Poprzednie częściCzarnoksiężnik - 1 - Kim jestem?  

Czarnoksiężnik - 2 - W poszukiwaniu... rozrywki

Mrok nocy otaczał mnie i stapiał się z moją sylwetką…

A może to ja stapiałem się z mrokiem nocy?

Naprawdę, trudno powiedzieć. Po tylu latach i tylu doświadczeniach zgubiłem część siebie w tej ciemności… albo to ciemność zastąpiła część mnie.

Hym…

 

Nieistotne.

 

Teraz zbliżałem się do dużego miasta, powłoka światła powstająca nad obronnymi murami wskazywała mi drogę. Szedłem powoli, opierając się o drewnianą laskę, wsłuchując się w głos ciemności. Słyszałem pogłoski, że coś „złego” dzieje się w okolicy, coś, czego nikt na razie nie może rozwiązać, właśnie dlatego tutaj przybyłem. Dawniej żywe miasto Meuri, stojące na samym środku szlaku handlowego zaczęło być omijane, a niedawno bezpieczne drogi, teraz odstraszają wszystkich, rycerzy, najemników i… bandytów. Według pogłosek nawet placówka gildii magów ze szkoły Carves, ma zamiar wycofać się z miasta.

He!

Wyczuwałem „to coś”, tę nutkę mocy, która sprowadza szaleństwo i korupcję. Coś kryło się w ciemnościach wokół miasta, szukając drogi do wewnątrz.

Zatrzymałem się.

Myśl, żeby poczekać jakiś tydzień, czy dwa, na pobliskim wzgórzu i z satysfakcją obserwować jak miasto zostaje pożarte przez ciemność, kusiła, lecz błysk złota i szansa rozrywki była bardziej kusząca.

Ruszyłem dalej.

Z tyłu rozległ się cichy pisk i odgłos pękających kości, kiedy mój cień pożarł jedną z czyhających w nocy bestii. Oblizałem się ze smakiem. Jak zwykle apetyt mnie nie opuszczał, a i wypadałoby czymś gardło przepłukać. Zbliżałem się już do bram miasta, te stały zamknięte, ale nie miałem zamiaru czekać aż do rana.

Bezgłośnie podszedłem do bramy miasta, strażnicy pełniący wartę zauważyli mnie. Jeden z nich wyciągnął kuszę i wymierzył.

- Stać! Kto idzie? – zakrzyknął drugi gwardzista.

- Podróżnik – odpowiedziałem, unosząc głowę.

- Jesteście człowiekiem?

- Tak – odpowiedziałem, bo miałem teraz kształt człowieka.

- A imię macie?

- Mam. Edward.

- Czego szukasz w Meuri, Edwardzie Podróżniku? – zapytał gwardzista, dość pilnie trzymając się regulaminu.

- Schronienia przed nocą i miejsca, gdzie można się napić.

- Przykro mi, ale musisz poczekać do rana. Mamy zakaz otwierania bram.

Westchnąłem i pokręciłem głową.

- Nic nie da się zrobić?

- Nic. Przykro mi – odpowiedział gwardzista, widocznie chcąc zakończyć rozmowę.

- Jestem pewny, że da się coś zaaranżować – oznajmiłem, stojąc tuż za nim.

Ah! Ten szok na twarzy, kiedy odwrócił się w moją stronę wraz z kolegami, chwytając za broń. To najprawdziwsze przerażenie, kiedy spoglądali na miejsce, gdzie dopiero co stałem i na mnie. Uśmiechałem się serdecznie od ucha do ucha, nie dając po sobie poznać, ile ci głupcy dają mi radości.

- Czy jest jakiś problem… jeśli JUŻ jestem w obrębie murów miasta? – zapytałem rozbawiony.

Gwardzista spojrzał po swoich kolegach, widać było, że nie mieli pojęcia co robić. Nie każdego dnia widzi się tego typu magię. Mężczyzna głośno przełknął ślinę i odezwał się, z trudem zachowując spokój.

- Jesteś czarodziejem? Z jakiej jesteś szkoły? Gdzie twój „znak”?

Uśmiechnąłem się szerzej na odległe wspomnienie, kiedy odrzuciłem ten bezwartościowy symbol niewolnictwa w jakąś przepaść. Pochyliłem się, pozwalając mojej formie urosnąć i wydłużyć się wraz z moją czarną szatą. Strażnik zadrżał, opierając się o blanki.

- Nie posiadam go…

Dobrze wiedzieli, co to oznacza. Ręce zaczęły drżeć, a krople potu pojawiać się na twarzy.

- Jesteś…

- Ciiiiiii – przyłożyłem palec do ust, uciszając gwardzistę. – Ani słowa, nie psuj atmosfery.

Strażnik faktycznie zamilkł, ale patrzył ze znaczącym zakłopotaniem. Zmniejszyłem swoją formę do poprzednich rozmiarów i sięgnąłem pod płachty mego płaszcza. Pozwoliłem, by przez chwilę gwardzistów szarpało przerażenie i pytanie: „cóż to wyciągnie z kieszeni”, by następnie podać na otwartej dłoni żelazną monetę gwardziście. Ten spoglądał raz to na mnie, raz na monetę z nieznanymi mu symbolami.

- Ruszaj do swego Pana, do Lorda tego miasta i przekaż mu tę monetę.

- Co? Czemu do Lorda?

- Nie twoje zmartwienie, kochanieńki – oznajmiłem słodko. – Lord będzie wiedział, o co chodzi.

Ten, przestraszony wyciągnął dłoń i już miał spełnić moje żądanie, kiedy zamknąłem dłoń i drugą ręką złapałem go za ramię. Widocznie skamieniał, a jego koledzy jęknęli w przerażeniu. Drżał. Ileż to życia widziałem w jego oczach. Ileż chęci przetrwania. Ileż błagań, zaklęć i modlitw do wszystkich bogów, o ratunek. Uśmiechnąłem się.

- Jeszcze jedno… czy bar w gildii poszukiwaczy jest otwarty w nocy?

Strażnik pokiwał głową.

- Gdzie? – dopytałem.

- Duży budynek, trzy piętra, na głównym rynku – gwardzista wypowiadał się z trudem.

Uśmiechnąłem się i pokiwałem głową.

- Dobrze… - podałem mu monetę i poklepałem po ramieniu. – Przekaż swemu panu, że tam mnie znajdzie.

Odwróciłem się i zeskoczyłem z murów, prosto na miejską drogę. Niewiele się przejmując, ruszyłem w stronę gildii poszukiwaczy przygód. Gdzieś obok przebiegł mój poprzedni rozmówca, pędząc na złamanie karku do stojącej po drugiej stronie miasta twierdzy.

Mój cień zawarczał, przemykając w ciemnościach, nadal głodny.

Zacmokałem karcąco.

- Nie. Zostaw. Teraz idę się napić!

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Szigo 3 miesiące temu
    Szczerze miło byłoby wiedzieć, cóż to za bestię pożarł cień i gdzie dokładnie stali strażnicy (oczywiście można się domyślić, no ale ja np poczułem lekkie zdezorientowanie, do momentu aż Edzio nie zeskoczył z murów). Oprócz tych dwóch rzeczy, to nadal będę czekał na kolejną część Pozdrawiam.
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    dzięki
    może jutro...eee znaczy dzisiaj o porannej godzinie coś dodam
  • Szigo 3 miesiące temu
    Kapelusznik okie dokie
  • pkropka 3 miesiące temu
    "Dawniej żywe miasto Meuri, stojące na samym środku szlaku handlowego zaczęło być omijane, a dawniej bezpieczne drogi" - 2x dawniej
    Poza tym masz sporo 'moje' itp.
    Poza tym wciąż intryguje, z przyjemnością przeczytam kolejną część. Cień wydaje się być uroczy.
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Poprawię
    Cień jest uroczy - to taki pupil co nie może oderwać się od swego pana
  • Pan Buczybór 3 miesiące temu
    Jedyne, co przeszkadza to nadmierne powtórzenia. Warto się temu przyjrzeć. A tak poza tym - krótko, ale treściwie i klimatycznie. Wygląda na to, że całe te opko to będzie teatr jednego aktora i zupełnie mi to nie przeszkadza, bo Edward to bardzo intrygująca postać. Dobry tekst. Pozdro
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Będę kombinował
    I tak jest to teatr jednego aktora
    Przynajmniej na razie
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Szczerze, mam trochę wrażenie jakoby ta praca była pisana na kolanie i w pośpiechu, nie mniej jednak sama historia i bohater, tylko pod takim kątem patrząc, wydają się ciekawi. Lecę dalej
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Pisałem dla zabawy - więc tak - praca na kolanie
    Zbliża się Sesja :(
    Więc nie mam czasu na Demona
    A potrzebuję odskoczni
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    No to w pełni rozumiem. Powodzenia na sesji
  • Nefer 3 miesiące temu
    Ciekawe rozwinięcie, a własciwie początek tegoż rozwinięcia. Tym niemniej, czegoś się dowiadujemy. Opisy w sam raz, dotyczą istotnych dla fabuły elementów, pomijając zbędne w sumie szczegóły. Te szczegóły mogłyby ewentualnie dodać klimatu, ale zarazem zwolniłyby lekturę. Trzeba to wyważyć i autor uczynił to, moim zdaniem, bardzo trafnie.
  • Ozar 3 miesiące temu
    Kurdę dobre to granie czarnoksiężnik i jego cień pożerający bestie. A do miasta wszedł całkiem sprytnie wykorzystując magię. Muszę przyznać, że tekst zachęca do dalszego czytania. 5
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Miło że ci się podoba
    To taka odskocznia
    Bo teraz nad lorem uniwersum Demona pracuje
    Zresztą
    Czarnoksiężnik jest w tym samym uniwersum, ale jakieś 2 500 lat przed akcją demona i na innym kontynencie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania