Między rytmem a ciszą - Dzień 3 - Tiago (19)
Tiago
Obudziłem się wcześnie rano. Całe ciało miałem sztywne, chociaż żebra nie bolały już tak jak wczoraj. Po wieczornym masażu Sophii barki i kark puściły na tyle, że mogłem wstać bez dłuższego stękania. Słońce ledwo co wschodziło nad fawelą, malując ściany pokoju na pomarańczowo.
Sophia wciąż spała w sypialni. Zajrzałem tam na sekundę. Leżała spokojnie, wtulona w poduszkę.
Zszedłem na dół do sali, żeby zająć czymś głowę. Dzisiaj była ostatnia, najważniejsza próba przed jutrzejszym konkursem. Dzieciaki miały przyjść za godzinę. Włączyłem muzykę na cały regulator, żeby zagłuszyć własne myśli i dudnienie w klatce piersiowej. Zacząłem powtarzać kroki choreografii. Każdy wyskok, każdy gwałtowny obrót bioder sprawiał, że przed oczami stawała mi wczorajsza kłótnia z Mateo i wywoływał ból żeber, ale nie odpuszczałem. Musiałem tańczyć.
Kiedy muzyka niosła się po sali, podniosłem wzrok na sufit. Dokładnie na to małe, zakurzone okienko przy podłodze mojego mieszkania.
Zobaczyłem ją. Sophia leżała na brzuchu, z brodą opartą na dłoniach i patrzyła na mnie przez brudną szybę. Miała podkrążone oczy, ale jej wzrok był skupiony, wręcz zahipnotyzowany. Obserwowała każdy mój ruch, każdą zmianę tempa. W tym surowym świetle poranka, oddzieleni grubym stropem i barierą nie do przebicia, znowu poczułem to dziwne, lekkie napięcie. Ona widziała we mnie tancerza, faceta z pasją, a nie tylko zmaltretowanego faceta, który trzyma ją w ukryciu. Ja z kolei tańczyłem trochę dla niej, próbując pokazać, że w tym brutalnym miejscu jest też jakieś piękno.
Nagle muzyka urwała się w połowie taktu.
W drzwiach sali stanął Mateo. Wyłączył odtwarzacz i oparł się o konsolę z założonymi rękami. Wyglądał na niewyspanego i wściekłego. Spojrzałem na niego, ciężko dysząc i trzymając się za bolący bok. Sophia na górze natychmiast cofnęła się od okienka, słysząc, że muzyka ucichła.
– Dalej masz zamiar zgrywać bohatera, Tiago? – rzucił Mateo szorstko, patrząc na moją zmasakrowaną twarz. – Za chwilę przyjdzie reszta. Jak chcesz z nimi trenować w tym stanie?
Mateo zrobił krok w moją stronę, a jego buty głośno uderzyły o parkiet. Był wściekły, ale w jego oczach widziałem też zwyczajną bezsilność.
– Patrzę na ciebie i krew mnie zalewa, Tiago – warknął, machając ręką w stronę mojej spuchniętej twarzy. – Ledwo stoisz na nogach. Masz rozwalony ryj, trzymasz się za żebra, a jutro mamy wyjść na scenę przed całą dzielnicą. Chcesz tam zemdleć na środku układu?
– Dam radę, Mateo. Przecież widzisz, że tańczę – odpowiedziałem, starając się oddychać spokojnie, żeby nie zauważył, jak każdy ruch mnie rwie.
– Gówno dajesz, a nie radę! – fuknął, ale już trochę ciszej, podchodząc bliżej. – Myślisz, że ludzie gangu są ślepi? Cała fawela huczy, że wczoraj kogoś tu szukali. Zaraz tu wrócą i rozniosą tę salę w pył, razem z nami i nią. – Wskazał schody. – Ty naprawdę chcesz ryzykować życie tych ludzi dla jakiejś obcej dziewczyny? Oni harowali na ten występ od pół roku! To ich jedyna szansa, żeby ktoś ich zauważył!
– Wiem o tym! – nie wytrzymałem i też podniosłem głos, choć od razu pożałowałem, bo żebra zareagowały kłuciem. Zerknąłem odruchowo w górę, na okienko przy suficie. Sophia na pewno to słyszała. Nawet jeśli nie rozumiała słów, to wściekły ton Mateo musiał ją przerazić. – Myślisz, że o tym nie myślę? Ale nie mogę jej tak po prostu wyrzucić na ulicę.
Mateo zacisnął zęby, aż wyszły mu żyły na szyi. Popatrzył na mnie z wściekłością, potem w sufit, a na końcu machnął zrezygnowany ręką.
– Dobra. Zatańczę jutro. Nie zrobię tego reszcie i nie zmarnuję naszej pracy – rzucił twardo, a ja poczułem, jak spada mi z serca ogromny kamień. Ale jego następne słowa od razu sprowadziły mnie na ziemię. – Ale w te twoje gierki z konsulatem i ucieczką się nie mieszam. Nie będę stał w żadnym aucie ulicę dalej i nie mam zamiaru ryzykować głowy dla gringi. – W jego ustach to słowo zabrzmiało jak obelga. – Jutro robię swoje, tańczę w formacji, a ty radź sobie z nią sam.
Odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia, rzucając przez ramię:
– Zaraz przyjdzie grupa. Weź się w garść i ogarnij tę twarz, bo wszystkich wystraszysz.
Trzasnął drzwiami, a ja zostałem sam w głuchej ciszy. Mateo nie odszedł z grupy, co ratowało jutrzejszy występ, ale mój plan ucieczki dla Sophii wciąż był martwy. Nie miałem kierowcy. Nie miałem nikogo.
Podniosłem wzrok na okienko przy suficie. Sophia znowu tam była. Patrzyła na mnie z góry przez brudną szybę, a w jej szeroko otwartych oczach widziałem, że doskonale zrozumiała jedno: ten facet, który przed chwilą krzyczał, nie zamierza nam pomóc.
Drzwi od ulicy otworzyły się i do sali wpadła reszta ekipy: Lucas, Bruno, Camila i reszta z wkurzonym Mateo na czele. Nie było żadnych śmiechów. Weszli cicho, rzucając torby na podłogę. Wszyscy byli potwornie spięci, patrzyli na boki, jakby sprawdzali, czy nikt ich nie śledził. Cała fawela już wiedziała, że wczoraj ludzie gangu weszli do mojego mieszkania i zrobili ze mnie worek treningowy. Przecież widzieli to na własne oczy, słyszeli trzaski, kiedy ten skurwiel demolował moje mieszkanie.
Kiedy zobaczyli mnie z bliska, z fioletowym, spuchniętym policzkiem i rozwaloną wargą, w sali zapanowała lodowata cisza. Lucas podszedł pierwszy, zaciskając pięści.
– Tiago... stary, czego oni chcieli? Kto był na zdjęciu? Przecież my tylko tańczymy, nie wisimy im żadnej kasy, nie robimy nic złego – wychrypiał, a w jego głosie, obok wściekłości, słyszałem czysty strach. Strach o własną skórę. Bo podpadnięcie gangowi oznaczało wyrok dla całej naszej paczki.
W tym samym momencie ze schodów zeszła Sophia. Słyszała ich głosy z góry i chyba nie wytrzymała siedzenia w zamknięciu. Szła powoli, trzymając się kurczowo poręczy, jakby każdy krok kosztował ją mnóstwo siły. Była blada jak ściana, miała głębokie cienie pod oczami, a z za dużej bluzy, u której podwinęła rękawy, wystawały zmasakrowane nadgarstki. Sine, fioletowe ślady po sznurach, którymi związali ją porywacze, rzucały się w oczy z daleka.
Bruno odruchowo cofnął się o krok, potykając o własną torbę. Camila zakryła usta dłonią, tłumiąc krzyk.
– Kto to jest, do chuja? – rzucił Bruno, patrząc to na nią, to na mnie. – Tiago, to przez nią? Ty ukrywasz uciekinierkę z gangu?! Pojebało cię? Chcesz nas wszystkich wystawić?! Ona nie jest stąd, to gringa!
Atmosfera stała się potwornie gęsta. Grupa zaczęła się buntować. Widziałem w ich oczach czystą panikę. Dziewczyny zaczęły szeptem płakać, Bruno zacisnął zęby. Oni wiedzą lepiej niż ktokolwiek inny, czym grozi ukrywanie kogoś, kogo szukają ludzie z gangu.
– Pakujemy się i spadamy stąd. Jutro nie ma żadnego konkursu – rzucił Bruno, szarpiąc swoją torbę z ziemi. – Nie dam się odwalić na środku ulicy dla jakiejś bogatej laski.
– Czekajcie! – krzyknąłem, ale nagły ból w żebrach aż mnie zgiął. Spojrzałem na nich z desperacją. – Jutro jest nasza jedyna szansa. Jeśli nie wyjdziemy na scenę, i wszyscy będą pytać, dlaczego zrezygnowaliśmy. Pomyślą, że coś ukrywamy! Musimy zatańczyć. I musimy ją stąd wyciągnąć!
Sophia stała pośrodku tego chaosu, kompletnie zagubiona. Nie rozumiała ani słowa z naszych krzyków, ale doskonale wyczuwała rzucane w jej stronę wściekłe spojrzenia i palące spojrzenie Bruna wymierzone w jej stronę. Widziałem, jak cała zaczyna się trząść. Strach znowu przejął nad nią kontrolę. Zaczęła oddychać tak szybko i płytko, że bałem się, że zaraz zemdleje.
Zrobiła krok w tył, chcąc uciekać na schody, ale nagle się zatrzymała. Spojrzała na mnie: pobitego, zgiętego w pół z bólu. Potem spojrzała na Camilę, która trzęsła się ze strachu, i na chłopaków, którzy kłócili się o swoje życie. Coś się w niej przełamało. Zamiast uciec, podeszła bliżej, prosto w środek naszego kręgu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania