Serce Wielkiego Gala (Asterix&Obelix) - Rozdział 18 - Obłoki skalnych chmur

Choć dla Obeliksa wydawało się to oczekiwaniem bez końca, nie upłynęło dużo czasu, zanim Livia weszła cicho do środka. Przywitała się z Panoramiksem i uśmiechnęła do wielkiego Gala siedzącego przy stole. Niosła zawieszoną przez ramię grubą, wełnianą, purpurową pelerynę z kapturem, uszytą z grubej, starannie utkanej wełny.

– Czy mogłabym wejść na chwilę do Ferriksa? – spytała nieco nieśmiało.

– Oczywiście, moja droga, nie krępuj się – odparł przyjaźnie druid.

Livia skinęła głową i przeszła do sąsiedniej izby.

Ferrix uniósł się z trudem na łóżku.

– Balbina, moja droga, niepotrzebnie przyszłaś. Naprawdę, nie zawracaj już sobie mną głowy – powiedział łagodnie, choć stanowczo.

– Proszę cię, nie odbieraj mi możliwości okazania wdzięczności. Tak bardzo chciałam coś dla ciebie zrobić.

– Przecież żyję dzięki tobie! Czego można więcej oczekiwać? Po co ci to, Balbino… – Głos Ferriksa nagle lekko się załamał, gdy dostrzegł, jak Livia rozłożyła na jego łóżku efekt swojej pracy. Powolnym ruchem nachylił się nad peleryną, ledwo powstrzymując wzruszenie.

– To nic takiego. Pomyślałam tylko, że skoro czujesz się już lepiej, to dobrze ci zrobi świeże powietrze. A ponieważ panują jeszcze chłody, stwierdziłam, że coś tak ciepłego jak to będzie ci dobrze służyć.

Obelix, który, siedząc w sąsiedniej izbie, przysłuchiwał się rozmowie, poczuł, jak to, co od jakiegoś czasu się w nim budziło, zaczyna rozpalać się z niezwykłą siłą. Patrzył na Livię przez uchylone drzwi, słuchając jej. Czuł, jak ciepło i delikatność jej głosu rozlewają się po jego sercu.

Livia w pewnym momencie wyszła, a obok niej kroczył ostrożnie o kuli Ferrix, wsparty lekko na jej ramieniu i odziany w swoją nową pelerynę.

– Chyba faktycznie wyjście na zewnątrz dobrze mi zrobi – oznajmił.

Twarz Livii rozbłysła w promiennym uśmiechu.

Obelix, którego wciąż dręczyły wyrzuty sumienia, dostrzegł Livię teraz jakby z o wiele wyraźniejszej perspektywy. Nagle to dziwne uczucie, które od jakiegoś czasu tliło się w nim niczym iskra, wypełniło go z całą swoją mocą. Tu już nie chodziło tylko o uroczą towarzyszkę, przy której uwielbiał przebywać. Poczuł, jak zalewa go tak potężna fala miłości, że aż poczuł gulę w gardle. Odłożył rzepę, odwrócił się i, zagryzając drżącą pięść, próbował powstrzymać wzruszenie w obliczu wdzięczności, a także pokory wobec tego, co się działo nie tylko w nim, ale też względem niego.

– Obeliksie, czy wszystko dobrze? – spytał Panoramix, ale Obelix tylko skinął głową, nie będąc w stanie wydusić słowa.

Druid uśmiechnął się pod nosem. Jego oczy zdawały się przenikać go na wylot.

– Taki wyraz twarzy raczej nie wróży kolejnej sprzeczki. – Nachylił się ku niemu. – Cokolwiek teraz czujesz, powiedz o tym Livii. Ona naprawdę umie słuchać.

W pierwszej chwili Obelix się wzdrygnął, ale stwierdził, że zrobi tak, jak zasugerował mu Panoramix. Już nie zakładał, że zostanie wyśmiany i niezrozumiany. Nie miał powodu. Ufał Livii.

Kiedy zaczęło się ściemniać, Panoramix polecił, by Obelix odprowadził Livię.

Wzięła więc go pod rękę, czując na sobie jego wzrok, jakby odmieniony. Siła tego spojrzenia przyprawiła ją o dreszcz. Popatrzyła mu tylko z ufnością w oczy, po czym poszli przez las.

Szli obok siebie przez jakiś czas w ciszy.

Wtem Obelix zatrzymał się, patrząc na nią, jakby odnalazł ją po wielu latach. Emocje wzięły nad nim górę. Pochylił się i przyciągnął ją do siebie, obejmując z lekka niezdarnie, ale z takim uczuciem jak nigdy wcześniej.

– Livia… – Jej imię samo wyrwało mu się z ust.

Uśmiechnęła się, wtulając się w niego mocniej.

– Livio… – szeptał, a głos zaczynał mu lekko drżeć. – Ja naprawdę nie wiedziałem, nie wyobrażałem sobie, że kiedyś coś takiego się stanie…

– Co takiego? – spytała, a jej łagodny głos spod jego barku był lekko stłumiony.

– Bardzo chcę ci o tym powiedzieć… Nie wiem nawet, jak mi to wyjdzie… Jak mam ci to powiedzieć… – miotał się desperacko w swoich słowach, tuląc ją cały czas do siebie, jakby Livia była jego emocjonalną deską ratunku. – Kiedy jesteś, czuję, że wszystko jest lepiej i… jakby boję się, żebyś nigdy nie zniknęła, już nigdy… żebyś… żebyś tylko została już tak ze mną… Livio, ja naprawdę… – Jego głos zawiesił się, a on sam lekko zadrżał. – …ja cię chyba… chyba cię kocham… nie… nie chyba.

Po chwili ujął jej twarz w dłoniach, aby się jej przyjrzeć. Policzki Livii były uroczo zarumienione. Patrzyła na niego, jakby była zahipnotyzowana.

– Ja… ja nigdy w życiu tak nie kochałem – powiedział niemal półszeptem, czując, jak z przejęcia głos mu się łamie.

– Kocham cię… – Te słowa nagle same wybrzmiały z jej ust. Ze wzruszenia nie była w stanie powiedzieć nic więcej – tylko tyle i aż tyle.

Na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech. Zamknął oczy na krótką chwilę, jakby coś w nim wreszcie znalazło swoje miejsce. Nachylił się i w końcu ich usta spotkały się w pocałunku – pełnym emocji i głębokiego oddania.

Po dłuższej chwili ruszyli dalej przed siebie. Livia szła cały czas przytulona do niego, z głową opartą na jego piersi, a on, otaczając ją ramieniem, złożył jeszcze pocałunek na jej włosach, które złociły się w świetle zachodzącego słońca. Pragnął zapewnić jej bezpieczeństwo i chronić ją już na zawsze.

„Teraz już wszystko będzie dobrze” – myślał. „Zdobędę tylko te ametysty i zrobię z nich najpiękniejszy naszyjnik na świecie, którego pozazdrości nawet Kleopatra. Livia jest tego warta”.

***

Nadszedł dzień wyprawy po wełnę. Łącznie ruszyło osiem kobiet: pani Długowieczniksowa na czele, trzy niewiasty w średnim wieku, Camma i Edana, trzymające znaczny dystans między sobą, Nessa, jak zwykle entuzjastyczna i pogodna, oraz Livia, w wyśmienitym humorze.

Poprzedniej nocy padał deszcz, więc szlaki były wyjątkowo błotniste. Mimo to Camma kroczyła nienagannie wystrojona w kolorowe hafty pośród grupy pań odzianych w proste i raczej dawno już wynoszone odzienia.

Kiedy kobiety dotarły na wyżyny skalistych gór, zaczęły w końcu dostrzegać coraz więcej zbłąkanych owiec. Niektóre stały spokojnie i to właśnie te najłagodniejsze zostały najszybciej „zajęte”.

Edana, która kroczyła z tyłu, złapała dość nerwową sztukę, która nie miała najmniejszego zamiaru stać spokojnie. Szarpała się i wierciła, a Edana, która była z natury zdeterminowana i nie pozwalała wchodzić sobie na głowę, wytrwale próbowała rozprawić się z trudnym charakterem zwierzęcia. Gdy owca nagle odskoczyła, zirytowana rzuciła się na nią, chwytając mocno za jej grubą wełnę. Zwierzę głośno zameczało, zwracając uwagę kilku kobiet, w tym Livii, Nessy i Cammy. Owca okręciła się szybko, co spowodowało, że Edana poślizgnęła się na mokrej trawie i…

„Plusk!” – Wylądowała plackiem w błotnistej kałuży.

Livia i Nessa westchnęły z przejęcia, ale po chwili zaczęły serdecznie się śmiać. Śmiała się również Camma, ale jej śmiech był przepełniony satysfakcją i szyderstwem.

– Bardzo śmieszne… – burknęła Edana, starając się zachować zimną krew.

Wtem, gdy Edana już zaczęła się podnosić, owca, którą strzygła obok Nessa, wymknęła się nagle, gwałtownie się obracając i szturchając ją głową.

„Plusk!” – Edana znów wpadła do kałuży, podtrzymując się tym razem w pozycji siedzącej.

Wtem owca stanęła nad jej nogami i zaczęła lizać ją po twarzy. Edana z obrzydzeniem próbowała ją od siebie odsunąć.

– Co te durne owce do mnie… – zaczęła rozjuszona, ale urwała, gdy owca omal nie wetknęła jej jęzora do ust.

Nessa klasnęła w dłonie, śmiejąc się.

– Edana, zobacz, jak cię polubiła! Chyba teraz będziecie nierozłączne!

Edana zmarszczyła tylko czoło. Usłyszała, jak Camma śmieje się z satysfakcją.

– W końcu odpowiednia przyjaciółka dla ciebie!

Edana, starając się zachować powagę na twarzy, wstała i zaczęła powoli kroczyć w stronę Cammy. Nikt nie wiedział, czego można się spodziewać.

– Fuj! Trzymaj się ode mnie z daleka, brudasko! – zawołała Camma z grymasem na twarzy, cofając się.

– Lubisz koronki i wstążeczki? – spytała Edana z kamiennym wzrokiem.

– No to zaraz przystroję cię jeszcze lepiej! – I w mgnieniu oka Edana dwoma susami dopadła Cammę.

„Plusk!” – Camma z głośnym pluskiem wpadła do jeszcze większej i głębszej kałuży, pokrywając się błotem od stóp do głów, a przy okazji ochlapując stojącą obok Długowieczniksową, która zamarła z otwartymi ustami, po czym otarła twarz.

Camma, cała ubłocona, wpadła w istną histerię.

– Ty podła żmijo! Będziesz mi to wszystko prała!

– Z chęcią! – zawołała Edana. – Pod warunkiem, że te szmaty zostaną wyprane i wyżymane razem z tobą!

Livia i Nessa ukradkiem wymieniły rozbawione spojrzenia, usatysfakcjonowane takim obrotem spraw. Z pozostałych jedynie pani Długowieczniksowa nie miała powodu do radości.

Tymczasem nikt nie zdawał sobie sprawy, że Asterix i Obelix przechadzali się akurat niedaleko z Idefiksem. Mieli udać się na polowanie, ale Obelix koniecznie chciał przy okazji poszukać jaskini, o której wcześniej usłyszał przy stoisku z ametystami. Asterix był z lekka poirytowany, że Obelix nagle ciąga go po mokrych, górskich szlakach, kiedy cel był początkowo inny.

– Ty i te twoje głupie pomysły! Nie mógłbyś załatwić tego kiedy indziej?

– Teraz… tutaj! Muszę znaleźć coś specjalnego. Coś idealnego na zaręczyny! – odparł tajemniczo Obelix.

– Litości! Mam tylko nadzieję, że nie szukasz jakiejś skały do wyciosania dla niej menhiru!

– Nie, nie! Tym razem nie będzie to menhir! Usłyszałem, że właśnie tu można znaleźć jaskinię pełną pięknych, świecących, purpurowych kamieni. Będą na naszyjnik! – powiedział z ekscytacją, po chwili wskazując pospiesznie na Idefiksa. – Pilnuj go, żeby się nie zgubił!

Asterix jęknął w duchu, bo wiedział już, że nic nie powstrzyma jego zawziętego przyjaciela. Wziął Idefiksa na ręce. Zmęczony i rozdrażniony kroczył za przyjacielem, który nagle przyspieszył kroku, wpatrując się intensywnie w skały, aż zaczął go gubić z oczu. W końcu zniknął mu całkowicie z pola widzenia.

– Obelix! Gdzie jesteś? – krzyczał, ale odpowiadało mu tylko echo.

Będąc na granicy załamania, stąpał po mokrych kamieniach, rozglądając się na wszystkie strony.

– No nie… Nie wytrzymam z tym jego upartym łbem… Obelix!!! – zawołał raz jeszcze, donośniej.

Nagle w dolinie dostrzegł Livię, która w towarzystwie koleżanek strzygła owce. Małe, białe stworki, mecząc, tworzyły ciekawe dysonanse. Asterix z psem na rękach zszedł po skałach ostrożnie, aby nie stracić równowagi.

Livia dostrzegła go w oddali i pomachała.

– Witaj, Asteriksie! – zawołała.

Wtem Edana, solidnie ubłocona, odwróciła się i, spostrzegłszy Asteriksa, zaczęła nerwowo poprawiać swój wygląd.

Asteriksowi, mimo że był poirytowany poszukiwaniami, zrobiło się trochę weselej na widok zmieszanej Edany, ale jeszcze bardziej rozbawiła go cała brązowa Camma, która z miną nieszczęśliwego, rozkapryszonego dziecka wykręcała umoczone fałdy sukienki.

– Livio, czy widziałaś Obeliksa? – spytał.

– Obeliksa? Dziś jeszcze go nie spotkałam – odparła z uśmiechem, próbując jednocześnie ukryć lekkie zmartwienie, czy jej wielki ukochany nie wpadł w kłopoty. Podrapała Idefiksa za uchem.

– Cóż, zostawił mnie i krąży gdzieś po górach – rzekł, rozkładając bezradnie ręce.

– Znów się pokłóciliście?

– Nie, skąd… Po prostu szuka… – ugryzł się w porę w język. – …szuka chyba jakiejś baraniny do zjedzenia.

Livia zrobiła zdziwioną minę, spoglądając na niego z podejrzeniem.

– Nie, nie – powiedziała pośpiesznie Nessa ze słodkim uśmiechem, przytulając się do częściowo ostrzyżonej owcy. – Jak go znajdziesz, powiedz, że nasze nowe przyjaciółki nie są do jedzenia. Gdybyś widział, jak ta owieczka polubiła Edanę… Ile czułości! – zaśmiała się.

– Widocznie dawno nie miała się nad kim pastwić. Z wilkiem nie byłoby tak łatwo… – rzekła Edana, próbując zachować dobrą minę do złej gry.

W tym samym czasie Obelix po zapalczywych poszukiwaniach spomiędzy zarośli dostrzegł w końcu wejście do jaskini na krańcu skalistego wąwozu.

– Nareszcie! – pomyślał i niemal podskoczył z radości. Podbiegł bliżej.

Stanął przed niewysokim, podłużnym otworem, rozszerzającym się ku dołowi. Przyglądał mu się z lekkim wahaniem. Po chwili determinacja znów wzięła nad nim górę. Przykucnął i zaczął wsuwać się do środka. Głowa, ramiona, klatka przeszły, ale kiedy przyszła kolej na jego wielki brzuch, jaskinia nagle zatrzymała go.

Z uporem próbował wciskać się jeszcze dalej, ale w pewnym momencie po prostu utknął. Poczuł irytację. Jak to możliwe, że akurat teraz mu się to przytrafiło, kiedy to w końcu udało mu się po tych żmudnych poszukiwaniach dojść do celu?

Zdesperowany spróbował jeszcze raz. Napierał, szarpał się do przodu, ale pod wpływem tej siły skały zaczęły wydawać niebezpieczne dźwięki, jakby cała naturalna konstrukcja miała za chwilę runąć.

– No nie. Nie mogę iść dalej…

Postanowił, że wyjdzie z powrotem, żeby jednak odnaleźć Asteriksa. Poruszył biodrami… I nic – wyjście okazało się równie niewykonalne.

– No nie…

Obelix tkwił, otoczony przez ciemność, zażenowany sytuacją, aż w końcu wstyd ustąpił miejsca jeszcze większej irytacji. Nabrał powoli powietrza i pełen nadziei, że Livia nigdy się o tym nie dowie, zawołał: – Asterix! Pomocy!

Głos Obeliksa rozbrzmiał echem, docierając do Asteriksa, który zaczynał już się odprężać w towarzystwie kobiet. Livia, rozpoznawszy ten głos, spojrzała na Asteriksa z przejęciem. Asterix zmarszczył czoło.

– Obelix… Lecę do niego! – oznajmił, odwróciwszy się.

– Ja też. – Livia, szczerze zatroskana, najzwyczajniej nie mogłaby zostać i spokojnie kontynuować pracy.

Biegła za Asteriksem przez skaliste wzniesienia w kierunku dobiegających wołań, pokasłując lekko, aż w końcu zauważyła, jak Asterix przystaje i zaczyna chichotać.

– I co? Znalazłeś swoją jaskinię? – spytał, parskając śmiechem, i odstawił Idefiksa na ziemię, a ten zaczął szczekać i nerwowo biegać wokół, chwytając co jakiś czas swojego pana za nogawki.

Zanim Livia zdążyła zobaczyć, co się stało i doznać szoku, usłyszała stłumiony przez skaliste wnętrza głos Obeliksa:

– Asterix, proszę, obiecaj mi, że Livia nigdy się o tym nie dowie!

Usłyszawszy to, Livia w ostatniej chwili zacisnęła usta i poszła ukryć się za skałą wśród zarośli. Asterix spojrzał na jej wystające zza głazu oczy i skinął do niej porozumiewawczo głową. W końcu chwycił Obeliksa za nogi, próbując go wyciągnąć, jednak Obelix wiercił się i kręcił, zakładając, że Asterix pomoże mu raczej w drugą stronę. Wciąż miał cel – wejść do środka. Asterix, który ślizgał się po mokrej ziemi, skarcił go w końcu.

– Przestań się wygłupiać!

– Nie! To ty mnie przestań ciągnąć! Już prawie byłem!

Wtem Asterix poślizgnął się i runął na glebę jak długi, cudem unikając kopniaka.

– Do pioruna!!!

Idefix wciąż biegał wokół, piszczał i szczekał nerwowo. Ta komiczna scena sprawiała, że Livia, która próbowała ze wszystkich sił nie śmiać się na głos, w końcu, czerwona na twarzy, poczuła, że nie może złapać oddechu. Asterix sprzeczał się z Obeliksem, ślizgając się i lądując co chwilę na mokrej glebie, i oczywiście Obelix, wymachujący nogami, parokrotnie niemal go kopnął.

Livia desperacko przyłożyła dłoń do ust i przy próbie nabrania powietrza wydała z siebie krótki, donośny odgłos, trzęsąc się ze śmiechu, po czym mocno ścisnęła krtań, barykadując kaszel cisnący się jej do gardła. Asterix momentalnie spojrzał w jej stronę i zrobił nerwowy gest palcem, przypominając, że ma być cicho. Livia przytaknęła, wciąż mocno tłumiąc dłonią rozpaczliwy śmiech.

– Asterix, czy ktoś tu jest? – Usłyszeli głos Obeliksa.

– Nie, nie, to tylko jakieś echo! – odparł, starając się zachować powagę. – Dobra… koniec tej zabawy.

W końcu zdecydował się użyć magicznego napoju, by móc ostrożnie rozkruszyć fragmenty skał.

Kiedy udało mu się wyswobodzić przyjaciela na tyle, aby mógł się podnieść, Livia odetchnęła z ulgą i otarła łzy, które pod koniec płynęły jej już ciurkiem po poczerwieniałej twarzy. Bolał ją brzuch i wciąż ciężko łapała oddech. Ta chwila kosztowała ją sporo wysiłku. Schowała się trochę głębiej, żeby mieć pewność, że Obelix na pewno jej nie zobaczy.

– Asterix, co to? – spytał Obelix, widząc, jak Idefix obwąchuje niewielki, jajowaty kamień, którego pękające zakamarki ukazywały prześwitujący błękit.

Asterix spojrzał w zdumieniu na fragment skały leżącej wśród rozkruszonych przez niego fragmentów.

– Zdaje się, że mamy tu geodę. I to jaką piękną!

Obelix wydał z siebie podekscytowany okrzyk, spoglądając na skarb. Podskoczył z radości, aż ziemia lekko zadrżała.

– Tego właśnie szukałem! Tylko tamte kamyczki były purpurowe… – Obracał geodę jeszcze przez chwilę w dłoniach, po chwili ożywił się. – Ale to jest nawet piękniejsze! Asterix, jesteś najlepszy! Livia będzie zachwycona! – Uściskał Asteriksa tak ciasno, że ten nie mógł złapać powietrza.

– Obelix, stop! Opanuj się! – zawołał zduszonym głosem.

Livia, która cały czas próbowała dojść do siebie, usłyszawszy to, poczuła rozczulenie.

– A więc ten cały trud podjął dlatego, że pragnie mnie uszczęśliwić… Mój najdroższy…

Gdy mężczyźni zaczęli oddalać się już od jaskini, Obelix nagle spoważniał:

– Asterix, przyrzeknij mi jeszcze raz, że nikt się nie dowie, co tu zaszło. Zwłaszcza Livia… – dodał.

Asterix poklepał go po ramieniu.

– Tak, Obelix, nie masz się o co martwić. To zostanie między nami i… Idefiksem.

Asterix obejrzał się jeszcze w kierunku Livii, której oczy wciąż wyglądały znad skały. Mrugnął do niej dyskretnie, a ona kiwnęła głową.

W drodze powrotnej Livia zastanawiała się tylko, co powie koleżankom, kiedy wróci. Wszak każdy mógł się teraz zastanawiać, co takiego stało się, że ktoś taki jak Obelix potrzebował nagle pomocy.

 

Interludium…

 

– A cóż cię znów tu sprowadza, mały urwisie?

– Dziadku, opowiedz mi coś więcej o babci Livii!

– Treboniksie, czy nie masz innych rzeczy do zrobienia? Może mógłbyś pomóc ojcu z drewnem albo pogonić zwierzęta w lesie?

– Proszę… Wszystko, co mi do tej pory mówiłeś, to to, że była piękna i bardzo dzielna… i że przeganiała dziki z upraw sąsiada… Tata, ciocia i wujkowie też opowiadali trochę, ale wciąż nie wiem, jak się poznaliście, zakochaliście i co…

– …Treboniksie… Nie torturuj swojego dziadka. Mówienie o szczęściu, które już nie wróci, przynosi tylko ból. Czy jesteś w stanie to pojąć?

– Ale dziadziu kochany… Przecież była dla ciebie ważna. Co, jeśli potem nikt jej nie będzie już wspominał?

– Babcia Livia była kimś, kogo nigdy nie spodziewałem się spotkać. Przybyła do naszej wioski tak nagle… Musiała uciekać, bo gonili ją Rzymianie. Pomagała Galom, Germanom… Ta wioska miała zapewnić jej bezpieczne schronienie, ale… wciąż dręczy mnie to, jak bardzo ją zraniłem…

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania