Serce Wielkiego Gala (Asterix&Obelix) - Rozdział 13 - Z mroku ku jasności

Galowie wraz z Livią dotarli powozem do osady jeszcze przed świtem. Choć była cała i zdrowa, wciąż udzielała jej się trwoga z ostatnich przeżyć. Od czasu do czasu dostawała drgawek, co Edana i Nessa wyraźnie odczuwały, a chłodna noc tylko nasilała ten objaw. Obie próbowały ją rozgrzać z obu stron, a siedzący z tyłu Asterix narzucił na nią płat niedźwiedziej skóry, który wcześniej leżał na jego miejscu. Mimo że nie mogła przez dłuższy czas odzyskać kontroli nad ciałem, radowała się, że wraca do osady. Wciąż dostawała gęsiej skórki, choć nie była przekonana, czy to od chłodu, czy może było to pokłosiem tej osobliwej chwili, którą przeżyła zaraz po zostaniu znalezioną.

Obelix z kolei nareszcie poczuł, jak jego wewnętrzny mur niepewności powoli się rozpada.

Pierwszym celem po dotarciu do wioski była chatka Airy – wszyscy byli zgodni, że staruszka powinna jak najszybciej spokojnie zasnąć. Gdy dotarli na miejsce, przeczucia okazały się trafne. Aira rzeczywiście nie spała. Siedziała przy oknie, jakby czuwała tam przez całą długą noc. Mimo ogromnego zmęczenia, jak tylko dostrzegła powóz, ożywiła się, próbując w skupieniu upewnić się, co takiego ukazało się jej oczom. Nagłym ruchem chwyciła swą pasterską laskę i udała się w kierunku głównego wejścia tak szybko, na ile tylko pozwalało jej stare ciało. Rozpostarła ramiona.

– Livia! Na niebiosa, Livia!

Livia, przeciskając się przez Edanę, zeszła z wozu i pomknęła, by wtulić się w ramiona staruszki, śmiejąc się z emocji.

– Jestem! Wróciłam, Airo, wróciłam!

– Dziecino ma kochana! – łkała Aira, głaszcząc jej włosy.

Pozostali zatrzymali się w milczeniu, pozwalając tej chwili wybrzmieć. Aira spojrzała na nich, a w jej oczach pojawiła się wdzięczność.

– Jesteście prawdziwymi bohaterami. Wszyscy!

Livia podeszła raz jeszcze do Obeliksa, przytulając go mocno, a następnie pożegnała pozostałych. Ściskając Edanę i Nessę, zastanawiała się, czy nie zadać pytania, które było dla niej istotne, choć z drugiej strony przeczuwała, że jest śmieszne:

– To widzimy się rano w warsztacie?

Edana i Nessa spojrzały po sobie zaskoczone, a Asterix zaczął chichotać, próbując powstrzymać wybuch głośniejszego śmiechu.

– Kto tam chce, niech sobie idzie z rana harować. Na mnie nie liczcie! – odpowiedziała Edana, nieco podnosząc głos.

Nessa, początkowo zbita z tropu, w końcu wybuchła śmiechem.

– Livio, ty to masz jednak wspaniałe poczucie humoru.

Asterix, wciąż rozbawiony, objął ramieniem Livię, która spojrzała tylko w dół.

– Jeszcze tej nocy uprowadzona i osadzona, a teraz martwisz się o to, by iść z rana do pracy. Ładny, ładny z ciebie numerek.

– Ja już też chyba wymiękam – przyznał Obelix. – Taki szmat drogi… I zdążyłem zgłodnieć jak nigdy. Dopiero czuję, jak brzuch do mnie przemawia.

– Bez obaw – wtrącił Asterix, uśmiechając się szeroko. – Zapewne już niedługo wszyscy napchamy się pod korek. W końcu taka chwila aż prosi się o ucztę.

***

Był rok 49 p.n.e. Juliusz Cezar zapanował niemal nad całą Galią, która, zmuszona podporządkować się rzymskim wpływom, utraciła nie tylko niezależność, lecz także częściowo tożsamość kulturową. Druidzi powoli tracili swą znaczącą pozycję w społeczności. W niektórych zajętych osadach rzymscy dowódcy zakazali druidom zwoływania zgromadzeń, obawiając się, że podtrzymują opór. Coraz słabiej przekazywano wiedzę o przodkach i znaczeniu tradycji.

Romanizacji uległy obrzędy religijne, architektura i moda, co sprawiło, że Galia stopniowo przestawała przypominać krainę z czasów swej świetności. Rozwinął się rzymski system monetarny.

Jednakże jedna, jedyna osada zamieszkana przez nieugiętych Galów wciąż stawiała opór rzymskiemu najeźdźcy, zawzięcie broniąc swej autonomii i wolności ziemi. Najazdy zdarzały już się coraz rzadziej. Mimo że wioska Asparanoiksa skutecznie obroniła się przed zbrojnymi napadami imperialistów, od pewnego czasu skutki gospodarcze i handlowe stawały się coraz bardziej dotkliwe dla całej społeczności. Wioska Asparanoiksa nadal pozostawała odizolowaną enklawą.

Pewnego ranka, po kolejnej udanej misji, Asterix udał się z wozem na targ. Był pełen uznania dla ogromu wysiłku, jaki Obelix włożył tej nocy, dlatego postanowił sam zatroszczyć się o sycące śniadanie. Jego przyjaciel zasłużył na nie jak nigdy dotąd.

Obelix po ostatniej misji ledwo mógł zmrużyć oczy. Był w doskonałym nastroju, ale jednocześnie odczuwał olbrzymi głód. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się, by jego emocje były na tyle silne, żeby zapomniał o swym apetycie.

Kiedy Asterix znalazł się wśród straganów, zauważył, że atmosfera jest bardziej ponura niż zwykle. Kupcy nie nawoływali entuzjastycznie do swoich stoisk jak dotychczas. Rozglądał się wokół, lecz nigdzie nie było satysfakcjonującego asortymentu.

W końcu podszedł do stoiska swojego starego znajomego – przyjaznego, siwego sprzedawcy o imieniu Kodix, który handlował różnościami, głównie mięsem, oliwą i suszonymi owocami.

– Dzień dobry, Kodiksie! – zawołał z uśmiechem. – Co się dzieje? Masz dziś dość skromny asortyment.

Spojrzał na zaledwie dwie zajęcze tuszki, udo z jelenia, już nie pierwszej świeżości, oraz kawałek schabu z dzika. Obok leżały suszone jabłka i rodzynki rozłożone na chustach. To było wszystko.

Kodix wyraźnie posmutniał, ciężko westchnął i spuścił wzrok.

– Ach, Asteriksie, ciężkie czasy nam nastały. Nie było możliwości dostarczyć więcej. Ceny wszystkiego poszły tak drastycznie w górę… Kupcy z zewnątrz coraz częściej odmawiają dobicia targu, a i naszych surowców jest już zbyt mało, by wysyłać je na eksport, który i tak blokują Rzymianie.

– Ale jak to? – spytał Asterix z wyraźnym niedowierzaniem. – Przecież nasza wioska zawsze była niezależna. Po to właśnie walczyliśmy!

Kodix pokręcił głową.

– Nasza wioska jest teraz sama jak palec w całym Imperium. Cała Galia przyjęła rzymskiego denara. Nasze monety przestają być cokolwiek warte, a złoto jest na wyczerpaniu. Obawiam się, że w końcu będziemy musieli częściowo przyjąć warunki Imperium… Ach, wolałbym się mylić…

– Nie… Trzeba znaleźć jakieś rozwiązanie! Nie możemy do tego dopuścić… – powiedział stanowczo, choć zaczynał rozumieć powagę sytuacji i poczuł niepokój.

– Wiem, Asteriksie. My, Galowie, jesteśmy ludźmi z krwi i kości, a walka o niezależność zawsze była naszym priorytetem. Jednak czasy się zmieniają. – Wzruszył ramionami bezradnie. – Rzymianom nie udało się podbić naszej osady siłą, ale mają inne środki, by wymusić na nas podporządkowanie. Niedługo może być naprawdę bardzo źle.

Asterix zmarszczył brwi i przytaknął ze zrozumieniem. Przyszło mu to jednak z wielkim trudem.

– Dzięki za wyjaśnienie, Kodiksie. Jeszcze pomyślę, jak można by temu zaradzić. Na razie wezmę całe mięso, jakie masz, i połowę tych suszonych jabłek.

Okazało się jednak, że cena za całość była znacznie wyższa, niż początkowo sądził Asterix. Zrezygnował z zakupu jeleniego uda, a zamiast połowy zapasu suszonych jabłek kupił jedynie ćwierć. Wracając, zastanawiał się, co powie Obeliksowi. Wiedział, że wizja podporządkowania wioski rzymskiemu prawu rozwścieczyłaby go nie na żarty.

Tymczasem Obelix wesoło bawił się z Idefiksem, chcąc nadrobić dłuższą rozłąkę. Chował przed nim szmacianą lalkę odzianą w miniaturową rzymską tunikę, aby piesek mógł bawić się w polowanie na Rzymianina. Gdy Idefix wytropił lalkę za menhirem zdobiącym podwórko przy chatce, Obelix z entuzjazmem uniósł go wysoko w górę, biegał z nim po całym podwórku i wiwatował na jego cześć. Potem odstawił go na ganek, gdzie piesek spokojnie rozszarpywał lalkę na drobne kawałki, robiąc wokół siebie niemały bałagan.

Kiedy Asterix wrócił, Obelix, nastawiony na wielką wyżerkę, natychmiast do niego podbiegł. Widząc skromny pakunek, wytrzeszczył oczy.

– Eee… Asterix, czy to dla Idefiksa? Bo przecież nie dla mnie! – powiedział z lekkim rozbawieniem.

– Spokojnie, Obeliksie, przecież to tylko tak na przystawkę! – odpowiedział Asterix, siląc się na pogodny ton. – Wiesz co, dziś na targu mieli wyjątkowo chude mięso. Pewnie najlepsze sztuki zeszły podczas wczorajszego Święta Wiosny. Wiesz, jak to jest, kiedy gości się przybyszów z innych wsi.

– No to skoro mieli tylko chude mięso, moglibyśmy wzbogacić je trochę smalcem. Mamy przecież trochę w zapasach. Nie jestem szczególnie wybredny. Zwłaszcza dziś.

– Zapasy, no właśnie! – Ożywił się nagle Asterix. – Obeliksie, co powiesz na czyszczenie spiżarni?

– Czyszczenie spiżarni? Po co?

– No wiesz… Pełno tam konserw… Suszone warzywa, sosy, pasty po zupach… ogólnie same rarytsy, a miejsca zaczyna brakować. Co o tym myślisz?

Obelix spojrzał na niego podejrzliwie.

– I akurat teraz, kiedy wracasz z przystawką ledwie dla jednej dorosłej osoby, przypomniała ci się spiżarnia?

Mimo swojego zdziwienia uległ jednak pokusie wizji solidnego posiłku. Odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę spichlerza.

Asterix odetchnął z ulgą.

 Obelix rozejrzał się po półkach i zaczął „czyścić”, a raczej opróżniać pojemniki jeden po drugim, zagryzając ich zawartość wędzonymi kiełbasami.

 – Te pasty z zup też mam czyścić? – spytał z pełnymi ustami, gdy otworzył ósmy pojemnik i z niepewnością spojrzał na jego mało apetyczną zawartość.

 – Oczywiście! To przecież gęsta potrawa – taki wręcz koncentrat.

 – No dobrze, Asteriksie, ale nie rozumiem, po co to całe wydziwianie…

 – Bo pomyślałem, że tak wielki wojownik, który tak świetnie się spisał, zasłużył dziś na wyżerkę… taką wiesz… wyjątkowo urozmaiconą!

 – Najpierw mówisz o czyszczeniu spiżarni, a potem o wielkim wojowniku… Dziwne masz metody honorowania bohaterów… No ale cóż, jak trzeba, to trzeba. – Wzruszył ramionami i wrócił do swojej „uczty”.

 – Och, już nie narzekaj. Jutro i tak będzie uczta! – Asterix, sam zagryzając kiełbasę, klepnął Obeliksa w ramię. – Oczywiście, oprócz twoich ulubionych dzików nie zabraknie też Livii!

 – Tak, wiem o tym – odparł Obelix, przełykając kęs chleba, po czym dumnie uniósł wzrok. – I tym razem zaproponuję jej wspólne spędzenie czasu we dwoje. W końcu Livia już wie, że może na mnie polegać.

 – No, Obeliksie! Po prostu potrzebowałeś więcej wiary w siebie! – zawołał radośnie Asterix. – A teraz pójdę do Panoramiksa, na wypadek gdyby jeszcze nie wiedział o Livii, a ty spokojnie jedz i odpoczywaj, ile potrzebujesz.

***

Po pięciogodzinnym śnie, poprzedzonym skrajnymi przeżyciami, Livia szybko doprowadziła się do porządku. Umyła się, rozplotła potargane warkocze, rozczesała włosy i włożyła świeży strój – szarą lnianą bluzkę oraz białą spódnicę. Choć działała z pozornie wyuczoną rutyną, emocje i adrenalina wciąż targały nią od środka. Po rozmowie z Airą dowiedziała się o Ferriksie. Wzdrygnęła się jednak na myśl o pamiętnych okolicach, które musiała przemierzyć, by go odwiedzić. Nie chciała jednak zwlekać.

Pożyczyła od Airy obszerną, ciemnozieloną pelerynę z kapturem. Przed wyjściem, otuliła się nią i mocno naciągnęła na głowę kaptur.

Szybkim krokiem mijała malownicze, leśne okolice, nie pozwalając, aby strach przejął nad nią dowodzenie.

„Teraz nic się tu nie dzieje. Teraz teren jest bezpieczny…” – mówiła do siebie w myślach.

Na szczęście droga minęła dość sprawnie.

Kiedy druid otworzył jej drzwi, Livia zsunęła z głowy kaptur. Starzec rozpromienił się na jej widok.

 – Wróciłaś do nas! – Objął ją za ramiona i ucałował policzki. – Miałem nadzieję, że cię ocalą, i udało się, dzięki bogom…

 – Och, Panoramiksie! – westchnęła Livia, odwzajemniając uścisk. – Bałam się, że już nigdy tu nie wrócę. Byłam już daleko, w drodze do Cezara, zamknięta w ciemnym wozie i przykuta do łańcuchów… Myślałam, że to koniec… A potem przyszedł po mnie on… Obelix.

 Panoramix spojrzał Livii w oczy i dostrzegł wyraźny błysk, który pojawił się w nich po wypowiedzeniu tego imienia.

 – …a potem reszta przyjaciół. Asterix, Nessa i Edana – dodała.

 Panoramix pogłaskał ją po policzku.

 – Chodź. Napijesz się ziołowego naparu.

 – Bardzo dziękuję – odpowiedziała, siadając przy stole na wskazanym miejscu.

 Po chwili spojrzała na druida z powagą.

 – Dowiedziałam się o Ferriksie. Aira opowiedziała mi wszystko. Jak on się teraz czuje?

 – Ach… ciężko. – Panoramix westchnął, napełniając miedziany kubek wywarem z rumianku. – Gdy wczoraj na chwilę odzyskał przytomność, ledwo mógł mówić. Zdołał jednak przekazać nam istotne szczegóły, które ostatecznie pomogły cię odnaleźć.

 Podał Livii kubek. Ostrożnie upiła łyk, po czym odstawiła gorące naczynie. Coraz wyraźniej malował się na jej twarzy smutek. Panoramix położył dłoń na jej ramieniu.

 – Jest szansa, że to przeżyje. Robię wszystko, co w mojej mocy. Podaję mu mikstury uśmierzające ból… Dziś rozmawiał już ze mną całkiem przytomnie, ale nadal jest skrajnie osłabiony. Mimo wszystko trzeba mieć nadzieję.

 Livia skinęła głową.

 – Czy… Czy mogłabym się z nim zobaczyć?

 Druid przytaknął, podszedł do drzwi izby, uchylił je i gestem zaprosił ją do środka.

 Livia weszła powoli. Jej uwagę natychmiast przyciągnął blady mężczyzna leżący na niskim posłaniu. Oddychał słabo, lecz spokojnie. Widok zakrwawionego opatrunku wokół bioder przyprawił ją o dreszcz.

 Spojrzała na jego twarz i serce niemal wyskoczyło jej z piersi. To był on. Jeniec, który nawiedził ją we śnie. Ten sam, którego pamiętała z rzymskich lochów.

 Stanęła jak wryta. Oddech gwałtownie jej przyspieszył, a oczy zaszkliły się od łez. Ostrożnie podeszła do posłania.

 Ferrix poruszył głową i powoli otworzył powieki.

 – Balbina? – wyszeptał, dostrzegając kobietę klękającą przy jego łóżku. – O, bogowie… Ty żyjesz… Gołąbeczko…

 Ciepło, z jakim wypowiedział jej dawne imię, przeszyło ją na wskroś. Wargi jej zadrżały.

 – Ferriksie… – zaczęła łamiącym się głosem. – Nie wiem, co mogę ci powiedzieć. Ty… po tym wszystkim… w takim stanie… poszedłeś mnie ratować… – Jej głos zamarł.

W tej chwili dało się usłyszeć, że ktoś wszedł do chatki. Livia rozpoznała zza ściany głos Asteriksa rozmawiającego z Panoramiksem. Nie rozproszyło jej to jednak. Całą uwagę skupiła na siwiejącym jeńcu o podłużnej twarzy i orlim nosie.

 – Balbina… – powtórzył z uśmiechem.

 Rozmowy dochodzące zza ściany utrudniały wsłuchiwanie się w jego cichy, stłumiony głos. Livia pochyliła się jeszcze bliżej.

 – Wiedziałem, że nie mogę tego tak zostawić.

 Przygryzła wargę. Wspomnienia z poprzedniego dnia – krzyk, szczęk ostrza i zapach tryskającej krwi – do tej pory wydawały się zamglone, lecz teraz wróciły z całą siłą. Poczuła, jak drżą jej dłonie. Ferrix ujął jedną z nich swoimi zimnymi palcami.

 – Jesteś silna, Balbino. Nigdy nie zapomniałem tego, co dla mnie zrobiłaś w lochu. Mogłem umrzeć z głodu albo, co gorsza, skończyć jako niewolnik, a ty mi pomogłaś. Już wtedy wiedziałem, że nie jesteś po ich stronie. Zawsze stałaś po stronie ludzkiej godności.

 Livia klęczała nad nim, czując, jak łzy zaczynają spływać po jej policzkach.

 – Ferriksie… teraz pamiętam. Wszystko pamiętam – powiedziała cicho, z trudem panując nad głosem. – Tak bardzo chciałabym jeszcze coś dla ciebie zrobić…

 – Wystarczy… Już wystarczy, Balbino…

 Uniósł drugą dłoń i z ogromnym wysiłkiem położył ją na jej włosach.

 – Teraz… masz żyć… Gołąbeczko… – wyszeptał. – I być szczęśliwa…

 – Rozumiem. Postaram się – odparła Livia, tłumiąc ciche łkanie. Pochyliła się i złożyła pocałunek na dłoni, która delikatnie ściskała jej rękę. – Dziękuję ci. Tak bardzo ci dziękuję…

 W tej samej chwili drzwi za nimi cicho skrzypnęły. Asterix zatrzymał się na progu i przez chwilę milczał. Patrzył tylko na tę scenę, rozumiejąc, że wchodzi w moment, którego nie powinno się przerywać.

 – Livio, dobrze cię widzieć. Panoramix mówił, że tu jesteś – odezwał się cicho. Po chwili przykucnął obok niej. – Jak się czujesz, Ferriksie? Trochę lepiej?

 – Dzięki, Asteriksie, jest lepiej – odparł cicho. – Teraz jeszcze lepiej, kiedy widzę, że Balbina jest cała.

 Asterix uśmiechnął się lekko i położył dłoń na ramieniu Livii, która spojrzała na niego zapłakanymi oczami.

 – Balbina, hm? – rzucił półżartem, próbując rozładować napięcie.

 – A więc już wiesz… że to też ja?

 – Tak. Między innymi właśnie to pomogło nam cię odnaleźć.

 Jeszcze przez kilka chwil pozostali przy Ferriksie, po czym wrócili do głównej izby, gdzie Panoramix nalewał kolejny kubek naparu.

 – Panoramiksie – zaczął Asterix. – Jutro świętujemy nasze wielkie zwycięstwo. Czy możemy liczyć również na ciebie? – zapytał, choć domyślał się odpowiedzi.

 – Asteriksie, sam widzisz, że stan Ferriksa wymaga nieustannej opieki – odparł druid.

– Oczywiście. Rozumiem…

 – Myślę jednak… – Panoramix zamyślił się na chwilę. – Może z niewielką pomocą uda mi się urządzić tutaj, u siebie, mały poczęstunek następnego dnia. Wtedy mogłaby przyjść również Aira.

 – To bardzo miły pomysł. – Livia uśmiechnęła się, choć jej oczy nadal lśniły od łez. – Może razem z Airą coś przygotujemy i przyniesiemy, żebyś nie musiał się wszystkim sam martwić.

 – Każda pomoc będzie mile widziana. – Panoramix odwzajemnił uśmiech.

 Rozmawiali jeszcze przez blisko godzinę, ustalając plany na najbliższe dni. W pewnym momencie rozmowa zeszła na kryzys, który mógł wkrótce dotknąć wioskę. Livia przyznała, że również w warsztacie krawieckim coraz wyraźniej odczuwano niedostatek. Problemy z dostawami materiałów i odpowiednich surowców stale się nasilały. Coraz mniejsze było także zapotrzebowanie na galijskie stroje poza granicami wioski. Wszyscy z bólem uświadomili sobie, że przyjęcie nowej waluty może wkrótce okazać się koniecznością.

 – Proszę cię tylko o jedno, Livio – powiedział poważnie Asterix. – Przez jakiś czas nie rozmawiaj o tym z Obeliksem.

 Livia wyprostowała się powoli, a jej spojrzenie nabrało stanowczości.

 – Asteriksie, uważam, że Obelix powinien wiedzieć, co dzieje się w jego własnej wiosce – odpowiedziała spokojnie.

 Asterix spojrzał na nią niemal błagalnie.

 – Livio, posłuchaj. Obelix zawsze całym sercem walczył o naszą suwerenność. Czasami trudno mu spojrzeć na pewne sprawy chłodnym okiem. Boję się, że gdyby dowiedział się o tym teraz, bardzo by to przeżył. Postaram się stopniowo przygotować go na tę wiadomość, ale przez najbliższy czas musimy zachować ostrożność. Proszę, zrozum.

 Livia poczuła, jak powoli dociera do niej ciężar sytuacji. Niemniej jednak, jej sumienie domagało się prawdy. Bez konfabulowania. Pozostało jej ufać, że Asterix ostatecznie pozostanie uczciwy wobec swego wieloletniego przyjaciela.

 – Oczywiście, Asteriksie. – Skinęła głową. – Obiecuję, że nie wspomnę mu o tym ani słowem. Ale powierzam tę sprawę tobie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania