Serce Wielkiego Gala (Asterix&Obelix) - Rozdział 14 - Nocny wstrząs

Nadszedł dzień wielkiej uczty. Po całej wiosce rozeszły się wieści o bohaterskiej wyprawie czwórki Galów, która okazała się prawdziwą próbą męstwa i odwagi. Mieszkańcy uznali, że takie zwycięstwo zasługuje na najwyższe uhonorowanie. Dzięki staraniom całej społeczności udało się zgromadzić całkiem imponujące zapasy. Galowie zmobilizowali się do polowań na leśną zwierzynę. Niektórzy przynieśli dojrzewające sery i suszone owoce z własnych zapasów. Byli i tacy, którym zostały jeszcze ziarna zbóż, więc upiekli chleb, wykorzystując wszystko, co im pozostało.

 Zanim Asterix i Obelix wyruszyli na główny plac wioski, Asterix rzucił okiem na przyjaciela. Rude wąsy od jakiegoś czasu były wyraźnie zaniedbane. Sam Asterix miał zwyczaj pieczołowicie dbać o swoje, które uważał za jeden ze swych największych atutów. Obelix, zwłaszcza po ciężkiej misji i nieprzespanej nocy, prezentował się, jego zdaniem, wyjątkowo niekorzystnie. Zarost był nierówny i postrzępiony. Do tego pod okiem zdążył już wykwitnąć fioletowy siniak. Całość sprawiała dość kiepskie wrażenie.

 – Obeliksie… – zaczął Asterix, gdy jego kompan wrócił ze spaceru z Idefiksem. – Tak sobie pomyślałem, że jeśli zamierzasz dziś zaprosić Livię na tę… no, wiesz… chwilę romantycznej zadumy, dobrze byłoby, gdybyś… nie zrozum mnie źle… nie wyglądał jak ktoś, kto właśnie wrócił z bitwy z rzymskimi legionistami.

 – Co takiego? – Zdziwił się Obelix. – A jak mam wyglądać, jeśli nie jak wojownik?

 – Oczywiście, że masz wyglądać jak wojownik! – odparł pospiesznie Asterix. – Ale myślę, że gdybyś dał się odrobinkę… ostrzyc, wyglądałbyś jak najprawdziwszy bohater!

 Zanim Obelix zdążył cokolwiek odpowiedzieć, Asterix przyniósł mydło, misę z wodą, ręcznik i brzytwę.

 – Obeliksie, wiesz, że od zawsze dobrze ci życzę. – Wrócił z całym swoim „arsenałem” i uśmiechnął się zachęcająco. – Zaufaj mi, a Livia na pewno będzie tobą oczarowana.

 Zniecierpliwiony Obelix mruczał coś pod nosem, gdy Asterix polecił mu usiąść na ławie.

 – Asteriksie, naprawdę… po co to całe golenie? – marudził Obelix, podczas gdy Asterix namaczał mydło. – Przecież moje wąsy są w porządku!

 – Zaufaj mi. Za chwilę będziesz wyglądał naprawdę szykownie. – Zaczął nakładać pianę na jego twarz. – Chyba chciałbyś się spodobać Livii?

 – Ale przecież nie każdy musi być tak gładko wygolony jak… jakieś zwierzę na ruszcie – burknął Obelix. – Poza tym kto powiedział, że Livii spodobają się akurat takie wąsy? – dodał z pianą na ustach. – Może właśnie woli naturalne. Może podobają jej się moje… trochę dzikie?

 – Obeliksie, pamiętaj, że Livia, choć jest dla ciebie serdeczna i miła, pozostaje również elegancką kobietą. Popatrz tylko – jeszcze przedwczoraj wyciągnięta wycieńczona z rzymskiego wozu, a już następnego dnia znów świeża i zadbana, jak babcię kocham!

 Obelix jednak coraz bardziej wiercił się na ławie, narzekając, że Asterix ostatnio przesadza z tymi pomysłami.

 – Najpierw „czyszczenie spiżarni”, teraz to…

– Spokojnie… – Asterix wciąż próbował zachować cierpliwość, choć jej zapasy niebezpiecznie się kurczyły. – Może zamiast marudzić, pozwolisz mi po prostu dokończyć robotę?

Ale Obelix nadal uparcie narzekał. Mówił bez przerwy, rozpryskując pianę na wszystkie strony i wiercąc głową.

 W końcu Asterix wykonał nie do końca przypadkowy ruch. W chwili gdy Obelix wziął głębszy oddech, zaciągnął się pianą, która natychmiast wypełniła mu usta i dostała się aż do gardła.

 – Pflebhr… blerrph! – próbował splunąć Obelix, a łzy napłynęły mu do oczu. – Co za świństwo! – wychrypiał.

 – A nie mówiłem, żebyś był cicho? – roześmiał się Asterix z wyraźną satysfakcją. – Masz próbkę tego, jak smakuje własne marudzenie.

 Obelix wypluł pianę i skrzywił się. Po chwili dopadła go czkawka.

 – To największe obrzy… hyk!… dlistwo, jakiego kiedykolwiek próbowa… hyk!… łem!

 Podskakiwał na ławie przy każdym kolejnym „hyk!”, podczas gdy Asterix niemal zanosił się śmiechem. Po chwili uznał jednak, że w takich warunkach nie osiągnie zadowalającego efektu. Obawiając się zniszczenia ławy, zaproponował krótki spacer na świeżym powietrzu. Niestety, czkawka tylko się nasilała. Zniecierpliwiony Asterix podsunął przyjacielowi beczkę z wodą. Dopiero po kilkunastu potężnych haustach sytuacja wróciła do normy.

 Tym razem Obelix pozwolił Asteriksowi spokojnie dokończyć pracę. Przeglądając się w lustrze, pomyślał, że być może przyjaciel miał rację. Wąsy były gładkie i wyglądały bardzo zgrabnie.

 W końcu ruszyli na główny plac wioski, gdzie licznie zgromadzili się już biesiadnicy, z samym wodzem Asparanoiksem na czele. Na widok Asteriksa i Obeliksa rozległy się gromkie wiwaty oraz pieśni wychwalające bohaterów.

 Kiedy Obelix stanął twarzą w twarz z Livią, ich spojrzenia zatrzymały się na sobie na dłuższą chwilę. Uścisnęli sobie dłonie. Nie było przesadnych gestów ani wylewności, lecz ich spojrzenia mówiły wszystko.

 Stojąca obok Edana wyraźnie to zauważyła. Spojrzała zdumiona na Asteriksa, jakby chciała zapytać:

 „Czy ja dobrze rozumiem, co się tu dzieje?”

 Asterix uśmiechnął się pod wąsem i lekko skinął do niej głową.

 Wreszcie wszyscy zajęli miejsca przy biesiadnych stołach. Asparanoix jak zwykle usiadł pośrodku, a po jego prawicy zasiadły Edana, wyraźnie dumna z tego przywileju, oraz Livia. Naprzeciw nich usiedli Asterix i Obelix.

 Zgodnie z tradycją przed rozpoczęciem uczty przemówić miał wódz. Zanim jednak Asparanoix zdążył wstać, między ławy wbiegła zadyszana Nessa.

 – Przepraszam za spóźnienie! – powiedziała, ciężko oddychając, po czym pogodnie się uśmiechnęła. – Sprawy rodzinne.

 Asparanoix, widząc, że wszyscy bohaterowie ostatniej wyprawy są już obecni, powstał, wyprostował się dumnie i rozpoczął swoją przemowę.

 – Drodzy Galowie! Zebraliśmy się tutaj, aby uczcić nie tylko szczęśliwy powrót Livii, ale przede wszystkim spektakularne zwycięstwo naszych bohaterów: Asteriksa, Obeliksa, Edany i Nessy. Zwycięstwo to było nie tylko świadectwem odwagi i męstwa, lecz także triumfem nad zdradą. – Na chwilę zamilkł. – Maurix… – Zmarszczył brwi. – Nie ma go już wśród nas…

 Zapadła krótka cisza. Po chwili jednak twarz wodza rozjaśnił szeroki uśmiech.

 – I nie będzie żadnej chwili ciszy! Niech żyje głośne świętowanie!

 Plac natychmiast wypełniły radosne okrzyki. Biesiadnicy poczęli z zapałem dzielić się dziczyzną, rozrywając mięso energicznie.

 Livia po przemowie wodza siedziała w milczeniu. Spuściła wzrok na ławę i lekko zacisnęła wargi. Wiedziała, że Maurix zasłużył na pogardę, ale nagła świadomość jego śmierci zaskoczyła ją i wzbudziła pewien niepokój. Spojrzała na Edanę, a ta nachyliła się ku niej i rzekła z rozbrajającym wręcz opanowaniem:

 – Wiesz… Jak wyszło na jaw, że to jego sprawka, Obelix prawie rozwalił mu łeb, a potem rąbnął go posąg…

 Wtem rozległo się kasłanie tak donośne, że wszyscy gwałtownie skierowali wzrok w stronę źródła dźwięku. To Obelix, który siedział naprzeciwko, zakrztusił się kawałkiem dzika, którego jeszcze chwilę temu z radosnym zapałem konsumował. Patrzył w stronę Edany z mieszanką pretensji i paniki.

 – Założę się, że jeszcze nie widziałaś Obeliksa tak wściekłego. Normalnie strach się bać! – wtrąciła z niewinnym entuzjazmem Nessa, która zdawała się nie dostrzegać związku tematu z jego reakcją.

 Tego już było za wiele. Obelix zaczął krztusić się tak intensywnie, że musiał uderzać się w pierś. Wstał, odwrócił się i zaczął oddalać w kierunku gospody.

 Tymczasem Livia patrzyła za nim z szeroko otwartymi oczami. Jednak szok zdawał się powoli ustępować. Kąciki jej ust zaczęły mimowolnie unosić się.

 W pewnej chwili Asterix wstał, przeprosił towarzystwo i udał się za przyjacielem. Livia i kobiety wokół milczały. Edana sączyła piwo z rogu tura, odchylając się z nonszalancją i opierając ramię o oparcie, zupełnie jakby chciała zignorować związek reakcji Obeliksa z tym, o czym opowiedziała przy stole.

 Wtem Nessa spojrzała za siebie.

 – Idą! – westchnęła z ekscytacją.

 – Kto idzie? – spytała Edana, rozglądając się ze zdziwieniem.

 – Moi rodzice i jego rodzice! Znaczy… Nikodiksa! On też chyba tu idzie!

 – A kim jest Nikodix? – spytała Livia, uśmiechając się wymownie.

 Nessa nachyliła się, ściszając głos.

 – Dziś mieliśmy zostać sobie przedstawieni na uczcie. Ma się zweryfikować… – zachichotała – …czy przypadniemy sobie do gustu. Hi, hi…

 – „Hi, hi!” – dało się usłyszeć, jak Edana naśladuje ją komicznie przerysowanym, wysokim głosem.

 Edana wykończyła już niemal cały róg piwa. Livia i Nessa spojrzały w jej stronę z lekkim skonsternowaniem.

 – No co? Razem z tobą się cieszę… – odparła Edana z nieco bardziej niedbałą dykcją.

 Nessa ożywiła się gwałtowniej, gdy jej ojciec – niski, wąsaty brunet przy kości – zbliżył się do niej. U swego boku prowadził Nikodiksa, szczupłego szatyna, sprawiającego wrażenie miłego, nieśmiałego młodzieńca.

Gdy młodzi zostali już ze sobą zapoznani, ojciec Nessy gestem skłonił biesiadników do zrobienia miejsca, by nowi przybysze mogli się dosiąść. Nessa była wyraźnie zafascynowana nieśmiałą delikatnością Nikodiksa.

Edana, która była już w połowie drugiego rogu piwa, od razu zyskała aprobatę Asparanoiksa, chwalącego jej „silną głowę – jak na kobietę”. W końcu wtrąciła swoją uwagę, starając się brzmieć poważnie:

 – Cóż, Nikodiksie, widzę, że robisz tutaj piorunujące wrażenie.

 Kilku biesiadników parsknęło śmiechem, a Nikodix, wyraźnie zmieszany, nieudolnie próbował skupić wzrok na czymś innym. Nessa, widząc to, przytrzymała jego ramię.

 – Nie martw się. Edana to naprawdę kochana dziewczyna, tylko czasem tak się zgrywa.

 W tej samej chwili wrócił Asterix, kręcąc głową z niezadowoleniem, i krótko zrelacjonował swoje nieudane próby przekonania Obeliksa do powrotu na ucztę.

 – …a on dalej swoje – że chce być na uboczu! Ja nie wiem. Co to za niereformowalny uparciuch… – mruknął, siadając na swoim miejscu.

 – Obelix na uboczu… – wymamrotała Edana niskim głosem, krzywiąc się. – To chyba pierwszy raz, kiedy odmawia sobie wyżerki w gronie przyjaciół… A może przygotowuje się do roli ascety? – Spojrzała na Livię. – Może zamierza ci zaimponować w sposób bardziej taki… duchowy?

 Livia natychmiast zasłoniła usta dłonią, usiłując ukryć rozbawienie, a atmosfera przy stole znów stała się weselsza.

 Nadszedł czas na tańce wokół ogniska, jednak Obelix wciąż się nie pojawiał. Livia już miała do niego iść, kiedy nagle została porwana przez kilku roztańczonych biesiadników. Pozwoliła jeszcze przez chwilę ponieść się pląsom i radosnej atmosferze zabawy, ale wciąż na sercu leżał jej Obelix. W końcu, ku swojemu zdziwieniu, zaczęła opadać z sił – podejrzanie szybko. Podziękowała za zabawę i wycofała się w kierunku gospody.

 Z początku nie zastała nikogo poza dwiema wiejskimi gospodyniami składającymi brudne elementy biesiadnego zaopatrzenia. Czuła, że jej oddech staje się cięższy, a głowę ogarniają zawroty. Zebrała się jednak w sobie i otworzyła drzwi spichlerza.

 Obelix siedział tam na beczce po piwie, sam jak palec, a obok leżał gliniany pojemnik po miodzie oraz duża misa wypełniona kośćmi po dziczyźnie. Gdy ją zobaczył, niemal przewrócił drewniany stojak na zapasy. Na szczęście w porę go chwycił, ale był wyraźnie zdenerwowany.

 – Livio! – wydusił z siebie, czując serce w gardle. – Ja… przepraszam, naprawdę!

 – Ale za co? – spytała, patrząc na niego łagodnie.

 – No bo… Maurix to był twój przyjaciel, chociaż…

 Twarz Livii ukazała nagłe zaskoczenie.

– O czym ty mówisz, Obeliksie? – weszła mu w słowo. – Jaki przyjaciel? Jak mogłeś w ogóle tak pomyśleć?

– No, ale… – zająknął się Obelix, drapiąc się po tyle głowy. – Myślałem, że się lubicie. Rozmawialiście zawsze ze sobą…

 Livia pokręciła głową.

 – Obeliksie, mój drogi… – wypowiedziała te słowa tak ciepło, że Obelix poczuł, jakby rozpływał się od wewnątrz. Jeszcze chwilę temu był pełen obaw, za kogo Livia może go wziąć.

 – Maurix… – kontynuowała – …był uprzejmy. Za uprzejmy. Dobrze, że w porę zorientowałam się, że próbuje mną manipulować. Zresztą… – Machnęła ręką. – Nie ujął mnie aż tak bardzo.

 Obelix zastanowił się przez chwilę.

 – …że może nie był dla ciebie wystarczająco… silny?

– Ach, głupstwo – zaśmiała się Livia serdecznie. – Był taki… jakby to ująć… Zbyt gładki. Nie czułam się przy nim sobą. A potem już mnie przerażał. Stał się wręcz obsesyjny… Nie mówiłam ci jeszcze o tym, ale kiedy ostatni raz ze mną rozmawiał przed uprowadzeniem, już wtedy otwarcie mi groził…

Obelix patrzył na nią szeroko otwartymi oczami. Livia spuściła wzrok.

 – …i dopiął swego. Jednak niezupełnie. Bo okazało się, że ty po mnie poszedłeś.

 Obelix poczuł dreszcz. Odruchowo ujął jej dłonie.

 – Jakbym mógł postąpić inaczej? – Nagle spuścił wzrok. – Ale… czy nie masz mi za złe, że aż tak się na niego zdenerwowałem?

 Livia parsknęła śmiechem, ale gdy ujrzała, że Obelix naprawdę się przejmuje, natychmiast spoważniała.

 – Przysięgam. Nie mam ci niczego za złe. Teraz czuję tylko ulgę.

 Obelix odetchnął głęboko.

– Livio, chciałbym spędzić z tobą czas. Tylko ty i ja. Zgadzasz się? – Odruchowo przygryzł wargę, czekając na odpowiedź.

 Livia ujęła jego głowę i wspięła się na palce, by cmoknąć go w policzek.

 – Zgadzam się – powiedziała z uśmiechem. – Wróćmy jeszcze na ucztę, a później… tylko ty i ja.

***

Kiedy Obelix i Livia wrócili razem na ucztę, robiło się już ciemno. Zabawa trwała jeszcze przez stosunkowo krótki czas.

 Asterix pogratulował Livii skutecznego przekonania „uparciucha” do powrotu. Edana oparta swobodnie o ławę poruszała rękami, zdając się dyrygować zabawą i niekoniecznie zachowując idealny rytm. Nessa wraz z Nikodiksem kręciła się wkoło, trzymając się z nim za ręce, a on usilnie starał się dostosować do jej tempa.

 W końcu Livia, mimo zmęczenia, postanowiła włączyć się do pomocy gospodyniom w zbieraniu ostatnich elementów biesiadnego zastawienia.

 Gdy wszyscy zaczęli się rozchodzić, żegnając się ze sobą, Obelix i Livia udali się do gospody, gdzie w kącie wciąż migotało jasne palenisko.

 Początkowo usiedli naprzeciwko siebie przy stole, na którym leżały suszone owoce. Oboje siedzieli w ciszy, którą wypełniało napięcie wzajemnej fascynacji. Livia, pod wpływem pierwszego impulsu, sięgnęła nieśmiało po plaster suszonego jabłka i zjadła go. Obelix, z początku lekko niepewny, sięgnął po garść rodzynek, którą jednym ruchem wsypał do ust. Livia uśmiechnęła się szerzej i znów sięgnęła po kawałek owocu. Zaraz potem Obelix wpakował do ust jeszcze większą garść rodzynek. Chwila tej cichej „rozgrywki” sprawiła, że oboje w końcu zaczęli się śmiać.

 Wreszcie Obelix odchrząknął.

 – Wiesz, Livio… – zaczął, ale znów zawiesił się na dłuższą chwilę, szukając słów.

 Parokrotnie zdawało się, że już je znalazł i zaraz coś powie, ale znów się zacinał. W końcu, zrezygnowany, spuścił głowę i westchnął.

 – Wybacz. Nie jestem najlepszy w mówieniu o swoich uczuciach.

 – W takim razie nie próbuj. – Wyciągnęła do niego rękę.

 Obelix ujął jej dłoń ostrożnie, jakby nie dowierzał, że dane mu jest dotknąć czegoś podobnego. Nagle szybko uniósł głowę.

 – A jednak chcę ci coś powiedzieć…

 Oczy Livii rozświetliły się. Obelix ścisnął jej dłoń odrobinę mocniej.

– Chcę ci powiedzieć, że jest mi przy tobie dobrze… Bardzo dobrze. I… coś się we mnie zmienia. Nie wiem, czy ty też to czujesz… nigdy nie chciałbym cię zawieść. Może powinienem bardziej nad sobą popracować, może coś zmienić…

– Przede wszystkim przestań – powiedziała z uśmiechem. – Zawsze będę ceniła tego prawdziwego Obeliksa, którego poznałam. Lepiej nie próbuj zmieniać się dla mnie, bo jeszcze coś popsujesz.

Obelix wolnym ruchem oparł czoło na dłoniach. Livia, wyczuwając jego niepewność, wstała i zbliżyła się, delikatnie ujmując jego rękę.

– Ja też często miewam wątpliwości co do tego, jaka powinnam być.

– Ty? – Obelix spojrzał na nią z niedowierzaniem. – Ale jak to?

Livia przytaknęła.

– Tak to, że dopiero przy tobie uczę się, jak nie bać się życia bez fałszu. Gdybyś był inny, nie potrafiłabym… Obeliksie… masz już w sobie wszystko to, co najważniejsze. Nigdy nie poznałam nikogo takiego jak ty.

 Obelix poczuł, że czułość tej chwili coś w nim przełamała.

 – Dziękuję, Livio. Naprawdę. – Ujął jej dłonie, po czym zbliżył je do swoich ust.

Livia momentalnie przysiadła przy nim i od razu wtuliła się w jego ramię.

Obelix, oszołomiony tą chwilą, objął ją powoli w pasie i oparł policzek o jej głowę. Przez jakiś czas siedział tak wspólnie z nią w zaciszu pomieszczenia. Nie mógł uwierzyć, że to, co się dzieje, nie jest snem. Jej bliskość sprawiła, że zgrzał się z emocji. Livia, zauważając to, zaproponowała:

– Może przejdziemy się na spacer? Wieczór jest taki piękny, a powietrze chłodne.

Obelix skinął głową, po czym razem wstali.

Spacerowali powoli, krok za krokiem. Wtem gdzieś w lesie rozległ się gwałtowny trzask łamanych gałęzi.

Livia drgnęła gwałtownie i odruchowo przysunęła się do Obeliksa bardziej, trzymając się kurczowo jego ramienia. Jej oddech przyśpieszył.

Obelix natychmiast osłonił ją wolnym ramieniem i przez krótką chwilę nasłuchiwał. Po chwili odetchnął z ulgą.

– To tylko jeleń.

Livia uświadomiła sobie, jak mocno wciąż trzymała się jego ramienia. Natychmiast je puściła.

 – Przepraszam… – powiedziała nieśmiało.

 – Za co?

– Sama nie wiem… – Spuściła wzrok. – Chyba jeszcze nie potrafię wrócić do normalności.

Obelix odwrócił się do niej powoli.

– Livio… – Przez chwilę patrzył na nią z niezwykłą łagodnością. – Nie przepraszaj. Przecież możesz mnie trzymać za rękę zawsze, kiedy tylko chcesz.

 Livia powoli wsunęła swoją dłoń w jego dłoń. Była wielka i bardzo ciepła.

 – Chcę. – Uśmiechnęła się do niego, a jej oczy zaszkliły się.

Obelix delikatnie zacisnął palce. Poczuł, że chce coś powiedzieć, ale słowa znów utkwiły mu w gardle. Dopiero jak ruszyli dalej, nieprzerwanie trzymając się tak siebie nawzajem, westchnął cicho:

 – Dobrze mi z tobą… Naprawdę.

 W odpowiedzi Livia przylgnęła do niego mocniej.

 Zaraz oboje zatrzymali się przed drzwiami chatki Airy.

 – Dobranoc, Obeliksie – szepnęła Livia.

W tym momencie ujęła jego głowę i delikatnie wspięła się na palce, aby zbliżyć się do jego twarzy. Kiedy po raz pierwszy ich usta się zetknęły, Obelix poczuł, jakby wszystko wokół zniknęło. Pocałunek był krótki, ale pełen uczucia. Livia odsunęła się lekko, a jej twarz promieniała radością.

 Obelix patrzył na nią w milczeniu, nie mogąc się poruszyć. Gdy Livia miała już wejść do środka, jego emocje wzięły górę i przezwyciężyły całą nieśmiałość. Delikatnie, choć zdecydowanie objął ją w pasie i lekko uniósł. Z zaskoczenia zaśmiała się cicho. Pocałował ją ponownie, tym razem śmielej i pewniej.

Dziewczyna czuła, jak całe jej ciało mięknie. Delikatne muśnięcia jego wąsów przyprawiały ją o motyle w brzuchu.

 Kiedy ostrożnie postawił ją z powrotem na ziemi, wciąż uśmiechała się radośnie, choć sama była absolutnie oszołomiona własnymi uczuciami. Chwyciła go za ręce i przez chwilę tylko na siebie patrzyli.

– Dobranoc – szepnęła raz jeszcze, tym razem z jeszcze większym przejęciem, po czym odwróciła się, przekroczyła próg i zamknęła drzwi, cały czas spoglądając na Obeliksa przez szparę, zanim domknęła je do końca.

  Obelix stał tam przez kilka długich chwil, jakby kompletnie zdezorientowany. Nagle eksplodował euforią. Rozłożył ramiona, spojrzał w niebo i zaczął śmiać się z całych sił. Był tak szczęśliwy, że nie mógł się opanować.

 – Udało się! Pocałowała mnie! – krzyczał w uniesieniu, zupełnie zapominając o ciszy panującej w wiosce.

  Jego krzyki i śmiech rozległy się po całej okolicy, budząc mieszkańców.

 Z pobliskiej chatki wyszedł zaspany Kakofonix, któremu sen brutalnie przerwały okrzyki Obeliksa.

 – Obelix! – zawołał rozdrażniony. – Czy ty możesz zachowywać się ciszej? Mam jutro występ!

 Ale Obelix nie przejmował się gniewnymi głosami mieszkańców. Biegał po całej wiosce, śmiejąc się na cały głos, a każdy jego skok sprawiał, że ziemia lekko drżała.

Z pobliskiego domostwa wypadł również Asparanoix, potrząsając pięścią i wrzeszcząc:

  – Przymknij w końcu dziób! Ludzie tu próbują spać!

– Pocałowała mnie! Hurra!!! – krzyczał wciąż, biegając i podskakując jak dziecko.

 W końcu odgłosy euforii obudziły także Asteriksa. Wyszedł z chatki i, uśmiechając się pod nosem, pomyślał: „W końcu!” Ruszył za Obeliksem, żeby spróbować go uspokoić.

 Obelix nie miał sposobności zasnąć przez najbliższe godziny. Każda myśl o tym, co właśnie się wydarzyło, sprawiała, że czuł się najszczęśliwszym Galem na świecie. Wioska musiała pogodzić się z faktem, że tej nocy czeka ją mniej snu, bo radosny Obelix był nie do zatrzymania.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania