Cztery ściany absurdu -27- Hotele

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Rozdział XV - Hotele i nie

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

 

Jakby mu ktoś dał kopa w twarz albo... gorzej. Z innym uczuciem nie dałoby się porównać reakcji na nazwisko, które usłyszał.

Nie polubił hrabiego, to fakt, ale jeżeli poważany, żonaty arystokrata prowadzał się po ulicach z jakąś kobietą, a nie był to nikt z rodziny, mogli ucierpieć jego bliscy i zapewne bardziej od samego obwiesia. Cierpiał wizerunek domu, a James uważał, że akurat ten dom, jest od jakiegoś czasu pod jego wyłączną opieką.

Fantomas miał ubaw, Mordziarty również, Juver „O'lalał”, a inni mężczyźni reagowali na jego: „Do ciężkiej kurwy!” — co łagodził litanią przeprosin w kierunku pani Cristine — wesołością z mieszaniną konsternacji. A gdy zaś objaśnił im już swoje położenie, także i współczuciem. A potem, głównie kobieta, go pocieszali:

— To o niczym nie świadczy — tłumaczyli. — Nie przywiózł jej z Francji sam, ale ze wspólnikami. A my się tą panią zainteresowaliśmy, ponieważ Kount, wspólnik hrabiego, ma bezpośrednie kontakty z jednym z naszych podejrzanych. Nie mniej — mówił Poirot, wspomagany przez Holmesa i Fantomasa — zrozumiemy, jeżeli nie zechce pan mieć z tą sprawą nic wspólnego...?

>>><><<<

Zmierzał do hotelu. Nie było mowy o tym, żeby zrezygnował z zadania. Watson zarezerwował mu telefonicznie pokój, a Fantomas, w kolejnej ze swoich masek, zaoferował pomoc w namierzeniu i wskazaniu celu całej tej hecy. I pomimo faktu, że jego nowy wizerunek przedstawiał całkowicie niebieską gębę, nikt z przechodniów nie zwracał na nich większej uwagi- Londyn już przywykł do multikulturowości.

Przedtem zamienił kilka słów z Holmesem, który pochwalił go za krętactwo i zaproponował, że pośle gdzie trzeba porucznika, o ile dowie się: gdzie, i zaznaczając, że wprawdzie dowodów na podwójną grę nie ma, ale żeby James nadal był ostrożny wobec wszystkich obecnych.

— I jeszcze jedno... — ostrzegał już szeptem, gdyż Fantomas właśnie ponaglał Jamesa do wyjścia.

I zrobił to nie bez przyczyny.

>>><><<<

Fantomas odprowadził go do hotelu, ustalając spotkanie po pół godzinie, w hotelowej restauracji. Zastrzegł, że będzie wyglądał inaczej i poinstruował, w jaki sposób będzie go można rozpoznać. Po czym usiłował to zrobić: przejechać wnętrzem dłoni po twarzy Jamesa.

Pan Madera, jak „Niebieski” go uparcie nazywał, przygotowany na ten ruch, schwycił nadgarstek Fantomasa, a przed zamknięciem przez tamtego dłoni, zdążył dostrzec w jej wnętrzu jakąś lepką substancję.

— Ciekawy wynalazek — rzucił lekko. — Mnie pan jednak kopiować nie będzie.

— Hmha, hmha, hmha! — niby zabrzmiał zwyczajnie, w swój naturalnie-sztuczny sposób, lecz dało się w tym wyczuć zmieszanie. — Tylko na wszelki wypadek...?

— Może i geniusz z pana, ale złamany nadgarstek nie sprawi panu przyjemności — James nie zmienił tonu. — Nie.

W zgodzie się nie rozstali, a zachowanie całej niemal dziewiątki, zaczynało wyglądać w oczach Jamesa coraz mniej zachęcająco.

>>><><<<

Z posiłku zmuszony był zrezygnować, mimo że partnera w konspiracji rozpoznał bez trudu i jeszcze przed podaniem przez tamtego umówionego znaku. W tym również miał swój udział Holmes, udzielając Jamesowi wskazówki, co do stawiania przez Fantomasa w charakterystyczny sposób stóp. Detektyw twierdził, a co okazało się faktem, że lewa u przestępcy zostaje zawsze nieco z tyłu, a dodatkowo, wewnętrzna krawędź buta jest lekko unoszona. Tak, jakby ów nie do końca wyleczył jakiś uraz i chronił podświadomie zraniony punkt. I działo się tak zarówno kiedy stał, jak i podczas siedzenia.

James nie wszedł do środka, ponieważ dostrzegł hrabiego Nathley'a. Siedzącego przy stole bokiem do drzwi, w towarzystwie jakiejś kobiety.

Czarne włosy, blada cera i permanentnie zrobione rzęsy- to zarejestrował bezwiednie. Poza tym niewiele biżuterii i twarz umalowana poza rzęsami tak subtelnie, że pomimo najwyżej dwudziestu pięciu lat, jakie jej dawał, z miejsca nabrał ochoty na znacznie bliższe poznanie kobiety od wymaganego. Zanim się jednak wycofał, napotkał także jej oczy i na początku musiał z przykrością założyć, że podłego charakteru nie jest w stanie wykluczyć. Patrzyła bowiem wyniośle i chłodno, i nie mógł stwierdzić na pewno, że ma to związek z napaścią Hiszpanów i zdobyciem Calais, którym Francuzi cieszyli się zaledwie tydzień po pokojowym przejęciu go od Anglików. Nadzieję, a nawet pewność co do obecności w kobiecie uczuć wyższych, uzyskał jednak kilka sekund później.

Nie zdołał ukryć pogardy wobec hrabiego i gdy to dostrzegła, na jej twarzy ukazało się zmieszanie. Na ułamek sekundy.

>>><><<<

Odchodził, obserwowany przez dwóch, smutnych panów, a gdy znalazł się na powrót w pokoju, po kilku minutach usłyszał pukanie do drzwi.

Spodziewał się Fantomasa, ale zachował ostrożność. W drzwiach jednak ujrzał postawnego mężczyznę, z zawodowo obojętnym wyrazem twarzy. Jego dystyngowane, oszczędne ruchy mogły sugerować tylko jedną ze służb.

James natychmiast stężał. Wprawdzie przybyły wyglądał na Angola, ale nie był mu znany. Ten jednak nie zaatakował ani nawet nie wszedł do środka.

— Mam pana zawieść do domu lorda Brixtona — oznajmił. — W odpowiednim ubraniu. — Wzrokiem otaksował Jamesa. — Nie w tym — orzekł.

— Nie posiadam lepszego! — obruszył się James, natychmiast poirytowany faktem, że się tłumaczy.

— Znajdziemy panu coś stosownego. — Mężczyzna ukłonił się wzorem lokai, natychmiast jednak dopowiadając oschle, na widok sceptycyzmu i buntu, wykwitających na obliczu Jamesa: — Nie mogę się wylegitymować, to wbrew przepisom. Lord kanclerz zapytowuje — nieznajomy przybrał pozę Brixtona, celowo kalecząc język, a dalej naśladując kanclerza niemalże idealnie: — czy zechce pan, bosmanie, spotkać się na towarzyskim gruncie ze swym oddanym przyjacielem, markizem Galen'em...?

James parsknął, a mężczyzna obejrzał się w bok i nagle skoczył do środka.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Canulas 12.04.2018
    "Zanim się jednak wycofał, napotkał także jej oczy i na początku musiał z przykrością założyć, że podłego charakteru nie jest w stanie wykluczyć." - ładny zapis.

    "James natychmiast stężał. Wprawdzie przybyły wyglądał na Angolaa, ale" - jakby o jedno a za daleko.

    No i spox. Luźno, w temacie, choć krótko. Końcówka zwiastuje jakiś twist fabularny.
    Poczekamy.
  • Felicjanna 12.04.2018
    Krótko, bo nie mam czasu, a chciałam dać znać, że James nie przepadł. Ten rozdział akurat pójdzie w częściach. Byczka zaraz majtnęę precz. Pozdrówka
  • pasja 15.04.2018
    No rozgrywki pomiędzy panami nabierają mocy. Fanthomas pokazuje swoje pazurki. Jednak James jest przebiegły. Końcówka jest bardzo tajemnicza i to parsknięcie Jamesa coś zwiastuje.
    Pozdrawiam ciepło
  • Ritha 23.04.2018
    „W tym również miał swój udział Holmes, udzielając Jamesowi wskazówki, co do stawiania przez Fantomasa w charakterystyczny sposób stóp. Detektyw twierdził, a co okazało się faktem, że lewa u przestępcy zostaje zawsze nieco z tyłu, a dodatkowo, wewnętrzna krawędź buta jest lekko unoszona” – ciekawe, lubię takie niuanse

    „napotkał także jej oczy i na początku musiał z przykrością założyć, że podłego charakteru nie jest w stanie wykluczyć” :))

    „Nadzieję, a nawet pewność co do obecności w kobiecie uczuć wyższych, uzyskał jednak kilka sekund później” – fajnie piszesz, Fel. Podoba mi się, lubię Twój styl.

    Ok, jest git, część pociachana na podczęści, lecę więc dalej, chcę być w końcu na bieżąco :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania