Cztery ściany absurdu -15- Kolejne porządki

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Rozdział III - Kolejne porządki

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

 

Wcześniej, zaraz po powrocie z miasteczka, James otrzymał swój pokój i odbył rozmowę z pracodawczynią. Właściwie trudno byłoby to nazwać rozmową, bo była to bardziej tyrada. Rozpoczynającą się od oskarżenia o przekraczanie granic, nadużywanie zaufania i tym podobne oraz rozdrabniania swojego intelektu na nic nieznaczące sprawy kuchenne.

James jej na to pozwolił, a potem kazał towarzyszącej im w rozmowie Luizie, zostawić ich na chwilę samych.

— Podobno sam decyduję, czym mam się zajmować i w jakiej kolejności, i bez obaw, wiem o jaką część dobrego serduszka hrabiny Kiry, pani chodzi... Zajmę się sprawą Ildon i odkryję, czy jej pobyt tutaj jest groźny dla domu, ale to nie to, stanowi pani główny problem.

— Nie rozumiem...?

— Rozumie pani, Hrabino. Czas wrócić do domu tej krowy, markizy Galen...

Hrabina zerwała się z miejsca.

— Widzę, że nie tylko o domu zebrałeś informacje! — orzekła zeźlona.

— Ależ to jest o domu! — przekonywał. — A pani przecież nie poparła Galen, chociaż i nie zrobiła tego wobec synowej. Myślę, że mimo wszystko podzielała pani jej zdanie, mimo braku głośnego poparcia dla formy obrony biednej Mills, o czym świadczyło pani milczenie, gdy inne matrońskie dewoty...

— James?!

— ... oburzały się na głos. Czas, żeby powiedziała pani synowej, że jest z niej dumna... Ja zajmę się resztą...

>>><><<<

I w sierocińcu, i na okręcie, ktoś miał nad nim pieczę i rozkazywał bądź przynajmniej udzielał wskazówek. Fakt, że James okazywał się przy tym niezwykle kreatywny, wynikał właśnie z odgórnych działań- wskazywano mu kurs, a on starał się obrać najlepszą z dróg. Przed zaśnięciem, coś mu przyszło do głowy w związku z tym. Czy miał to być jednak trening zasugerowany przez kanclerza, który nauczyłby go wybitnie samodzielnego kierowania wydarzeniami? Pomyślał, że to całkiem możliwe. Lord mógł go przygotowywać pokrętnie do nadzorowania stadniny albo i do czegoś innego i większego. Dając wyzwanie, a jednocześnie i zajęcie, odciągające jego myśli od pokusy łatwego i beztroskiego życia za zdobyte podczas rejsu bogactwa.

Z takimi pytaniami i wnioskami zasypiał, myśląc jednocześnie o młodej hrabinie. O jej bezkompromisowym postawieniu się towarzystwu w obronie niżej urodzonej dziewczyny, szkalowaną wyłącznie ze względu na pochodzenie.

Uśmiechnął się z sympatią, na ten brak instynktu samozachowawczego narażającego hrabinę na sankcje towarzyskie i wręcz odwet niektórych, wysoko urodzonych krów. Przypuszczał, że to dlatego także, kierująca się własnymi zasadami przyjęła do domu Mai Ildon, kiedy ta uciekła od męża i potrzebowała pracy z dachem nad głową. Ale w karczmie, na stronie, dowiedział się również od właścicielki, że z tą Mai to coś jest nie tak, a z dalszych opowieści o dziewczynie wysnuł wniosek, że jej pobyt w domu hrabiowskim mógł zostać przez kogoś wyreżyserowany. Świadczyła o tym pewna plotka, która jeżeliby okazała się prawdą, w wypadku ujawnienia wyrzucała Ildon z domu, a wraz z nią majordomusa i jednego ze sprzyjających mu lokai- Mickeya. Tylko że w tej plotce, nie na tym polegało zagrożenie.

>>><><<<

Oprócz Mai sprawującej pieczę nad wystrojem domu oraz kelnerowaniem; kucharki Klaudii, mającej jeden obowiązek i Suzi- pomywaczki, sprzątaczki i ogólnie popychadła dla wszystkich oraz majordomusa Hartleya i jego pionka Mickeya, w domu mieszkało na stałe jeszcze kilka innych osób: dwudziestopięcioletni guwerner John, niania Fay, z racji przebywania Annabel na pensji bezrobotna przez większość tygodnia i wykorzystywana przez Kirę jako dama do towarzystwa albo nauczycielka podstaw muzyki dla Roberta; trzech innych lokai: pięćdziesięciolatek Jan, dwudziestolatek Tom oraz rok młodszy Marc, w którym James widział predyspozycje do zastąpienia Hartleya, pod warunkiem oduczenia go pewnej niewskazanej czynności, a także pokojówka Kiry, Lola- śpiąca królewna, którą James podejrzewał o codzienne próby samobójcze podczas schodzenia ze schodów. W majątku hrabiów, ale w osobnym domku poza pałacem, mieszkała asystentka Kiry, Jenny Grindbood (ciotka), razem z czterema synami i mężem, głównym ogrodnikiem hrabiny. Pozostali pracownicy dochodzili z wiosek i z miasteczka. Regularnie albo dorywczo.

Wtrącać się otwarcie w tryby domu niby nie zamierzał, kilka rzeczy go jednak irytowało i gdyby w nim rządził, zmieniłby je jednym machnięciem ręki. Przede wszystkim niebezpieczne i urągające zwyczajnemu zdrowemu rozsądkowi zachowanie stajennych oraz drażniące go zamęczanie Suzi i pod byle pretekstem, wyładowywanie się na niej przez większość służby. Z powodu, jak już wiedział i sądził, jej rychłego zamążpójścia. Rozumowano, że skoro i tak ma stąd odejść, nie ma sensu liczenie się z gówniarą, i jej zaklepanym losem, przejmowanie. James się jednak przejął. I tym, co wyrabiają z nią w hrabiowskim domu i tym, że widział jej narzeczonego.

Pierwsza zrozumiała to kucharka, wydzierająca się na dziewczynę za zbyt wolne przygotowywanie brytfanki do pieczenia. Naczynie było osmolone, pełne zakrzepłego tłuszczu i spalenizny, a Suzi szorowała je piachem, pochlipując, ze źlącą się Klaudią na karku. Jamesem targnął gniew, ale powstrzymał się przed zrobieniem głośnej afery, mimo że nie interesowała go przyjaźń jakiejś bezdusznej jędzy. Odciągnął kucharkę na bok.

— To ona jej nie zalała wodą po wczorajszym mięsie, czy pani...? — zapytał tylko, a kucharka, zazwyczaj kłótliwa i niedająca sobie w kaszę dmuchać baba, wdzięczna jednak za rzeźnika i oszołomiona grzecznym pytaniem Jamesa, zawstydzona, wzięła winę na siebie i chociaż to Suzi dokończyła pracę, to już bez wrzasków nad głową. Ale też Klaudia się wytłumaczyła.

— Nie ryczy przeze mnie, tylko w ogóle ryczy — mówiła cicho. — Jak wrzasne, to i na chwilkie przestaje. Ona tak ma i już!

— Pewnie przez zamążpójście — zeszedł do konspiracji.

— Nie inaczej, panie James, nie inaczej — zgodziła się. — Że to na takich ojców kary nie ma...! — Na jej twarzy ukazało się święte oburzenie. — Takiemu, staremu capowi, brudasowi...! Ale taki już los biedoty, że i nic...

— A hrabina? — przerwał biadolenie kobiety.

— Wola ojca święta...!

James nie podzielał tej opinii.

Kilka godzin później oberwał Mickey. Przy Hartleyu.

Osiłkowi najwyraźniej bardzo się nudziło na wypadłej zmianie sprawowania funkcji odźwiernego, bo stemplował podeszwą buciora świeżo umyte przez Suzi lamperie. Hartley zaś stał z boku z głupią miną i nie reagował. James nie był w tym wypadku grzeczny. A właściwiej będzie powiedzieć: krew go zalała. A w chwilę później buchała z nosa stawiającego się Mickeya. Gdy zaś Hartley, choć słabo, zaprotestował na rzeczywiste barbarzyństwo przybysza, usłyszał:

— Masz dwa wyjścia: idziesz na skargę do hrabiny na własne niedbalstwo w sprawowaniu pieczy nad godnym zachowaniem powierzonych ci pracowników, panie majordomusie, albo dopilnowujesz, żeby to ścierwo — wskazał Mickeya — umyło syf, które zrobiło na lamperii! W pierwszym wypadku masz w ryja, a potem cię jeszcze na kopach przeprowadzę przez dom! W drugim uznam, że może jeszcze się do czegokolwiek w tym domu nadajesz...!

A na koniec tego dnia jeszcze o mało nie pomógł sfrunąć ze schodów śpiącej królewnie. W rzeczywistości rozzłoszczony na nią bardziej niż na Mickeya, Hartleya, kucharkę i hrabinę razem wziętych.

Największy nierób domu, śpiący po całych dniach, a mający mieć pieczę wyłącznie nad komnatami i strojami hrabiny, miał czelność wysługiwać się Suzi i zaganiać ją do swojej roboty, gdy ona w tym czasie przesypiała przespaną noc w jakimś kącie. I napatoczyła się na Jamesa, w chwili obarczania Suzi winą za niewykonanie przez tą na czas, do pokojówki należących obowiązków.

Słyszała już, co James zrobił Mickeyowi i darła do sypialni hrabiny wystarczająco szybko, by James, wbiegający po schodach, nie był w stanie jej dorwać. Na jego i jej szczęście.

Do drzwi zapukał już trochę uspokojony.

— Kiedyś wyleziesz, suczko! — poinformował ją.

Wyjątek stanowili Jan, który pragnął jedynie spokoju, oraz Mai, wykonująca swoje obowiązki sumiennie i nawet, jako jedyna, pomagająca czasami za dziewczynę w kuchni. Ale Suzi w rzeczywistości sama w większości przypadków powodowała zły oddźwięk na nią u innych ludzi. Poprzez swoją zapłakaną aurę, wlokący się za nią smutek i irytujące szwendanie się między nogami, czy powtarzanie wykonanych już wcześniej prac.

— Możesz mi wyjaśnić, co robisz? — pytał jej któregoś dnia James, gdy na kolanach szorowała po raz drugi tego dnia szczotką schody na piętro.

— Żeby porządnie było! — Naburmuszyła się, godzinę później przecierając lamperie.

Na jego oczach, po raz siódmy. Ogólnie, który tego dnia, pewnie nie wiedział nawet Bóg.

Ale nietrudno się było domyślić, kto tych zachowań jest głównym winowajcą ani tego, kto może i powinien temu przeciwdziałać.

>>><><<<

Cdn.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • Canulas 17.03.2018
    Ja wiem, że to na 98% specjalnie, żeby taka wymowa i w ogóle.. ale tak czysto - profilaktycznie - dla spokojności sumienia.
    "Jak wrzasne, to i na chwilke przestaje. Ona tak ma i już!" - brak dwóch ogonków (choć pewnie, jak mówię, celowy)

    "A właściwiej będzie powiedzieć, że krew go zalała, a w chwilę później buchała z nosa stawiającego się Mickeya." - wykurwiście. Szanuję postawę. ;)

    "— Masz dwa wyjścia: idziesz na skargę do hrabiny na własne niedbalstwo w sprawowaniu pieczy nad godnym zachowaniem powierzonych ci pracowników, panie majordomusie, albo dopilnowujesz, żeby to ścierwo — wskazał Mickeya — umyło syf, które zrobiło na lamperii! W pierwszym wypadku masz w ryja, a potem cię jeszcze na kopach przeprowadzę przez dom! W drugim uznam, że może jeszcze się do czegokolwiek w tym domu nadajesz...!" - kij, że długi fragment. Wyjmę bom urzeczony. Ciii, moze sie nikt nie jorgnie, ale Cię czytam poza kolejką wszelaką. Się wkręciłem. Ciii.

    "— Możesz mi wyjaśnić, co robisz? — pytał jej któregoś dnia James, " - (s)?

    Noo, po zabiegu.
    Czekam dalej.
    Miooodzio.
  • Felicjanna 17.03.2018
    no dzięki za szybki odzew. Tak, ogonków brak celowo. Kucharka wprawdzie nie chłopka, ale jednak i nie arystokratka, no i podenewowana deczko atakiem, bądź co bądź, Jamesa. A co do rękoczynów, to trochę mu zejdzie "zejście z korsarskiego okrętu" i nabycie większej ogłady, chociaż się stara hamować.
  • Canulas 17.03.2018
    No tak, dlatego 98% - tak czysto profilaktycznie, dla spokojności sumienia.
    No odzew szybki, ale ciii...
  • pasja 19.03.2018
    Ciężki ma orzech do zgryzienia James. Ale ciekawie to rozgrywa. Nie ma to czy tamto, porządek musi być. Czy dowie się co tak naprawdę trapi Suzi? Trochę rozbrykany po morzach, James musi być obiektywny i nic na siłę. Dyplomacja.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Felicjanna 19.03.2018
    tak, trochę dojrzewanie potrwać musi
    Pozdrówka
  • Ritha 03.04.2018
    „Rozpoczynającą się od oskarżenia o przekraczanie granic, nadużywanie zaufania i tym podobne oraz rozdrabniania swojego intelektu na nic nieznaczące sprawy kuchenne” :)))

    James się coraz bardziej rozkręca. Nie omija tematów wzbudzających oburzenie dam, mówi głośno, to co inni być może po cichu jedynie sobie myślą i nadal ma wysokie IQ :) I nawet przeszedł od słów do czynów.

    „Lola- śpiąca królewna, którą James podejrzewał o codzienne próby samobójcze podczas schodzenia ze schodów” :D

    Biedna Suzi... Może by ją tak James uratował przed wyjściem za capa?

    „James nie był w tym wypadku grzeczny. A właściwiej będzie powiedzieć: krew go zalała. A w chwilę później buchała z nosa stawiającego się Mickeya” – piękne

    Jest coraz lepiej, coraz bardziej wciągająco, prawie jak serial.
    Łap gwiazdy Fel :)
  • Felicjanna 03.04.2018
    No, toż epopeja, no nie...? A czy James coś zrobi i jak? Hmm...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania