Serce Wielkiego Gala (Asterix&Obelix) - Rozdział 10: Jedyny Świadek

Gatunek: Fanfiction / Romans / Komedia / Dramat Psychologiczny / Przygoda

 

Zdemaskowana, młoda konspiratorka działająca przeciw Imperium Rzymskiemu przybywa do wioski Galów bez domu i niemal bez poczucia własnej tożsamości.

Obelix natomiast zawsze był pewien swojego miejsca w wiosce: być silnym, użytecznym i chronić tych, na których mu zależy. Ale co, jeśli pewnego dnia także ta pewność się rozsypie? Co jeśli ma już do stracenia więcej niż sam sobie zdaje sprawę?

Trochę poważniejsze spojrzenie na uniwersum Asteriksa - z przygodą, romansem, wzruszeniem i humorem, który nadal pozostaje częścią galijskiego życia.

 

Rozdział 10 - Jedyny Świadek

 

Procesja szła dalej, a radosne wiwaty i śpiewy przez jakiś czas nie ustawały. Jednak zaczęły stopniowo cichnąć, gdy po tłumie coraz szerzej rozchodziły się ostrzeżenia o dwóch podejrzanych przebierańcach z rogami i pomarańczowymi pelerynami.

– Nie rozumiem – mówiła Nessa. – U mnie nie trwało to tak długo.

– Może Livia ma przed sobą przyszłość jeszcze bogatszą niż zapowiadane zyski z wełny – odparła Edana z przekąsem, choć dało się wysłyszeć w jej głosie przebłysk innego rodzaju powagi.

Wtem zaszła je od tyłu jakaś starsza wieśniaczka.

– Dziewczyny, przekazujcie dalej! Każdy ma się mieć na baczności i uważać na typów z papierowymi rogami i pomarańczowymi pelerynami!

Edana i Nessa momentalnie zamarły. Nessa spojrzała na Edanę, spanikowana.

– O nie… – westchnęła. – Edano, to był ten zaklinacz ptaków! Na niebiosa, Livia… – Jej twarz nagle pobladła i zastygła.

– Masz ci los… – westchnęła ponuro Edana, tym razem bez cienia ironii, po czym zwróciła się do Nessy. – I co? Zadowolona jesteś z siebie?

– Przestań, przestań, ja chyba tego nie przeżyję! – wykrzyknęła Nessa, bliska płaczu, tak głośno, że zwróciła na siebie uwagę licznych paradowiczów wokół.

Ludzie zaczęli zatrzymywać się wokół nich, szczerze przejęci i zastanawiający się, co takiego się stało, że w czasie tak radosnego święta ktoś rozpacza w taki sposób. Edana wyjaśniła, że ich koleżanka Livia gdzieś zniknęła i może mieć to związek z przebierańcami, o których krążą przestrogi.

Procesja zaczynała już zmierzać ku końcowi, kiedy to ostrzeżenia, które rozeszły się już niemal po wszystkich, sprawiły, że wiwaty i okrzyki zaczęły szybko przygasać. Tym razem Asparanoix bez większego problemu dostał się na podest i krzyknął, ile sił w płucach:

– Uwaga, uwaga! Doszły mnie słuchy o dwóch nieproszonych gościach noszących papierowe rogi i pomarańczowe peleryny! Mamy powód, by uznać ich za nielegalnych przybyszów. Gdziekolwiek są, ktokolwiek ich teraz widzi, niech da natychmiast znać o ich obecności! Niech się ukażą!

Wieśniacy szeptali między sobą. Wielu z nich widziało opisywany duet przebierańców, jednak w chwili obecnej nikt nie wiedział, gdzie się podziali.

– Ludzie, ludzie! Pomóżcie! Ratunku! – dało się usłyszeć piskliwy, dziecięcy głos.

Był to Pawulix – ten energiczny chłopiec, który wcześniej otrzymał od Obeliksa kieł dzika. Teraz był przerażony i zapłakany. Biegł od strony lasu. Obelix podszedł w jego stronę, a za moment stanęła przy nich jego mama, która była kobietą o średniej budowie ciała i ciemnobrązowych, kręconych włosach. Wzięła chłopca na ręce.

– Wielkie nieba, dziecko, co się stało? – spytała przerażona, tuląc go do siebie. Po chwili znaleźli się przy nich również Asterix i Panoramix.

Pawulix przez jakiś czas zbierał się w sobie, aż w końcu przemówił, choć dławił się łzami:

– Tam… Tam… leży pan. Chyba nie… Nie żyje… Jest cały we… We krwi.

Wszyscy wokół westchnęli i przez chwilę panowała cisza. Ciężka, przerażająca cisza. Obelix zbliżył się i położył mu łagodnie rękę na plecach.

– Gdzie go widziałeś, Pawuliksie? Powiedz nam!

– T-tam… W lesie. Tam, gdzie jest ten domek. – Pawulix, drżąc i pociągając nosem, pokazał palcem kierunek. Panoramix zrozumiał, co to za miejsce.

– Zdaje się, że Pawulix mówi o okolicach mojego zacisza. Musimy czym prędzej tam się udać! – zarządził.

Wieśniacy licznie zaczęli podążać za Panoramiksem, ale Asterix głośno i zdecydowanie zarządził, żeby na miejsce udały się tylko pojedyncze osoby, aby nie robić szkodliwego zamieszania.

– Asteriksie, jeszcze my – dało się usłyszeć głos Edany. – Livia nam gdzieś zaginęła. Musimy szukać wszelkich potencjalnych poszlak – mówiła, idąc żwawo w ich stronę z Nessą, która miała oczy czerwone od płaczu.

– Jak to? Livia zaginęła?! – wrzasnął Asterix, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy.

– A nie zgubiła się gdzieś w tłumie? – spytał Obelix, który odganiał od siebie najczarniejsze myśli.

– Nie, nie, miała wrócić pod nasz sztandar, ale jej ciągle nie ma! – zawołała Nessa, której spłynęły łzy po policzkach.

Serce stanęło Obeliksowi pod gardłem. Przecież sztandar był na tyle ogromny, że nie sposób było go zgubić. Po chwili ruszył z resztą towarzyszy.

Wtem Panoramix nieopodal swego domu dostrzegł przerażający widok.

– O nieba, Ferrix! – dało się usłyszeć rozdzierający wrzask druida.

Wszyscy jak jeden mąż prędko ruszyli w kierunku leżącego nieruchomo mężczyzny w kałuży krwi. Obok leżała jego ciężka kula do chodzenia. Asterix podbiegł, przyklęknął przy nim i przyłożył dłoń za jego ucho.

– Słuchajcie, jeszcze czuję puls! Jest nieprzytomny, ale wciąż żyje! – powiedział pośpiesznie, drżącym głosem. – Trzeba natychmiast zatamować krwawienie, zanim będzie za późno!

– Natychmiast do mnie! – zarządził Panoramix.

Asterix i Obelix ujęli Ferriksa z obu stron, a po drodze do zacisza druida Panoramix zwinął część swej białej szaty i przyłożył mocno do lewej części podbrzusza, z której sączyła się krew. Edana, niosąc kulę, kroczyła z Nessą za nimi.

Kiedy wszyscy przekroczyli próg, Ferrix został ułożony na drewnianym stole, a Panoramix przy pomocy Edany prędko skombinował opatrunek. Wszyscy wstrzymali oddech, gdy druid mierzył się z głęboką raną, próbując zatrzymać wypływ krwi. Kiedy krwawienie zostało opanowane, Panoramix owinął grube bandaże wokół bioder. Następnie poszedł po długą rurkę i jakąś czerwoną ciecz w butelce. Wepchnął Ferriksowi rurkę głęboko przez jamę ustną, po czym wlał przez otwór miksturę, która spłynęła głęboko do gardła.

Wszyscy w pełnej napięcia ciszy czekali na dalszy bieg wydarzeń. W pewnym momencie Nessa odezwała się nerwowo:

– A co z Livią? Musimy czym prędzej znaleźć również ją!

– Cicho, głupia! – skarciła ją Edana. – Ten człowiek może być ważnym świadkiem!

– Musi tylko odzyskać przytomność – odparł z nadzieją Asterix, spoglądając w stronę Edany, która nagle z jakiegoś powodu złagodniała, spuszczając wzrok.

– Powoli się przebudza – oznajmił cicho Panoramix.

Ferrix zacisnął mocniej powieki, a jego górna warga zaczęła drżeć, odsłaniając nieco górne uzębienie. Jego twarz mimo tragicznego stanu wydawała się przybierać groźne oblicze.

– Łotry… – Słowo to z trudem wycisnęło się z jego ust.

– To ja, Ferriksie — Panoramix – powiedział łagodnie druid. – Jesteś już bezpieczny. I są też tutaj przyjaciele.

Ferrix wciąż jednak groźnie poruszał ustami, a jego czoło zaczęło się marszczyć.

– Łotry… – powtórzył nieco głośniej i płynniej.

– Ferriksie, co za łotry? – wtrącił Obelix, który zaczynał się niecierpliwić. – O kim ty mówisz?

– Łotry… Rogaci…

– Rogaci! – zawołał Asterix. – To byli oni! Wiedziałem! I mieli pomarańczowe peleryny, tak?

Ferrix tylko warknął przez zęby, jakby potwierdzając słowa Asteriksa. Obelix i Nessa cofnęli się pod ścianę. Obelix pobladł i złapał się za głowę, a Nessa wydała dźwięk gorzkiego płaczu i przycisnęła pięści do ust.

– Balbina… Wzywa pomocy… Trzeba ją ratować… – wydusił Ferrix niezwykle powoli.

– Jaka Balbina? – zdziwił się Asterix. – Czy ktoś z was zna jakąś Balbinę? – zwrócił się do reszty obecnych.

Nikt nie znał.

– Balbina to rzymskie imię – stwierdził z powagą Panoramix. – Podobnie jak Livia.

– To w takim razie musiał on już wcześniej znać jakichś Rzymian! – dodała ostrym tonem Edana.

– Ferrix był kiedyś jeńcem pojmanym przez Rzymian, ale udało mu się na szczęście uciec – wyjaśnił Panoramix.

– A mimo to sympatyzuje z jakąś Rzymianką o imieniu Balbina! – odparła Edana stanowczo, a jej głos zrobił się jeszcze ostrzejszy.

Asterix, którego umysł cały czas intensywnie pracował, nagle dotknął ramienia Edany, próbując ją nieco uspokoić.

– Edano, poczekaj… – rzekł do niej. Zdawało się, jakby Asteriksowi udało się poskromić drapieżnego ptaka. – Coś zaczyna się sklejać. Muszę tylko spróbować wydobyć trochę więcej informacji od Ferriksa.

Asterix zbliżył się do rannego.

– Ferriksie, pomożemy najlepiej, jak umiemy. Proszę cię tylko, powiedz nam coś więcej o Balbinie – przemówił łagodnie, choć stanowczo. – Czy dasz radę?

Ferrix, ciężko dysząc, z trudem poruszył ustami. Asterix zdecydował się porozumiewać z nim wyłącznie za pomocą pytań z odpowiedziami „tak” lub „nie”.

– Czy poznałeś Balbinę, gdy byłeś jeńcem w rzymskich lochach?

Ferrix warknął, jakby twierdząco.

– Czy Balbina pomagała ci?

Ferrix nagle poruszył się gwałtownie i wykrzyczał przez zęby:

– Muszę ją ratować! Wzywa pomocy!

– Spokojnie, tylko spokojnie! – Panoramix położył mu dłonie na barkach. – Wszystko będzie dobrze.

– Czyli odpowiedź brzmi „tak” – stwierdził rzeczowo Asterix. – Ostatnie pytanie i wszystko będzie jasne. Ferriksie, proszę, spróbuj się uspokoić i posłuchaj mnie! Teraz pytam… Czy Balbina była blondynką?

– Taaaa! – wykrzyczał boleśnie, jakby zebrał w sobie wszelkie ostatki sił, po czym zalał go pot, a jego głowa przekręciła się bezwładnie w przeciwną stronę.

– Mamy to! – zawołał Asterix, podnosząc głowę z triumfem. – Ostatnie, istotne pytanie do ciebie. – Skierował wyostrzone spojrzenie na Edanę. – I do ciebie! – Skierował spojrzenie pod ścianę, gdzie skuliła się Nessa z mokrą twarzą. – Czy pamiętacie, w którym dokładnie miejscu byłyście, gdy Livia się od was oddaliła?

– Może ja powiem – odparła Edana. – Nessa jest teraz jakby trochę… niedysponowana. Mniej więcej w połowie alejki przy warsztacie naszego kowala Tenautomatixa, tej, która wyprowadziła później marsz na polanę. Jakiś kwadrans, zanim procesja dobiegła końca. Wtedy wróciła Nessa razem z tym facetem, co niby gadał do ptaków. Zamaskowany i w pomarańczowej pelerynie. Wtedy Livia z nim poszła – opowiadała Edana, starając się być bardzo rzeczowa.

– To moja wina! – zaszlochał Obelix, bijąc się w pierś. – Miałem mieć ich na oku, ale ich zgubiłem!

Nessa, która do tej pory łkała w ciszy, w końcu zaniosła się nagle donośniejszym szlochem.

– Nieprawda! Nieprawda! To wszystko wyłącznie przeze mnie! To ja ją zachęcałam, żeby z nim poszła! – Po tych słowach ukryła twarz w dłoniach i położyła się na podłodze pod ciężarem własnego lamentu.

– Mogłem do tego nie dopuścić! Asterix prosił mnie, bym nie spuszczał ich z oka, a ja zawiodłem!

– Obelix niewinny! – krzyczała Nessa, próbując zagłuszyć jego szloch. – Wszystko przez moją głupotę i naiwność! Nigdy sobie nie wybaczę! Nigdy!

– Ja w ogóle nie powinienem żyć! – ryknął Obelix i runął pośladkami na podłogę. Bum! Wszystkie meble prawie podskoczyły.

– To ja zawiniłam!

– Ja bardziej!

Asterix i Panoramix spoglądali na nich, nie wiedząc, czy powinni się śmiać, czy również zapłakać. Asterix zbliżył się, żeby spróbować ich uspokoić.

Jednak Edana, którą wydawał się ogarniać coraz większy szał, w końcu wybuchła:

– Do stu tysięcy piorunów, zamknijcie w końcu te jadaczki! – wrzasnęła, uderzając pięścią w stół. – Świetnie! Może jeszcze ustalmy, kto zawinił najbardziej?! Na pewno to jej pomoże…

Momentalnie zapanowała cisza, niemal idealna. Asterix spojrzał na Edanę w zdumieniu.

– O rety… Dziękuję ci, dobra kobieto.

Edana z zaciśniętymi ustami sama była nieco zszokowana, że jej reakcja przyniosła taki efekt. Asterix w końcu mógł kontynuować swoje dedukcje:

– A więc biorąc pod uwagę to, co zrelacjonowała Edana, i to, gdzie znaleźliśmy rannego Ferriksa, nasi nieproszeni goście musieli udać się w tamtą stronę. – Wskazał palcem kierunek. – A tam musi znajdować się od dłuższego czasu rzymskie obozowisko. Naturalne, że pojmali ją Rzymianie! W końcu oni wiedzą, kim była Livia. To wyjaśnia, dlaczego akurat ona padła ofiarą porywaczy. A tajemnicze imię „Balbina” tylko wszystko potwierdza.

– Asteriksie, jestem pełen podziwu – odparł ze szczerym uznaniem Panoramix.

– Zbierajcie się wszyscy! – zarządził stanowczo Asterix. – Obeliksie, idziemy po Livię! Najwyższy czas, żebyś się pozbierał i pokazał jej, że jesteś prawdziwym mężczyzną, na którego może liczyć! – Poklepał go energicznie po ramieniu.

Obelix podniósł się ciężko, ale tym razem bez wahania. W jego oczach nie było już rozpaczy, tylko upór.

– Wy z kolei jeszcze chwilkę zostańcie. Dam wam coś na drogę – powiedział Panoramix, po czym udał się do swej tajemnej, podziemnej izby. Zajrzał przez czarną wełnianą zasłonę i zamarł. Zapas magicznego napoju… Nie było go. Co teraz począć… Nie chciał wprowadzać jeszcze większej paniki, ale musiał natychmiast coś wymyślić. Zajrzał do bocznej skrytki… Jest… Jest to, co było teraz potrzebne. Jeszcze tylko jedno tajemne miejsce… Musiało coś zostać… Grzebał chwilę… Znalazł. Stare, zapasowe flakony. Było jeszcze trochę napoju. Wziął dwa i wrócił do reszty.

– Weźcie ten zapas napoju – zwrócił się do Edany i Nessy, wręczając każdej po flakonie magicznej mikstury. – Uważajcie na siebie. Przypuszczam, że Rzymianie uzbroili się teraz mocniej, niż sądzicie.

Wszyscy ruszyli już ku wyjściu, kiedy Panoramix chwycił Edanę za ramię.

– Poczekaj, Edano. Dla ciebie mam coś jeszcze – oznajmił i wręczył jej mały, szary, ciasno związany woreczek.

Dało się usłyszeć, jak szepcze coś do niej, ale nikt poza nią tego nie słyszał. Edana zmrużyła oczy, ściskając woreczek mocniej i zwierając usta.

– Rozumiem – rzuciła cicho. – Czyli jednak…

Po chwili Panoramix zwrócił się do wszystkich:

– Teraz idźcie… i nie wracajcie bez niej.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania