Cztery ściany absurdu -29- Cd.- Hotele i finito

James przestał rozmyślać o pani z Francji, gdy tylko odjechał sprzed hotelu.a skupił na czekającej go, jak sądził, ciężkiej przeprawie z kanclerzem. Niewesołe myśli zaprzątnęły go do tego stopnia, że na widok Galena i Brixtona, natychmiast odprężony o mało nie parsknął śmiechem. Zamiast spodziewanej niechęci bowiem, ujrzał aprobatę u lorda, a poddaństwo i złość na obliczu markiza. Nie mogli jednak przystąpić do załatwiania spraw z marszu, gdyż kanclerz został wezwany na jakąś telekonferencję.

Agent nr 00icuś zniknął tym razem tak bezszelestnie, że James nawet tego nie zauważył. Galen kręcił się zaś po gabinecie, jakby go coś w coś gryzło i zerkał z pozorną obojętnością na drzwi, zza których dobiegał pomieszany gwar niezrozumiałych rozmów. Znajdowali się w jednym z bocznych pomieszczeń hotelu „Klejnot Nilu".

— To może potrwać — zauważył James.

Galen nie odpowiedział. Zgodził się z tym jedynie zdawkowym skinieniem głowy.

— Urywamy się?

— Nie rozumiem...? — Przy wyraźnej nonszalancji Jamesa, markiz poczuł się jeszcze bardziej niepewnie.

— Jeżeli nie ma mi pan nic do powiedzenia, nie widzę powodu...?

— Ja, panu?! — zbulwersował się arystokrata. — Bo jest pan korsarzem Królowej?!

— Byłym. Skoro już... Skoro już pan wie...

— Królowa!

— A...?

— Bardzo ją bawi fakt, że się pan rządzi! A ja wykupiłem ten cholerny weksel w dobrej wierze! Gdyby nie to, pańska stadnina...!

— Nie jest moja, ja tam tylko sprzątam — James użył beztrosko zasłyszanego gdzieś zdanka. — A pan niech przestanie wymyślać brednie! — lekko utwardził ton. — Ani o nic pana nie oskarżam, ani pan nie musi mi się tłumaczyć ze swoich spraw... To nie komisariat! — Podszedł do wielkiego kominka, na którym zauważył karafkę w otoczeniu kilku kieliszków. Wziął ją do ręki, odkrył, powąchał zawartość i się skrzywił. — Johny Walker — oznajmił. — Nie pijam, ale od biedy... Nalać panu?

— Niech będzie. — Markiz wyciągnął rękę z miną nadąsanego dziecka, któremu pod groźbą chłosty nakazano wciągnąć brokuły.

— Nikomu się nie żaliłem...

— Co z tego?! — przerwał markiz z jednoczesnym, pogardliwym prychnięciem, unosząc gniewnie głowę.

Jednak James zauważył drżenie ręki mężczyzny, a to znaczyło, że cała sytuacja, zamiast się ułożyć i zniknąć, zagalopowała. I jeszcze Królowa. Nie podejrzewał jej o aż taką nierozwagę, żeby naśmiewać się ze szlachty publicznie, ale sam fakt, że wiedziała cokolwiek o stadninie, nie był wcale okolicznością sprzyjającą.

I oto miał do wyboru- albo gnębić markiza dalej, domagając się wręcz zaistnienia zdesperowanego wroga na karku, którego stać będzie na odwet, albo go trochę ułagodzić i pozwolić wyjść z twarzą. I uznał, że w gruncie rzeczy wyboru nie ma żadnego, jeżeli zamierza prowadzić życie o cokolwiek oparte, bo kłopotów miał na orędziu aż nadto.

Wychylił pół ogromnego kielicha wręcz ostentacyjnie.

— Mam nadzieję, że to gówno przynajmniej grzeje, bo smak...

— Czyżby pan zmarzł? — zripostował markiz, usiłując kpić i dodając natychmiast, jakby sobie coś nagle przypomniał: — To dobra whisky! ­— wyraził swoje zdanie tonem sugerującym, że właśnie obrażono jego ulubiony trunek.

— Pan, mnie zmroził — odrzekł James. Odpowiedziało mu zaskoczenie i lekki popłoch, James kontynuował: — Możem i korsarz, ale dzięki majorowi. A przez Five'a także i przez wdzięczność jaką mu jestem winien, muszę teraz niańczyć ofermy... Sądzi pan, że mnie to bawi...? Cała ta heca z wekslem? — Markiz milczał. Alkohol, który pochłonął wzorem Jamesa w całości, najwyraźniej go nieco odprężył. — Muszę się tego gówniarza pozbyć — głos Jamesa zeszedł do konfidencjonalnego szeptu. — To warchoł i trzeba go wysłać tam, gdzie go rozumu nauczą.

— Chce go pan zamknąć?! — Galen wiedział, że korsarze, a szczególnie oficerowie, a do takich i zaliczano bosmanów, z ostatniego rejsu wyszli z ogromnym bogactwem. Nie podejrzewał więc Jamesa o takie podejście do stadniny i był zaskoczony chęcią pozbycia się z niej Terbreeka.

— Ależ skąd — dopowiadał ten. — Chcę go wysłać do wojska i potrzebuję pieniędzy na patent.

— Ma pan pieniądze.

— Kiedy przyjdzie czas, chętnie za nie kogoś wyposażę — James pomyślał o Barrym. — Ale w tym wypadku, to stadnina musi niestety ponieść koszta.

Galen zrozumiał, jednak James nie pozwolił mu na wybuch.

— Proszę pozwolić mi skończyć, nic do pana nie mam... — odczekał chwilę, a gdy adwersarz nie zaoponował, mówił dalej: — Jest pan hodowcą i biznesmenem, a ja z konieczności również. Trzy klacze, które zaproponowałem, są warte znacznie więcej niż patent, więc pan na tym zarobi. Weksel natomiast musi wylądować w biurku kanclerza albo w popielniku tego kominka... Przykro mi, ale wroga w panu nie pragnąc widzieć, nie mogę również pozwolić na to, aby za pański nieudany interes ponosił odpowiedzialność ktoś inny? Bywają inwestycje chybione, czyż nie...?

James cierpliwie czekał. Galen odezwał się po minucie:

— Muszę... — i przerwało mu wejście kanclerza, który nie przybył sam.

— Dogadaliście się panowie? — bardziej stwierdził, aniżeli zapytał. Jakby wisiał przez cały czas na klamce.

— Jaaameees...?! — Królowa błyskała, trudnym do zdefiniowania rozbawieniem z pomieszaniem zniecierpliwienia i złości, z hamowaniem się przed wybuchem wszystkiego naraz. — Nie życzę sobie, żebyś kłócił się ze szlachtą! Możesz tego Terbreeka ściąć! W obronie własnej rzecz jasna...

Agenci- NumerJeden oraz OOicuś, pomimo srogich spojrzeń wyraźnie zaadresowanych do Jamesa, nie mogli powstrzymać przygryzienia warg, a kanclerz podrapał się w zakłopotaniu po głowie. Niby-dwórki skrzywiły się pogardliwie, pod adresem jedynie im samym znanym, a markiz wyraźnie się zakłopotał.

— Wówczas markiz mógłby się poczuć odpowiedzialny, Miłościwa Pani, a to niewskazane — odpowiedział James z głębokim ukłonem, lecz tonem swobodnym, mogących świadczyć o drobnym przynajmniej stopniu zażyłości z Królową, a co nie umknęło Galena uwadze.

— Doszliśmy z panem bosmanem do porozumienia bez żadnego problemu — oświadczył, pozostając w płytszym ukłonie. — Tamto było nieporozumieniem, a pan Terbreek trafi do wojska. Tak zdecydowaliśmy. — Rzucił szybkim spojrzeniem w Jamesa.

— Jako kto?! — James z uśmiechem zarejestrował, że można było jednak zaskoczyć Najjaśniejszą Panią. Że nie o wszystkim wiedziała w tej sprawie.

— Obie stadniny zrzucą się na jego patent — wyjaśnił.

— To żart?!

— Podporucznik bez tytułu i takie tam... Jeżeli to nie nauczy go życia, zabiję go... W obronie własnej rzecz jasna...?

Królowa usłyszała pytanie.

— Jutro po południu spotkacie się w Five i nie chce więcej słyszeć o tej sprawie — oświadczyła, a gdy James chciał zaprotestować, dodała zimno: — Zapewniam pana markizie, że jutro mój bosman będzie tam pana oczekiwał! — Podeszła do niego, podając ręką, którą ucałował. — A teraz nam wybacz markizie, bosman musi usłyszeć to i owo. Na temat...!

>>><><<<

— Co ma oznaczać twoje zachowanie?! — naskoczyła na niego, ledwie tylko markiz zamknął drzwi.

— Ja i markiz...

— Nie bądź śmieszny! Markiz obchodzi mnie o tyle, że wolałam go przed tobą chronić! — zamilkła, jakby czekając na jego ripostę, ale ta nie nastąpiła. — Wchodzisz w kontakty z wrogiem! Ze szpiegiem! Sądzisz, że to zabawa?!

— Według moich informacji — ośmielił się odezwać, gdy skończyła — jest wysłanniczką madame Pomposzur, a to łagodna kobieta...

Obecne w pomieszczeniu kobiety wybuchnęły krótkim, lecz szczerym śmiechem.

— Oszalałeś?! — zapytała Królowa szczerze.

— Nie znam tej pani, ale tak o niej mówią — odpowiedział.

— Nie znasz kobiet, James. A może myślisz inaczej...?

— Nie znam, a z tego, co słyszałem od innych, starszych mężczyzn, nikt nie zna.

Przez chwilę przyglądała mu się, z nagle skrzywionym uśmiechem, przechylając na bok głowę. Jakby oglądała znamienitą rzeźbę i oto właśnie odkryła na niej skazę.

— Wierzę ci, James — oznajmiła z głębokim westchnięciem. — Takiego banału, jak żyję, nie słyszałam... — Dwórki ponownie parsknęły, Królowa kontynuowała z wyrazem gniewnego szyderstwa. — Faworyty królów, James, to wyrachowane zdziry. Fakt, obecnie Madame obsiadła. Taka biedna, taka skrzywdzona... To suka, James! I taka sama jak ta nowa dziwka! Albo i gorsza — skonstatowała — bo zdradzona... A ty się chcesz łajadaczyć z jej szpiegiem!

— Psuje nam pan robotę, panie Tager — uważał Jeden, chociaż jego ton był bardziej ojcowski, aniżeli zły.

— P a n Tager wyjedzie z Londynu zaraz po rozmowie i nie obchodzą mnie w tej sprawie inne opcje.

— Wtedy rzeczywiście mogę popsuć agentom szyki — zaprotestował James. — Pani Manon ma chyba nadzieję, że jeszcze do niej... zagadam — zełgał.

— Przecież ona...?!

— Podobno jest i n n a...? — zapytała stłumionym, przepraszającym tonem młodsza z dwórek, przy czym starsza obrzuciła ją zaskoczonym, ale pełnym dobrodusznego politowania uśmiechem.

— To mi próbowała wmówić.

— Nie uwierzyłeś jej?! — Królowej przechodziła złość, zastępowana ciekawością.

— Pocałowała mnie.

— Wielka mi rzecz... — Starsza dwórka wydęła pogardliwie usta. — Także bym mogła pana całować i sądzę, że bez odrazy... — James się domyślił, a pozostali wiedzieli i przyjęli te słowa obojętnie. Jedynie oczy Królowej błysnęły złośliwą chęcią psot.

— Chętnie popatrzę... — oznajmiła.

>>><><<<

Wymówili się niestosownością. James zapewnił, że jeśli pani zechce na osobności... Pani, żeby przestał marzyć i zajął się swoimi sprawami. A po kwadransie debaty pozwolono mu pozostać do rana i ani chwili dłużej. Udało mu się także wymusić na nich swobodę dla swoich ruchów i pojechał prosto do Holmesa.

>>><><<<

Do hotelu wrócił w nocy. Zajrzał do kawiarenki na pięterku i ją zobaczył.

Była z tamtym o nazwisku Kount, więc nawet nie próbował podchodzić. Uznał także, że coś być musi z nią na rzeczy, gdyż wyczuła jego obecność w jednej chwili i nawet pozwoliła mu to rozpoznać- ledwie dostrzegalnym wygięciem ust.

Poszedł prosto do pokoju, postanawiając nie zamykać drzwi i nasłuchiwać, czy nie nadchodzi. Zjawiła się po kilkunastu minutach.

— Co za wytrwałość...!

— Konieczność — odparł. — Wyjeżdżam z samego rana i...

— Obowiązki? — nie wyglądała na zainteresowaną. Otworzyła kluczem drzwi i spojrzała na niego zmęczonym wzrokiem, jakby mówiąc: „Gadaj szybciej, co tam masz na wątrobie, bo padam z nóg".

— Muszę być jutro w pewnej stadninie. Mam nad nią pieczę — uwiarygodniał swoją tożsamość. — Ale potem...

— Potem wraca pan do Nathley, jeżeli jest rzeczywiście Jamesem Tagerem. Hrabia tam wraca jutro na wieczór i mówił o panu...?

— W takim razie tym bardziej... Co mówił?

— Niewiele, ale może jest coś, co pan ukrywa? Ukrywa pan coś? Hrabia jest zaskoczony, że pan dla niego pracuje...?

— Rozmawiał z panią o mnie?

— To była ogólna rozmowa, jeszcze kilka dni temu... Dlaczego hrabia jest zaskoczony?

— Może porozmawiamy w innej pozycji? Ta jest dość niewygodna... Usiądźmy, wypijmy drinka?

— Byłam już z mężczyznami i... — Zaśmiała się. — Tak, wiem, co pan mi teraz powie... Że nie poznałam jeszcze pana...?

— Pewna mądra kobieta zwróciła mi uwagę, żebym nigdy nie rzucał banałami, więc nie, tego by pani ode mnie nie usłyszała. Nawet i bez tego napomnienia, jakiego mi udzielono, ale... Chociaż mam niewielkie doświadczenie, zdążyłem zauważyć, że każdy kochanek jest inny. Pani nie...?

— Owszem, ja także mam za kochanki kobiety — odrzekła i roześmiała się szczerze na jego stropioną minę. — Dobranoc. — Weszła w drzwi.

— Kto wie, może za tydzień wrócę do Londynu...?

— Kto wie, może za tydzień nie będę zmęczona...?

— Dobranoc — odpowiedział, natychmiast również odczuwając zmęczenie.

Zdążył tylko jeszcze zadzwonić do zegarynki i zamówić budzenie, i zapadł w twardy sen.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Cdn.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Canulas 21.04.2018
    No proszę. Fajna, kipiąca sexapilem intryga. Wygląda na to, że James w końcu trafił na konkretną kobitkę.

    "Agent nr 00icuś" - ciekawie określony.

    No, ale nic. Czekam dalej. W pierwszej chwili trochę mnie wypłoszył napis "finito" w tytule. No, ale, ten... Czekam dalej.
  • Felicjanna 21.04.2018
    ach, kobitki, to jedno Wam w głowie, tak i zapodaję różnorakie, co by se każdy wybrać mógł cosik dla siebie-))
  • Felicjanna 21.04.2018
    Toż i absurdków podałam kilka, chyba nie było aż tak kiepsko...?
    Pozdrówka
  • Canulas 22.04.2018
    Felicjanna, no wiem, wiem. Wyboru co niemiara. Radym ;)
  • Karawan 21.04.2018
    James, zaraz po odjechaniu od hotelu, przestał rozmyślać o pani z Francji, - nie pasuje mi to zdanie. James zaraz po dojeździe sprzed hotelu, James przestał rozmyślać o pani z Francji gdy tylko odjechał sprzed hotelu... ???
    lekko utwardził ton. - to mi także nie pasuje. ...powiedział bardziej stanowczym głosem ???
    To dobry trunek ­— dorzucając już głucho - a tu z kolei czegoś mi brak.
    Zostawując pięć poddaję pod rozwagę Autora niniejsze postulacyje. ;))
  • Felicjanna 21.04.2018
    utwardzony ton zostaje, reszta poprawiona. Witam i dzięki za koment. Te trzy odcinki takie trochę nabrzmiałe, ale zbyt wiele dróg, i trzeba było nitki poukładac, co by z d... nie było kontinuum brane.
    Pozdro
  • pasja 22.04.2018
    Bardzo ciekawy dialog pomiędzy panami. Pod wpływem alkoholu James ma ciętą ripostę. Nawet królowa zauważa i rzuca szydercze słowa. Intrygi i intrygi, nie omijając też kobiet.
    Czy James obudzi się rankiem.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Ritha 23.04.2018
    „gdyż kanclerz został wezwany na jakąś telekonferencję” :DDD (londyńskich blach nie przebiło /ciężko będzie je przebić/, ale też zacnie)

    „Agent nr 00icuś” :))
    „jakby go coś w coś gryzło” :)
    „— Pan, mnie zmroził — odrzekł James. Odpowiedziało mu zaskoczenie i lekki popłoch” – i to git
    „Galen zrozumiał, jednak James nie pozwolił mu na wybuch” – i takie też lubię
    „— Dogadaliście się panowie? — bardziej stwierdził, aniżeli zapytał. Jakby wisiał przez cały czas na klamce” – haha, to też
    „Agenci- NumerJeden oraz OOicuś” :D
    Lubię też twoje wtrącenia podialogowe, czy jak to się tam nazywa, świetnie dopełniają tło scen dialogu
    „Jakby oglądała znamienitą rzeźbę i oto właśnie odkryła na niej skazę.” – miodzio

    „— Kto wie, może za tydzień wrócę do Londynu...?
    — Kto wie, może za tydzień nie będę zmęczona...?” <3

    Ok, jestem na bieżąco, tera będę musiała czekać na Jamesa ;(tak, czy siak, dziękuję za całą przygodę. było mnie bardzo miło fest. Wnioski końcowe – dialogi i damsko-męskei potyczki to jest twój konik. Było zabawnie, sielankowo i wciągająco. Będę wyczekiwać kolejnych części. Pozdrawiam Fel :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania