Między rytmem a ciszą - Dzień 2 - Tiago (18)

Tiago

Nagle usłyszałem cichy dźwięk ze strony sypialni. Obróciłem się gwałtownie i aż syknąłem z bólu.

Sophia stała w progu. Spała w mojej koszulce, włosy miała w całkowitym nieładzie, a zaspane oczy od razu zaczęły krążyć po zdemolowanym salonie. Kiedy jej wzrok zatrzymał się na mnie, na mojej rozciętej wardze i sinym policzku, cała zamarła. Zobaczyłem, jak momentalnie zesztywniała. Ten strach, który próbowała w sobie stłumić, wrócił z podwójną siłą.

Zrobiła mały krok w tył, jakby instynktownie chciała znowu zatrzasnąć się w sypialni.

– Tiago... – rzuciła cicho, a jej głos aż drżał.

Przetarłem zmęczoną twarz, starając się nie syczeć z bólu, kiedy dotknąłem spuchniętej skóry. – Bezpieczna, Sophia.

Stała tam, tuląc ramiona do klatki piersiowej, zagubiona i przerażona. Ja stałem po drugiej stronie rozbitego pokoju, brudny, obity i kompletnie bezradny. Chciałem jej jakoś powiedzieć, że mój kumpel właśnie wystawił nas do wiatru. Chciałem wyjaśnić, że pojutrze muszę wyjść na ten cholerny uliczny konkurs, bo moi ludzie na mnie liczą, a ona zostanie tu sama. Ale nie znałem słów. „Concurso”, „dance”, „Mateo no”, to wszystko brzmiało w mojej głowie zbyt idiotycznie, żeby to z siebie wydusić.

Sophia popatrzyła na leżącą na ziemi, pękniętą plastikową miskę, potem na mnie. W jej oczach był czysty stres dziewczyny, która wie, że jej jedyny obrońca ledwo trzyma się na nogach.

Wypuściłem głośno powietrze, podszedłem do lodówki i wyciągnąłem z zamrażalnika paczkę z resztką mrożonego groszku. Przycisnąłem ją sobie do pulsującego policzka i usiadłem ciężko na podłodze, opierając się o kanapę. Nie miałem siły nawet udawać twardziela.

Sophia postarała się zrobić parę kroków w moją stronę. Usiadła na drugim końcu zniszczonego mebla, podciągając kolana pod brodę. Nie podeszła blisko. Dzieliła nas odległość wyciągniętego ramienia i ta cholerna, głucha cisza, której żadne z nas nie potrafiło przełamać. Patrzyliśmy na siebie w tym rozwalonym pokoju: ona wystraszona Amerykanka, ja połamany tancerz z faweli. Oboje bez żadnego planu na to, co będzie pojutrze.

Siedzieliśmy tak przez dłuższą chwilę w tej ciężkiej ciszy, a ja trzymałem ten cholerny mrożony groszek przyciśnięty do spuchniętej twarzy. Nagle Sophia poruszyła się na kanapie. Przesunęła się bliżej. Zatrzymała się tuż za mną. Spojrzałem na nią z dołu, znad paczki mrożonki. Wskazała palcem na moją koszulkę, a potem wykonała taki gest, jakby coś z siebie ściągała.

– Take it off – powiedziała cicho, ale bardzo stanowczo.

Nie zrozumiałem słów, ale ruch rąk był jasny. Popatrzyłem na nią jak na wariatkę. Moje ciało było jednym wielkim siniakiem, a barki miałem tak spięte od stresu i ciosów, że ledwo mogłem nimi ruszać. Pokręciłem głową, ale ona nie odpuściła. Kucnęła przy mnie, złapała za dolny brzeg mojej koszulki i pociągnęła ją lekko do góry.

– Tiago, por favor39.

Ustąpiłem. Sycząc pod nosem z bólu, przeciągnąłem koszulkę przez głowę i rzuciłem ją na podłogę. Sophia przesunęłam wzrokiem po mojej sylwetce, nad którą pracowałem już od lat. Przełknęła ślinę na widok mięśni. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, na jasnych policzkach pojawił się lekki rumieniec. Uciekła wzrokiem i ponownie usiadła tuż za moimi plecami. Opuściła nogi, tak bym siedział między mini. Teraz to ja musiałem przełknąć gule w gardle. Przez chwilę nic się nie działo, czułem tylko jej bliskość. A potem poczułem dłonie na swoich barkach.

Były niesamowicie ciepłe w porównaniu z lodowatym groszkiem. Na początku dotknęła mnie delikatnie, jakby sprawdzała, czy nie zacznę krzyczeć z bólu, ale po chwili jej palce wbiły się mocniej w spięte mięśnie. Kiedy nacisnęła punkt tuż przy karku, aż wyrwało mi się przekleństwo i odruchowo się spiąłem.

– Relax... – wyszeptała nad moim uchem. – Relax.

Gringa, siedzę półnagi między twoimi nogami. Jak mam się zrelaksować?

Jej dłonie zaczęły pracować w równym, mocnym rytmie. Ugniatała moje ramiona i kark, rozbijając cały ten stres, który zbierał się we mnie od momentu, kiedy ją poznałem. Miała zaskakująco dużo siły w tych małych rękach. Z każdym ruchem czułem, jak napięcie w moim ciele powoli puszcza. Ból po bójce wcale nie zniknął, ale ten paraliżujący strach o to, co będzie, zaczął odpływać.

W pokoju znowu słychać było tylko nasz oddech. Siedziałem ze spuszczoną głową, pozwalając jej na ten masaż, i nagle dotarło do mnie, jak niesamowita jest ta sytuacja. Dziewczyna, która jeszcze kilka godzin temu chowała się w szafie przed bandziorami, która boi się każdego głośniejszego kroku na korytarzu, teraz siedzi tuż za mną i próbuje mi pomóc. Nie potrafiliśmy porozmawiać o tym, że mój plan ucieczki właśnie legł w gruzach, ale ten dotyk mówił wszystko. Ona mi ufała. Zależało jej na tym, żebym stanął na nogi.

Zamknąłem oczy. Moje ramiona w końcu opadły, a ja poddałem się ruchom jej dłoni. Nadal nie miałem pojęcia, jak dostarczę ją do konsulatu i co powiem pojutrze mojej ekipie. Ale w tamtym momencie, czując ciepło jej rąk na mojej skórze, po raz pierwszy od dwóch dni pomyślałem, że jakoś to wszystko poukładam. Sam, ale już niezupełnie samotny.

 

39 Por favor (z portugalskiego) – Proszę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania