Serce Wielkiego Gala (Asterix&Obelix) - Rozdział 20 - Ruiny Świata
– Airo, ten napój, który obecnie robi się u mnie, jest ostatnią partią, którą zamierzam ci przekazać – oznajmił Panoramix, gdy wspólnie ze staruszką zaczęli pozyskiwać młode pąki sosny. – Przez najbliższe dwa tygodnie nie będziemy go więcej potrzebować. Rzymianie od jakiegoś czasu składają zwijają swe obozy i nie atakują nas, ale są jeszcze Wikingowie i inni bandyci. Na razie jednak nie musimy się intensywnie zbroić. W każdym razie dziękuję ci bardzo za tę przysługę.
– Dopilnowałam wszystkiego. Nawet Livia o niczym się nie dowiedziała. Choć moim skromnym zdaniem, byłaby zdolna dochować tajemnicy.
– Nie wątpię, Airo. Natomiast nie uważasz, że Livia mogłaby, nawet w dobrej wierze, poinformować o tym kogoś niepowołanego, kto wydawałby się jej godny zaufania? Na przykład… Obeliksa?
– Nie sądzę. Jednakże nawet jeśli, to Obelix, moim zdaniem, nie pozwoliłby sobie na nadużycie jej zaufania. Choć zapewne miałby pokusę, ale wystarczyłoby jedno jej słowo, a nie zrobiłby tego.
– Jednak Obelix już kiedyś przejechał się na swojej zachłanności. Myślę, że nie chciałby tego powtarzać.
– Pamiętam. Cała wioska głowiła się, jak go odczarować z kamiennej postaci, a potem przeobraził się w małego chłopca na jakiś czas. Coś niesamowitego, co te mikstury mogą robić z ludźmi…
– Tak. Jednak kolejne tego typu zdarzenie mogłoby skutkować już poważniejszymi konsekwencjami. Każdy taki incydent zostawia po sobie pewne nieodwracalne znamiona.
Przez jakiś czas kontynuowali zbiory, jakby nigdy nic. Nagle Aira upuściła koszyk i położyła swą pomarszczoną dłoń na głowie. Jej twarz wyrażała poważne zmartwienie.
– Panoramiksie, obawiam się, że źle zrobiliśmy, nie wtajemniczając Livii. W końcu ona mieszka u mnie i pomaga mi. Może dojść do wypadku.
Panoramix wyprostował się gwałtownie.
– Co ja słyszę! Dlaczego tak uważasz?
– Obelix najprawdopodobniej już u nas jest, a Livia nawet nie podejrzewa, że napój tam jest.
Panoramix położył jej dłonie na barkach, starając się zachować spokój, choć nie mógł ukryć, że jej słowa go poruszyły.
– Airo, nie sądzę, żeby było wielce prawdopodobne, by Livia nieumyślnie doprowadziła do jakiejś niepożądanej sytuacji.
– A ja jednak wolałabym się upewnić – stwierdziła twardo Aira.
– Poczekaj. Nie możemy robić zamieszania, bo przez odrobinę nieostrożności możemy sprawić, że tajemnica wyjdzie na jaw.
– Trzeba zawrócić i iść do mnie!
– Bardzo ci na tym zależy?
Aira niemal z impetem uderzyła swą laską o ziemię.
– Tak, Panoramiksie, zależy mi na tym!
***
Livia przeszukiwała intensywnie spichlerz.
„Gdzieś tu musiał zapodziać się ten piękny kawałek wędzonego karczku…”
W końcu znalazła go w kącie, w wiklinowym koszu przykrytym serwetą. Był solidnej wielkości, ważył parę kilo. Już chwyciła nóż, żeby go pokawałkować, kiedy poczuła dziwny zapach dymu. Trzymając mięso, wróciła do izby i momentalnie upuściła je na podłogę, stojąc przez krótką chwilę jak wryta.
– Obelix?! – wrzasnęła przerażona.
Obelix, zamieniony w kamienną figurę, stał nieruchomo w centrum pomieszczenia, a zasłony, ławę i fragment podłogi zajmował ogień, który zbliżał się do niego niebezpiecznie.
Bez zastanowienia chwyciła za wiadro z zapasem wody. Podbiegła i chlusnęła całą zawartością, ale okazało się, że to za mało, aby opanować sytuację. Odrzuciła prędko wiadro i zerwała płonącą zasłonę, chcąc wyrzucić ją za drzwi. Płonący fragment nagle się oderwał i niespodziewanie wylądował pod jej nogami, buchając przenikliwym gorącem. Zbliżyła się do Obeliksa i rozpoczęła rozpaczliwą walkę. Próbowała pchać, szarpać, jednak masywny kamień ani drgnął. Livia była bliska histerii. Żar wokół zaczął ją powoli parzyć.
– Jak to się stało? Co to w ogóle jest?! – zawołała, krztusząc się dymem, próbując chwycić kociołek niedbale oparty o palenisko. Mimo że większość zupy zdążyła wylądować na podłodze, Livia wygrzebała zgromadzoną na dnie zawartość i zażyła.
– Co??? To ten magiczny napój? Co ze mnie za idiotka!
Jednak Livia nie traciła więcej czasu na przemyślenia. Dym zaczynał ją już dusić, a żar ognia parzył coraz mocniej. Pośpiesznie wygrzebała ręką więcej mikstury i połknęła. Od razu, gdy poczuła przypływ siły, uniosła kamiennego Obeliksa i czym prędzej wybiegła tylnym wyjściem, które było najbliższą drogą ucieczki. Intuicyjnie wbiegła z nim do stawu, pozostawiając go w wodzie, której zimno przyniosło ulgę jej ciału, jednak nie przesiadywała tam długo.
Myślała już tylko o ugaszeniu pożaru. Wykorzystując swą nadludzką siłę, pochwyciła wielką beczkę spod ganku i napełniła ją wodą. Jednym szybkim susem wparowała z powrotem do izby i ugasiła większość pożaru. Pośpieszyła po następną dawkę wody, która tym razem okazała się w pełni wystarczająca.
Livia przyglądała się izbie, ciężko dysząc. Drewniana fasada, którą ogień już zaczynał zajmować, podłoga i ściany były miejscowo zwęglone. Po zasłonach zostały tylko nadpalone fragmenty płótna. Do tego uszkodzeniu uległ znaczny fragment ławy. Przez chwilę zdruzgotana Livia myślała o Airze, w obawie o to, co może się stać, gdy zastanie ten widok. Jednak serce zamarło jej na myśl o Obeliksie, zamienionym w kamień i pozostawionym w zimnym stawie.
Wybiegła na brzeg zbiornika i rzuciła się na kolana, chwytając jego twardą głowę i przyciągając ją na swoje uda.
– Co ci się stało, kochanie? – pytała, przesuwając ręką po jego głowie i klatce piersiowej, wstrzymując paniczny płacz. – Błagam, przemów do mnie! – Łzy zaczęły spływać jej po policzkach. – Nie mogę cię stracić, nie mogę…
Wtem ku swojemu zdumieniu dostrzegła, że nogi Obeliksa, które znajdowały się pod wodą, zaczęły się poruszać. Dotknęła ich. Zmiękły. Livia zawzięła się i weszła głębiej do zimnej wody. Zanurzyła Obeliksa na chwilę w całości. Gdy go wynurzyła, poczuła, jak mięknie całe jego ciało, a szarość na twarzy zaczyna blaknąć. Nagle, ku jej ogromnej uldze, otworzył oczy i z trudem uniósł się do pozycji siedzącej. Woda sięgała mu nad brzuch.
– C… co się stało? Dlaczego tak zimno? – spytał drżącym głosem.
Livia rzuciła mu się na szyję. Spowodowało to rzecz niesłychaną. Obelix pod jej naporem przewrócił się i wylądował znów pod wodą, pociągając ją za sobą. Jednak Livia nie zwróciła na to większej uwagi. Podniosła się cała mokra i, śmiejąc się, wydobyła głowę i tors. Obelix zakrztusił się gwałtownie.
– Wróciłeś do mnie! Kochany! – wzdychała przez śmiech, obsypując go pocałunkami. – Chodź, ogrzejemy się w środku. Woda jest lodowata.
Obelix jednak poczuł coś dziwnego. Kiedy próbował się podnieść, ledwo uniósł własne ciało. W jego głowie zaczęła kiełkować niepokojąca myśl. Chcąc rozwiać wątpliwości, spojrzał na leżący nieopodal głaz – niewielki jak na jego standardy.
– Poczekaj, Livia. Tylko coś sprawdzę – powiedział, próbując przybrać obojętny ton.
Podszedł do głazu, zgiął kolana i spróbował go podnieść. Nic.
Spróbował jeszcze raz z całych sił, ale głaz ani drgnął.
– Nie… To niemożliwe… – wyszeptał, czując, jak serce wali mu jak młot.
Livia podeszła do niego zaciekawiona.
– Co się stało?
– Nie mogę… Nie mogę go podnieść… – powiedział, patrząc na nią z przerażeniem. – Livia… straciłem swoją siłę.
Livia otworzyła szeroko oczy i przyłożyła dłoń do ust. Wiedziała, że jego siła była czymś, co uznawał za swój największy atut i nieodłączną część swojej tożsamości.
Obelix od razu zwrócił uwagę na przerażenie malujące się na jej twarzy.
– Wiem… Nic już nie jest takie samo – powiedział niskim, ochrypłym głosem. – Co ze mnie za Obelix bez siły… – ruszył ciężkim krokiem, chcąc minąć Livię, ale ta złapała go za ramię.
– Obeliksie, kochanie, nie martw się tak. To na pewno przez ten napój, ale Panoramix…
– Napój – powtórzył, jakby to słowo nagle nabrało ciężaru. Spojrzał na nią uważniej. – To ty mi to dałaś. – Jego głos stał się twardszy. – Chciałaś, żebym był jeszcze silniejszy, prawda?
– Ale… ale zrozum, to nieszczęśliwa pomyłka! Nic nie wiedziałam o napoju – tłumaczyła się drżącym głosem.
– Nie wiedziałaś?! – uniósł głos, a w jego oczach zapłonęło coś gwałtownego. – To dlaczego to było u was w domu?! Dlaczego to piłem?!
Livia poczuła, jak w jej głowie wszystko zaczyna się mieszać.
– Ja… ja próbowałam ugasić pożar i…
– I przy okazji mnie wzmocnić?! Masz teraz swojego silnego obrońcę…
– Nieprawda! – wyrwało jej się ostro. – Jak możesz w ogóle tak pomyśleć?! – zaczęła oddychać szybciej, głos jej drżał, ale nie cofnęła się. – Ryzykowałam życie, żeby cię stamtąd wynieść! Gdyby nie ja, spłonąłbyś tam razem z całą chatą!
– Nie krzycz na mnie. – Te słowa padły nagle. Cicho, twardo i nisko.
Livia na moment zastygła.
– Przepraszam… Ale ja naprawdę nie chciałam. – Łzy napłynęły jej do oczu. – Proszę, wejdźmy do środka. Ogrzejemy się i porozmawiamy. Razem nad tym pomyślimy, dobrze? – próbowała lekko uśmiechnąć się przez łzy.
– Nie! – krzyknął z desperacją w głosie. – Ja idę w tej chwili do Panoramiksa. A ty zostaniesz w środku…
– Obeliksie, proszę…
– Mówię, że zostaniesz tu! Dopiero co chorowałaś! – krzyknął stanowczo. – Idź do środka.
– Chcę iść z tobą…
– Idę sam!
Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się i ruszył, okrążając chatkę i zostawiając za sobą przemokniętą Livię.
Livia stała przez chwilę, zastanawiając się, czy to oby nie jakiś straszny sen. Weszła do środka, gdzie panowała ciepła wilgoć po ugaszonym pożarze. Osunęła się na kolana i ukryła twarz w dłoniach.
– Obeliksie… – wyszeptała, cała drżąc. – Dlaczego musisz być taki uparty?
Bliska rozpaczy i rozdarta między chęcią pobiegnięcia za nim a jego wyraźnym rozkazem, w końcu poczuła lęk. Obawiała się, że w swojej impulsywności, w dodatku bez nadprzyrodzonej siły, Obelix może narazić się na jakieś niebezpieczeństwo. Otuliła się grubym kocem i wybiegła z chatki.
***
Aira kroczyła z druidem w dół alejki, zmierzając z powrotem do domu. Ciężko dyszała, przebierając stopami żwawiej, niż pozwalał jej wiek. Wspierała się laską, którą poruszała szybkimi, wahadłowymi ruchami.
– Airo, poczekaj. Nie musisz tak pędzić.
– Panoramiksie, nie wiem, dlaczego, ale przeczuwam coś złego…
Wtem oboje dostrzegli Obeliksa, który wyłonił się zza zakrętu. Szedł szybkim krokiem pod górę, ciężko sapiąc.
– Obelix? Co się stało? – zawołał druid.
Obelix uniósł spojrzenie na druida stojącego wraz z Airą nieopodal.
– Panoramiksie, potrzebuję cię natychmiast! – zawołał z wyraźną desperacją w głosie, z trudem łapiąc oddech.
– Wiedziałam, że coś się stało! – Aira, mocniej opierając się na lasce, ruszyła ku niemu większymi krokami.
Panoramix również przyspieszył. Gdy Obelix znalazł się tuż przy nim, chwycił go za ramiona i potrząsnął nim.
– Zrób coś! Błagam, zrób coś!
Panoramix był zupełnie zbity z tropu. Czuł jednak, że coś się zmieniło. W normalnych okolicznościach takie potrząsanie mogłoby skończyć się dla niego poważnym urazem karku. Tym razem jednak było zaskakująco znośne.
– Obeliksie, co się stało? Jesteś cały przemoczony! Gdzie jest Livia? – zawołała Aira z przerażeniem.
– Livia została u ciebie. Podała mi magiczną miksturę i straciłem całą siłę! – wyrzucił z siebie, nie mogąc dojść do siebie.
Panoramix i Aira zamilkli z przejęcia. Po chwili staruszka odezwała się stanowczo:
– Nie, Obeliksie. Livia nigdy nie posunęłaby się do takiego podstępu.
– Ja sam nie mogę w to uwierzyć – odparł z chłodną goryczą.
Zanim Aira zdążyła powiedzieć coś więcej, dostrzegła przemokniętą Livię, która wyłoniła się zza zakrętu i na chwilę przystanęła.
– Livio! Co się stało? – zawołała, ruszając ku niej.
Livia pobiegła do staruszki i, gdy tylko do niej dobiegła, zaniosła się głośnym płaczem. Aira natychmiast objęła ją ramionami, a dziewczyna wtuliła się w nią, zarzucając jej ręce na szyję. Koc okrywający jej ciało osunął się na ziemię.
– Ciii… spokojnie, dziecko. Już dobrze… – mówiła łagodnie, głaszcząc ją po włosach.
– Poszłam tylko na chwilę do spiżarni… – wyszeptała Livia przez łzy. – A kiedy wróciłam, zobaczyłam pożar… Obelix stał tam zamieniony w kamień i w ogóle się nie ruszał…
Aira z początku zamarła na wieść o pożarze, lecz szybko odzyskała spokój, widząc, że oboje żyją.
– A więc wszystko jasne… Przedawkowanie mikstury… – westchnął Panoramix.
Obelix, stojąc obok i przysłuchując się rozmowie, nerwowo przenosił ciężar ciała z nogi na nogę.
– Ale tym razem to nie była moja wina… – powiedział już znacznie spokojniej. Wciąż jednak spoglądał na Livię zza chłodnej zasłony swojego spojrzenia, choć widok jej łez sprawiał, że coś w nim pękało.
– Przysięgam, nie wiedziałam, skąd wzięła się u nas ta mikstura, naprawdę nie wiedziałam… – mówiła Livia przez szloch. – Przepraszam, Obeliksie… I ciebie także, Airo. Zrobię wszystko, żeby naprawić szkody w twoim domu. Obiecuję…
– Kochana… – odezwała się Aira stanowczo, lecz ciepło. – Nie przejmuj się w ogóle tą starą chatką, słyszysz? Najważniejsze, że wyszliście z tego cali i zdrowi.
– Niezupełnie cali… – mruknął gorzko Obelix. – A płacz i przeprosiny niczego nie zmienią. Ty za to, Panoramiksie, możesz. Proszę, chodźmy już.
Livia wtuliła twarz jeszcze mocniej w ramię Airy, próbując ukryć ból.
– Wystarczy, Obeliksie! – skarcił go druid, coraz bardziej skonsternowany jego zachowaniem. – Nie rozumiesz, że doszło do nieszczęśliwej pomyłki? My wiemy coś, czego wy dwoje jeszcze nie wiecie!
Aira nadal tuliła Livię.
– Livio, proszę cię, dziecko, uspokój się. To nie była twoja wina. Słyszysz? To nie była twoja wina. – Ujęła jej twarz w swoje dłonie i spojrzała prosto w zapłakane oczy. – To nie była twoja wina! – powtórzyła jeszcze głośniej, po czym odwróciła się do Obeliksa, który zaciskał nerwowo pięści. – To ja zgodziłam się przechować miksturę. Dopiero teraz Livia o tym wie. Była przekonana, że to zwykła zupa. Ja sama… – przyłożyła stanowczo dłoń do piersi. – Ja sama zasugerowałam jej, żeby podała ci zupę. Jeśli więc ktoś ma ponosić winę, to ja!
– Przyznaję, że ja również ponoszę część winy – powiedział ciężko Panoramix, starając się zachować spokój. – Chodźmy jednak wszyscy do mnie. Livio, weź ten koc.
Livia przytaknęła. Przełknęła łzy, podniosła z ziemi koc i ruszyła za druidem oraz Obeliksem, chwytając Airę pod ramię.
Dopiero teraz Obelix uświadomił sobie, jak bardzo niesprawiedliwie potraktował Livię. Nie miał jednak odwagi zbliżyć się do niej ani tym bardziej poprosić o wybaczenie. Czuł się fatalnie sam ze sobą. Może jeśli Panoramix znajdzie rozwiązanie i znów stanie się tym samym silnym, pewnym siebie Obeliksem, łatwiej będzie mu spojrzeć jej w oczy… Na razie szedł na przedzie ciężkim krokiem, z mocno zaciśniętymi wargami i zmarszczonym czołem, usiłując powstrzymać łzy.
Przechodząc przez lasek, powoli zbliżali się do domu druida. W tym samym czasie z przeciwnej strony nadchodził Asterix z zapasem sera. Gdy dostrzegł w oddali swoich przyjaciół, od razu wyczuł, że coś jest nie tak. Przyspieszył kroku. Obelix szedł na czele, wyraźnie wyczerpany i niezwykle nerwowy. Tuż za nim podążał Panoramix z nietypowo poważnym wyrazem twarzy, a na końcu Aira, która próbowała dodać Livii otuchy.
– Hej, hej! – zawołał, machając ręką.
Mały korowód zatrzymał się.
– Asterix? Dobrze, że jesteś! – odezwał się Panoramix z wyraźną ulgą.
Asterix podszedł bliżej, opierając dłoń na biodrze.
– Co się tym razem stało? Mam wrażenie, jakbym spotkał orszak pogrzebowy.
– Wejdź z nami do środka, Asteriksie. Zaraz o wszystkim porozmawiamy. I dziękuję za ser.
Kiedy wspólnie weszli do chaty, Ferrix akurat przechadzał się o kuli wokół kociołka, ogrzewając się przy ogniu.
– Balbina… – westchnął na jej widok. – Co ci się stało?
– Ferriksie, nie przejmuj się mną, proszę – powiedziała cicho Livia, starając się zabrzmieć pogodniej.
– Ale widzę, że cierpisz.
Panoramix uprzejmie wtrącił:
– Nie kłopocz się tym, Ferriksie. Jesteśmy tu po to, żeby spróbować dojść do jakiegoś konsensusu. Rób swoje i niczym się nie przejmuj.
Ferrix bez słowa skierował się do swojej izby. Zanim jednak zniknął za drzwiami, zatrzymał się jeszcze na chwilę i obejrzał przez ramię. Dopiero wtedy pozostała piątka zajęła miejsca przy stole.
Obelix odezwał się spokojnym, choć wyraźnie nerwowym głosem:
– Panoramiksie, to jak? Odczarujesz mnie jakoś?
– Obelix… – odparł druid, któremu wyraźnie kończyła się już cierpliwość.
– Ale czy ktoś może mi wreszcie powiedzieć, o co tutaj chodzi? – spytał Asterix, wyraźnie zdezorientowany. – Spotykam was nagle, wyglądacie jak żałobnicy, Panoramix zaprasza mnie na jakieś tajemnicze posiedzenie, Obelix mówi o czarach, a ja nadal nie wiem, z czym mam do czynienia.
Panoramix nachylił się i powiedział półgłosem:
– Asteriksie, sprawa wygląda tak, że Obelix i Livia wiedzą już o kryjówce magicznego napoju.
– Co?! Znaleźliście go? – spytał Asterix znacznie głośniejszym szeptem.
– Tak. Livia go znalazła – oznajmiła Aira. – Myślała, że to zupa, i podała ją Obeliksowi. W wyniku tego stracił swoją siłę.
Asterix spojrzał najpierw na Obeliksa, potem na Livię. Obelix siedział ze zmarszczonym czołem, nerwowo stukając splecionymi dłońmi o stół, podczas gdy Livia wpatrywała się nieruchomo w blat, próbując zapanować nad oddechem.
– Na Belenosa… – westchnął. – I znowu zamienił się w kamień, tak jak ostatnio?
– Według relacji Livii tak właśnie było – odparł Panoramix. – Tym razem jednak nie wrócił jako chłopiec. Zachował dorosłą postać.
– To chociaż tyle. Nie będę musiał znowu niańczyć małego Obeliksa. – Asterix próbował rozluźnić atmosferę.
– Jednak tak jak się obawiałem… – kontynuował ciężko Panoramix. – Powtórka mogła przynieść gorsze skutki.
– Jak to gorsze? – Obelix natychmiast się ożywił. – Wtedy straciłem dwie rzeczy: siłę i dorosłość. Teraz przecież tylko siłę… Ale ona wróci, prawda? Masz jakiś sposób? Musisz mieć! – mówił coraz bardziej gorączkowo, a głos zaczął mu drżeć.
Panoramix powoli pokiwał głową.
– Obeliksie, poprzednim razem mikstura przywróciła ci stan sprzed jej działania. W sytuacjach podobnego zamieszania z magią, w końcu następuje odbicie. Teraz, gdy straciłeś swą siłę bez zakrzywienia osi życia, obawiam się, że… – zawahał się.
– Co? Obawiasz się, że co?! – spytał Obelix, momentalnie blednąc. – Przecież masz jakiś sposób! Powiedz, że masz!
– Obelix… Jak ja mam ci to wytłumaczyć… – Głos Panoramiksa przycichł. – To jest jedna z tych sytuacji, w których moje możliwości jako druida się wyczerpują.
Panoramix patrzył z ogromnym współczuciem na Obeliksa, który najwyraźniej nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.
– Przykro mi, Obeliksie… – dodał bezradnie.
Livia, patrząc na Obeliksa, kurczowo ścisnęła dłonią środek piersi.
– To niemożliwe! – Obelix wstał gwałtownie, przewracając zydel. – Nie może tak być! – Rzucił spojrzenie w kierunku paleniska, gdzie bulgotał świeżo przygotowany napój. Chwycił glinianą miskę z kredensu i podbiegł do kociołka.
– Napiję się jeszcze raz i odzyskam swoją siłę!
– Obelix, stój! Co ty wyprawiasz? – zawołał gwałtownie Panoramix i natychmiast ruszył w jego stronę.
Jednak Obelix zdążył już napełnić miskę i uniósł ją wysoko, poza zasięg druida.
Panoramix wyglądał na bardziej przerażonego niż kiedykolwiek wcześniej.
– Oddaj mi to w tej chwili! Czy ty wiesz, co może się stać?! – głos mu zachrypł.
Kiedy z miejsca zerwał się również Asterix i ruszył w jego stronę, Obelix, przysłaniając swą wielką dłonią wierzch miski, wybiegł z chaty. Panoramix spojrzał na pozostałych z przerażeniem.
– Prędko! Jeśli teraz go nie powstrzymamy, może się to skończyć tragedią!
Asterix wybiegł czym prędzej za przyjacielem. Livia podeszła do druida, cała blada.
– Tragedią? – spytała zduszonym głosem, wbijając wzrok w Panoramiksa.
– Tak. Napój może go zabić, jeśli jest w takim…
Nie zdążył dokończyć. Livia wybiegła z chaty.
– Obelix, stój! – krzyczał Asterix, a Livia biegła za nim, ile sił w nogach.
Na szczęście dogonienie Obeliksa nie było już dla Asteriksa wielkim wyzwaniem. Bez nadludzkiej siły własny ciężar wyraźnie go spowalniał.
– Odsuń się! – warknął, patrząc na Asteriksa dzikim wzrokiem.
– Masz mi to oddać w tej chwili! Nawet się nie waż! – krzyknął Asterix. – Wiesz, że możesz doprowadzić tym do tragedii?
– To jedyna szansa!
– To głupota! Chcesz się wykończyć?!
– Ty nic nie rozumiesz, Asterix! Całe życie byłem silny. Całe życie wszyscy na mnie polegali. A teraz? Jestem nikim!
Livia, która biegła w ich stronę, usłyszała te słowa.
– Wcale nie jesteś nikim! – zawołała. – Jesteś dla mnie wszystkim! – Zatrzymała się, a serce waliło jej jak szalone. – Błagam, nie rób tego…
Obelix spojrzał na nią. Przez ułamek sekundy się zawahał, ale zaraz jego wzrok znów stwardniał.
– Nie mogę tak żyć.
Gwałtownie podniósł miskę, zdeterminowany, by wypić napój.
– Nie!!! – wrzasnęła Livia, której krzyk niemal rozdarł pierś.
Asterix rzucił się na niego w ostatniej chwili, wytrącając naczynie z rąk. Napój rozlał się na ziemię, wsiąkając w trawę.
– Ty… ty zdrajco! – ryknął Obelix, odpychając Asteriksa.
Asterix zachwiał się, z trudem próbując utrzymać równowagę.
– Próbuję cię chronić, ty głupku! Napój mógł cię zabić, a ty nie słuchasz nikogo!
Obelix cofnął się o krok, a jego twarz wykrzywiła się w wyrazie bólu i gniewu. W tym momencie dołączyli do nich także Panoramix, z surowym wyrazem twarzy, oraz Aira, która patrzyła na wszystko zalękniona, a jej dłonie drżały.
– Jesteście przeciwko mnie… wszyscy! – krzyknął, rozglądając się po obecnych twarzach, a jego głos załamał się pod ciężarem emocji. – Nawet ty! – Spojrzał na Livię. – Mówiłaś przecież, że zawsze będziesz po mojej stronie!
Livia pokręciła głową, a łzy popłynęły jej po policzkach.
– Obelix, chcieliśmy cię tylko ratować… – wyszeptała.
Ale Obelix wydawał się głuchy na jakiekolwiek słowa. Osunął się na ziemię, a jego wielkie ciało wydało się nagle bezwładne i wątłe. Ukrył twarz w dłoniach i szlochał, aż jego ramiona drżały.
– Po co mam żyć, skoro straciłem całą swoją wartość… – wykrztusił przez łzy.
Livia już miała do niego podejść, ale Panoramix zatrzymał ją stanowczym gestem.
– Livio, nie zbliżaj się. Teraz nie jest na to czas.
Asterix również chwycił ją za ramię.
– Lepiej już wracaj, Livio. Obelix musi się pozbierać. To zajmie trochę czasu.
Livia spojrzała na nich z niedowierzaniem.
– Jak możecie mówić do mnie w taki sposób? – spytała z wyrzutem. – Nie jestem dzieckiem! – wyrwała gwałtownie ramię z ich uścisku. – Nie zostawię go samego w cierpieniu!
Podeszła do Obeliksa, uklękła obok niego i położyła dłoń na jego ramieniu.
– Obelix, proszę cię, spójrz na mnie. – Jej głos drżał od emocji. – Poradzimy sobie z tym wszystkim razem. Dla mnie nic się nie zmieniło, słyszysz? Z siłą czy bez, ja wciąż cię kocham, rozumiesz? – mówiła nerwowo, ale z głęboką troską.
Obelix powoli uniósł głowę. Oczy miał zaczerwienione od łez. Livia położyła mu delikatnie dłoń na mokrym policzku, głaszcząc go kciukiem pod powieką.
W jej twarzy było coś kruchego i dziecięcego. Początkowo, gdy na nią patrzył, pojawił się w nim nikły przebłysk wdzięczności, ale szybko się ulotnił. Myślał o swojej słabości, o tym, jak już nie może być dla Livii opoką i zapewnić jej bezpieczeństwa. Teraz mógł tylko polegać na jej wsparciu i współczuciu. W dodatku była teraz przy nim i patrzyła. Patrzyła na jego bezradną rozpacz. Na jego upokarzający upadek.
– Zabierzcie ją stąd – powiedział cicho, a jego głos był pełen goryczy.
– Obelix… – szepnęła Livia z niedowierzaniem.
– Zabierzcie ją stąd! – powtórzył znacznie głośniej, odwracając wzrok.
Livia zbladła, patrząc na niego i czując, jak jej serce zaczyna przeszywać ostry ból, jakby krwawiło ze wszystkich stron.
Podeszła do niej Aira, delikatnie ujmując ją za ramię.
– Chodź, dziecko – powiedziała łagodnie.
Livia powoli podniosła się z kolan i pozwoliła się poprowadzić. Jej oczy wciąż były utkwione w Obeliksie, dopóki nie zniknął z pola widzenia.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania