Aiden Księga druga - Odkupienie Rozdział 4

Nie mam pojęcia ile czasu upłynęło, od kiedy wkroczyłem w tamtą mgłę. Dziesięć minut? Piętnaście minut? Pół godziny? A może nawet więcej. Nie wiem. Wtedy było to bez znaczenia. Rozdarty między żalem a nienawiścią do samego siebie, klęczałem na twardej, przemarzniętej ziemi. Jednocześnie słysząc w głowie głosy poległych kompanów, obciążających mnie winą z ich śmierć, a także za naszą druzgocącą porażkę w Mardi.

Czy słusznie?

Odpowiedz brzmi ,, nie jestem do końca pewny", ale na pewno po części byłem za to odpowiedzialny. Pozwoliłem manipulować sobą i dać się wykorzystać, co kosztowało życia wielu dobrych i szlachetnych ludzi. Jednak najgorsze z tego wszystkiego jest myśl; że zaprzepaściłem szanse, aby dla Mardi oraz jego ludu nastała nowa era; że pozbawiłem pozbawiłem wszystkich wiary i nadziei, na lepsze jutro. I za to właśnie się nienawidzę.

 

Po tym jak przemówił do mnie Juliusz, wszystkie głosy oraz szepty ucichły, zapadła długa i niespokojna cisza. Długo żem siedział w bezruchu, rozpamiętując dokładnie przeszłość. Pomyślałem wtedy o sobie, człowieku którym niegdyś byłem - o ile można mnie było tak nazwać. Przez ponad osiem lad pozwoliłem, żeby arogancja oraz moja własna duma zaćmiły mój umysł. Byłem uparty i doprowadziłem do upadku rebelii, przez co uciekłem z Mardi i rozbiłem się na plaży przylądka Asuru.

Zerkając na swoje dłonie zauważyłem, że były one całe czerwone i spuchnięte, zapewne od panującego we mgle chłodu. Ale bardziej od tego zaniepokoiła mnie krew, która się na nich znalazła. Była to świeża krew, jednak nie należała ona do mnie.

- Jak mogło do tego dojść? - zapytałem cicho. - Kiedy stałem się takim potworem? Gdzie ja popełniłem błąd?!

,,Może wcale nie popełniłem żadnego błędu?", pomyślałem. ,,Może po prostu taki już jestem, tylko nie widziałem tego? Albo nie chciałem nie chciałem tego zobaczyć?

 

Wtedy coś się wydarzyło. Nieoczekiwanie usłyszałem czyiś głos. Kobiety. Wołający gdzieś z głębi mgły.

- Aiden... proszę... pomóż mi.

A potem zaśmiała się.

W jednej chwili poderwałem się na nogi i ruszyłem powoli przed siebie. Jak się okazało tylko po to, aby napotkać pewną blond włosom kobietę w zieleni. Stała kilka kroków dalej, trzymając ręce za plecami. Ostrożnie podszedłem bliżej, aż nasze spojrzenia się spotkały.

- Rosa...? - powiedziałem.

Ona jednak nic nie odpowiedziała. Patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę, a potem uśmiechnęła się i rzuciła mi dziwne spojrzenie, spojrzenie szaleńca, które widziałem, kiedy ją po raz ostatni.

Patrząc na nią zacząłem się zastanawiać, jak kiedykolwiek potrafiłem jej zaufać. W tamtej chwili przypomniałem sobie nasze wspólne chwile, kiedy każdej przejrzystej nocy wchodziliśmy na szczyt Wieży Animo, tylko aby móc jak najlepiej podziwiać piękno świecących gwiazd, błyszczących wysoko na niebie. Ale po tym wszystkim, co razem przeżyliśmy, na samym końcu okazało się, że Rosa tylko mnie wykorzystywała i pozbyła się mnie, o mały włos nie przebijając mi serca.

Wtedy właśnie poczułem jak narastała we mnie nienawiść oraz pragnienie zemsty na Rosie. Za wszystkie okropności, które przydarzyły się mi i moim przyjaciołom. Nadeszła pora, aby w końcu zapłaciła za swoje grzechy. Dlatego właśnie zamierzałem wykorzystać tę szanse i zakończyć to. Podszedłem znacznie bliżej do Rosy, a moje ręce rzuciły się do jej gardła.

- Aiden! Przestać! Proszę! - błagała Rosa, powoli zaczynając się dusić.

Ale jej krzyki tylko podniecały mnie. Rosa daremnie biła mnie po twarz, prosząc abym przestał. Czego oczywiście nie zamierzałem zrobić. Nie tym razem. Dlatego, zacząłem ściskać je gardło jeszcze mocniej, aż nie odezwała się do mnie jeszcze jedna kobieta, mówiąc ,,Przestań, Aiden. Puki jeszcze możesz."

Odwróciłem twarz na bok. Aby zobaczyć jak otaczał mnie biały dym, z którego po chwili wyłoniła się kobieca postura. Była wysoka i nieziemsko przepiękna. Miała długie, białe, falowane włosy, a ubrana chodziła w czarno-purpurowe kimono z kwiecistymi wzorami. Tak miej więcej wyglądała Ai, córka jednej z trzynastu legendarnych bohaterów, Is. Duchem księżyca.

Znałem ją jeszcze za czasów, kiedy byłem sierotą i samotnie żyłem na ulicach Darimu. To ona jako pierwsza podała mi pomocną dłoń i uratowała mi życie, kiedy niemal nie zamarłem z zimna, czternaście lat temu.

Na jej widok, moja złość nieco złagodniała, a ręce rozluźniły się, jednak wciąż trzymały się gardła Rosy.

- Czego tu chcesz, Ai? - spytałem ostro. Na co duch księżyca położył dłoń na moim ramieniu i rzekła spokojnie:

- Pohamuj swoją rządzę zemsty, Aiden. Proszę.

Na krótki moment zapadła cisza. Stojąc w milczeniu, patrzyłem się na twarz Rosy, i rozmyślając nad słowami Ai. W końcu pohamowałem się, jak również puściłem Rose, która natychmiast opadła na ziemię i aż sapnęła z braku powietrza. Przyglądałem się jej przez chwile, a potem odwróciłem się w stronę Ai.

- Rosa skazała na śmierć wielu dobrych ludzi, Ai. Zasługuje na śmierć.

- To prawda, jednak zemsta nie jest drogą, którą powinieneś podążać.

Pokręciłem głową.

- Mylisz się.

W tym momencie nasza rozmowa przeszła na inny tor jazdy. Znowu odezwała się we mnie nienawiść do Rosy, przez którą omal jej nie zabiłem. Cofnąłem się gwałtownie to tyłu, zrzucając z ramienia jej rękę, po czym spojrzałem Ai prosto w oczy.

- Skąd możesz wiedzieć, jak mogę się czuć?! Przecież nawet cię tam nie było. Nie widziałaś tego, co ja widziałem. - tu przerwałem, wskazałem palcem na Rose. - Biorąc pod uwaga, co ten żałosny stos śmieci zrobił. Cmentarze, które zapełniła. Tysiące niewinnych, które skrzywdziła. Rodzinę, którą mi odebrała. Zasługuje na nic więcej, jak śmierć! - dokończyłem.

- Owszem, wiem. Wiem o tym i to aż za dobrze. - W jej głosie pobrzmiewał smutek. - Sama wiele lat temu byłam w podobnej sytuacji, co ty. Dlatego doskonale wiem, jak się musisz z tym teraz czuć. Ale ty musisz zrozumieć, że poprzez zemstę nie zaznasz spokoju. A jedynie pochłonie i zniszcz cię ona od środka.

 

Znów zapadła cisza.

Stanąłem jak wryty, nie wiedząc, co powiedzieć. Popatrzyłem w jej piękne, błękitne oczy i widziałem, że mówiła ona prawdę.

- W takim razie, co powinienem zrobić? - spytałem pokornie.

- Sam powinieneś zadecydować, którą ścieżką wybierzesz i jak nią będziesz podążał.

- Nie wiem, czy dam radę podążać którąkolwiek z nich samotnie, Ai.

Wtedy duch księżyca położył dłoń na piersi, gdzie biło serce.

- To już zależy, jak bardzo będziesz się o to starał. Lecz na pewno nie będziesz kroczył nią sam.

 

Koniec rozdziału 4

 

Napisał: Heldeus

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Heldeus 3 miesiące temu
    Informacja: następny numer ukaże się za tydzień(18.08.2020 Wtorek).

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania