Czarnoksiężnik - 10 - Walka, obelgi i pytanie

Czarnoksiężnik 10

 

Byłem wściekły.

Żałosna kreatura śmiała ze mnie kpić na oczach wszystkich… nie ważne czy ktokolwiek oprócz mnie rozumiał słowo czy nie. Nie lubiłem kiedy przypominano mi o przeszłości, do której powrócić nie mogę.

Bicz z stonóg klikał pod moimi nogami, gotowy wykonać każde polecenie.

Odwróciłem się do poszukiwaczy.

- Katherul zajmę się sam – oznajmiłem. – Cokolwiek się będzie działo, nie pomagajcie mi i nie atakujcie ducha. Skupcie się na mutantach… zrozumiano?

Odpowiedzieli mi cichym pomrukiem i kiwnięciami głowy. Tu spojrzałem na Annę.

- A Ty… obserwuj i ucz się. Będziesz świadkiem niesamowitego widowiska… - spojrzałem pod nogi na znienawidzonego sługę. – Ty Cień, trzymaj się blisko mnie. Mam przeczucie, że to nie będzie tak łatwa walka jak zakładałem.

Byt zabulgotał potwierdzająco pod moimi nogami.

Spojrzałem na mojego rywala, syczącego ciche przekleństwa i obrazy pod moją osobą.

Prychnąłem rozbawiony.

- Czas się zabawić.

Momentalnie po tych słowach wystrzeliłem błyskawicę z dłoni, prosto na mego przeciwnika, ten zablokował zaklęcie. Jego horda ryknęła i ruszyła pędem prosto na poszukiwaczy, ci również zakrzyknęli i ruszyli na pędzących przeciwników.

Sam również rzuciłem się do przodu, mając zamiar przebić się aż do mojego przeciwnika i zabić go tam na miejscu.

Kiedy horda była w zasięgu, skoczyłem i uderzyłem biczem, tworząc w samym środku ich linii, proste przejście do ich Pana. Ten widząc mnie ryknął straszliwie i ruszył prosto na mnie.

Dobrze. Chciał walczyć – a już się bałem że będzie uciekał.

Starliśmy się w bitewnym tańcu.

Na zmianę wśród iskier zderzały się nasze bronie i uderzały w siebie nawzajem potężne zaklęcia.

Był cholernik silny, nawet jak na przedstawiciela swojej rasy. Blokował każde moje zaklęcie, a jego magiczna osłona, była prawdziwie imponująca.

Wokół nas powstał krąg ziemi niczyjej, którą wszyscy omijali, jako że eksplozje magicznych zaklęć skutecznie powalały, a nawet zabijały tych, co stali za blisko.

W połowie naszego starcia, jego maska nagle zaczęła drżeć i niespodziewane uderzenie czystej magii, osłupiło mnie i wytrąciło z równowagi. Duch wykorzystał tą sytuację by uderzyć we mnie z całą siłą swoim mieczem.

Zabolało.

Cios posłał mnie jakieś pięćdziesiąt metrów przez powietrze, aż nie uderzyłem w wierzę świątyni i nie spadłem na ziemię.

Usłyszałem zaniepokojony okrzyk Anny i rosnącą desperację w głosach poszukiwaczy, widocznie nie mogących sobie poradzić z powodzią potworów.

Przez chwilę leżałem na ziemi, pośród gruzów.

Krwawiąc?

Tak… krwawiłem…

Krwawiłem?

Krwawiłem.

To ci nowość. Ileż to czasu minęło odkąd ktoś mnie skutecznie zranił?

Katherul pojawił się między ruinami. Rechocząc zadowolony.

- Ňōġō ňŏŏņeř… ňēĺ’ťōť Śāth’alis…

Słysząc jego słowa nie mogłem się powstrzymać.

Zacząłem się śmiać.

- HA! ǞǒȊȕȓ! No’ťōť… no’Ňōġō… - Uniosłem się z uśmiechem na ustach. - Ùlek’to Ďerŝ’lys… Ŵăġēŝō’ ťōť! – Spojrzałem pod nogi na Cienia. – Ďü’haratir!

Cień zasyczał słysząc me wezwanie. Wspiął się po moim ciele, zamieniając się w czarny jak słoma pancerz. Pancerz którego nienawidziłem, ale też uwielbiałem ponad wszystko, ponieważ był symbolem mojej potęgi.

Katherul cofnął się w przestrachu, widząc mnie w pełnej zbroi. Teraz w dłoni trzymałem jeszcze „gwiazdę poranną”, maczugę na długim łańcuchu. Obie bronie zapłonęły zielonym płomieniem, a duch cofnął się jeszcze bardziej.

- Nēĺ’ťōť ǞǒȊȕȓ! – Zakrzyknąłem uderzając na przeciwnika.

Ku mojemu własnemu zaskoczeniu, cholernikowi udało się uniknąć pierwszego ciosu, ale drugiego już nie. Tym, za pomocą gwiazdy porannej, złamałem jego miecz, co doprowadziło, że niedawno pewny siebie duch, zaczął panikować, rzucając masę zaklęć w moją stronę.

Te jednak nie były mi groźne, teraz kiedy miałem mój pancerz. Choć większość z nich POCZUŁEM… co z zasady nie powinno się zdarzyć.

Duch zaczął uciekać, a ja zacząłem go gonić.

Zaskoczone miny wszystkich, zarówno poszukiwaczy i zwierzoludzi, kiedy ujrzeli wielkiego antycznego ducha, umykającego przede mną, był miłym dodatkiem.

Nie mogłem jednak stracić skupienia. Bydlak nie mógł uciec.

Zamachnąłem się biczem i skutecznie oplotłem go wokół jego lewego ramienia. Unieruchamiając cholernika.

Ryczał i wrzeszczał, palony zielonym ogniem.

- Řũņ? Řũņ šĩŗē ňāĥķ? – zapytałem chichocząc rozbawiony jego oporem.

Duch ryknął w odpowiedzi nienawistnie i… oderwał swe ramię. Stałem w szoku.

Faktycznie, oderwał sobie ramię? Ale po co? Przecie na nogach nie ucieknie…

Długo nie musiałem czekać na odpowiedź, na to pytanie.

Nagle cholernikowi wyrosły gigantyczne skrzydła. Ryknął nienawistnie na pożegnanie i oderwał się od ziemi.

Patrzyłem oniemiały… Katherul nigdy nie posiadały skrzydeł… a temu tak po prostu wyrosły.

No teraz to na pewno nie mogę pozwolić mu uciec!

Zamachnąłem się moim biczem, wydłużając go kilkakrotnie. Następnie uderzyłem, nakazując broni pochwycić uciekiniera.

Klikające ciało stonogi dotarło do antycznego ducha i oplotło się wokół jego ciała w morderczym uścisku. Duch ryknął, próbując się wyrwać, ale moja zbroja była ciężka, a sam nie miałem zamiaru się ruszyć.

Z całej siły napiąłem mięśnie i pociągnąłem za bicz.

Wystarczyło to by ciało ducha poddało się mojej sile i zostało miotnięte, jak szmaciana lalka, prosto na ziemię

Wielki huk rozległ się na wszystkie strony, kiedy antyczny byt uderzył o ziemię. Widok ten wystarczył, by wszystkie mutanty i bestie, pisnęły przerażone i rzuciły się do ucieczki.

Kilku bardziej entuzjastycznych poszukiwaczy, zakrzyknęło radośnie.

Reszta patrzyła na mnie w strachu.

Widząc jak Katherul się powoli podnosi rzuciłem na ziemię kilka żelaznych monet. Te momentalnie zamieniły się w stonogi, zagłębiły się w ziemię, a następnie z niej wyskoczyły i pochwyciły ducha ze wszystkich stron. Katherul klęczał, unieruchomiony. Z rany gdzie miał rękę, sączyła się ciemność, a oba skrzydła były widocznie połamane.

Dyszał i syczał, pochłonięty przez ból i cierpienie.

Odetchnąłem.

- Zapytam raz jeszcze… kto dał ci tę maskę? – odezwałem się tym razem w wspólnej mowie.

Duch milczał. Zazgrzytałem zębami.

- Gadaj, a może okażę ci łaskę.

Katherul uniósł wzrok i odpowiedział.

- Ňēĺ’ťōť Śāth’alis… - wysyczał. – Ďü’mas… ŵŭř’ăĬăġĕ… Ňōġō! Ňōġō Ďü’khari elk’här!

Ciężka maczuga gwiazdy poranne zadrgała zamieniając się w pająka. Pokręciłem głową patrząc na rywala.

- To się nie stanie – zamachnąłem się bronią, a odnóża pająka pochwyciły maskę Katherul. – Pozdrów swego Pana, kiedy trafisz do Pustki!

Pociągnąłem, wyrywając maskę z twarzy ducha. Czarna twarz bytu, spojrzała na mnie w nienawiści i strachu.

Następnie, na niemy rozkaz, trzymające ducha łańcuchy zapłonęły mocniejszym zielonym ogniem i wśród wrzasków i ryków, pochłonęły go w całości.

Pozostał po nim zaledwie pył.

Cień zabulgotał i spłynął z mojego ciała, z powrotem pod nogi. Chowańce, zmniejszyły się i same powróciły pod mój płaszcz.

Odetchnąłem.

Cóż… miła walka… szkoda tylko że przeciwnik niewychowany. Spojrzałem na poszukiwaczy. Kilku osób brakowało, większość była ranna, ale interesujące mnie osoby nadal żyły.

Dobrze… a teraz…

Spojrzałem na maskę której twarz nadal reprezentowała płaczącego mężczyznę. Pokręciłem głową szczerze zaintrygowany.

- Dobra… co my tu mamy?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik tydzień temu
    Dwie 5
    Brak komentarzy
  • pkropka tydzień temu
    "Bicz z stonóg klikał pod moimi nogami, gotowy wykonać ma każde polecenie." że i me
    Generalnie masz dużo dookreślenie moja. Moja broń, mój przeciwnik - połowę możesz wyrzucić.
    "zagłębiły się w ziemię, a następnie wyskoczyły z ziemi" 2x ziemia
    "Pociągnąłem, wyrywając maskę z twarzy ducha. Czarna twarz" 2x twarz
    Poza tym jak zawsze super :)
  • Kapelusznik tydzień temu
    przyjrzę się
  • Belladonna 6 dni temu
    Przeczytałam wszystkie 10 części jednym tchem. Fajna fabuła, dobry bohater. Popracuj troszkę nad utrzymywaniem napięcia, bo za szybko rozwiązujesz akcję. No i jednak wolałabym wiedzieć, co mówią bohaterowie :). A teraz łyżka dziegciu. Nadużywasz w sposób rażący zaimków dzierżawczych, spytać się, spojrzeć się. Spytał się mnie.... o matkoboskoliteracko ! Zapytał mnie, lub Spytał. Po prostu, bez tego wszechobecnego się. Robisz błędy ortograficzne. Np bohater jest PROFESJONALISTOM. Dlaczego wieloma w celowniku? Bo jakby o niego chodziło, byłby PROFESJONALISTĄ. Przejrzyj tekst pod kątem błędów, bo szkoda, żeby tak dobra fabuła się zmarnowała przez takie mankamenty
  • Kapelusznik 6 dni temu
    przejrzę - ale nie dziś
    projekt pisałem dla zabawy - więc i trochę się poziom opuszcza
    Spokojnie - sprawa słownictwa antycznego się wkrótce rozwiąże
  • Kapelusznik 6 dni temu
    I bardzo dziękuję że wszystko tak przeczytałaś :)
    Jeśli będziesz miała czas - polecam mojego "Demona Odrodzenie" - trochę poważniejsza - ale i znacznie bardziej dopracowana praca
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Pontàrú 3 dni temu
    W moich pierwotnych wyobrażeniach to miała być kulminacyjna walka całej opowieści. Widzę jednak, że są kolejne części zatem domyślam się, że szykujesz coś większego. Zostawiam 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania