Sklep rzeczy utraconych - rozdział 13
Poprowadzono ich przez kilka bocznych ulic, a potem do kamiennego budynku przy murze. Nie było nad nim herbu ani żadnego znaku, który wskazywałby, kto z niego korzysta.
Drzwi otworzył im wysoki mężczyzna w kadeńskim pancerzu. Jego zbroja miała ten sam przygaszony, złotawy odcień co pancerz Grijsa, ale była bogatsza w drobne zdobienia przy naramiennikach i kołnierzu. Przy lewej piersi widniał niewielki znak.
Vaelen zatrzymał na nim wzrok odrobinę dłużej. Mężczyzna odsunął się bez słowa i przepuścił ich do środka. W głębi pomieszczenia stała postać w ciemnym płaszczu z kapturem.
Grijs wszedł pierwszy.
— Przyprowadziłem ich.
Postać odwróciła się w ich stronę. Vaelen przyjrzał się zakapturzonej sylwetce.
— Wasza Wysokość.
Eveline odwróciła się do niego, ale postać już unosiła dłonie do kaptura. Zsunęła go powoli, odsłaniając jasne, złote włosy splecione nisko na karku.
Księżniczka. Eveline patrzyła na nią przez chwilę bez słowa. Nigdy wcześniej nie widziała żadnej z bliska. Portrety, monety, opowieści o dworze — owszem. Ale teraz jedna stała kilka kroków przed nią.
Księżniczka spojrzała na Vaelena.
— Szybko pan doszedł do tego wniosku.
Vaelen zerknął w stronę mężczyzny przy drzwiach.
— Nie pozostawiono mi wielu możliwości.
Jej wzrok przesunął się na Grijsa, potem na uszkodzony segment jego pancerza.
— Powiedziano mi, że wiedział pan, gdzie uderzyć.
Vaelen nie odpowiedział, więc przyjrzała mu się uważniej.
— Jeszcze nikomu spoza Kadenu nie udało się znaleźć słabego punktu tego pancerza. To dość niezwykłe.
— Albo miałem szczęście.
Księżniczka przyglądała mu się jeszcze przez moment.
— Być może.
Dopiero wtedy spojrzała na Eveline.
— Medalion jest przy pani?
Eveline skinęła głową i wsunęła dłoń pod płaszcz. Zdążyła zacisnąć palce na medalionie, kiedy Vaelen chwycił ją lekko za nadgarstek.
Spojrzała na niego.
— Jeszcze nie.
Puścił jej rękę i zwrócił się do księżniczki.
— Zastanawia mnie, po co Waszej Wysokości medalion z Archen.
Księżniczka nie odpowiedziała od razu.
— Wie pan, skąd pochodzi?
— Wystarczająco dużo, żeby zadać to pytanie.
Przyglądała mu się przez moment, potem odwróciła się w stronę stołu.
— Mój ojciec jest chory. Od miesięcy właściwie nie opuszcza swoich komnat. Im dłużej to trwa, tym więcej ludzi zaczyna się zastanawiać, co stanie się po jego śmierci.
Vaelen milczał, więc mówiła dalej.
— A do tego południe przestaje należeć do nas. Beken, Weyden, Veld. Patrole nie wracają. Ludzie opuszczają domy. Każdy kolejny tydzień sprawia, że Kaden wygląda słabiej.
Przesunęła dłonią po krawędzi stołu.
— Rada uważa, że znalazła rozwiązanie.
— Sojusz — podchwycił Vaelen.
Księżniczka spojrzała na niego.
— Z Vermaar.
Vaelen lekko przechylił głowę.
— Przez małżeństwo.
Tym razem nie było to pytanie. Księżniczka skinęła głową.
— Tak.
Eveline przeniosła wzrok na nią.
— Z księciem?
— Z następcą tronu — odpowiedziała księżniczka.
Na moment zapadła cisza.
— Vermaar nie ma naszych wojowników ani naszych pancerzy — ciągnęła. — Ma za to coś, czego obecnie zaczyna brakować Kadenowi. Ludzi. Zboże. Szlaki handlowe. Rada widzi w tym prostą wymianę.
Vaelen zerknął na wysokiego mężczyznę przy drzwiach.
— Oni dostają to, czego nie mają. Wy dostajecie to, czego zaczyna wam brakować.
— Właśnie.
— Brzmi rozsądnie.
Księżniczka spojrzała na niego chłodno.
— Rada również tak uważa.
Eveline przyjrzała się jej uważniej.
— A Wasza Wysokość?
Księżniczka przez chwilę milczała.
— Uważam, że istnieje różnica między sojuszem a oddaniem komuś kluczy do własnego domu.
Vaelen nie skomentował, ale ona nie czekała na odpowiedź.
— Problem w tym, że moje zdanie z każdym tygodniem waży mniej. Jeśli mój ojciec umrze, zanim sytuacja na południu się uspokoi, rada zrobi wszystko, żeby zabezpieczyć kraj.
— Nawet bez zgody Waszej Wysokości?— zapytała Eveline.
Księżniczka spojrzała na nią.
— Jeśli rada uzna, że nie ma innego wyjścia.
Odwróciła się ponownie w stronę stołu.
— Dlatego wróciłam do najstarszych kronik naszego rodu. Szukałam czegokolwiek, co mogłoby dać mi argument silniejszy niż strach rady.
— I znalazła pani legendę — powiedział Vaelen.
— Historię. Nie wiem jeszcze, czy legendę.
Oparła dłonie o blat.
— Kaden powstał wokół miejsca, które istniało tu długo przed pierwszym królem.
— Jak je nazywacie? — zapytała Eveline.
Księżniczka zawahała się.
— Ader.
— Co to znaczy?
— W waszym języku nie ma dokładnego odpowiednika. Najbliższe byłoby „żyła”.
Eveline znała to słowo. Używano go przy opisie kruszcu i złóż.
— Świątynia?
— Nie. Nigdy nią nie było. Nasi przodkowie wierzyli, że nie należy go zmieniać ani brać z niego więcej, niż samo oddaje. Ziemia wokół Aderu daje metal, z którego od pokoleń wyrabiamy nasze pancerze. Nie wydobywa się go głębiej niż pozwala tradycja. Samego Aderu się nie narusza.
— Nigdy? — zapytała Eveline.
— Nigdy.
Księżniczka na moment zamilkła, po czym mówiła dalej.
— Pierwsi królowie nie uważali tego miejsca za swoją własność. To raczej oni należeli do niego.
— I ono ich wybierało?
— Tak to opisują kroniki. Nie wybierało. Rozpoznawało.
Vaelen spojrzał na nią uważniej.
— Co to znaczy?
— Tego właśnie nie wiemy. Najstarszy zapis mówi tylko, że pierwszy król zszedł do Aderu, a kiedy stanął przed nim, znak odpowiedział światłem.
— Jaki znak? — zapytała Eveline.
Księżniczka przez chwilę jej się przyglądała.
— W tej samej księdze znajduje się rycina. Przedstawia króla stojącego przed Aderem. W dłoni trzyma medalion.
Eveline mimowolnie dotknęła medalionu pod płaszczem.
— Taki jak ten?
— Bardzo podobny. Ten sam kształt. Na jego powierzchni widnieje ten sam znak.
Eveline zerknęła na Vaelena. Nie poprosił o pokazanie księgi.
To było dziwne. Jeszcze w sklepie potrafił spędzić pół dnia nad pojedynczym znakiem wyrytym na odwrocie pierścienia. Pytał o właścicieli, daty, pochodzenie, każdą zmianę dłoni. Teraz usłyszał, że w jednej z najstarszych ksiąg Kadenu znajduje się rycina przedstawiająca medalion niemal identyczny z tym z Archen i nawet nie poprosił, żeby ją zobaczyć.
Nic jednak nie powiedziała.
— Przez pokolenia królowie schodzili do Adera po koronacji — ciągnęła księżniczka. — Czekali na znak. Z czasem przestał się pojawiać. Rytuał pozostał, później i on został porzucony. Dzisiaj większość rady uważa tę opowieść za coś, czym dawni władcy próbowali nadać swojej koronie boskie pochodzenie.
— A pani? — zapytała Eveline.
— Jeszcze miesiąc temu powiedziałabym to samo.
Jej wzrok znów opadł na miejsce pod płaszczem Eveline.
— Teraz nie jestem już tego pewna.
Vaelen milczał jeszcze chwilę.
— Teraz rozumiem, dlaczego Wasza Wysokość go potrzebuje.
— Nie oczekuję, że oddacie mi go za darmo.
Księżniczka popatrzyła na niego przez moment.
— Grijs powiedział mi, że jedziecie dalej na północ. Nie zamierzacie zostać w Kadenie.
— Nie.
— Dokąd więc?
Przez chwilę Vaelen patrzył na nią bez słowa.
— Veyr.
Eveline zerknęła na Grijsa. Podniósł wzrok. Księżniczka również przez moment nic nie mówiła, jakby sama nazwa zmieniła coś w rozmowie.
— W takim razie potrzebujecie pomocy. Sami możecie stracić wiele dni. Część dróg jest zamknięta, na innych stoją posterunki, które nie przepuszczą obcych bez zgody dowództwa. Mogę dać wam konie, przepustki i ludzi, którzy przeprowadzą was najkrótszą drogą.
— Jak szybko? — zapytał Vaelen.
— Jeśli będziecie gotowi, jutro rano.
Księżniczka wyciągnęła dłoń.
— W zamian za medalion.
Vaelen patrzył na nią przez chwilę.
— Zgoda.
Grijs spojrzał na niego i tym razem nie odwrócił wzroku.
— Nie zamierzam tracić kolejnych dni na posterunkach — dodał Vaelen.
Eveline odwróciła głowę w jego stronę. To zdziwiło ją bardziej niż sama decyzja. Vaelen rzadko tłumaczył, dlaczego coś robi, a teraz zrobił to niemal odruchowo, jakby uznał, że jego zgoda wymaga wyjaśnienia.
Przez moment chciała zapytać dlaczego, ale powstrzymała się. Sięgnęła pod płaszcz i wyjeła medalion.
Kiedy srebro pojawiło się na jej dłoni, wysoki mężczyzna przy drzwiach wyprostował się nieznacznie. Po raz pierwszy od ich wejścia jego uwaga oderwała się od Vaelena i skupiła na medalionie. Eveline zauważyła to, ale nic nie powiedziała.
Jeszcze kilka dni temu medalion był jednym z wielu przedmiotów, które trafiały do sklepu. Teraz miał otworzyć im drogę do miejsca, którego nie było na żadnej z map.
Położyła go na dłoni księżniczki. Kobieta zamknęła palce wokół srebra.
— Jutro rano — powiedziała.
Vaelen skinął głową. Księżniczka spojrzała na Grijsa.
— Zaprowadź ich do kwater. Niech dostaną wszystko, czego potrzebują na noc.
Grijs ruszył w stronę drzwi, a Eveline poszła za nim. Zanim wyszła, obejrzała się jeszcze raz. Księżniczka nadal stała przy stole z medalionem zamkniętym w dłoni.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania