Aiden Księga druga - Odkupienie Rozdział 1

Rozbitek

 

Marzec 3665

 

Był to dokładnie dwudziesty marca - pierwszy dzień kalendarzowej wiosny. - kiedy znalazłem się na morzu Dalam, podróżując na pokładzie pewnego okrętu korsarskiego, nazywanym: ,,Evelynn"

 

Płynęliśmy już ponad dwa tygodnie, i jeżeli wiatry będą nam sprzyjać - jak to trwało do tej pory. - to za tydzień powinniśmy dopłynąć do Szczęśliwych wysp. Jednak zanim do to się stanie, szczerze powątpiewam, że cokolwiek zdoła przerwać tą nudną rutynę, która powtarza się każdego dnia. Słońce świeciło jasno na bezchmurnym niebie od rana, aż po wieczór. Podmuchy ciepłego, rześkiego wiatru ani na chwile nie przestawały wiać we wysokie i szerokie, białe żagle na których widniał duży herb, przedstawiający ze sobą skrzyżowany miecz oraz kwiat białej lilii (obecnie należy on jako godło Królestwa Mardi.) Zaś fale morskie cały czas szumiały w moich uszach.

 

Chociaż, jak teraz sobie przypominam, to właśnie fale były jedyną rzeczą, która sprawiała mi przyjemność. Można powiedzieć, że było w nich coś wyjątkowego. A gdy podchodziłem bliżej burty w każdy zachód słońca, patrzyłem się daleka za horyzont i ze skupieniem wsłuchiwałem się w ich spokojne, jak kołysanka na dobranoc brzmieniu. Kiedy to robiłem zawsze czułem to samo, przyjemne odczucie spokoju i lekkości, dzięki któremu mogłem oczyścić swój umysł i na pewien moment zapomnieć o wszystkich.

 

Jednak, jak już wspomniałem wcześniej, była to jedyna rzecz, która sprawiała mi przyjemność. A tak poza tym, wszystko pozostało bez zmiany. Tamtego dnia zapowiadał się kolejny nudny wieczór, gdyby nie fakt, że za kilka następnych godzin, panujący wokoło mnie spokój zamieni się w morskie piekło.

 

Późnym wieczorem dopadł nas sztorm.

 

Pamiętam z tamtej chwili tylko tyle, że zdmuchnęło mnie z pokładu; zakręciłem łuk w powietrzu, po czym wypadłem za burtę, z pluskiem wpadając do wody. Może żywy, może martwy - w tamtej chwili było mi to obojętne. Przeróżne obrazy przechodziły mi przez myśli. W czasie, gdy ja szedłem na dno.

 

głębiej...

 

głębiej...

 

i coraz to głębiej...

 

Lecąc powoli w dół z otwartymi oczami, zacząłem oglądać się dookoła, przypatrując się, na przepływające ryby, fragmenty statku... Widziałem wszystko, jednak wtedy o tym tak nie myślałem. Smutek i rozpacz po tym, co wydarzyło się w Mardi przepełniło mnie całego, że na moment straciłem chęć życia. Zamknąłem oczy, i oddałem się w obcięcia morza.

 

W jednej chwili wróciłem pamięcią do czasów, gdy wszystko wyglądało inaczej. Do tych miłych i radosnych chwil, które przeżyłem z Rosą. Juliuszem. Iris. Jinem. Oraz całą resztą bliskich mi osób. Tęskniłem za nimi, że aż bolało. Pragnąłem wrócić się do tych czasów, chociaż na jeden dzień... Jednakże, uświadomiłem sobie, że było to niemożliwe, nie dopóki król Auron żył i siedział na tronie. To on stał za wszystkim. To on pozbawił mnie domu, on zabił moich przyjaciół, zamieniając moje życie w istne piekło, to WSZYSTKO była jego wina!

 

Wtem odzyskałem wolę przetrwania. Gniew, nienawiść, a także chęć zemsty pomogły, dawały mi siły. Później znowu otworzyłem oczy, zaczynając machać nogami i rękoma ku powierzchni.

 

Udało się, o mały włos, ale udało się. Z impetem wyskoczyłem nad wodę, sapiąc z braku powietrza. Potem bezpiecznie dopłynąłem do lądu i tam; całkiem wykończony runąłem na ziemię, podobnie do walącego się budynku. Pewnie ucałowałbym wtedy suchy ląd, gdyby tylko nie składał się jedynie z piasku.

 

Leżąc tak przez moment, z niewyobrażalnym bólem, przekręciłem się na plecy. Starałem uspokoić swój oddech i poukładać wszystkie myśli z powrotem do kupy. Czyniąc to zamknąłem w skupieniu oczy, jednocześnie z uwagą przysłuchując odgłos napływających fal morskich, których brzmienie zadziałało na mnie, jak potulna kołysanka na dobranoc. No i przeleżałem tam jedną godzinę, następnie drugą, potem trzecią... aż w pewnym momencie nie odczułem na całym ciele ciepłych promieni, dopiero co wschodzącego słońca.

 

,, Chyba nadeszła pora, aby wstać i poszukać jakieś pomocy?" - pomyślałem.

 

Przespałem się jeszcze pięć minut. Później, z cichym jękiem wstałem na nogi. Najwyraźniej po tych kilku godzinach snów, dalej nie doszły do pełni swoich sił. Stajać pochylony z bólu, zacząłem kręcić głową dookoła, aby dostrzec... teoretycznie nic. Nikogo, poza mną, nie było widać w odległości paru kilometrów. Zaniepokoiłem się z tego powodu, ale jednocześnie dał mi on trochę do myślenia. Skoro ani na lądzie, ani w wodzie nie widziałem żadnych ciał marynarzy, wyłącznie kilka poodpadanych desek i fragment zerwanego masztu, to by oznaczało, że załodze pokładu ,,Evelynn" udało się przetrwać tamten sztorm i muszą być gdzieś w pobliżu. ,, Tylko w jaki sposób mam ich znaleźć, skoro sam nie mam zielonego pojęcia, gdzie tak właściwie jestem?" - zapytałem sam siebie.

 

Myśląc trochę nad tym i całe szczęście nie trwało to zbyt długo. A to dlatego, że tuż nieopodal dostrzegłem czubek latarni morskie - a przynajmniej, tak mi się z początku zdawało. - który wstawał nieco nad koronami drzew, lasu rosnącego przede mną.

 

Wieża mogłaby posłużyć mi jako punkt obserwacyjny, dając mi możliwość na odnalezienie pozostałych, albo przynajmniej wskazówkę, gdzie mogę ich szukać.

 

Popatrzyłem krótko na nią i aby nie marnować cennego czasu, powoli powędrowałem w jej kierunku.

 

Koniec rozdziału 1

Napisał: Heldeus

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Clariosis 2 miesiące temu
    Witam, witam w naszych skromnych, opowijskich progach. Clariosis jestem i przybywam z komentarzem. :)
    Pierwsza moja uwaga, która nie będzie dotyczyła strikte opowiadania, ale zasad działania strony: że zawsze, nim skomentuję czyjąkolwiek pracę robię research na profilu, rzuciło mi się w oczy iż wrzuciłeś już kilka części tej historii, które jednak nie pojawiły się na głównej. To dlatego, że jest limit 2 opowiadań na 24h by pojawiły się na głównej i warto się tego trzymać, gdyż przyciąga to więcej potencjalnych czytelników to raz, a dwa, niezbyt mile widzianym jest ogółem przekraczanie tego limitu wśród użytkowników. To tylko taka dygresja, ale postąpisz jak chcesz. :)
    No, teraz możemy przejść do konkretu, czyli do samej historii. Na razie przeczytałam tylko rozdział pierwszy, ale jak najbardziej mam zamiar kontynuować. Widziałam w opisie, że masz dość ambitne cele jeżeli chodzi o pisanie i mogę powiedzieć tylko tyle: brawo! Oby tak dalej! Tylko niech chęć bycia docenionym nie sprowadzi Cię na manowce. :) W pisaniu, które jest de-facto dziedziną sztuki przede wszystkim należy wykazywać się cierpliwością, gdyż jest to dziedzina doprawdy trudna i niejednokrotnie wymagająca. Ale też jest świetnym środkiem wyrazu i uważam, że jak najwięcej ludzi powinno pisać, a tym bardziej czytać!
    Co więc mogę rzec o samej historii? Na razie tak naprawdę niewiele. Wcześniejsza część średnio spełnia formę prologu, raczej nazwałabym to "opisem z tylnej okładki", który jako-tako wprowadza czytelnika w całość i pozwala na samym początku określić, z czym będziemy mieć do czynienia. W tym przypadku domyślam się iż mamy do czynienia z historią o utraceniu, gdzie żal zmienił się w nienawiść i żądzę zemsty. Ciekawi mnie doprawdy, w którą stronę zostanie to pociągnięte i jakie wnioski wyciągnie bohater w trakcie trwania własnej tułaczki życiowej.
    Rozdział pierwszy jest napisany poprawnie. I w sumie tylko tyle na razie - mam wrażenie, że jest ciut zbyt "jałowy", gdyż średnio zapadło mi w pamięć ogółem, co spotkało bohatera. Zdarzyła się jakaś tragedia, prawie utonął i nagle wylądował na jakiejś wyspie. Hm... tak trochę pustawo jak dla mnie, ale też nie jest źle. Biorę też poprawkę na to, że jest to debiut, więc absolutnie nie mam prawa Ci tutaj szurać i wymagać nie wiadomo czego, gdyż jak sam pytasz retorycznie we własnym opisie, od czegoś trzeba zacząć. Moje początki wyglądały o wiele gorzej i mniej logicznie, więc tutaj z czystym sercem mówię, że jest poprawnie. Może ciut wyprane z emocji, ale to może przyjdzie z czasem, gdyż obrany temat historii ma duży potencjał i może ukazać coś doprawdy ciekawego. By się o tym przekonać zostaje mi kontynuować czytanie, bo głupstwem byłoby wymagać od pierwszej części wykazania wszystkiego. Jak na razie zapowiada się moja ulubiona konwencja, czyli spokojne, powolne wprowadzanie i oby tak było, nim wyruszy całość z pełnego kopyta, bo naprawdę chcę się najpierw zapoznać z bohaterem i przedstawionym światem... A jeżeli jednak obierze to inny tor, to mam nadzieję, że zostało opisane w taki sposób, który będzie satysfakcjonujący i nie sprawi, że będę się łapać za głowę co się dzieje. x)
    Na razie tyle ode mnie, z czasem czytania reszty postaram się zostawiać kolejne komentarze. Przez Twój opis pokładam głębokie nadzieję w całe opowiadanie/powieść (bo to może już jest powieść?) i zobaczymy, jakie emocje we mnie wywoła reszta części.
    I takie pytanie - dlaczego jest to księga druga? Gdy wchodziłam na profil spodziewałam się zobaczyć gdzieś "księgę pierwszą", a tu się okazuje, że nowe konto i nie ma. Czy okaże się to w trakcie historii? :)
    Zostawiam ogółem cztery za tą część. Pozdrowionka. :)
  • Heldeus 2 miesiące temu
    Witaj, Clariosis. Naprawdę ciesze się, że przeczytałeś moją prace i wyraziłeś o niej swoje zdanie. Jednak na początku jestem Tobie wdzięczny za porady, które napisałeś na początku. Jestem jeszcze trochę zielony w tym świecie i jeszcze nie potrafię jeszcze pisać tak dobrze, jak robisz to Ty czy pozostali. Z otwartymi rękoma przyjmę każdą wskazówkę, poradę, itp...
    A jeżeli chodzi o Twoje pytanie: ,,Dlaczego jest to księga druga?". Otóż wszystkiego się dowiesz w trakcje toczącej się historii, poznając po kolei przeszłość głównego bohatera, co w dalszej przyszłości posłuży za napisanie ,,Księgi pierwszej''
    Zauważyłem, że lepiej mi się w ten sposób pisze obecną prace, niż miałbym zaczynać od początku początków. Wiem to może wydać się odrobinę dziwne, ale tak już po prostu mam.
    Serdecznie pozdrawiam, Heldeus.
  • Heldeus 2 miesiące temu
    Witaj Clariosis. Naprawdę ciesze się, że przeczytałeś moją prace i wyraziłeś o niej swoje zdanie. Jednak na początku jestem Tobie wdzięczny za porady, które napisałeś na początku. Jestem jeszcze trochę zielony w tym świecie i jeszcze nie potrafię jeszcze pisać tak dobrze, jak robisz to Ty czy pozostali. Z otwartymi rękoma przyjmę każdą wskazówkę, poradę, itp...
    A jeżeli chodzi o Twoje pytanie: ,,Dlaczego jest to księga druga?". Otóż wszystkiego się dowiesz w trakcje toczącej się historii, poznając po kolei przeszłość głównego bohatera, co w dalszej przyszłości posłuży za napisanie ,,Księgi pierwszej''
    Zauważyłem, że lepiej mi się w ten sposób pisze obecną prace, niż miałbym zaczynać od początku początków. Wiem to może wydać się odrobinę dziwne, ale tak już mam.
    Serdecznie pozdrawiam, Heldeus.
  • pasja miesiąc temu
    Jestem i tutaj i muszę przyznać, że bardzo spokojny początek, chociaż z rozmyślaniem o utracie bliskich. Jednak morze i kołysanie fal napawa odprężeniem. Potem sztorm i wypad za burtę. Często tak jest, że pierwsza reakcja jest pogodzeniem się ze śmiercią. Potem nadchodzi dopiero myśl ratowania siebie. Poczucie złości i chęć życia daje siły na wydostanie się z matni śmierci. Bezludna wyspa i pustka, w oddali latarnia morska, która wskazuje drogę. Czy dotrze do niej? Na pewno musi i będzie żył, aby dokonać pewnego rodzaju rachunku sumienia za krzywdy. Są w tej ciszy emocje, i jest w tej ciszy rezygnacja i bezsilność, ale i jest siła do walki.

    Pozdrawiam
  • Heldeus miesiąc temu
    W pisaniu rozdziału pierwszego starałem się, jak najlepiej wprowadzić czytelnika w świat Aidena, jednocześnie po części przedstawić zarys głównego bohatera, który doznał ogromnej krzywdy i stracił praktycznie wszystko, co bliskie było jego sercu.
    Mimo wszystko cieszę się, że spodobał Ci się moje opowiadanie.

    Pozdrawiam ciepło i zachęcam do przeczytania kolekcja opowiadań
  • TheRebelliousOne miesiąc temu
    A więc opowiadanie jest osadzone w BARDZO dalekiej przyszłości... Przyznam, nie jest to co prawda mój ulubiony klimat, ale sam rozdział mi się spodobał. Przed oczami miałem siebie na statku w czasie rejsu, kiedy go czytałem :D Zostawiam 5 i czytam dalej.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Heldeus miesiąc temu
    Witaj, TheRebelliousOne.
    Naprawdę miło mi słyszeć, że komuś spodobały się moje prace(po mimo tego, że nawet nie są Twoje klimaty, jak napisałeś). Cieszy mnie również fakt, że potrafiłem wywołać takie wyobrażenie, o którym wspomniałeś powyżej. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się tego. Jestem nowy w tej branży(jaką jest pisanie) i nigdy czegoś takiego bym się nie spodziewał, a przynajmniej nie teraz.
    Mam nadzieje, że czytanie następnych opowiadać również Ci się spodobają. ;)

    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania