wszyscy umilkli. Słychać było brzęczenie. Gdy spojrzeli

w górę, zobaczyli latającego robala.

– Wielka osa – szepnęła wystraszona Paulina.

– Osa… Niedobrze. Oznacza to, że w pobliżu są Machudżowie

– oznajmił Piotr.

– Machudżowie?

– To silne, agresywne i niebezpieczne potwory. Lepiej nie

natknąć się na takie. Musimy być bardzo ostrożni.

 

Po czym ostrożnie ruszyli dalej.

Kilkugodzinny marsz dawał się całej trójce we znaki. Odczuwali

głód i zmęczenie. Robiło się ciemno, zbliżała się noc. Postanowili,

że rozbiją obóz. Rozpalili ognisko i spali na zmiany.

Paulinie ciężko było zasnąć, bowiem panicznie bała się robali.

Czuwanie było równie nieprzyjemne. Piotr i Tomek spali, podczas

gdy Paulina trzymała wartę. Każdy, nawet najcichszy,

szmer przyprawiał ją o palpitację serca.

Przerażająca noc powoli dobiegła końca. Nadszedł dzień.

Podróżnicy ruszyli dalej. Przytłaczająca i ponura atmosfera,

jaka panowała w tym lesie, była nie do zniesienia. Duszno,

ciemno i niebezpiecznie. W takim miejscu jak to można było

postradać zmysły. Podczas swej wędrówki wszyscy dostrzegli,

że w tej części lasu jest spokojniej. Nie napotkali też żadnych

niebezpiecznych robali, tylko sporo nieszkodliwych gąsienic.

– Jakoś tu inaczej, spokojniej – powiedziała Paulina.

– To prawda. W tej części lasu nie ma drapieżnych robali

gigantów, za to są Machudżowie i gąsienice, na które polują –

rzekł Piotr.

– Idziemy już kilka godzin i żadnych nie napotkaliśmy –

stwierdził Tomek.

– Ostrożności nigdy za… O, nie!

Przed nimi znajdowała się półokrągła skała, w której było

mnóstwo owalnych otworów.

– Co to jest? – spytała Paulina.

– Wioska Machudżów – odpowiedział Piotr.

– Nic nie rozumiem. Widzieliśmy osę i poszliśmy w przeciwnym

kierunku – odparł Tomek.

– Myślałeś, że w tym lesie jest tylko jedna wioska Machudżów?

 

Obok wejścia do skalnej fortecy stało dwóch Machudżów

pełniących rolę strażników. Jeden z nich dostrzegł intruzów.

– Uciekamy szybko! – zakrzyknął Piotr.

Po czym ruszyli do ucieczki. Strażnik zrobił kilka susów

i podskoczył na wysokość kilku metrów, przeleciał w powietrzu

nad uciekinierami i z łomotem wylądował na ziemi. Przed

Pauliną, Tomkiem i Piotrem stanął jeden z Machudżów. Był

wielki na cztery metry, miał potężną i umięśnioną posturę

i bladozielony kolor skóry. Z warg wystawały mu potężne, długie

i ostre kły. Potwór ubrany był w skórę, a jego ciało zdobił

gruby metalowy pas i bransoleta znajdująca się na jego przedramieniu.

Ramię zasłaniał metalowy płat, z którego wystawały

kolce.

Machudż spojrzał na nich zabójczo i nie mówiąc nic, wyciągnął

wielki srebrny topór, który miał zarzucony na plecy. Piotr,

wiedząc, co się szykuje, wysunął miecz. Potwór wysoko uniósł

topór, a następnie szybko go opuścił. Piotr odparł atak. Potężny

stwór odepchnął przeciwnika i chciał zadać kolejny cios.

Ponownie wysunął topór, a następnie, najszybciej jak mógł,

opuścił go. Piotr odskoczył, a ciężki topór wbił się w ziemię,

Piotr natomiast zadał śmiertelny cios do tyłu. Strażnik głośno

zawył z bólu, po czym padł martwy.

Piotr z dzieciakami zaczęli uciekać. Drugi strażnik, który widział

całe to zdarzenie, wziął do rąk wielką drewnianą tubę,

która była oparta o skałę, po czym nabrał powietrza w płuca

i dmuchnął w nią. Odgłos rozbrzmiał na całą wioskę. Wkrótce

nastąpił przerażająco głośny szum. Z okrągłych otworów wyrzeźbionych

w skale zaczęły wylatywać wielkie osy i całą gromadą

ruszyły za uciekinierami. Jedna z os podleciała do Piotra,

lecz on jednym sprawnym ruchem odciął robalowi łeb.

 

Inna zaś chciała zaskoczyć Tomka, atakując go od tyłu, lecz

chłopiec w ostatniej chwili odwrócił się i mieczem rozciął ją na

pół. Paulina strzelała do nadlatujących os, które padały jedna

po drugiej. Jedna z os oberwała strzałą, lecz nie zginęła. Energicznie

trzepocząc skrzydłami, próbowała wzbić się w powietrze

i znów zaatakować dziewczynę, która wystrzeliła w jej

kierunku kolejną strzałę, zadając jej śmierć. Nagle, znikąd, za

Pauliną pojawił się kolejny latający robal. Osa złapała ją swymi

odnóżami, po czym wzbiła się w powietrze. Wystraszona

dziewczyna zaczęła się szamotać i wiercić, lecz nie była w stanie

wyrwać się z jej sideł.

– Tomek! – krzyczała bezradnie.

Chłopiec zauważył, że Paulina została uprowadzona. Zaczął

biec w jej kierunku, lecz jego również złapała osa. Jedna osa

wysunęła swą broń, ostre i jadowite żądło, po czym ruszyła na

Piotra, który spokojnie czekał, aż robal zbliży się wystarczająco

blisko. Osa pędziła z wycelowanym w mężczyznę żądłem. Piotr

błyskawicznie zaatakował, odciął osie jej kolec, tym samym

wyprowadzając ją z równowagi. Robal upadł na plecy i zaczął

się szamotać, lecz Piotr uniósł miecz i zatopił go w ciele osy.

Wtem usłyszał krzyki. Gdy spojrzał w górę, ujrzał, jak dwie

osy odlatują z dziećmi. Nagle poczuł, jak coś pociągnęło go za

pelerynę. Piotr również został schwytany przez fruwającego

robala. Osy leciały ze swymi ofi arami wprost na wielką, półokrągłą

skałę. Na szczycie tejże skały znajdowała się ogromna

okrągła dziura. Gdy osy znajdowały się tuż nad otworem, puściły

swych uprowadzonych, a oni, niczym odpadek do kosza,

wpadli w ogromną dziurę, wyrytą na szczycie potężnej skały,

zwanej wioską Machudżów. Czując strach i bezradność, zjeżdżali

w ciemnym, wydrążonym tunelu w głąb skały.

 

W końcu przejażdżka się urwała. Tunel ten prowadził do

pewnego pomieszczenia, a gdy się skończył, wszyscy upadli na

twarde podłoże z ziemi. Paulina, cała obolała, powoli uniosła

głowę. Naprzeciwko niej leżał szkielet z wyciągniętą w jej stronę

ręką. Dziewczyna, krzycząc, zerwała się na równe nogi. Po

chwili dotarło do nich, że pomieszczenie, w którym się znajdują,

jest celą. Przy żelaznych kratach stał strażnik.

– Czego od nas chcecie?! – wrzasnęła Paulina.

– Jutro spotkacie się z naszym władcą i wtedy się dowiecie

– powiedział spokojnie strażnik.

Po czym odszedł, bardzo zadowolony.

– Musimy coś zrobić – powiedziała zdenerwowana Paulina.

– Jak mamy stąd uciec? Jedyna droga to ta dziura nad nami.

Tunel zaprowadziłby nas na samą górę, lecz czy uda nam się

wdrapać? – spytał Tomek.

– Słuchajcie, wszyscy jesteśmy zmęczeni. Połóżmy się spać.

Jutro dowiemy się, czego ich władca od nas chce. Może nic

złego nas nie spotka.

– Piotr! My jesteśmy w celi, uwięzili nas! Co może nas tu innego

spotkać, jak nie zło?

Po chwili jednak wszyscy ułożyli się do snu.

Nazajutrz kilku strażników zmierzało w stronę celi. Ich głośne

tupanie obudziło Paulinę. Słysząc zbliżających się Machudżów,

zaczęła budzić pozostałych:

– Idą tu, wstawajcie!

Do celi podeszło sześciu strażników. Jeden z nich otworzył

kraty i kazał więźniom wyjść. Gdy to uczynili, stanęli naprzeciw

niego. Dwaj strażnicy uzbrojeni byli w długie i ostre włócznie,

a pozostali trzej Machudżowie założyli więźniom kajdany.

 

– Za mną – rzekł jeden z nich.

Wioska Machudżów znajdowała się pod skałą, głęboko

w ziemi. Strażnicy wraz z więźniami przemierzali długie i kręte

korytarze. Ten skomplikowany system tuneli miał sprawić,

aby intruz nie dostał się do centrum wioski. Korytarz, który

właśnie pokonywali, był bardzo wysoki i szeroki, nie jak te pozostałe.

Przed idącymi nie było już kolejnych wijących się tuneli,

lecz wielka, otwarta przestrzeń, centrum wioski Machudżów,

w której było mnóstwo glinianych domów.

Paulina rozglądała się dookoła, mając nadzieję, że znajdzie

drogę ucieczki. Równocześnie zdziwiło ją to, że w wiosce nie

było ani jednej żywej duszy, zupełnie jakby wymarła.

– Rusz się! – krzyknął strażnik, popychając dziewczynę.

W samym środku wioski znajdowała się wielka okrągła dziura.

Gdy do niej podeszli, zauważyli ścieżkę wijącą się spiralnie

w dół.

– Idziemy! Ruchy, ruchy!

Więźniowie schodzili krętą drogą. W ścianach wyrzeźbiono

domy. Był to dalszy ciąg wioski, na samym dole znajdowało się

jej serce. Po długiej drodze od celi, przez skomplikowane korytarze,

zeszli na sam dół. W tej części wioski znajdował się

ogromny kamienny plac, mnóstwo domów, znacznie większych

od tamtych, i nie były one z gliny, a z kamienia. Mieszkania

te nie były rozstawione chaotycznie, tylko stały równo

w rzędach po obu stronach placu, na którego końcu znajdował

się zamek. Dookoła był licznie zgromadzony tłum. Szpetni

i agresywni Machudżowie rechotali, wyzywali i pluli na więźniów,

którzy, skuci, szli przez środek jak na skazanie.

Więźniowie zatrzymali się kilka metrów od zamku. Przed

nimi znajdował się wykonany z metalu tron, z którego król

 

przemawiał do ludu. A król, równie brzydki jak jego rodacy,

różnił się od nich jedynie tym, że miał metalową i koślawą koronę

na głowie.

– Jam jest Tchot, władca wioski Machudżów! A wy kim jesteście?

– Jesteśmy podróżnikami – odpowiedział Piotr.

– My, Machudżowie, tak jak pozostali, mieszkamy w tej części

lasu, gdyż jest bezpieczna. Zazwyczaj nic nam tutaj nie zagraża.

Żywimy się gąsienicami, lecz już dawno nam się przejadły,

dlatego wielkim szczęściem jest, gdy pojawi się u nas

istota z mięsa.

Wtedy Machudżowie zaczęli się głośno śmiać i wykrzykiwać:

– Co z nimi zrobimy, panie?!

Król uniósł rękę ku górze, a tłum zamilkł.

– Dziś w południe nasi goście zostaną usmażeni, dziś w południe

zjemy mięso!

Potężny wiwat Machudżów rozniósł się po horyzont.

Strażnicy zaprowadzili więźniów z powrotem do celi. Gdy

zdjęli im kajdany, jeden ze strażników zamknął kraty i rzekł:

– Cieszcie się ostatnimi chwilami życia. – Po czym zarechotał

i odszedł.

Całą trójkę ogarnęło przerażenie. Nie mogli uwierzyć w to,

co właśnie usłyszeli.

– Jak cała wioska zamierza nasycić się nami trzema? – spytał

Tomek.

– Nijak! Uciekniemy stąd – odparła Paulina.

Tomek i Piotr spojrzeli na siebie z niedowierzaniem.

– I to w samo południe! – dodała.

 

 

 

Ciąg dalszy nastąpi

Następne częściUratuj smoka 10  Uratuj smoka 11  Uratuj smoka 12  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania