Aiden Księga druga - Odkupienie Rozdział 5

Po krótkiej i szczerej rozmowie z duchem księżyca, Ai zniknęła. Krótko po tym, Rosa również zniknęła. Zaś mgła, która mnie pochłonęła i więziła prze tak długi czas, zaczęła rozpływać się w powietrzu.

Pierwszą rzeczą którą ujrzałem było światło wiszącego na niebie jasnego słońca. Jego światło świeciło tak silnie, tak ostro, że oślepiło mnie. Zmrużyłem oczy, jednocześnie zasłaniając je dłońmi. Kiedy je otworzyłem, wszystko wróciło do normy. Znów bowiem otaczała mnie bujna przyroda i atmosfera lasu Mindfil.

Zobaczyłem, że po mgle nie pozostał ani jeden ślad, ale za to nie miałem żadnych wątpliwości, czym ona była. Wszystko, co w niej widziałem i słyszałem, było tylko i wyłącznie złudzeniem. Podstępną iluzją. Która miała na celu namieszać mi w głowie, pogrążyć doszczętnie w rozpaczy, a także bólu, które trzymało się mnie, jak natrętny nędzarz za skraj płaszcza. Z resztą nadal mnie trzyma.

Miałem jednak sporo szczęścia. Bo gdyby nie nagła pomoc ze strony ducha księżyca, zapewne oszalałbym. Mój umysł i serce poruszyły się, przez jej słowa. Wtedy zrozumiałem, co musiałem zrobić; muszę odnaleźć nową drogę, stać się inny, lepszym człowiekiem, którym byłem. Ale z pewnością nie będzie to takie proste. Z doświadczenia wiem, że nic nie idzie łatwo, i na pewno napotkam się na nieoczekiwane i ciężkie przeszkody, przez które będę musiał przebrnąć.

Jednak ja wieże, że dam rade. Wieże, że pewnego dnia odnajdę swoją drogę. Nie wiem, tylko kiedy.

 

Przyglądając się z zamyślonym wyrazem twarz na unoszący się dym z paleniska, na szczycie wierz, zabrałem do płuc głębszy wdech, odwróciłem się i poszedłem w kierunku wyłamanej bramy. Tam jednak czekała mnie nieprzyjemna niespodzianka. Po przekroczeniu wrót, natknąłem się na martwe ciało. Był to Marco. Leżał plecami do ziemi w kałuży swoje własnej krwi, która spływała z jego dużej rany na piersi.

Powoli zbliżyłem się do zabitego i przykucnąłem na jedno kolano.

- Niech twój bóg okaże ci łaskę. - powiedziałem cicho - Requiesce in pace.

Potem zamknąłem marynarzowi oczy.

Pochowałem Marco Locnun'a. Przynajmniej tyle byłem mu winien za jego pomoc - a raczej za chęć pomocy. Zabrałem również jego srebrną papierośnice, którą później zamierzałem zwrócić jego kapitanowi. Ale wpierw musiałem go odnaleźć. Dlatego natychmiast po pochowku Marco, zabrałem się w dalszą drogę i ruszyłem dalej w głębie lasu.

 

Koniec rozdziału 5

Napisał: Heldeus

Tłumaczenia:

~ Requiesce in pace - łac. spoczywaj w pokoju

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Clariosis 3 dni temu
    No, w końcu dotarłam do końca księgi drugiej. 😊 Ogółem widziałam, że już wrzucałeś księgę pierwszą i cieszy mnie, że zostawiłeś imię "Aiden", bo naprawdę jest o wiele lepsze od "Oriona".
    No ale dobra, już bez narzekaństwa na imiona, czas na komentarz opisujący wrażenia, przemyślenia i odczucia po lekturze całości. Osobiście uważam, że to jest najbardziej ekscytujący moment dla pisarza, niepozbawiony jednak również strachu, co tam takie zostanie mu powiedziane. No to zaczynamy.
    Całe opowiadanie jest napisane naprawdę sprawnie. Tym bardziej było to dla mnie zaskakujące, gdyż do tekstów nowych użytkowników zawsze podchodzę z minimalnymi oczekiwaniami - i dlatego, żeby być po prostu fair, jak i po to, by w razie czego się zaskoczyć. Zarówno pozytywnie, jak i negatywnie, bo i tak niestety bywa. 😉 W przypadku "Aidena" jest to wrażenie zdecydowanie pozytywne. Oczywiście tekst posiada kilka kwestii, nad którymi warto popracować, jednak na poziom początkującego jest naprawdę bardzo starannie i dbale napisany. Mam tutaj głównie na myśli kwestię opisów. Nie są strasznie ubogie, a akcja nie galopuje na łeb na szyję, że czytelnik nie jest w stanie ogarnąć, co się dzieje - to bardzo częsta cecha tekstów początkujących, naprawdę naturalna, dlatego tym bardziej ciekawe jest, że tutaj tego nie doświadczyłam. Może jedynie pierwszy rozdział, ale też nie jakoś tragicznie. Oczywiście w samych opisach czasami czegoś brakowało, np. dopowiedzenia czegoś, rozszerzenia, lecz są to kwestie które można łatwo wprowadzić z przyszłymi rozdziałami. Np. wspomnienie o matce Ai, o jakich bohaterów chodzi, kim są - jak na razie nie daje to czytelnikowi żadnego obrazu, a szkoda, bo można gdzieś było o tym napomknąć wcześniej, ale jak mówię, można to spokojnie dać w księdze pierwszej i wszystko się pięknie wyklaruje. To nawet nie jest błąd, ale specjalnie o tym wspominam, że o takich kwestiach trzeba naprawdę pamiętać - jeżeli rzucamy hasłem wcześniej, pamiętajmy o tym, by wspomnieć o nim później, by nie było dziury. Jeszcze jedna kwestia - nie zapamiętałam za bardzo wyglądu bohatera, więc można spróbować zarysować jakoś cechy jego wyglądu, by czytelnik mógł go sobie dobrze wyobrazić. Ale to też taka mała sprawa, prosta do skorygowania.
    Cóż, są jednak jeszcze rzeczy, na które trzeba ponarzekać... W tej kwestii naprawdę nie lubię się wypowiadać, ale czasem muszę. Unikam głównie ze względu na to, że nie czuję się w tej materii żadnym specjalistą. Poprawność językowa to już sprawa dla redaktorów, niektóre błędy jednak i ja wyłapię. A tutaj, niestety, są to kwestie absolutnie podstawowe. Ortografy... Naprawdę to trudno jest wybaczyć. Mylisz "wierzę" z "wieżę". Wieża jako budowla jest przez ż, wiara jako wierzę jest przez rz. Przez tekst przewalało się jeszcze kilka takich kwiatków i tutaj powinieneś jak najszybciej zadbać, by je wyeliminować. Ja rozumiem, że czasem nawet najlepszemu się zdarzy pomylić ó z u etc, ale tutaj naprawdę jest tego za dużo, by była to tylko jednorazowa pomyłka. Wystarczy tekst wrzucić do worda albo na stronę która sprawdza ortografię i wszystko się wyklaruje. Bo naprawdę, ortografy, ughhh! Trudno to wybaczyć!
    Mimo to uznaję całą historię za udaną. Akurat uważam, że na ten moment wiemy za mało o samym bohaterze, jak i historii, żeby dokładnie się o tym wypowiadać. Księga Druga to raczej wstęp, zarys charakterów i problemów z którymi postacie będą się mierzyć. Jest jednak ciekawie, niesztampowo, całość ma szansę naprawdę zaskoczyć ciekawą opowieścią. Szczególnie dobry jest wniosek wychodzący pod koniec. Przybywa istota księżyca i przemawia, przynosząc naszemu bohaterowi to tytułowe "odkupienie", gdyż księżyc to wybaczenie. Księżyc mu wybacza i przestrzega, że zemsta nie jest drogą. Bohater to rozumie. Ale bez tego pozostaje z kolejnym pytaniem - co dalej? Do czego dążyć? Jak widać, Aiden musi po prostu iść przed siebie. Bo choć księżyc wybaczył mu tyle, ile mógł, nadal jest więcej do wybaczenia. Bo sam Aiden musi wybaczyć innym... a przede wszystkim sam sobie. A droga do prawdziwego odkupienia jest bardzo, bardzo długa. Niewielu ma siłę, a tym bardziej odwagę, by nią stąpać. Interesuje mnie więc bardzo, jak nasz bohater sobie poradzi.
    Pozdrowienia, widzimy się w księdze pierwszej!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania