Czarnoksiężnik - 6 - Biznes biznesem... ale chcę mi się PIĆ!

Haster Hanbel, lord Meuri patrzył na kontrakt spisany krwią niepewnie.

- Czemu jeśli Ty się nie wywiążesz służysz tylko siedem dni, a jeśli Ja, tracę życie, święte ostrze i pierworodnego syna? – zapytał wyzywająco.

- Z dwóch powodów – odpowiedziałem z uśmiechem. – Pierwszy: To ja spisałem ten kontrakt! Jasne, że będzie on delikatniejszy dla mnie, niż dla ciebie. Drugi: jeśli zawiodę, miasto może nie przetrwać tygodnia. Jednak z moją mocą będziesz miał szansę ewakuować całe miasto, właściwie bez strat…

Lord przełknął ślinę.

- Aż tak źle?

- Jeszcze nie jestem pewny, ale z pewnością nie jest to typowa klątwa czy przekleństwo z jakimi się rozprawiam na porządku dziennym – odpowiedziałem. – Jeszcze jakieś uwagi?

Lord kiwnął głową.

- Czemu chcesz ludzkiego życia?

- Nie „ludzkiego”, a „inteligentnej istoty”, będąc konkretnym – odpowiedziałem. – A czemu…? Sam nie wiem. Przeczucie, kaprys, intuicja. Nazwij to jak chcesz. Może mam ochotę zgwałcić jakąś dziewczynę, sprawić by się we mnie zakochała, uciąć jej nogi, a następnie zjeść… choć kto wie, może uczynię to w innej kolejności, albo coś zupełnie innego! – zarechotałem rozbawiony widząc jego minę. – Oj, już tak nie dramatyzuj. Magowie ci nie pomogli, rycerze też nie. Zostałem ci ja. Podpisz kontrakt, a będę mógł się zabrać do roboty.

Lord zacisnął dłonie i zazgrzytał zębami. Nie dziwiłem mu się. Dla tak dumnego lorda, wezwanie czarnoksiężnika na pomoc musiało być prawdziwą hańbą. Lecz Lord Hanbel ponad dumę, kochał swoich ludzi, swoje ziemie i swe miasto.

Z widocznym trudem usiadł naprzeciwko, wziął niewielkie ostrze w dłoń, naciął dłoń i używając kruczego pióra, podpisał się własną krwią.

Wziąłem papier i uśmiechnąłem się szeroko. Zwinąłem go w rulon i schowałem pod swoim płaszczem, wyciągając następnie garść żelaznych monet. Podrzuciłem je i pozwoliłem im przybrać wszystkim chowańcom ich dziwaczne formy. Stały one w miejscu, oczekując słowa rozkazu. Spojrzałem po wszystkich, a następnie odezwałem mocnym władczym głosem.

- Macie odkryć z czym mam się zmierzyć. Pozostańcie niezauważone. Nie ryzykujcie na darmo. Wasze istnienie ma wartość, nie porzucajcie go jeśli będzie niebezpiecznie. Macie zdążyć do brzasku – Spojrzałem pod swoje nogi, na znienawidzonego sługę. - Ruszaj Cień. Zabierz je w pobliże świątyni i poczekaj do świtu. Zbierz wszystkie które powrócą i powróć do mnie.

Cień zamruczał, a chowańce wydały potwierdzające odgłosy. Cień następnie przybrał formę swoistej kałuży, w którą to wpełzły wszystkie byty. Stonoga też, oblepiona krwią, już miała zamiar do nich dołączyć, ale ją zatrzymałem.

- Ty zostań. Odpocznij – nakazałem, a stonoga zwinęła się i przybrała raz jeszcze formę monety. – Dobrze – podniosłem ją i spojrzałem na Cień. – Ruszaj i pamiętaj. Nie zbliżaj się do ruin. Cokolwiek tam jest, nie chcę by dowiedziało się o mnie przedwcześnie.

Cień syknął potwierdzająco, a następnie bezgłośnie przemknął pod nogami gwardzistów Lorda i przecisnął się pod drzwiami, ruszając wykonać powierzone mu zadanie.

Pewien typ szoku przeszedł prze me ciało. Uczucie! Ach! Uczucie którego nie pamiętałem, a może zapomniałem, że je znałem?

Niepokój!

Ach! Ileż to czasu minęło? Ile lat, kiedy ostatni raz to poczułem?

Zachichotałem pod nosem, ku przerażeniu zebranych.

Intuicja i wszystkie moje zmysły podpowiadały mi, że nie mierzę się z byle czym, czy byle kim. Ten byt był stary… a może nawet i prastary. Może pamięta jeszcze czasy zanim bogowie stąpali po ziemi wśród smoków i tytanów w Erze Kracji? Może pamięta pierwsze pojawienie się Mrocznego Boga, upadek Oshiliet i rozpad pośród 12 Megus…? Wojnę Załamania? Pierwszą Katastrofę? Imperium Vestis? Jego rozpad?

Ach!

Ile ma ten byt lat? Ile wie? Ile wiedzieć nie powinien? A co najważniejsze:

Czy dobrze smakuje?

Ach!

Jakże mocno chciałem poznać odpowiedzi na te wszystkie pytania!

Ale nie.

Musiałem zachować spokój i opanowanie.

Przyjemnością trzeba się rozkoszować, a niespodzianki nie wypada sobie psuć, rzucając teraz jakieś zaklęcie wykrywające, czy analizujące. Nie ma w tym zabawy.

Lord odkrząknął. Spojrzałem na niego pytająco.

- Sam nie ruszasz?

- Jeszcze nie, lordzie, jeszcze nie – odpowiedziałem. – Cierpliwości. Jestem Czarnoksiężnikiem, nie Bohaterem, nie ruszam ślepo na wroga którego nie znam. W przeciwieństwie do niego, żaden bóg, smok czy tytan, nie stoją po mojej stronie – zaznaczyłem dźwięcznie. – Mogę liczyć tylko na siebie.

Lord kiwnął głową. Nie ufał mi. Przynajmniej na razie.

- Co więc zamierzasz?

- Poczekam do rana, na wieści od mych chowańców. Kiedy będę wiedział z czym się mierzę, przygotuję się i wyruszę… - tu spojrzał po nadal przebywających na sali poszukiwaczy. – Możliwe że będę potrzebował waszego wsparcia…

Mariusz spojrzał na mnie wściekle. Anna stojąca obok niego, również wyglądała na oburzoną.

- Po tym wszystkim… - warknął chłopak. – chcesz naszego wsparcia? Kpisz sobie Czarnoksiężniku!

- Wręcz przeciwnie chłopcze, jestem jak najbardziej poważny – uśmiechnąłem się groźnie. – Początek naszej znajomości nie był… najlepszy, ale nie oznacza to przecież że nie możemy współpracować.

- Dlaczego mielibyśmy stanąć po twojej stronie? – Zapytała Anna.

- Wielu powodów – zachichotałem. – Dla ciebie będzie to nauka. Zobaczysz że w magii jest więcej, niż to czego nauczyła cię twa szkoła. Dla prawych, jak Mariusz, będzie to walka o dobro ludzi, a Ty chcesz być bohaterem i ich chronić. Dla tych którzy pragną monety, cóż… najpewniej zetrzemy się z masą mutantów i potworów, łupy i nagrody za ich głowy są wiele warte, szczególnie jeśli pamiętacie, że świątynia jest w opuszczonym mieście, gdzie również są łupy do zgarnięcia!

Lord lekko się skrzywił na ostatni argument, ale nie mógł nic na to poradzić. Miasto było ruiną, mieszkańcy albo nie żyją, albo uciekli, a on sam nie ma wystarczających sił, by bronić opustoszałych ruin, kiedy całe jego ziemie potrzebują pomocy. Miałem tego pełną świadomość. Poszukiwacze milczeli, widocznie zastanawiając się nad moimi argumentami. Nie miałem jednak zamiaru czekać na ich decyzje. Ruszyłem do wyjścia.

- Pojawię się tu raz jeszcze, przed południem. Wszyscy chętni będą mogli pójść ze mną.

- A teraz gdzie się wybierasz? – zapytał Lord.

Odwróciłem się do nich, stojąc tuż obok drzwi i prychnąłem rozbawiony.

- Jak to „gdzie”? – Zapytałem rozbawiony. – Do tawerny! Tutaj obsługa była kiepska, a ja nadal jestem głody i mam ochotę się NAPIĆ!

 

I to właśnie z takim, radosnym akcentem, przeskoczyłem nad wywarzonymi drzwiami i ruszyłem w stronę najbliższej tawerny, by spróbować zaspokoić moje zachcianki.

Średnia ocena: 3.9  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pkropka 2 tygodnie temu
    Widać, że dobrze się bawisz pisząc. :)
  • Kapelusznik 2 tygodnie temu
    Bawię się bawie
    Stresu trzeba się pozbywać
  • Nefer 2 tygodnie temu
    Czyta się nadal dobrze, ale w tym odcinku opowieść traci jakby trochę tempo. Nie wnosi on nowych elementów i spokojnie mógłby zostać wcielony do poprzedniego. Dzielenie tekstu na zbyt małe fragmenty to niekoniecznie korzystny zabieg (podobnie jak fragmenty zbyt długie). Oczywiście, czekam co dalej. Ogólnie opowiadanie zaczyna nieco przypominać debiutancki utwór Sapkowskiego (czyli "Wiedźmina" z 1986 r.). Oczywiscie, można i należy potraktowac to jako wyraz uznania.
    PS. Co to za dziwaczna polemika z TB? Bo chyba te jego wtręty to nie na serio?
  • Kapelusznik 2 tygodnie temu
    Piszę dla jaj i dla przyjemności
    Oczywiście że będą odcinki przejściowe
    A tutaj podstawą są krótkie opowiadania - co mi się nie udało w serii Kolekcjoner
    Zobaczymy co będzie dalej

    A co do TB... cóż - nie mam pojęcia z jakiego drzewka się urwał - ale wiem już że to poważnie nadgniły owoc twórczości - jeśli mogę się tak wyrazić
    Pojawia się z dupy i oczekuje że się zainteresuje jego pracami... wtf?
    Jakby...
    tak świat nie działa
    Czytam to co mi się spodoba i spoglądam na prace tych którzy piszą pod moimi jako wyraz wdzięczności że poświęcili moment moim wypocinom
    A ten tak ni w c, ni w b ni w dupę się pojawia i czegoś oczekuje...
    Nie wiem co mam o tym myśleć
    Już cholera Bogumił ma więcej klasy niż ten gościu - bo on przynajmniej bezlitośnie i szczerze atakuje działo czy twórcę, ale nie "wymaga" by się jego prace czytało - a przynajmniej nic takiego nie widziałem
  • Pontàrú 6 dni temu
    Zabawa, zabawa, zabawa! Nic więcej. No i może tak być. Jest za gorąco by czepiać się słówek w tekście także idę umierać dalej a przy okazji skaczę do następnej części
  • Kapelusznik 6 dni temu
    O ty też?
    U mnie 35 stopni o 16:47
  • Pontàrú 6 dni temu
    34 o 17,11... Iść się tylko pociąć. Przyklejam się do fotela.... Już dzisiaj chyba więcej czarnoksiężnika nie przeczytam... po prostu chyba umrę i tyle
  • Kapelusznik 6 dni temu
    Pontàrú
    Zrozumiała argumentacja

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania