Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Cztery ściany absurdu -03- Najsłodsza Kurtyzana

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Rozdział III - Najsłodsza Kurtyzana

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

 

Rudobrodego dogoniła sława.

Albo nazbyt podążał za otaczającą go famą ekscentryzmu.

Stosowany kapelusz nosił różowy, wdzianko koloru soczystej trawy, a żółte spodnie zdobiły generalskie, czarne lampasy, sugerujące trzema paskami kryptoreklamę i upodabniając go do osy. Nie jego wygląd budził jednak w ludziach, mającym z nim styczność, przerażenie, lecz upodobanie, jak głosiła legenda, do jadania na surowo mózgów pojmanych wrogów.

Dopiero gdy podeszli bliżej, spostrzegli, że wolna przestrzeń przy kapitanie w rzeczywistości taka nie jest, ale zajmuje ją trzymany za gardło klęczący człowiek.

— Mam to! Wszystko mam! — niemal rzęził. — Chcę tylko uczciwej zapłaty!

— Ocalisz żywota! — odezwał się Rudobrody. — Czyż to nie sowita zapłata...?! — James zaskoczony zarejestrował, że kapitan jest roztrzęsiony i najwyraźniej ciężko skacowany.

— Jeśli zginę, pan się niczego nie dowie! — zauważył rozpaczliwie klęczący.

— Hmm — rozmyślał przez chwilę pirat. — Faktycznie — przyznał. — Oczy...? — A te, pod naciskiem na gardło, który zaczynał być niekomfortowy już nie tylko na pokaz, zaczęły wychodzić na wierzch.

James patrzył na to z niepokojem, gdyż rysopis Humbaka, podany przez branki, idealnie pasował do duszonego. Jednocześnie zdążył już podejść na tyle blisko, że poczuł zapach obydwu. Mieszankę egzotyczną i swojską: cebuli, czosnku, fermentującego alkoholu i już dojrzałej uryny.

— Wejdźmy do środka! — wykrztusił Humbak.

— Hehehe...! — zabrzmiała odpowiedź, poparta przez podwładnych kapitana.

Z rechotu, dochodzącego spośród zgromadzonych oraz tychże wyglądu, James zorientował się, że w liczbie siedemnastu. Zaraz zresztą tłum zaczął się przerzedzać, pozostawiając przy negocjującej parze wyłącznie piratów. Tych i korsarzy, na których, z racji pozostania na miejscu i uzbrojenia, zbóje nie mogli nie zwrócić uwagi. Bosman jednak, widząc niepohamowanie rudego draba w morderczym instynkcie i obawiając się utraty celu wyprawy, postanowił im dopomóc na wszelki wypadek.

— Mamy do pogadania z tym panem — zakomunikował nonszalancko Rudobrodemu, wskazując Humbaka.

Nie tylko kapitana wprawił śmiałą odzywką w osłupienie, lecz i pozostałych piratów; tłumek gapiów nabrał szybkości w wycofywaniu się, a podwładni obejrzeli po sobie.

James parsknął zaskoczony- z podziwem, Jankins pociągnął nosem, eksponując złote zęby, Pytton swoje zacisnął, rozszerzając nozdrza niczym byk, szykujący się do szarży, a pozostali w skupieniu oczekiwali na odszczek piracki. Prócz wiadomej dwójki, której zachowanie bosmana w głowach się nie pomieściło.

— Przecież to...

— To Rudo...

— Wy myślita, że pan bosman o tym nie wie?! — przerwał ich biadolenie Meryl.

James stał najbliżej i szybko wydobył z głębi swego jestestwa, spokojne słowa wychowawcy o ufaniu intuicji i wychodzeniu niebezpieczeństwu na przeciw. Miał on w zwyczaju wbijać chłopcu do głowy swoje prawdy na każdym kroku i oprócz jednej cechy, udało mu się Jamesa solidnie do życia przygotować.

— Nic tak nie wybija pewnych siebie cwaniaków z rytmu — mawiał — jak zdecydowana reakcja. Staraj się zawsze uprzedzać ich działania.

Nie miał być to trening, ale chłopiec tak się właśnie zachował.

Rudobrody spurpurowiał, wypuścił z ręki Humbaka i sięgnął po kordelas. James ruszył mu natychmiast na spotkanie, w ruchu wydobywając pałasz i gdy już mieli się zetrzeć, w ostatniej chwili, wymijając zaskoczonego kapitana, w pełnym wdzięku tanecznym obrocie. Nie on był pierwszym Jamesa celem.

Trzysta sześćdziesiąt stopni później, stojący za kapitanem, nieco z boku, jego pierwszy oficer, zdążył już wyszarpnąć zza pasa pistolet. W chwili jego odbezpieczania końcówka ostrza pałasza rozpłatała mu krtań, a James, nie zatrzymując pędu, wpół obrocie, ciął po raz drugi. Tym razem całą głownią.

Manewr chłopca tak zdezorientował kapitana, że najprawdopodobniej nie zrozumiał nawet, że cięcie z półtora obrotu oddziela mu od tułowia głowę.

Potoczyła się, brudząc na szkarłat siwy bruk, a po trzech fikołkach, spadł z niej kapelusz.

— O jejku...! — zdziwiła się.

Z pozostałej szesnastki zareagowało prawidłowo trzech, sięgając po pistolety. Najbliższy pierwszego, Pytton, zarąbał go z wyskoku i z okrzykiem, straszliwym, dwuręcznym uderzeniem szabli, po którym głowa pirata rozpadła się na dwoje, a dwóch powalił Meryl gołymi rękoma. A pozostali? Można byłoby przypuszczać, że reszcie zabrakło odwagi albo obudził się w nich zdrowy rozsądek, lecz prawda była inna. Pozostali wyglądali, jakby oto właśnie i na ich oczach, Święty Jerzy odrąbał smokowi łeb.

I z tego powodu Jankins był niepocieszony. Zagwizdał tylko z podziwem.

— No, no, panie Madera! Nie tylko jęzor u ciebie ostry i sprawny! — zauważył zazdrośnie.

>>><><<<

Niestety. Już podczas wstępnego etapu akcji, zarówno Humbak, jak i dwaj pseudokorsarze, zniknęli w środku lokalu i James się na pierwsze wściekł.

— Wyciągnę go! — zaoferował podniecony.

— Nie, panie Madera, nie wyciągniesz — zastopował go bosman. — Wnętrza lokali są zdemilitaryzowane, a każda próba złamania prawa, kończy się stryczkiem albo uwięzieniem u doktora Morou. — Podrapał się po głowie, wyraźnie zafrasowany. — Skądinąd wiadomo, że Rudobrody i Morou pozostawali w zażyłości. Tak mi coś mówił kapitan. Tak może być chryja i lepiej będzie, jak wrócimy na statek.

— Słyszał go pan, bosmanie! — zaoponował James. — On chce te informacje sprzedać, a teraz nie ma komu. Spróbujmy z nim porozmawiać! — przekonywał.

— Wracamy na statek! — warknął bosman, zamykając dysputę. — Ale przedtem...

>>><><<<

— Kapitan jest twój! — oświadczył, wskazując bogato zdobione pistolet i sztylet Rudobrodego.

James wzruszył ramionami niechętnie, lecz nie zaoponował. Przykucnął, rozglądając się po gęstniejącym ponownie tłumie gapiów, z miną skazańca, któremu rozkazano okradać zwłoki. Nagle wstrzymał przegląd. Ujrzał ciemnowłosą, wyróżniającą się wyraźnie stonowanym strojem na tle innych, kobietę. Jakby na fotografii, wyciętą z tłumu i obrysowaną kolorową poświatą. Miała jakieś trzydzieści lat, bladą cerę i patrzyła na zwłoki z pogardą i ulgą, tuląc do siebie, zupełnie niepodobną nastolatkę.

Gdy ich oczy spotkały się, westchnęła, falując imponującym biustem, by zaraz uciec wzrokiem w popłochu i natychmiast zabierając się do odejścia. Za to młodsza, widząc tę krótką wymianę spojrzeń i zakłopotanie towarzyszki, uśmiechnęła się kpiąco do siebie pod noskiem, a do Jamesa puściła oko.

Odeszły. James pozostawał przez chwilę w przysiadzie, bezwiednie biorąc w ręce broń pirata, a wstał, dopiero gdy zniknęły za najbliższym rogiem.

— A sakiewka?! — rzucił nienawistnie szyderstwem jeden z piratów.

Chłopiec nieśpiesznie wetknął pistolet za pas, wydobył z pochwy sztylet i pochylając się, odciął rzeczony przedmiot. Następnie przemierzył kilka kroków, by podjąć z bruku kapelusz kapitana. Wrzucił doń sakiewkę i podszedł do pyskacza.

— Twoja też! — Czubek sztyletu dotknął jego krtani.

— I pozostałych! — dorzucił bosman. — Plus pierścienie, łańcuchy, zegarki i drobne z kieszeni! To was oduczy pyskowania korsarzom Jej Królewskiej Mości!

Korsarzom nie trzeba było tłumaczyć podtekstu rozkazu. W kilka chwil piraci, w większości ciągle zagapieni na głowę swojego kapitana, zostali rozbrojeni jak dzieci. Łatwiej, dzieci by zaprotestowały. A w nakryciu kapitańskiej głowy zaczęły lądować prywatne ich dobra.

>>><><<<

Prócz kilku sztuk, zabranych przez Birta i jego chłopców na pamiątkę, całość przejętej broni sprzedano na pniu i za dobrą cenę. Stojący w tłumie właściciel najbliższego sklepu myśliwsko-wojenno-wędkarskiego, sam to zaproponował i po krótkich targach odliczał do kapelusza monety, posyłając pomocnika po transport. Ten zjawił się po kilku minutach meleksem, oszczędzając korsarzom konieczności zaniesienia towaru na miejsce zbytu, a piratom pozwolono na zabranie ciał i odejście do portu.

Przybici, odczuwający skutki wczorajszej libacji, przyjęli to z wdzięcznością, nie odgrażając się nawet. Wspomnieli jedynie na odchodnym, że zamówią w drukarni klepsydry i będzie można się z nich dowiedzieć, kiedy odbędzie się uroczysty, morski pochówek „Postrachu Oceanów".

>>><><<<

Całe zdarzenie nie byłoby niczym niezwykłym, gdyby nie dotyczyło sławnego Rudobrodego. Lecz właśnie w związku z tym faktem, po odejściu piratów zostali wręcz zaatakowani przez poklepujących ich, najwyraźniej rozradowanych mieszczan. Cała ekipa, a James szczególnie, musieli się opędzać od wiwatującego motłochu i siłą rzeczy wylądowali, uciekając, w środku „Najsłodszej Kurtyzany".

Bosman, jako jedyny, był tym faktem niepocieszony. Albo, jako jedyny, wiedział o zagrożeniach czyhających w tym miejscu, gdzie broń musieli oddać co do sztuki. Pocieszała go jedynie obecność Meryla, z którego pozostali naigrawali się, że na dobrą sprawę powinien zostać na haku w szatni. Po tym, mogli wkroczyć na salę.

Miała niesamowity wystrój wnętrza wojennego okrętu, z trzema masztami, oplecionymi kręconymi schodami. Przy czym szlak został stanowczo wytyczony, gdyż po fokmaszcie wędrowały roześmiane parki w drodze na wyższe kondygnacje, a po bezanmaszcie schodziły na dół. Oni przeszli obok grota.

Dostojna kierowniczka sali zaprowadziła ich do jednej z wnęk nazywanych kajutami. Usytuowane przy ścianach, odgrodzone po bokach przepierzeniem od innych, mieściły wewnątrz stół z dwoma rzędami miękkich siedzisk. Te zostały rozmieszczone tak, aby goście mogli wygodnie rozsiąść się i widzieć bez zadzierania głów, co dzieje się na wysokości kilkunastu stóp grotmasztu. A tam, na platformie z pleksiglasu, dokonywała na rurze ekwilibrystycznych cudów, powabna, ledwie muśnięta odzieniem, tancerka.

Z Jamesa, do którego zaczęła docierać waga wydarzeń sprzed lokalu, powoli odpływała adrenalina. Nagle zadumany, aż podskoczył, a co towarzysze, znający knajpę z wizyt bądź opowieści, skwitowali śmiechem, gdy na koniec stołu przy samej ścianie, opadła najprawdziwsza osłona okienka działowego. Z tą różnicą, że zamiast złowrogiej lufy ukazała się w nich blond główka, uroczo uśmiechniętej kelnerki.

— Witamy w najlepszym domu w Port Rym...pał... — Kolejna dziewczyna puściła oko do Jamesa, stawiając na stole metalową tacę z ośmioma czarkami. Otaczały pękatą flaszę rumu. Przesunęła aperitif poza drzwiczki. — Oto karta. — Położyła rzeczoną obok. — Proszę wybrać i zapukać! — Okienko zamknęło się.

— Ani się ważcie! — zawarczał Birt, a gdy podwładni nie wykonali żadnego fałszywego ruchu, dopowiedział: — Jesteśmy na służbie! — Nadal nie było odzewu. — No dobra. Po jednym...

>>><><<<

Jako że posiadali różowy kapelusz, nie żałowali sobie. Homary, kawior, kaczka nadziewana truflami oraz słodkie torciki "Mniamciuś", z najdroższej cukierni na południowej półkuli. Każdy dostał z karty, co zechciał, oprócz większej ilości trunku i:

— Towarzystwa - 5 szt. srebra (napiwek wliczony w cenę) za godzinę. — Nikt.

Oraz:

— Towarzystwa 24h - 5 szt. złota (napiwek mile widziany) — Tym, co bosman zaczął rozważać za słuszne rozwiązanie, miał delektować się jedynie Madera.

Czuł dyskomfort i brzemię odpowiedzialności, zostawiając chłopca bez wsparcia, ale przypomniał sobie zaraz, co ten dzieciak zrobił przed lokalem i kto go uczył.

— Znajdź go i skłoń do współpracy — mówił na odchodnym. — I pamiętaj, że zostajesz tu sam i bez broni. Zabieramy całą na okręt, bo w razie draki i tak ci jej nie oddadzą. A w razie, gdyby... — Tu nastąpiło długie i dosyć skomplikowane wyjaśnienia dwóch dróg odwrotu. Ze wskazaniem punktów odbioru, by w razie kłopotów mógł dotrzeć o świcie poza miasto. Jedno, na wysokości nocnego kotwicowiska dla okrętu, drugie, po przeciwnej stronie wyspy.

James zapamiętał wszystko. Jako jedyny nie pozwolił sobie nawet na pół czarki rumu.

>>><><<<

Cdn.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • pasja 20.02.2018
    Mieszankę egzotyczną i swojską: cebuli, czosnku, fermentującego alkoholu i już dojrzałej uryny... świetne.
    No i Humbaka uciekł. Wszędzie obowiązują procedury. Ale korsarze ponownie się obłowili. I ta kobieta?
    Najmłodsza Kurtyzana zapewniła im wszelkie atrakcje.
    Wielkie uznanie dla abstynentów Jamesa. Wiadomo, że rum miesza w umyśle.
    Pozdrawiam
  • Felicjanna 20.02.2018
    Wyrastasz na moją wierną czytelniczkę i kumasz o co mi chodzi. Bardzo mi jest miło.
    Pozdrówka najserdeczniejsze
  • Canulas 24.02.2018
    James parsknął zaskoczony- z podziwem, Jankins pociągnął nosem, eksponując złote zęby, - odstęp po myślniku.

    Wnętrza lokali są zdemilitaryzowane, a każda próba złamania prawa, kończy się stryczkiem albo uwięzieniem u doktora Morou. — Podrapał się po głowie, wyraźnie zafrasowany. — dobre. Ładne i nie na chama.

    Podoba mi się też akcja z rozbrojeniem. Jak oddają zegarku, widzę współczesne Casio.

    Fajnie ten lokal stylizowany. Poszedłbym do takiego.

    Git wszystko. Jakieś to się "rozkręcające" robi. A takie maluśkie na początku było.

    W tawerno-statku jeszcze tylko brakowało, żeby ktoś stolik obok pracował na laptopie, albo żeby można było płacić kartą.

    Bajka.
  • Felicjanna 25.02.2018
    Nie podpowiadać, proszę, heh. Chodzi o to, Canu, że nie wszystkie dyrdymałki są bezużyteczne. No i natłok byłby chyba nazbyt nachalny.
    Ciągle ledwie zipię, ale może zacznę dziś trochę pisać w końcu.
  • Ritha 22.03.2018
    „sugerujące trzema paskami kryptoreklamę i upodabniając go do osy” – obrazowo, pobudzająco wyobraźnię, przynajmniej moją :D

    „Nie jego wygląd budził jednak w ludziach, mającym z nim styczność, przerażenie, lecz upodobanie, jak głosiła legenda, do jadania na surowo mózgów pojmanych wrogów” – o proszę, nurt kanibalistyczny zawsze mi się podobał. Niestety.

    „wolna przestrzeń przy kapitanie w rzeczywistości taka nie jest, ale zajmuje ją trzymany za gardło klęczący człowiek” – fajnie opisujesz, wplątujesz niestandardowe zwroty, widzi mi się

    „Mieszankę egzotyczną i swojską: cebuli, czosnku, fermentującego alkoholu i już dojrzałej uryny” – git

    Tera nowe spostrzeżenia – naturalne dialogi, kolejna rzecz, za która dam się pokroić. Twoje są naturalne, to duży plus, ogromniasty.

    „James parsknął zaskoczony- „ – nie no, musisz mi pedzieć, co to są te kreseczki

    „Pytton swoje zacisnął, rozszerzając nozdrza niczym byk, szykujący się do szarży” – to mnie zatrzymało, fajne, konkretne
    „Trzysta sześćdziesiąt stopni później” – i takie lubię

    „W chwili jego odbezpieczania końcówka ostrza pałasza rozpłatała mu krtań, a James, nie zatrzymując pędu, wpół obrocie, ciął po raz drugi. Tym razem całą głownią.
    Manewr chłopca tak zdezorientował kapitana, że najprawdopodobniej nie zrozumiał nawet, że cięcie z półtora obrotu oddziela mu od tułowia głowę” – akcja, brawo, do tego zacnie opisana

    „Potoczyła się, brudząc na szkarłat siwy bruk, a po trzech fikołkach, spadł z niej kapelusz.
    — O jejku...! — zdziwiła się” – tera powiew absurdu, git, dobra część, rozkręcasz się

    Potem wymiana spojrzeń z nieznajomą, dający do myślenia, elektryzujący niuansik. Ajjj. Będą romanse? ;)

    „gdzie broń musieli oddali co do sztuk” – oddać*
    „Najsłodsza Kurtyzana” – cały opis tego miejsca mnie urzekł, szczegółowo, ale nie rozwlekle, do tego na tyle sugestywnie, ze bez problemu można sobie wyobrazić jej wnętrze

    James nie upił łba, git. Kurde, teraz już się wciągnęłam po uszy. Dobra część.
  • Felicjanna 22.03.2018
    No proszę i babolik wyłapany. Już poprawiony i dziękuję.
    Sporo walnęłaś, ale przed Tobą... Mam nadzieję, że się nie znudzisz. Niektóre części są długaśne.
    Wielkie Pozdrówka
  • Agnieszka Gu 03.04.2018
    Witam,

    "Manewr chłopca tak zdezorientował kapitana, że najprawdopodobniej nie zrozumiał nawet, że cięcie z półtora obrotu oddziela mu od tułowia głowę." — niezłe ;)

    "— Ani się ważcie! — zawarczał Birt, a gdy podwładni nie wykonali żadnego fałszywego ruchu, dopowiedział: — Jesteśmy na służbie! — Nadal nie było odzewu. — No dobra. Po jednym..." — uśmiechnęłam się pod nosem ;))

    "James zapamiętał wszystko. Jako jedyny nie pozwolił sobie nawet na pół czarki rumu." — no ten James, niegłupi gość ...

    Ta mi bardzo leży, podlecem jeszcze do kolejnej części....
  • Okropny 13.08.2018
    Jestem szczerze zachwycony! absolutny, totalny, przegenialny miks. Sto pro! :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania