Aiden Księga druga - Odkupienie Rozdział 3

Poczucie winy

 

Kiedy drewniana brama runęła z hukiem na ziemię, poczułem jak w jednej chwili całe moje ciało przepełnia strach. Zęby zaczęły mi szczękać, gdy nieoczekiwanie, tajemnicza mgła zaczęła powoli zmierzać w moim kierunku. Bałem się i to dosyć bardzo, na tyle, żeby nie móc się ruszyć, z porośniętej wysoką trawą polany na której obecnie stałem, czy chociażby poruszyć najmniejszym palcem dłoni. W głowie kłębiły mi się setki histerycznych myśli.

 

Z przerażeniem w oczach przyglądałem się jak mroczna mgła zbliżała się do mnie bliżej i bliżej, aż nie staliśmy sobie naprzeciw.

 

,,Co mam robić?" - zapytałem samego siebie.

 

Czy powinienem z stamtąd czym prędzej uciekać, oraz modlić się, żeby mgła nie poleciała za mną? Czy może postąpić na odwrót i stawić czoło niebezpieczeństwu, by pomścić śmierć tamtego marynarza, który usiłował mi pomóc?

 

Czas na podjęcie wyboru nie było za wiele, plus kończył się nieubłaganie z każdą następną sekundą. Mgła była coraz to bliżej. A ja nie miałem pojęcia, co zrobić.

 

Ostatecznie wybrałem ucieczkę.

 

Czy postąpiłbym w ten sposób właściwie? Nie wiem. Wybrałem tę opcję nie dlatego, że się bałem i martwiłem o własne życie - no może odrobinę - tylko po prostu nie byłem pewien, czy sobie z tym poradzę. Wbrew pozorom brakowało mi odpowiedniej ilości siły, jak też samej odwagi, aby spróbować.(...) Kiedyś dałbym rade. Nie bojąc się niczego, ruszyłbym przed siebie z uniesioną głową, trzymając w dłoni miecz, i stanął do walki z wrogiem. Jednak po tym, co wydarzyło się w Mardi dwa tygodnie temu, nie byłem w stanie tak postąpić.

 

Dlaczego?

 

Ból. Smutek. Oraz rozpacz po utracie najbliższej rodziny i przyjaciół, doprowadziły do tego, że się zmieniłem. Ale to były tylko krople w morzu bólu, jakiego doznałem z powodu Rosy. Rosa... cudowna dziewczyna; którą przygarnąłem z otwartymi ramionami pod swój dach i zaopiekowałem się, która pokazała mi piękno zwykłego, prostego życia, które oboje pragnęliśmy wieść, którą pokochałem jak nikogo innego na świecie i która zraniła mnie, w najgorszy możliwy sposób.

 

Teraz, gdy o tym na spokojnie myślę; szczerze wątpię, żebym jeszcze kiedykolwiek dał radę stać się tą sama osobą, którą do niedawna byłem.

 

Nagle coś dziwnego zaczęło się dziać. Przez moment poczułem się, jak drewniana lalka, którą ktoś pociągał za sznurki zza kurtyny. Ktoś albo coś, jakby przejęło kontrole nad moim własnym ciałem i wbrew mojej woli, ciągnęła mnie prosto w oblicze mrocznej mgły. Próbowałem się temu przeciwstawić i spróbować zawrócić, jednak na marne.

 

- Co się dzieje do cholery! - wykrzyczałem, siłując się z własnym ciałem, które nie zatrzymywało się ani na krok. - Ach. Dlaczego nie mogę się zatrzymać?

 

Wtedy zdałem sobie sprawę, z czym miałem do czynienia. To była czarna magia, a konkretnie zaklęcie bezwzględnego przymusu, które powoduje u ofiary wykonanie danej czynności, nie ważne czy tego chce, czy też nie.

 

Zmierzyłem się z tego typu zaklęciem tylko jeden jedyny raz, kiedy wspólnie z Iris i Juliuszem znaleźliśmy się w katakumbach pod dystryktem Dalam w Mardi, podczas misji przechwycenia pewnego magicznego zwoju, nazywanym,, Pieśnią krwi". Prawdzie mówiąc nigdy bym nie przypuszczał, że dane mi będzie odczuć na własnej skórze, raz jeszcze urok tego chorego zaklęcia.

 

Długo jednak na tym nie rozmyślałem, a to dlatego, że właśnie miałem zniknąć w objęciach mroku.

 

W jednej chwili wtargnąłem w paszcze mroku, nie widząc absolutnie niczego, a także odczuwając na całym ciele lekki mróz. Panowała tam upiorna cisza, przerywana tylko moim niespokojnym oddechem. Poruszałem się powoli, ale ostrożnie na przód, wytężając wzrok, w razie niespodziewanego ataku ze strony wroga, kimkolwiek lub czymkolwiek jest.

 

Wtem zewsząd rozbrzmiały dziwne odgłosy, jakby szepty, które z każdą chwilą stawały się coraz głośniejsze i bardziej wyraźne, aż jeden z nich nie przemówił bezpośrednio do mnie.

 

- Zdrajca... - wołał. - Zdradziłeś mnie...

 

- Słucham? - odpowiedział czujnie.

 

- Zdradziłeś nas wszystkich. - dokończył.

 

Słysząc w uszach tamten męski głos, zatrzymałem się i na chwile stanąłem w miejscu.

 

Jednocześnie coś sobie uświadomiłem. Już przedtem słyszałem ten głos i doskonale wiedziałem wiedziałem, do kogo on należał. Lecz to było niemożliwe, aby okazało się prawdą ponieważ osobiście widziałem jak został zabity w Mardi, ponad trzy i pół roku temu.

 

A jednak słyszałem go, i odwróciłem się w prawą stronę skąd dochodził tamten głos, a potem zapytałem:

 

- Korb? Korb, czy to naprawdę ty?

 

On jednak nic nie powiedział. Głos brzmiący identycznie podobnie, jak Korb zamilkł i więcej się nie odezwał, a na jego miejsce ukazały mi się cztery widma osób, które również znałem.

 

Pierwszy pojawił się Rusion. Rusion, którego pozbawione życia, niewidzące oczy patrzyły na mnie; Rusion, który stał w plamie krwi z rany cieknącej od poderżniętego gardła, krzycząc: - Winny. Winny Winny! Po czym zniknął.

 

Następnie pojawiło się widmo Miko. Leżała na kolanach, ściskając brzuch. Bez końca trzepotała powiekami, z ust ciekła jej krew. A gdy mnie dostrzegła, podniosła delikatnie głowę do góry i wrzasnęła dwukrotnie: ,,Wszystko twoja wina! Wszystko twoja wina! Po czym zniknęła.

 

Na końcu zobaczyłem duchy bliźniaków, Suma i Sama, których ciała były zmasakrowane i całe były pokryte w niezliczonych bliznach i siniakach po torturach, przez które przeszli.

 

- Oddaliśmy dla ciebie nasze własne życia, Aiden. A mimo to, ty nic z tym nie zrobiłeś. - Wykrzyczeli gniewnie, po czym zniknęli, jak pozostali.

 

Przez krótką chwile rozdarty, wszyscy ci ludzie, których teraz zobaczyłem mieli racje - zginęli przeze mnie. Zaraz potem usłyszałem kolejny głos dobiegający za moimi plecami.

 

Kiedy się odwróciłem zobaczyłem jak stoi przede mną, młoda, efia dziewczynka, Lantina, o długich niebieskich rozwiązanych włosach, spiętych w niski kucyk, ubraną wyłącznie w białą suknie wiązaną czarną wstążką.

 

- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała spokojnie.

 

- Nie wiem.

 

- Dlaczego ich wszystkich oszukałeś?

 

- Nie wiem.

 

- Nie czujesz się za to winny?

 

Pochyliłem głowę w dół.

 

- Każdego dnia. - odpowiedziałem ze smutkiem.

 

A potem Lantina zniknęła.

 

Zostając przez moment sam słysząc w uszach niezliczoną ilość szeptów, spojrzałem na swoje dłonie, po czym zrozpaczony padłem na kolana, i właśnie wtedy usłyszałem jeszcze jeden, ostatni głos. Głos pewnego mężczyzny, którego uważałem za wiernego kompana, a także najlepszego przyjaciela, Juliusza.

 

- Wytłumacz mi. - mówił. - Jak mogłeś to nam zrobić? Wszyscy bezgranicznie tobie ufali i wierzyli w ciebie. Byłeś dla mnie niczym rodzony brat, którego kochałem. Jednak ty... ty wolałeś nas zostawić, skazać wszystkich na rychłą śmierć, jednocześnie zaprzepaszczając wszystko, o co tak ciężko walczyliśmy przez te wszystkie lata.

 

- Wiem o tym, stary przyjacielu. - szepnąłem cicho, starając z całych sił zapanować nad sobą, ale nie zdołałem powstrzymać się od łez, które zsuwały się po mojej twarzy. - Wybacz mi, bracie.

 

Później wszystkie głosy wreszcie ucichły i zapadła absolutna cisza. A ja zostałem całkiem sam, z sercem wypełnionym nieopisanym żalem.

 

Koniec rozdziału 3

Napisał: Heldeus

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Clariosis 2 miesiące temu
    Historia rozwija się stopniowo, a razem z nią główny bohater. No proszę, nie jest to postać jako jedyna oszukana i skrzywdzona, jak dowiadywaliśmy się na samym początku, ale i postać która również kogoś zawiodła i zdradziła. Bardzo ciekawa koncepcja, dość rzadko stosowana - a jeżeli nawet, to zaznaczana tak nikle, że czytelnik nie zawróci sobie tym głowy. Dobrze, że bohater staje się coraz bardziej wyrazistszy i oby tak dalej - w końcu to postaci budują najlepsze klimaty, fabuła to tylko tło, scena dla ich popisów.
    Pięć.
    Z uszanowaniem. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania