Czarnoksiężnik - 21 - Opowieść

(No - nowy czarnoksiężnik - w tym odcinku więcej loru - ale spokojnie - za niedługo będzie Akcja!)

 

Stałem przed wrotami Arsenału. Anna, Leila i moi gwardziści, stali w milczeniu spoglądając na znajdujące się na nich dzieło sztuki.

Na drzwiach była antyczna płaskorzeźba. Wysoka na dziesięć metrów, przyozdobiona złotem, srebrem, marmurem i kamieniami szlachetnymi. Dzieło zapierające dech w piersiach.

Od dołu ku górze, tworzyła ona dawną opowieść, zapomnianą… a może raczej, odrzuconą, przez czas.

Mała Leila zbliżyła się lekko zaniepokojona i zapytała.

- Mistrzu? O czym jest ta historia. Są tu litery, których nigdy nie widziałam.

- Ja też nie znam tego języka – przyznała Anna.

- I nie powinniście znać – odpowiedziałem. – Język ten znają nieliczni, a jeszcze mniejsza ilość osób zrozumie o czym mówi ta płaskorzeźba.

Anna spojrzała na mnie pytająco.

- Ale Ty wiesz – stwierdziła. – Możesz ją nam opowiedzieć?

Spojrzałem na nią smutno, następnie spojrzałem na arcydzieło. Spojrzałem na pierwszą, najniższą płaskorzeźbę, przedstawiającą uśmiechniętego grajka przy ognisku. Otworzyłem usta, a z nich wydobyła się pieśń, a wraz z nią, wrota odpowiedziały nucąc cichą melodię.

- Dawno, kiedy gwiazdy błyszczały jaśniej, a ziemia młoda była, był jeden śpiewak, co świat cały zwiedzał – tu położyłem dłoń na wyrzeźbionej mapie, a płaskorzeźba magicznie zadrżała i wokół ogniska pojawili się śmiejący się wędrowcy. – Swą muzyką poruszał serca i dusze. Swym śpiewem sprowadzał spokój, swymi słowami godził skłóconych. Nie było na tym świecie kogoś, kto nie był jego przyjacielem. Tak długo, jak moc jego śpiewu godziła, tak długo moc ta zatrzymywała czas i nie pozwalała mu się zestarzeć – tu przeszedłem do płaskorzeźby gdzie grajek stał samotnie na środku miejskiej drogi. – Głos jednak jego, który sprowadzał radość, był dla niego przekleństwem, jako że mając każdego za przyjaciela, żadnego nie miał, jako przyjaciela wiernego, a wieki w takim stanie, rodziły w śpiewaku gorycz, która sama w sobie mogła go pokonać – tu delikatnie pchnąłem stojącą z boku ulicy beczkę, a płaskorzeźba raz jeszcze drgnęła, i przed grajkiem pojawiła się kobieta, zatrzymująca toczącą się beczkę. – Jednakże to się zmieniło, kiedy poznał co to miłość. Śpiewak ten, o głosie danym przez bogów, znalazł w końcu miłość, a nie tylko przyjaźń i była to miłość prawdziwa.

Przerwałem na chwilę, wsłuchując się we własne echo. Następnie podszedłem do płaskorzeźby drzwi i pchnąłem je. Magiczna płaskorzeźba zadrgała i ukazała co było w środku. Był to obraz matki z dzieckiem i szczęśliwego ojca. Zaśpiewałem raz jeszcze.

- Jak to zawsze bywa z prawdziwą miłością, narodziło się z niej dziecko. Chłopiec. Niewielki chłopiec o bystrych oczach swej matki i uśmiechu swego ojca. W pierwszej chwili, był to dla młodej pary symbol nadziei… - tu przeszedłem do płaskorzeźby rozmawiającej przy stole pary i delikatnie pchnąłem jedno z krzeseł. Płaskorzeźba zadrgała i ukazała parę klęczącą na ziemi, a z po ich twarzy płynęły łzy. – Był on jednak symbolem rozpaczy. Ponieważ im syn bardziej dorastał, tym bardziej ojciec słabł. Na początku posiwiał – podszedłem do obrazu starego grajka i dotknąłem lutni, ta pękła, a starzec klęczał zrozpaczony, otoczony przez zaskoczonych ludzi. – Następnie, stracił siłę w palcach, a jego gra przestała być piękna. Stracił swój boski głos i nie był już w stanie poruszyć niczyjej duszy. Na końcu, oczy zaczęły go zawodzić i nie mógł rozpoznać kto jest przyjacielem, a kto już nim nie jest – stanąłem przy rzeźbie zrozpaczonego starca i dotknąłem jego ramienia. Magia zmieniła go, ukazując jak odwraca się w stronę młodzieńca z harfą, którego otaczał tłum. – Lecz jego syn zyskał wszystko to co on stracił. Teraz to jego gra i jego śpiew porywały serca, a on pozostał sam, wspierany jedynie przez swą wierną żonę.

Spojrzałem wyżej, na śpiącego młodzieńca. Za pomocą magii uniosłem się w powietrze i pociągnąłem za klamkę do drzwi. A obok łóżka pojawiła się postać starego ojca.

- Człowiek, który był przyjacielem wszystkiego co żyje, był symbolem radości i nadziei, teraz osłabiony, odnalazł nowe uczucia. Złość, zazdrość, nienawiść… - tu dotknąłem płomyka świecy, który zgasł, wraz z obrazem starca unoszącego ostrze na własnego syna - …i miał zamiar poddać się im, tylko i wyłącznie po to, by odzyskać to co utracił… jednakże nie potrafił – postać starca upadła na kolana, ze złamanym ostrzem w dłoni. – Ta sama moc, która zapewniała mu bezpieczeństwo i boski śpiew, teraz chroniła jego syna. Nie było nic, co mógłby zrobić. Kiedy syn dorósł, a ojciec był na łożu śmierci przekazał mu te oto słowa – tu zbliżyłem się do rzeźby młodzieńca klęczącego przy łożu umierającego starca. – „Żyj mój synu. Żyj w przyjaźni ze światem, ale nie poznaj miłości, ponieważ ta zabierze ci twą moc i pchnie ku rozpaczy, tak jak zrobiła to ze mną” tutaj starzec spojrzał na swą rodzinę po raz ostatni: „Przeklęta musi być ta moc. Jako że przynosi pokój wszystkim z wyjątkiem tej który ją posiada, a jeśli ten znajdzie pokój, ta go porzuca i posyła w mrok” z tymi słowami starzec umarł, a jego syn przejął pełnię przeklętej mocy.

Podleciałem jeszcze wyżej do dużej panoramy, gdzie młody śpiewak stał na kamieniu i grał na swej harfie wszystkim znanym rasą, które tańczyły wokół ogniska. Kiedy dotknąłem strun harfy, rzeźby zaczęły magicznie poruszać się w szalonym tańcu. Uśmiechnąłem się smutno.

- Młody śpiewak posłuchał ojca. Wędrując po świecie odrzucał wszelkie przejawy miłości, pamiętając jaki los może go spotkać. W czasie swych wędrówek poznał jedenastu innych wybrańców bogów, o mocach równie potężnych jak jego. Obdarzyli go przyjaźnią – tu podleciałem wyżej do płaskorzeźby przedstawiającej dwanaście postaci, zbliżyłem się do ostatniej na lawo i odsłoniłem kaptur, ukazując twarz śpiewaka. – Lecz nie szacunkiem. Był widziany jako najsłabszy, najbardziej naiwny, najmniej wpływowy, najbardziej oderwany od tych którzy władali światem. Kiedy ci, kroczyli wśród cesarzy i królów, on znajdował radość wśród włóczęgów i wieśniaków. Nadszedł jednak czas wielkiego święta i jako największy śpiewak na świecie, został wezwany, by wystąpić przed najważniejszymi osobami tego świata. Śpiewak przybył i wydał koncert, który poruszył serca największych władców… jednakże i wtedy ujrzał coś, co poruszyło jego serce.

Zamilkłem i zbliżyłem się do płaskorzeźby przepięknej elfki. Suknia z marmuru, skóra ze srebra, włosy ze złota, oczy z kryształów. Delikatnie opuściłem na jej głowę dwa złote listki, a te przemieniły się w diadem.

- Ujrzał wtedy piękną elfią księżniczkę. Najpiękniejszą kobietę na świecie, o śpiewie i głosie, który jako jedyny, mógł konkurować z jego. Miała czyste i dobre serce, nie skażone zazdrością, czy pychą. Ideał w każdym calu. Ideał w którym się zakochał, mimo, że wiedział co go najpewniej spotka – zbliżyłem się do rzeźb kroczącego śpiewaka i elfki. – Zakochali się w sobie, a miłość ta była prawdziwa i głęboka – tu dotknąłem młodzieńca, a ten magicznie zniknął. – Lecz śpiewak nie mógł oddać się jej w pełni. Przerażenie i strach, zawładnęły jego świadomością, a ostrzeżenie ojca, strzaskało nerwy. Był rozbity – zatrzymałem się przy klęczącym grajku, który patrzył zrozpaczony w niebo. – Rozbity przez swą miłość i chęć życia. Moc która była przekleństwem i darem, trzymała go przy życiu, tak że do końca świata mógł żyć, lecz nie ze swoją ukochaną, a jeśli w pełni odwzajemni uczucia, sam odejdzie do świata umarłych, pozostawiając ukochaną w świecie żywych… nie był w stanie zaakceptować żadnej z odpowiedzi.

Tu otarłem jego łzę, a obok niego pojawił się uśmiechnięty człowiek, z czarnego monolitu.

- Jakby znak z niebios, przybył jeden z dwunastu wybranych. Jego dobry przyjaciel. Zielarz który mimo że był słaby, nigdy nie chorował i mógł wyleczyć wszystkie choroby i uratować od każdego zranienia. W pogoni za swym własnym celem odkrył ostateczne lekarstwo. Szczytowe osiągnięcie jego życia.

Tu podleciałem wyżej. W połowie wysokości drzwi, na samym środku, widniała płaskorzeźba młodzieńca trzymającego fiolkę wypełnioną diamentowym płynem.

- Stworzył… eliksir nieśmiertelności i dał go śpiewakowi. Z tym eliksirem, pozostałby on w świecie żywych, obok swej ukochanej i mógłby poddać się całkowicie swej miłości, bez strachu przed konsekwencjami – dotknąłem fiolki, a na oczach wszystkich młodzieniec wypił jej zawartość. – Wypił jej zawartość i ruszył do swej ukochanej, by poddać się uczuciu miłości.

Zatrzymałem się przy rzeźbie gdzie śpiewak klęczał przed zaskoczoną elfką, prezentując jej pierścień. Uśmiechnąłem się smutno i dotknąłem gwiazdy między nimi. Magia sprawiła, że ci rzucili się sobie w objęcia.

- Początkowo wszystko było piękne. Ziściły się sny i marzenia, które wydawały się niemożliwe. Miłość zakwitła między parą… - zbliżyłem się do rzeźby ciężarnej elfki i uśmiechniętego śpiewaka… dotknąłem elfki, a obraz poczerniał, a tło nabrało kolor rubinu. Elfka płakała w rozpaczy, a śpiewak uderzał w ścianę. - … lecz szybko okazało się, że nic nie jest dane bez odpowiedniej zapłaty… dziecko narodziło się matrwe. Wszystko wskazywało, że moc nie mogąc opuścić nieśmiertelnego ciała śpiewaka, zemściła się za swą niewolę, zabierając mu potomka. Ukochana pytała śpiewaka, jak to się stało, ale on niemiał odpowiedzieć. W rozpaczy przybył do Czarnej Smoczycy, strażniczki tajemnic i błagał ją o pomoc – tu wskazałem obraz potężnej istoty i klęczącego przed nią śpiewaka. Uderzyłem we wrota, a skrzydła się rozszerzyły, a smoczyca podała śpiewakowi miksturę. – Ta podała mu miksturę i nakazała dać ukochanej do picia i kazała śpiewać jej każdego dnia, a w kolejnej ciąży nie poroni. Śpiewak wykonał zadanie…

Raz jeszcze pojawiła się scena ciężarnej elfki, a tuż obok śpiewającego mężczyzny. Dotknąłem obrazu, a ten przemienił się, ukazując radującą się parę i młodego chłopca.

- Udało się. Oszukując przeznaczenie mieli w końcu dziecko. Chłopca silnego i dumnego, o niesamowitym talencie, zarówno posługiwania się słowem, jak i mocą. Kiedy chłopiec dorósł, Śpiewak postanowił spotkać się z pozostałą jedenastką wybranych i przyznać się przed nimi, jak oszukał przeznaczenie. Jako dowód, zabrał ze sobą swego syna… - tu zbliżyłem się do rzeźby przedstawiającej ścieżkę w górach, prowadzącą do wyrytego na szczycie góry przepięknego zamku. Dotknąłem postać syna, a obraz pociemniał, a zamek przemienił się w płonące ruiny. – Był to jego największy błąd… od samego początku był oszukiwany i wykorzystywany. Zły Bóg, wyszedł z ciemności i zasiadł w sercu jego syna i jego ustami powiedział mu to czego najbardziej się obawiał: „Wszystko czym jesteś, jesteś dzięki mnie. To ja pokazałem Zielarzowi, jak stworzyć miksturę nieśmiertelności i to ja dałem Czarnej Smoczycy napój, dzięki któremu twoja żona poczęła dziecko. To Ja pozwoliłem ci oszukać przeznaczenie i żyć w szczęściu. Dołącz do mnie i rządź tym światem wraz ze swym synem i żoną. Już nigdy nie zaznasz smutku i już nigdy nie zaznasz pogardy… DOŁĄCZ DO MNIE” powiedział mu Zły Bóg, kiedy powalał tych którzy mu się sprzeciwiali. Śpiewak odmówił jednak i próbował walczyć, został jednak pokonany i zrzucony z góry.

Tu zbliżyłem się do rzeźby śpiewaka leżącego bez życia, rozbitego o skały. Dotknąłem pękniętej harfy, a on wstał.

- Nie mógł umrzeć. Nieśmiertelność nadal trzymała go wśród żywych. Ruszył on do królestwa ukochanej, chcąc wszystkich ostrzec… lecz zamiast znanych uśmiechów, napotkał ostrza włóczni – oznajmiłem zbliżając się do kolejnej rzeźby. - Uznano go za zdrajcę, za tego który pozwolił Złemu zejść na ziemie, mimo, że był zaledwie pionkiem. Próbował tłumaczyć, zaśpiewać, poruszyć ich serca… lecz i moc została skażona i jego głos nie poruszył ich serc – przy dotknięciu włóczni, śpiewak leżał na ziemi, czołgając się cały we krwi. – Zrozpaczony i odrzucony, również przez swą miłość, krzyknął tak głośno, że sama rzeczywistość pękła, a on – tu pokazała się rzeźba skulonego śpiewaka kulącego się w dziwacznym nierealnym świecie. – Trafił do Osnowy – dotknąłem nierzeczywistości, a z niej wydobyły się macki i dziwaczne kształty. – Na początku pochłaniała go rozpacz i wstyd, lecz wkrótce – postać śpiewaka się wyprostowała. – Zastąpiła je nienawiść, złość i… szaleństwo.

Tu zbliżyłem się do jednej z ostatnich płaskorzeźb. Śpiewaka teraz przybranego w pełną zbroję z biczem i gwiazdą poranną w dłoni.

- Przez dwa milenia, przebywał on Osnowie, pozwalając by złość, nienawiść i szaleństwo wypełniły go całkowicie… – dotknąłem jego hełmu, a postać śpiewaka wyszła z Osnowy. - …i dały mu szansę na zemstę. – Uniosłem się do przedstawienia walki śpiewaka z skrzydlatym monstrum. – Skrzydlata Smoczyca, która dała mu fałszywą nadzieję, stała się jego pierwszą ofiarą - dotknąłem cienia Śpiewaka, a obraz zmienił się przedstawiając jak właśnie ten cień, pochłania ryczącą w przerażeniu smoczycę. – Pożarł Ją ogłaszając wszem i wobec, że porzucił swe dawne imię i przybrał nowe. Zielarz, który jej towarzyszył, teraz nie jako ten który leczył, lecz ten który sprowadzał zarazę, w przerażeniu uciekł. Nie zdołał jednak umknąć. W wielkiej bitwie, Śpiewak go unieruchomił, a obrzydzony jego stanem wezwał smoki by wypaliły jego zarazę. Smoczy ogień był na tyle silny, że spalił nie tylko ciało, ale i ducha i duszę Zielarza, Ojca Plagi, a Śpiewak uznał, że dokonał swej zemsty. Wiedząc że nie zostanie zaakceptowany z powrotem raz jeszcze odszedł do osnowy i przez pół tysiąca lat, nikt go nie widział.

Zbliżyłem się do przedostatniej płaskorzeźby. Obrazu płonącej wyspy, zalewanej przez spaczone monstra.

- Powrócił jednak raz jeszcze – wyspa rozjaśniała, a postać śpiewaka odepchnęła monstra. – Wiedząc że jest jeszcze jedna sprawa, którą musi dokończyć… jego syn, nadal był opętany przez Złego Boga.

Zbliżyłem się do ostatniej Płaskorzeźby. Przedstawiającej syna, otoczonego ze wszystkich stron przez przybranych w biel i jedną postać, noszącą szare szaty, która stała nad nim, odpychając ataki innyc.

- Dołączył do ostatecznego starcia, lecz nie pozwolił nikomu położyć choćby palca, na swym synu. Pewny, że jest po stronie złego Boga, próbowali go pokonać, lecz nieskutecznie – dotknąłem obrazu, a ten pokazał syna i ojca ściskającego się mocno, otoczonych ze wszystkich stron przez wściekłych wrogów. – Jednakże nie był po jego stronie.

Obraz poruszył się, a ojciec, obwiązał strunę złamanej harfy wobec szyi swego syna i na oczach wszyskich zaczął go dusić.

- Struną ze swej harfy, dusił swego syna aż ta nie pękła, a Zły Bóg, zmuszony opuścić swe schronienie, został rozszarpany na strzępy, przez tych którzy przybyli go zniszczyć… śpiewak tego jednak nie widział. Nadal ściskał ciało swego syna, przepraszając go cicho, za wszystko co uczynił… zanim inni zdążyli cokolwiek zrobić. Odszedł do osnowy, z ciałem swego syna w ramionach… a powrócił sam…

Zakończyłem dźwięcznie, patrząc na ostatni niewielki obrazek, na samym szczycie wrót znajdujący się w niewielkim kole. Dotknąłem je i przekręciłem w prawo.

Wrota zaskrzypiały i otworzyły się powoli.

Powoli zleciałem na ziemię.

Anna patrzyła na mnie w całkowitym szoku.

- To twoja historia… to prawda o przeszłości…

Prychnąłem rozbawiony.

- Czy prawda ma jakiekolwiek znaczenie w tym świecie?

Ruszyłem do środka, a wrota zaskrzypiały zamykając się powoli. Nikt nie próbował iść za mną. Spojrzałem w ciemność i zapytałem głośno, zanim jeszcze wrota się zamknęły.

- Gdzie Pieśń i Harfa?

- Pieśń Padła, a Harfa Pękła! – Odpowiedziała Ciemność.

- Gdzie Tańce i Śpiewy?

- Jest tylko Rzeź i Wrzaski! – Raz jeszcze ryknęła ciemność.

- Gdzie Miłość i Przyjaźń?

- Zamiast nich Szaleństwo i Pogarda!

Zarechotałem rozbawiony.

- GDZIE ZEMSTA?

Ciemność zabłysnęła i odkryła to, co tu ukryłem.

- TUTAJ!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Jeżeli to faktycznie opowieść o naszym głównym bohaterze to w końcu wyjaśniasz jak posiadł nieśmiertelniść. W sumie to wyjaśniasz nawet więcej…
    Uwag stylistycznych jako takich nie mam, a jedyne co rzuciło mi się w oczy to powtórzenie "się" gdzieś na początku tekstu.
    Dobrze, że wprowadziłeś tu trochę fabuły. Ja osobiście aż tyle akcji nie potrzebuję i chętnie poczytam o różnych historiach rozbudowujących uniwersum.
    Ode mnie 5
  • Nefer 3 miesiące temu
    też jestem przekonany, ze to w istocie historia samego głównego bohatera. Pomysłowo skonstruowana, logiczna i emocjonalna zarazem. Daję pięć.
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Dzięki
    Jest to jego historia - i jest ona prawdziwa - ale jak sam bohater zaznaczył
    Prawda nie ma dużej wartości
    I to zwycięzcy decydują jak historia jest odbierana
  • Nefer 3 miesiące temu
    Kapelusznik "Historia to polityka uprawiana wstecz." Powiedzonko rosyjskie.:-)
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Nefer
    Dokładnie XD
  • pkropka 3 miesiące temu
    Bardzo ładna opowieść i bardzo ładne wytchnienie przed tym, co ma nadejść.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania