Serce Wielkiego Gala (Asterix&Obelix) - Rozdział 11 - Kryjówka
Czwórka dzielnych Galów ruszyła na pomoc uprowadzonej Germance. Oboje z nich musieli mierzyć się z poczuciem winy, choć teraz dzielnie trzymali się w garści, gotowi naprawić swoje błędy.
Obeliksowi cały czas dzwoniło w głowie zdanie, które powiedział Asterix: „Pokaż jej, że jesteś prawdziwym mężczyzną, na którego może liczyć!”. A co, jeśli ona… już nigdy nie będzie mogła tego doświadczyć? Nie! Nie może tak myśleć, nie może tracić nadziei… Nie był jednak w stanie okiełznać wewnętrznej trwogi. Zwykle zmierzał na plac boju, ogarnięty niezwykłym podnieceniem. Teraz odczuwał złość na siebie, ale przede wszystkim strach, że mógł stracić coś, co stało się dla niego tak cenne, że był w stanie zapominać przy tym nawet o dziczyźnie.
Asterix, choć wykazywał największy hart ducha, a zarazem bystrość umysłu, w głębi serca również zmagał się z poczuciem winy. Teraz słowa Airy szumiały mu w uszach z podwójną mocą: „Pilnuj jej jak siostry”. Czuł ciężar odpowiedzialności za osobę, której życie znajdowało się w ogromnym niebezpieczeństwie. Serce ścisnęło mu się mocniej na myśl o Airze, która okazała jej tyle troski, niemal jak rodzona matka. Co ona musiała teraz przeżywać? Ta myśl wydawała się przez chwilę jeszcze straszniejsza.
Edana kroczyła u boku swych kompanów z powagą, bez śladów entuzjazmu, choć nie mniej zaangażowana. Nienawiść, jaką od lat odczuwała względem Rzymian i Cezara, nie tyle była jej dumą, co słabością, nawet dla tak rzeczowej i zadaniowo nastawionej osoby jak ona. W pewnym momencie nie wytrzymała.
– No to się doczekała – mruknęła pod nosem. – Tyle czasu obracania się w środowisku tych szuj, to w końcu jej się dostało.
Obelix nie pozostał obojętny wobec tego komentarza.
– Edano, mówisz, jakby ona była jedną z nich, ale to przecież nieprawda! Chciała chronić jeńców i osłabiać Rzym! Zrozum, była tak dzielna… – Głos mu zadrżał, kiedy Edana weszła mu w słowo.
– Chyba nigdy nie zrozumiem, jak można przez tyle czasu doskonale udawać sympatię i lojalność, kiedy to świadomie chce się komuś zaszkodzić – powiedziała ozięble, marszcząc czoło.
Asterix odwrócił się w jej stronę, unosząc palec.
– Ooo… Zdaje się, że my z Obeliksem doskonale to rozumiemy. To właśnie pomogło nam z powodzeniem zakończyć niejedną naszą misję i uniknąć tarapatów.
– Ale to przez lata… Przez lata bez przerwy! – podkreśliła.
Asterix westchnął.
– Wszystko jest możliwe, jeśli tylko człowiek chce chronić życie.
Edana wzruszyła ramionami, spuszczając wzrok.
– Być może… Ale takie imię jak jej zawsze będzie podejrzane. – zacisnęła wargi, zamyślając się z powagą. – Biada nam, jeśli Livia właśnie wprowadza nas w pułapkę.
W końcu z leśnych obłoków zaczęło powoli wyłaniać się przed nimi rzymskie obozowisko.
***
Panoramix z troską doglądał ciężko rannego Ferriksa, któremu co jakiś czas wracała przytomność. Jednak za każdym razem trwało to krótko i wciąż bez pełnego kontaktu z rzeczywistością. Stracił mnóstwo krwi, a Panoramix przy pomocy specjalnych wlewów różnych mikstur robił, co w jego mocy, by utrzymać go przy życiu. Jakiś czas po tym, gdy czwórka nieugiętych Galów wyruszyła na swą misję, rozległo się ciche pukanie do drzwi. Gdy Panoramix otworzył, ukazała się przygarbiona postać, podparta jedną ręką o pasterską laskę. Drugą ręką obejmowała gliniany garnek, owinięty bawełnianą serwetą. Gdy postać uniosła głowę, oczom Panoramiksa ukazała się twarz Airy, której powieki opadały mocniej niż zwykle. Sprawiała wrażenie jeszcze starszej niż dotychczas.
– Miałam jeszcze nadzieję, że zastanę ją u siebie, ale tak się nie stało – powiedziała głosem pełnym żalu i trwogi, a jej wargi drgały. – I… i przyniosłam tobie trochę zupy.
Panoramix ujął troskliwie jej ramiona, zapraszając do środka. Poprowadził ją, wskazując zydel przy palenisku, i przejął od niej garnek, a później laskę.
– Ferrix… – wyszeptała, spoglądając w stronę podestu wyłożonego grubymi warstwami płótna, na którym leżał chory. – Jednak przeżył… Ach, serce mi się kraje… Ile on już wycierpiał…
Oczy Airy wypełniły się łzami żalu i współczucia.
– Wycierpiał naprawdę wiele – stwierdził z powagą Panoramix.
Po chwili dało się słyszeć, że oddech staruszki jest ciężki i drżący. Panoramix ostrożnie zrobił krok w jej stronę.
– Wiesz, Airo – zaczął, chcąc dodać jej otuchy. – Myślę, że wszystko jeszcze będzie dobrze. Obelix i Asterix są już w drodze z asystą dwóch młodych kobiet. To nie jest tak oczywiste, ale mam przeczucie, że ta kobieca niezłomność okaże się tam potrzebna… – zamilkł na chwilę i nachylił się nad Airą. – Oni o niej nie zapomnieli. W końcu po nią przyszli.
– A więc to prawda! – zawołała Aira, aż wszystkie mięśnie jej twarzy zadrżały. – Jej zaginięcie miało związek z tymi mężczyznami w przebraniach, o których wspominał Asterix. I byli to Rzymianie?
– Wszystko na to wskazuje, Airo. Wyobraź sobie, że Ferrix, gdy usłyszał jej wołanie o pomoc, wstał o kuli i wyszedł stąd prędko, by próbować ją ratować. A nie dałem mu przecież dostępu do magicznej mikstury. W jego stanie to niemal samobójstwo
Aira spojrzała raz jeszcze na rannego. Otworzyła szeroko zdumione usta, po czym zakryła je swą pomarszczoną, drżącą, pokrytą plamami dłonią. Z jej oczu zaczęły powoli spływać łzy.
– Panoramiksie, to jest coś nieprawdopodobnego – wycisnęła z siebie zapłakanym głosem.
Druid uśmiechnął się do niej lekko, sam odczuwając głębokie wzruszenie, po czym położył dłoń na solidnym opatrunku, wykonanym wokół podbrzusza Ferriksa.
– Na szczęście udało mi się zapobiec najgorszemu… A przynajmniej na ten czas. Mam nadzieję, że jego zdrowie przetrwa tę ciężką próbę. Podobnie jak poprzednie próby… – westchnął głęboko i przyjrzał mu się jeszcze raz. – Tak bardzo chciałbym, żeby kiedyś mógł zacząć cieszyć się życiem…
Spojrzał w górę i przez jakiś czas przymykał powieki, jakby skupiał się na opanowaniu emocji. Gdy na nowo zebrał się w sobie, spojrzał z powagą na staruszkę.
– Airo, mam ogromne podstawy ku temu, by obawiać się, że nasi nieproszeni goście znaleźli się również tutaj. W tym miejscu. W moim tajnym pomieszczeniu. Airo… Brakuje mikstury… Nie! Jestem wręcz pewien, że Rzymianie się do niej wdarli…
Aira spojrzała na druida z przerażeniem.
– To znaczy, że Rzymianie mogą w każdej chwili znaleźć się pod jego wpływem…
– Bardzo prawdopodobne, że już się znajdują… – mruknął Panoramix. – Ktoś musiał się tu wedrzeć, ale ktoś, kto jednocześnie zna dobrze naszą wioskę i jej mieszkańców, a zarazem może być powiązany z Rzymianami.
– Maurix! – Była to pierwsza myśl, którą odruchowo wypowiedziała.
– Maurix? – spytał Panoramix, który zastygł w bezruchu.
– Musiał maczać w tym palce! Jestem tego pewna! – wybuchła ochrypłym krzykiem. Przez chwilę jej sylwetka wychylała się do przodu, jakby chciała zejść z krzesła. – Od czasu, gdy Livia trafiła do wioski, ciągle kręcił się wokół niej, przysięgam! – mówiła, nie mogąc dojść do siebie. – Od zawsze wyczuwałam od niego złą aurę. Zastygałam w strachu, gdy czaił się w pobliżu! Bałam się, że kiedyś zrobi Livii krzywdę. O niebiosa! – Odchyliła głowę do tyłu i ukryła twarz w drżących dłoniach.
– Błagam cię, Airo, spróbuj się teraz uspokoić – powiedział Panoramix, który, mimo że sam zrobił się nerwowy, starał się brzmieć łagodnie.
Aira łapała jeszcze przez chwilę ciężko oddech.
– Przedwczoraj Maurix wdarł się do mego domu, by porozmawiać z Livią. Słyszałam mało wyraźny potok słów. Ich kłótnia dotyczyła chyba Obeliksa.
– Zazdrość nim zawładnęła?
– Otóż to!
Panoramix spoglądał na nią z uwagą.
– Ale… Ale nawet jeśli rzeczywiście tak było… Czy to wystarczający powód dla tak haniebnej zdrady? Nas wszystkich? Airo… Wiedz, że nie wątpię w twoją intuicję, ale sama zazdrość wydaje się przy tym wszystkim drobnostką. Nie sądzisz, że mogło być coś jeszcze? – spytał, jawnie oczekując dalszych dedukcji.
Twarz Airy znieruchomiała w zdumieniu, jakby poproszona została właśnie o wyjaśnienie czegoś oczywistego.
– Panoramiksie! Maurix to człowiek wielce zadufany w sobie, który zawsze dostawał to, czego chciał… – Zaczerpnęła głęboko powietrza. – Nawet od kobiet… – Po tych słowach Aira odchyliła się na krześle, jakby zrzuciła z siebie jakiś ciężar. Odpoczęła przez chwilę i kontynuowała: – Padło jedno zdanie, które usłyszałam wyraźniej: „Jedno słowo i twoje bezpieczne schronienie przestanie istnieć”. Tak właśnie powiedział Livii. A potem powiedziała: „Nie boję się ciebie”.
Panoramix przez chwilę przechadzał się po izbie.
– Dlaczego w ogóle pozwoliłaś mu do siebie wejść?
Staruszka pokręciła głową.
– Przecież wtedy byłby tylko bardziej wściekły. Tym bardziej chciałby wymierzyć swoją karę…
– Nie możemy tego wiedzieć i tutaj nie masz racji, Airo. Livia potrafi mówić niewygodne rzeczy prosto w oczy. Dla kogoś takiego jak Maurix to gorsze niż niepewność.
Aira przymknęła powieki, a jej broda zadrgała.
– Panoramiksie, ja… przyznaję. Z wiekiem zrobiłam się znacznie bardziej tchórzliwa. Ciężko mi to sobie darować…
Druid popatrzył na nią i westchnął.
– Nie, nie. To nie było tchórzostwo. Bałaś się i próbowałaś ochronić Livię tak, jak w tamtej chwili potrafiłaś. Teraz jednak nie możemy się zadręczać. Musimy ustalić fakty. – Odwrócił się tyłem do Airy, kierując na jakiś czas wzrok w stronę wejścia do tajemnej izby, zasłoniętego skórzaną kotarą. – Być może Maurix rzeczywiście maczał w tym palce. Niemniej jednak wróg wszedł w posiadanie wiedzy o mojej pilnie strzeżonej kryjówce. Trzeba będzie przedsięwziąć odpowiednie środki ostrożności. I to jak najprędzej – powiedział cicho, choć stanowczo.
– Co zatem zamierzasz zrobić?
Panoramix zbliżył się do staruszki powolnym krokiem, a w jego oczach rozbłysła ufność i nadzieja.
– Trzeba znaleźć inną kryjówkę dla magicznego napoju – szepnął bliżej jej ucha. – Na pewno nie mógłbym przez najbliższy czas przechowywać go u siebie. To zbyt ryzykowne. Powinien znajdować się teraz w miejscu dyskretnym i bezpiecznym, a zarazem jak najmniej oczywistym. – Nagle położył rękę na ramieniu Airy, patrząc jej jeszcze głębiej w oczy. – Niezależnie od okoliczności nikt nigdy nie zgadłby, że ta potężna mikstura znalazła swe miejsce w skromnej chatce poczciwej, starszej pani, która ceni sobie spokój domowego zacisza.
Aira przyłożyła obie dłonie do piersi, otwierając szeroko oczy.
– A więc chcesz ukryć magiczny napój u mnie?
– To najbezpieczniejsze rozwiązanie, jakie mogło mi przyjść do głowy – wyjaśnił druid. – A mało komu w wiosce ufam tak jak tobie.
Aira siedziała przez chwilę, a jej oczy błądziły w przestrzeni. Po chwili pokornie spojrzała na druida.
– A zatem nie mogłabym odmówić. Jeśli chcesz, aby napój był u mnie, to znajdę dla niego odpowiednie miejsce.
Panoramix ujął ją z obu stron i ucałował jej policzki, po czym udał się do spiżarni. Doniesioną przez Airę zupę przelał z glinianego garnka do jednego ze swych mosiężnych. Udał się do tajemnej izby po wszelkie zapasy napoju, jakie tylko się ostały w różnych, dyskretnych skrytkach. Począł napełniać nimi garnek. Owinął go w chustę, wrócił i wręczył go Airze.
– Na dzień dzisiejszy zostało go niewiele, ale na bieżąco troszczę się o to, by w razie nagłej potrzeby nigdy go dla nikogo tu nie zabrakło. Wkrótce przekażę ci go znacznie więcej. Spróbuję zaangażować do tego woźnicę, który dostarcza do osady piwo. Ma swój szlak niedaleko stąd. Powiem mu, że to specjalny nawóz do twojego ogrodu. Na temat nowego, tymczasowego miejsca dla magicznego napoju wtajemniczę tylko najważniejszych i najbardziej zaufanych mieszkańców osady. Przede wszystkim Asparanoiksa i Asteriksa.
– Dziękuję, Panoramiksie. Dziękuję za twe zaufanie – powiedziała Aira łamiącym głosem. – Oby tylko udało się odzyskać Livię całą i zdrową! – wydusiła z siebie, ocierając mokre oczy. – Och, oby była cała i zdrowa…
Panoramix ujął jej głowę.
– Wierzę w Asteriksa, Obeliksa… i kobiecą niezłomność… Tym razem może być potrzebna bardziej niż kiedykolwiek.
***
Asterix, Obelix, Edana i Nessa szli szybko. Za szybko, by rozmawiać, jednocześnie za wolno, by uciszyć myśli. Na horyzoncie za lasem coraz lepiej ukazywał się ich cel. W końcu wyraźnie uwidocznili się stacjonujący przy obozie legioniści.
– Mamy ich… – powiedział zniżonym głosem Asterix, gdy spostrzegł kilku żołnierzy.
Pierwsi legioniści, rozpoznawszy nadchodzących Galów, porozchodzili się w popłochu do namiotów. Asterix zrównał się z Obeliksem i nachylił się ku niemu.
– Obeliksie, nie rozwalaj tylko wszystkich od razu. Pamiętaj, że jeśli ktoś ma wiedzieć, gdzie jest Livia, to tylko oni.
Obelix znany był z tego, że za każdym razem czerpał niebywałą rozrywkę z walki z Rzymianami i zwykle z radosnym zapałem jako pierwszy ruszał rozbijać żołnierskie ugrupowania. Tym razem próżno było doszukiwać się w nim jakichkolwiek znamion wesołości. Twarz jego przybierała ponury wyraz. Niemniej jednak głęboko marzył, aby wszystko skończyło się pomyślnie. Mimo że nie posiadał ogłady i uroku na miarę Mauriksa czy inteligencji i sprytu na miarę Asteriksa, czuł, że siła – jego największy atut – mogłaby zrekompensować jego niedoskonałości, zapewniając Livii najsilniejszego obrońcę i opiekuna.
„…i nigdy już nie dopuszczę do tego, by coś jej się znów stało. Nigdy. Tylko, na bogów, niech ona odnajdzie się cała i zdrowa. Oby nic jej nie było, oby żyła…” – rozmyślał.
Kiedy wszyscy stanęli przed wielką bramą, Obelix jednym zamachem powalił ją, co wywołało hałas tak potężny, że Edanie i Nessie ugięły się nogi. Wreszcie Galowie wtargnęli do obozowiska. Na pozór wokół nich było pusto, jakby legioniści zdążyli już się przed nimi ukryć. Jednak cisza była bardziej podejrzana niż zwykle. Wokół parskały tylko konie – niektóre przywiązane do kołków, inne zaprzężone do wozów.
– A więc… Co teraz zrobimy? – spytała Nessa ostrożnie. W jej głosie nie było słychać zapału, z którego była powszechnie znana.
Edana uśmiechnęła się krzywo, choć z cieniem nerwowości.
– Chyba szukamy Livii, przy okazji obijając gębę każdemu, kto będzie próbował nam przeszkadzać.
– Nie, Edano – powiedział Asterix. – Nie będziemy szukać na ślepo. Trzeba będzie wpierw zmusić kogoś do gadania.
Wtem dało się usłyszeć dziwnie znajomy głos:
– Może mnie?
Wszyscy zastygli, gdy usłyszeli ten obrzydliwie wręcz ironiczny ton. Spojrzeli na pobliski wał i dostrzegli dumnie stojącego Mauriksa.
Patrzył na nich z góry, z miną pełną obrzydzenia. Odziany był w prawdziwą, rzymską zbroję. Asterix zmrużył gniewnie powieki. Pozostali nie kryli zaskoczenia, a Nessa wręcz stanęła jak porażona, nie mogąc złapać tchu. Ewidentnie nie dowierzała własnym oczom. Wszystko już było jasne.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania