Serce Wielkiego Gala (Asterix&Obelix) - Rozdział 12 - Oda do Siły

– Bardzo dzielnie z waszej strony, że tu przyszliście! – zawołał i uśmiechnął się ironicznie. – Jakże szlachetnie walczycie o tę, która… jakby to ująć… miała słabość do prostaków.

Spojrzał na Obeliksa, z początku tak oszołomionego, że stał bez ruchu. Asterix z niepokojem patrzył na przyjaciela. Widział, jak z każdą chwilą wzbiera w nim prawdziwa furia.

– Mauriksie, nie wierzę własnym oczom! – zawołała Nessa, w której głosie dało się usłyszeć ogromne rozczarowanie. – Ty? Zawsze taki uprzejmy… Powiedz natychmiast, że to jakiś żart!

Maurix uśmiechnął się z przekąsem.

– Wybacz, słonko, ale pomyśl, jak ja mógłbym wiecznie buszować w dziczy, skoro mogę wnieść wkład w rozwój prawdziwej cywilizacji?

– Ty obrzydliwy zdrajco! Jak śmiałeś skrzywdzić Liv… – Obelix ruszył ku Mauriksowi, ale zatrzymał go Asterix.

– Obeliksie, błagam, jeszcze nie teraz…

– Ocho! – zawołał Maurix. – Widzę, że ktoś stale musi cię pilnować. Dlaczego mnie to nie dziwi? A teraz spróbuj spokojnie spojrzeć prawdzie w oczy. Ona nigdy nie patrzyła na ciebie tak, jak myślisz.

Obelix zacisnął pięści, aż paznokcie niemal wchodziły mu pod skórę.

– Asteriksie, ja za siebie naprawdę nie ręczę! – warknął przez zęby. – Za chwilę nic tu z niego nie zostanie.

– Teraz sprawy się zmieniły – kontynuował Maurix. – Powróciłem, bo w końcu będę mógł się tu cieszyć należytym szacunkiem. A wiecie, dlaczego?

Edana skrzyżowała ręce na piersi.

– No, dawaj! – zawołała drwiąco. – Na pewno nas tu wszystkich zaskoczysz, że aż z butów powychodzimy!

– Spokojnie. Za chwilę dacie się wszyscy porządnie zaskoczyć, albowiem od teraz Rzymianie mają przewagę, której nigdy wcześniej nie mieliście okazji poznać! – Wyjął z kieszeni okrągły flakonik, triumfalnie trzymając go w rękach. – Myślicie, że tylko wy macie dostęp do tej potęgi? – Z jego piersi wyrwał się świszczący śmiech… – Zabraliśmy od waszego druida całkiem spory zapas… Teraz dopiero wyjdzie na jaw, kto jest prawdziwym wojownikiem! – wykrzyczał, po czym jednym tchem zażył miksturę.

Asterix, Edana i Nessa natychmiast wypili zawartość swoich flakoników, przygotowując się do walki. Po chwili z pretorium naprzeciwko nich wybiegło kilkudziesięciu żołnierzy. Po sposobie, w jaki się poruszali, Galowie uświadomili sobie, że nie będzie to tak prosta walka jak dotychczas.

Pierwszy do odparcia ataków ruszył Obelix, z pełną determinacją, by chronić swych kompanów. Już od pierwszych ciosów wyraźnie poczuł, że tym razem musi włożyć o wiele więcej wysiłku, by okiełznać przeciwnika. Unieszkodliwił pierwszych pięciu legionistów, choć wyraźnie kosztowało go to więcej sił. Zaraz za nimi biegli następni, którzy uformowali się w zwarte grupy. Obelix wyciągnął pięści, gotów do mocnego uderzenia. Jednak siła kilkunastu żołnierzy sprawiła, że stracił równowagę. Opadając na ziemię, pochwycił za szyje dwóch Rzymian i lądując, uderzył nimi z całych sił o glebę. Miał jednak wokół siebie szereg intruzów, którzy jak jeden mąż rzucili się na niego. W tym czasie Asterix, wykorzystując swój spryt, robił zręczne uniki, przy okazji zadając ciosy i zachodząc uzbrojonych Rzymian od tyłu.

Edana i Nessa dawały z siebie wszystko, trzymając się razem. Ich ciosy nie były tak skuteczne jak u Obeliksa czy nawet Asteriksa, ale udało im się pozbawić ostrej broni niektórych żołnierzy, by same mogły uskutecznić własne ataki.

W pewnym momencie Edana dostrzegła, jak jeden z legionistów zbliża się od tyłu ku Asteriksowi, który siłował się z Rzymianinem, przyciskając go do ziemi. Bez chwili zastanowienia rzuciła się na owego żołnierza, ratując Asteriksa w ostatniej chwili. Ostrze, które trzymała twarda ręka, otarło o jej twarz, raniąc ją do krwi od policzka aż do żuchwy. Upadła na ziemię z jękiem.

– Edana! – zawołał Asterix, który rzucił się na legionistę, wyrywając mu ostrze i wymierzając ogłuszające uderzenie. – Edano, jesteś cała? – zapytał, podając jej rękę.

– Drobiazg… – wyszeptała, próbując uśmiechnąć się mimo bólu.

Wtem otoczyło ich około dwudziestu legionistów. Paru żołnierzy zdecydowanymi i zorganizowanymi ruchami powaliło Edanę i Asteriksa na ziemię. Jeden z Rzymian wszedł do kręgu z piszczącą wniebogłosy Nessą, skrępowaną w silnym uścisku jego ramion. Cisnął nią na brzuch Asteriksa.

W tym czasie Obeliksa z niemal każdej strony próbowało obezwładnić siedmiu legionistów. Gdy spostrzegł swych osaczonych przez rzymski krąg przyjaciół, z wysiłkiem, jakiego już od wielu lat nie odczuwał, próbował ruszyć im na ratunek. Ledwo mógł się jednak uporać z siłą siedmiu ludzi naprutych magicznym wywarem.

Maurix, który dotychczas przemieszczał się po fosach, zachowując bezpieczny dystans, wszedł na pole walki z triumfalnym uśmiechem.

– A więc zdaje się, że nasi legendarni Galowie tym razem są na przegranej pozycji. Wiedziałem, że w końcu musi nastać jakaś sprawiedliwość – powiedział, rozglądając się z satysfakcją. – A więc, mój drogi Obeliksie, zanim zginiesz w swych nieskutecznych próbach ocalenia swej dawnej towarzyszki, popatrzysz jeszcze, jak giną twoi przyjaciele…

– Nie! – wrzasnął rozpaczliwie Obelix, szarpiąc się jeszcze gwałtowniej, jednak stracił równowagę i upadł na kolana.

– Widzicie, jak to łatwo poszło? Już niebawem wszelki słuch po was zaginie. Ale spójrzcie na to z innej strony. Przynajmniej w ostatnich chwilach życia mieliście tę możliwość, by w końcu się przekonać, czym jest równa, sprawiedliwa walka.

Wtem Edana z widocznym wysiłkiem na twarzy poruszyła się i zaczęła przeszukiwać kieszenie swej spódnicy. W końcu wyjęła to, czego szukała.

– Jak jasny gwint, to miło z waszej strony! – powiedziała ochryple. – …ale już pora znów pokazać wam, szczurom, gdzie wasze miejsce!

Wstała na chwiejnych nogach i pośpiesznie otworzyła woreczek.

– Teraz na mój znak: wio stąd! – syknęła konspiracyjnie do Asteriksa i Nessy. Asterix zawołał zdumionym głosem, ale zanim zdążył coś powiedzieć, Edana zaraz okręciła się, miotając jakimś dziwnym, granatowym pyłem i oprószając zdezorientowane twarze otaczających ich Rzymian. Żołnierze, oślepieni granatowymi oparami, zaczęli się krztusić, wyrzucając ustami i nozdrzami kłęby ciemnego dymu.

– Ruchy, ruchy, ale już! – zarządziła, wstrzymując oddech i chwytając z obu stron Asteriksa i Nessę.

 Asterix w porę wybiegł między żołnierzami, opuszczając krąg, zaś Nessa, wciąż trzymając się kurczowo ramienia Edany, przy próbie opuszczenia z nią kręgu nieopatrznie zahaczyła o ramię jednego z żołnierzy, a ten, ku jej zdumieniu, przewrócił się z impetem. Zatrzymała się zszokowana. Edana, zasłaniając oczy, wybiegła prędko z kręgu. Odszukała wzrokiem Obeliksa, który z determinacją walczył, próbując ostatkami sił docisnąć dwóch żołnierzy do ziemi, podczas gdy pozostała piątka mocowała się z nim ze wszystkich sił. Ściskali go za szyję, kopali w korpus… Jedno oko Obelix miał widocznie podbite.

Edana odwróciła się w poszukiwaniu Asteriksa i Nessy. Ku swojemu przerażeniu spostrzegła, że Asterix i Nessa również zaczynają krztusić się granatowym pyłem. Wrzasnęła na nich, rozkazując im, czym prędzej się schronić. Sama chwyciła za miecz i ruszyła pomóc Obeliksowi.

Unieszkodliwiła od tyłu żołnierza, który najboleśniej ściskał go za gardło. Obelix, ku swej natychmiastowej uldze, poczuł ogromne wyzwolenie, tym bardziej że chwilę później puściło go jeszcze dwóch Rzymian, którzy ruszyli odpierać ataki Edany. Jednym ruchem obu pięści dobił dwóch leżących pod nim legionistów i, warcząc z wysiłku, zrzucił z siebie dwóch pozostałych. Podbiegł i pochwycił żołnierzy, którzy walczyli z Edaną, ściskając ich za gardła. Kobieta mogła w końcu wymierzyć mieczem zabójcze ciosy.

Chwilę później Obelix i Edana zorientowali się, że właśnie ruszyła ku nim cała reszta Rzymian, jeszcze chwilę wcześniej gotowa do wykonania egzekucji na Asteriksie i kobietach. Edana, ciężko sapiąc, oznajmiła:

– Obeliksie, być może oni jeszcze o tym nie wiedzą, ale są już całkiem nieszkodliwi.

Obelix spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami, w których zaczęła pojawiać się satysfakcja, jakby powrócił stary, dobry pogromca rzymskich garnizonów.

Ruszyli ku nim.

– ŁUP! ŁUP! ŁUP!… – wybijali ich jeden za drugim wysoko w powietrze.

Jeszcze chwila… Jeszcze jeden ucieka… „CIACH!” …i walka była skończona.

Obelix spojrzał z wdzięcznością na Edanę i wzruszony przyciągnął do siebie jej głowę, przykrywając uszy.

– Wybawicielka… – zwrócił się do niej i z donośnym cmoknięciem ucałował jej czoło.

– Co takiego?! – zawołała, robiąc grymas. Jej uszy były zakryte przez jego ogromne dłonie.

– Wybawicielka! – zawołał Obelix, tym razem nazbyt donośnie.

– Nie jestem głucha! – obruszyła się, odpychając jego ręce. – A te czułości lepiej zachowałbyś dla kogoś innego.

Wtem zza fosy wyłonili się Asterix i Nessa.

– Edana, to było niesamowite! – zawołała Nessa, biegnąc do niej w euforii.

Jednym susem odbiła się od ziemi i zawisła na barkach Edany, fikając nogami w powietrzu. Zarzucając jej ramiona na szyję, ucałowała oba policzki.

– A jednak dobrze, że Obelix nie jest aż tak egzaltowany – odparła Edana, lekko skonsternowana. Wtem spojrzała w bok i momentalnie jej ton zaostrzył się: – Ale wykażcie jeszcze chwilę skupienia, bo ktoś próbuje nam się wymknąć!

Obelix odruchowo podążył za jej wzrokiem i spostrzegł Mauriksa, który próbował się nerwowo ukryć i właśnie znikał za krawędzią pretorium.

– Osz ty tchórzu… – warknął Obelix przez zęby. Jego wcześniejsza furia wróciła nagle ze zdwojoną mocą. Ruszył ku niemu, aż ziemia dudniła.

Dopadł Mauriksa przy samym wejściu do pretorium. Poczerwieniały na twarzy, jednym szarpnięciem powalił go na ziemię i przydusił za gardło. Podczas gdy Maurix, dławiąc się i wywracając oczami, próbował ze wszystkich sił rozluźnić uścisk, Obelix nie przebierał w słowach:

– Ty draniu! Ty szpiclu! Ty… ty parszywy zdrajco! – wrzeszczał przez zaciśnięte zęby, potrząsając nim.

– Obelix, przestań natychmiast! – wrzasnął Asterix zachrypniętym głosem.

Ale Obelix zdawał się ich nie słyszeć. Trzymając cały czas jedną ręką Mauriksa za gardło, drugą ścisnął w pięść i zaczął wymierzać cios za ciosem.

Nessa krzyknęła coś rozpaczliwie, ale zlało się to w jeden, niewyraźny dźwięk. Edana osłupiała. Asterix złapał się zszokowany za głowę. Ruszył w jego stronę.

– Na wszystkie bóstwa, on naprawdę traci nad sobą kontrolę… OBELIX, WYSTARCZY!

Obelix puścił półprzytomnego Mauriksa, a on opadł z głuchym jękiem. Spojrzał na przewróconą obok ogromną, kamienną figurę jakiegoś rzymskiego dostojnika. Podszedł do posągu, wsunął ręce pod tors i uniósł go. Maurix drgnął i spróbował jeszcze odczołgać się do tyłu. Asterix zawołał:

– Nie rób głupstw! Obelix… Livia!

Nagle Obelix znieruchomiał. Furia na jego twarzy zniknęła. Odstawił kamiennego kolosa na ziemię i zaczął się rozglądać.

– Livia? Gdzie?

Asterix zauważył coś jeszcze niepokojącego:

– Obelix, posąg!

– Gdzie ona jest? – Rozglądał się coraz bardziej energicznie.

– POOOSĄĄĄG! – krzyknęli wszyscy pozostali Galowie.

Jednak było już za późno. Maurix zdążył tylko otworzyć usta, gdy zobaczył nad sobą prędko zbliżającego się kamiennego Rzymianina.

Łup! Ziemia zadrżała.

Przez chwilę nikt się nie odzywał. Obelix odwrócił się powoli. Spojrzał na leżący posąg w miejscu, gdzie przed chwilą leżał Maurix. Wokół opadał kurz.

– …Oj… – bąknął nerwowo.

– No właśnie, „OJ”! – wybuchnął Asterix rozjuszony. – Kto nam teraz powie, gdzie jest Livia, co?!

Obelix przełknął ślinę.

– Maurix…? – przemówił w stronę leżącej figury. – Maurix…? – Znów nikt się nie odezwał. Obelix uniósł wzrok na swych towarzyszy. – Chyba się obraził…

Asterix aż wyrzucił ręce w górę, Edana prychnęła, a Nessa przyłożyła dłonie do ust.

– Aaa… a może… – zaczęła ostrożnie. – Może jeszcze żyje?

Edana spojrzała na nią ostrzej, krzyżując ramiona.

– Oczywiście. A Kakofonix jest wybitnym muzykiem!

Obelix zaczął rozglądać się powoli po polu, na którym leżeli pokonani legioniści. Część z nich była jeszcze przytomna, choć obolała. W pogłębiającym się wieczornym mroku wypatrzył drobniejszego żołnierza, do którego miał akurat najbliższą drogę. Wystarczył jeden impuls, by odzyskał determinację. Zdecydowanym krokiem udał się w kierunku legionisty. Uniósł go jedną ręką, a drugą zaczął policzkować.

– Gdzie jest Livia?! – ryczał gniewnie Obelix, ale zdezorientowany legionista nie wiedział, o co mu chodzi. Obelix jednak nie przestawał, ciągle go policzkując i żądając wyjaśnień na temat Livii.

– Czy już naprawdę rozum ci odjęło?! – zawołał za nim Asterix, niemal zdzierając sobie gardło. Głęboko sapiąc, biegł znów w jego stronę.

– Asteriksie, ja właśnie próbuję wydobyć ważne informacje, nie widzisz tego?! – krzyknął na niego zdenerwowany.

– Hej, hej, tylko spokojnie! – próbował dotrzeć do niego nieco łagodniej, wyciągając ręce w obronnym geście. W końcu stanął bliżej. – Obeliksie, posłuchaj, oni nie wiedzą nic o Livii. Dla nich to była Balbina, pamiętasz?

Legionista nagle bardziej oprzytomniał, rozumiejąc już wszystko.

– Balbina! Tak, tak… Zaraz wszystko powiem, tylko przestań mnie już okładać, bo sama mowa już mnie boli… – odparł żołnierz wysokim, łamiącym głosem, próbując zebrać się w sobie.

– Gadaj – warknął Obelix, puszczając go. Żołnierz opadł na ziemię.

Żołnierz westchnął z ulgą i poprawił hełm.

– Balbina trafiła tu nieprzytomna. Ta dziewczyna od szycia, która zdradziła Imperium – o nią chodzi, tak? Nie widziałem jej już potem. Poinformowano nas, że zostanie od razu wywieziona zaprzęgiem.

– Gdzie? – zawołali jednocześnie wszyscy Galowie.

– Od dwóch godzin jej nie ma, więc pewnie jest już w drodze. Jedzie do samego Juliusza Cezara. Zamierzają osadzić ją wśród zdrajców Imperium, a Cezar osobiście ma oglądać egzekucję.

– Juliusz Cezar? – spytała Nessa z dużym niepokojem, kładąc dłonie na swych policzkach. – Ale gdzie on teraz może być?

– Ostatnio stacjonuje w swej bazie operacyjnej przy Alpach, niedaleko Rubikonu. Balbinę czeka długa droga – wyjaśnił.

– W stronę Rubikonu, czyli na południe! – stwierdziła Edana z lekka niepewnie.

– Powiedziałbym, że bardziej na południowy wschód – poprawił ją Asterix.

– Nie, nie – rzekł legionista. – Wpierw trzeba przekroczyć Sekwanę, żeby w ogóle iść w tamtą stronę. Musieli pojechać tędy. – Wskazał palcem kierunek.

– Nieźle umiesz współpracować – stwierdził pochlebnie Asterix. – Może będą jeszcze z ciebie ludzie – dodał, klepiąc żołnierza po plecach, a ten jęknął cicho z bólu.

– Wpierw czeka mnie dłuuuga rehabilitacja – odparł, po czym położył się plackiem na ziemi, wzdychając z ulgą i przymykając oczy.

Galowie pomknęli w kierunku najbliższego powozu, do którego zaprzężone były cztery ciemnobrązowe konie. Wsiedli pośpiesznie, a Asterix złapał lejce i mocno nimi uderzył. Konie pocwałowały, a Nessa, odrzucona pędem w tył, prawie wypadła z powozu.

Powóz z Galami mknął dłuższy czas szlakiem wiodącym to przez pola, to przez leśne gąszcza. Powoli robiło się coraz ciemniej, a rzymskiego powozu wciąż próżno było szukać na horyzoncie. Obelix zaczął się mocno niecierpliwić.

– W ten sposób nie znajdziemy jej, zanim nastanie zupełny mrok! Te konie są trochę za wolne… – stwierdził poirytowany.

Nagle, ku zaskoczeniu wszystkich, Obelix zręcznie wyskoczył z jadącego zaprzęgu i uwolnił konie.

– Wy zróbcie sobie wolne – zwrócił się do zwierząt. – Teraz Obelix wykona za was całą robotę.

Chwycił za dyszel wozu. Ku zdumieniu Edany i Nessy zaczął biec.

– Aaaa! – krzyknęły obie, kiedy Nessa niemal wyleciała w powietrze, gdy Obelix zaczął ciągnąć wóz z prędkością, jakiej jeszcze nigdy nie doświadczyły.

Asterix, śmiejąc się na cały głos, przytrzymał mocniej Nessę, która zawołała:

– Wszyscy wiemy, że Obelix jest silny, ale to już chyba przesada!

Droga zaczęła znikać pod kołami w zawrotnym tempie. Drzewa migały po bokach jak rozmazane cienie, a powietrze świstało w uszach, aż wreszcie na horyzoncie pojawiły się jakieś światła. Obelix, pełen determinacji, przyśpieszył jeszcze bardziej, aż w końcu wszyscy dostrzegli zarys powozu. Gdy znaleźli się jeszcze bliżej niego, Obelix zahamował, puścił dyszel i sam pomknął, by zatrzymać powóz.

Bez chwili wahania złapał gwałtownie za tylną belkę drewnianego wozu, wywołując gwałtowne skrzypienie kół i odgłos przerażonych koni, które pokładły się na ziemi. Cały zaprzęg stanął, wzbijając kurz na wszystkie strony. Dwóch zdezorientowanych żołnierzy wybiegło z przodu.

– Co się…

Nie dokończyli.

Siup! Jeden poleciał daleko w pole.

Siup! Drugi zaraz za nim.

Obelix już ich nie widział. Jednym ciosem powalił tylną, drewnianą ścianę zaprzęgu. W środku powozu panowała całkowita ciemność. Sięgnął po jeden z przytwierdzonych do powozu lampionów. Światło zadrżało. Na moment zwrócił uwagę na rozrzucone, pleśniejące kawałki chleba, a potem na cień skulonej postaci w kącie. W końcu dostrzegł jej twarz.

– Livio… – szepnął Obelix, czując, jak radość, a jednocześnie żal ściskają go za gardło.

Jej oczy były zaczerwienione. Gdy dostrzegła Obeliksa w świetle lampionu, przez chwilę patrzyła z niedowierzaniem. Zaraz z jej piersi wyrwało się ciche łkanie.

Obelix natychmiast wspiął się do środka, zbliżył się do niej i przykucnął. Odstawił lampion, by obiema dłońmi rozerwać po kolei kajdany. Zanim zdążył ponownie pochwycić lampę, Livia, cała drżąca, wtuliła się w niego całkowicie bezbronnie. Z jej oczu wciąż spływały łzy.

Obelix objął ją wolną ręką i położył policzek na jej głowie. W końcu poczuł błogość tej chwili, jakby czekał na nią zbyt długo. Pogłaskał ją delikatnie po włosach, po czym ostrożnie przytulił do siebie trochę mocniej.

– Już dobrze, już po wszystkim – powtarzał jej ze wzruszeniem.

– Myślałam, że ze mną koniec – wydusiła z siebie, łapiąc oddech przez łzy.

– Jestem tu – szepnął. – Nic ci już nie będzie.

Wstał, unosząc ją na ramionach, a ona objęła go za szyję, opierając głowę na jego barku. Opuścił z nią powóz i delikatnie postawił na ziemi. Livia, której łkanie zaczęło powoli ustępować, spojrzała mu w oczy. Obelix poczuł, jak cały świat odpływa, pozostawiając przed nim tylko ją.

– Tak się bałam, że już więcej cię nie zobaczę – powiedziała, kładąc mu dłoń na policzku. Dostrzegłszy w świetle lampionu podbite oko, głaszczącym ruchem poprowadziła drugą dłoń po poczerwieniałym siniaku. – Jesteś ranny… – wyszeptała z troską.

– To nic – szepnął pośpiesznie. – Warto było.

Serce waliło mu jak młot, gdy Livia trzymała jego twarz w swych dłoniach.

Poczuła przypływ silnego impulsu. Już miała zbliżyć twarz, kiedy pozostała trójka zdążyła ich już dogonić.

– Livia! – zawołała Nessa, która dobiegła do dziewczyny, wyprzedzając Edanę i Asteriksa.

Livia odwróciła się w jej stronę i delikatnie się uśmiechnęła, gotowa na mocny uścisk.

– Nesso! I ty też tu jesteś… – odparła, obejmując ją w pasie, kiedy to Nessa zdążyła wtulić się w jej bark. – …i Asterix jest… Edana, ty też!

– Przepraszam, przepraszam, tak bardzo cię przepraszam! – powtarzała Nessa gorączkowo, ale zanim Livia zdążyła jej coś odpowiedzieć, usłyszała wołanie Asteriksa.

– W końcu! – Podszedł do niej. Na jego twarzy wciąż malowało się napięcie, ale w oczach była już widoczna wyraźna ulga.

– Asteriksie… – rzekła Livia z radością.

– Narobiłaś nam trochę kłopotów, wiesz? – Kącik jego ust drgnął lekko.

– Przepraszam… Wybaczycie mi?

– Zastanowimy się – odparł, po czym przyciągnął ją do mocnego, krótkiego uścisku.

Za nim stała Edana, która przez chwilę tylko patrzyła. W końcu podeszła do Livii i zmierzyła ją wzrokiem.

– Wyglądasz fatalnie – rzuciła sucho.

Livia dopiero w świetle lampionu trzymanego przez Obeliksa dostrzegła na jej policzku zastygającą ranę.

– Ty też nie najlepiej. Mam nadzieję, że to nic poważnego.

Edana prychnęła.

– Przynajmniej stoję stabilnie – odparła i, zapominając na chwilę o rezerwie, z jaką zwykle do niej podchodziła, objęła ją szybkim ruchem. – A ty, zanim znowu postanowisz posłuchać jakiejś głupiej rady, słuchaj się lepiej mnie. – Puściła ją.

– Oczywiście, Edano – przytaknęła. – Od teraz tak będzie.

Edana odsunęła ją od siebie i szturchnęła w ramię.

– Ta, na pewno! – Kąciki jej ust uniosły się nieznacznie.

Livia rozejrzała się jeszcze, by objąć wzrokiem każdego z obecnych.

– Dziękuję. Dziękuję wam wszystkim. I jeszcze raz was przepraszam…

Asterix pokiwał głową.

– Nie drąż. Nudne to już jest… – Objął Livię ramieniem.

Edana i Nessa zabrały jeszcze po lampionie z zaprzęgu, po czym wyszły naprzód, oświetlając drogę. Livia szła, lekko wsparta na ramieniu Asteriksa, odwróciła głowę w kierunku Obeliksa, który kroczył z lampionem z tyłu. Ich spojrzenia jeszcze raz się spotkały. Uśmiechnęła się do niego. Obelix odwzajemnił jej uśmiech – tym razem już nie tak nieśmiało, ale z czułością.

Gdy wszyscy dotarli do powozu, Livia zasiadła między dziewczynami, a Asterix zajął miejsce za nimi. Obelix chwycił za dyszel i, oświetlając drogę pochodnią, ruszył już w znacznie spokojniejszym tempie. Po wyjątkowo trudnej, lecz zwycięskiej misji Galowie wracali do bezpiecznej wioski.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania