Bo jestem inna 20
Marta wracała często myślami do spotkania z Kubą na pikniku. Nie spotkali się jeszcze, chociaż minęło już kilkanaście dni. Raz tylko zadzwonił, pytał, jak się czuje.
To wszystko. A przecież było tak pięknie. Nie było czułych słówek, ale to przytulanie, pocałunki... Myślała, że coś znaczą.
Była zbyt dumna na to, żeby prosić go o spotkanie, chociaż tęskniła.Chciała podpytać Magdę, ale dała sobie spokój.
Było jej przykro . Wiązała z osobą Jasińskiego jakieś tam plany na przyszłość, wyobrażała sobie życie przy jego boku. Czuła, że zawiodła samą siebie.
Pracowała w domu nad planami projektu, który jej powierzono, i cicho, w myślach rozmawiała ze sobą. Nie podchodziła do swojego powiernika – lustra.
Nie chciała widzieć tej drugiej Marty w odbiciu, po tamtej stronie. Pracowała do wieczora, z małymi przerwami na kawę czy herbatę. Nie jadła nic, chciała jak najszybciej skończyć ten projekt i jutro zawieźć go do firmy.
Nagle odwróciła się i film jej się urwał. Osunęła się na podłogę. Ciemność, brak jakiegokolwiek odruchu. Kiedy zaczęła odzyskiwać przytomność, poczuła ciepło na policzku. To Felek wszedł do mieszkania przez otwarte drzwi.
Zobaczył swoją panią taką bezbronną, leżącą na podłodze i czuł, że stało się coś niedobrego. Trącał ją pyskiem i lizał po twarzy, żeby tylko się obudziła.
Otworzyła oczy, a wierne psisko radośnie szczeknęło. Wyciągnęła do niego rękę.
– Feluś, mój kochany, przyjaciel na zawsze – szeptała.
Powoli podnosiła się z podłogi. Kręciło jej się w głowie, ale dotarła do sypialni i położyła się na łóżku. Zwinięta w kłębek zasnęła.
Rano po przebudzeniu najpierw poszła do łazienki. Wzięła letni prysznic, co trochę ją orzeźwiło, ubrała się i przeszła do kuchni. Zrobiła sobie kanapkę i mocną herbatę.
„Co się ze mną dzieje?” – myślała. – „W ciąży nie jestem, bo przecież od czasów Rafała żyję w prohibicji seksualnej. Tylko to zmęczenie...
Skąd? Dlaczego? Schudłam, mam zawroty głowy. Co to może być?”
Zadzwoniła do przychodni i umówiła wizytę u swojej doktor rodzinnej już na popołudnie. Następnie zadzwoniła do Magdy.
– Marta, czy ktoś do ciebie dzwonił z firmy? – zapytała Magda.
– Nie, nikt. Coś się dzieje?
– Nie wiem dużo, tylko tyle, że nie dostarczyłaś planów projektu, który miał być skończony na wczoraj.
– Magda, skończyłam, ale nie dowiozę dzisiaj, tylko jutro z samego rana. Po południu mam umówioną wizytę u lekarza.
– Rozumiem. Coś nie tak?
– Nie wiem. Wczoraj skończyłam ten projekt, a potem sobie fiknęłam. Gdyby nie Felek, to chyba bym już nie żyła.
– Zaraz, Marta. Czy chcesz powiedzieć, że zemdlałaś?
– Chyba tak – odpowiedziała.
– Chyba nie chcesz powiedzieć, że jesteś w ciąży?
Marta, mimo że była naprawdę słaba, zaczęła się śmiać.
– Nie jestem w ciąży! – wykrztusiła. – Magda, kurwa, ty wiesz, że to byłby dla mnie koniec świata?
Nie jestem w ciąży – powtórzyła i od razu zapytała, kto się tak piekli odnośnie tego projektu.
– Wiem tylko, że dyrektor też nie jest zadowolony, że go nie dostarczyłaś.
– Dzisiaj się nie wyrobię, ale jutro z samego rana przyjadę – obiecała i pożegnała się.
Wizyta u lekarki nie napawała optymizmem. Pani doktor dała jej skierowanie przede wszystkim na badania morfologiczne, na pomiar cukru i analizę moczu. Miała zrobić to jutro rano i wrócić po południu z gotowymi wynikami.
Następnego dnia podjechała najpierw do laboratorium, a stamtąd prosto do firmy.
Poszła do kadr, gdzie poinformowano ją, że najpierw ma iść do dyrektora. Szła do niego z ciężkim sercem. Zapukała i weszła, nie czekając na zaproszenie.
– Cześć – uśmiechnęła się blado.
– Dzień dobry. Nareszcie się zjawiłaś – jego ton był bardzo oficjalny. – Przywiozłaś projekt?
– Tak, proszę. Dopiero wczoraj go skończyłam, ale…
– Nie ma żadnego „ale”, Marta! – podniósł głos. – Miało być na wczoraj.
Naraziłaś nas na zerwanie umowy. Klient czekał, a pani projektantka się nie zjawiła.
Jesteś wykonawcą tego projektu, więc powinnaś czuć się za niego odpowiedzialna!
Patrzyła na dyrektora tymi swoimi skośnymi oczami, a źrenice zwężały jej się jak u kota. Była zdenerwowana, ale jeszcze jako tako trzymała klasę. Nie odzywała się.
– Masz jakieś wytłumaczenie? Powiedz, proszę – dyrektor nie ustępował.
– Mam! – krzyknęła. – Mam!
- Zerwaliście ze mną umowę? Dobrze, mam to głęboko w czterech literach!
-I wiesz co, Jasiński? Jesteś takim samym kutasem jak wszyscy. Weź sobie ten projekt, jak jest niepotrzebny, to go porwij na kawałki i dupę sobie nim podetrzyj!
-Kurwa, co za ćwok z ciebie wylazł!
Zdenerwowana wybiegła z gabinetu, a na pożegnanie znów trzasnęła drzwiami.
Dyrektor nic już nie powiedział, zresztą i tak by go nie usłyszała.
Oczywiście z tym zerwaniem umowy zablefował – klient rzeczywiście chciał zrezygnować, ale przeprosili go i zgodził się poczekać jeszcze ten jeden dzień.
Marta odebrała to jednak inaczej.Wracała z powrotem do Józefowa. Będąc w domu, zjadła lekkie śniadanie. Nic nie robiła, bo i tak miała jechać do przychodni około piętnastej. Wyszła na dwór, pobawiła się z Felkiem, a potem swoim zwyczajem stanęła przed lustrem.
– Wiesz, ten Jasiński okazał się strasznym... nie powiem kim, sama się chyba domyślasz. -Kutas jest, a ja go chyba kochałam przez chwilę. Po co? Bo chciałam. -
-Chciałam też być kochana, chciałam... Nie udało się. Trudno, odpuszczam.
Łzy spływały jej po policzkach. Było jej potwornie przykro, ale nic nie mogła w tej chwili zrobić.Pojechała znów do przychodni. Pani doktor pokręciła tylko głową, gdy zobaczyła wyniki.
– Pani Marto – odezwała się. – Nie jest dobrze. Ma pani dosyć silną anemię. Trzeba się zabrać za siebie.
– To znaczy? – zapytała.
– To znaczy, że musi pani zacząć się lepiej odżywiać. Owoce, warzywa, produkty zawierające żelazo. Zapiszę pani leki i proszę je regularnie zażywać, a po miesiącu zrobimy badania kontrolne.
– Pani doktor, a te zawroty głowy, senność?
– To właśnie z choroby, pani Marto. Ma pani bardzo niski wskaźnik hemoglobiny.–
-Dziękuję, zastosuję się do tego, co pani mi radzi, pani doktor. Do widzenia.
Wracając do domu, wstąpiła jeszcze do apteki, a później do sklepu, żeby kupić trochę warzyw, owoców i pieczywa. Już będąc na miejscu, u siebie w mieszkaniu, usiadła przy kuchennym stole, podparła głowę rękami i znów się rozpłakała.
Nie miała przy sobie nikogo, kto by ją pocieszył. Oddała projekt, nowego zlecenia nie otrzymała. Wprawdzie nie chodziło jej o pieniądze, bo te akurat miała
– chodziło o zwykły, nawet drobny gest pocieszenia ze strony drugiej osoby.
Śmiała się zawsze, że nawet woda na herbatę się jej przypala, więc zadzwoniła do restauracji i złożyła zamówienie z dowozem do domu: ziemniaki z buraczkami i do tego pieczona pierś z kaczki. Za pół godziny odebrała zamówienie, zjadła wszystko i dopiero teraz poczuła się lepiej.Tego dnia już nigdzie nie wyjeżdżała.
Wzięła Felka na smycz i poszli pospacerować. Pies skakał koło niej, merdał ogonem i wydawało jej się, że słyszy, co chce swoim szczekaniem przekazać:
„Nie martw się, ja jestem przy tobie i nigdy cię nie zdradzę”.
– Ja ciebie też, Feluś. Kocham ciebie bardziej niż tych kutasów, z którymi byłam, wiesz? – nachyliła się i pogłaskała psa po karku.
Spacerowali długo, aż zrobiło się ciemno i musieli wrócić do siebie. Marta posiedziała jeszcze trochę na ławce, a Felek położył się przy niej na trawie.
Maj kończył się nieubłagalnie, nadszedł czerwiec. Marta postanowiła kupić prezenty z okazji Dnia Dziecka dla Mili i Natana i zawieźć je do Piaseczna.
Czuła się znacznie lepiej i chciała zobaczyć się nie tylko z bratem i dziećmi, ale przede wszystkim z Kingą. Kupiła pyszne ciasto i pojechała.
Po drodze zreflektowała się, że powinna zadzwonić – może nie ma ich w domu? Byli. Ucieszyli się na jej przyjazd. Natan podbiegł do niej.
– Ciocia! – wołał. – Chodź, babcia i dziadek też są! Dostałem od dziadka samolot do składania, złożę go z tatą!
Weszli do mieszkania. Przywitała się ze wszystkimi serdecznie i doznała poczucia, że nie jest sama, że ma rodzinę, która ją wspiera i będzie wspierać.
Mila wyciągała do niej swoje maleńkie rączki, była taka śliczna.
Marta przytuliła się do mamy.
– Kocham cię, mamuś – szepnęła.
– Ja ciebie też, córuś. Wszyscy cię kochamy – pogładziła ją po włosach.
Ten dzień był radosny, spokojny, nic i nikt go nie zakłócał. Marta, wyciszona i zadowolona z tej wizyty, wróciła do domu.
– Kochają mnie – mówiła do Felka.
– Ja też ich kocham. Teraz chyba będzie już dobrze w tej naszej rodzinie.
Otworzyła laptopa i pierwszą wiadomością, jaką zobaczyła, było: „Przyjedź. K.”.
-Nie odpisała . -Jak chce mnie widzieć , to niech sam przyjedzie -powiedziała -
Komentarze (2)
Czekam na kolejny odcinek😀
Jeszcze trochę będzie . Nastepny jutro .
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania