Opowieści Pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Był rok 600 naszej ery. Na terenie obecnych Moraw znajdowała się niewielka słowiańska wioska Witczyn. Stamtąd też, pewnej nocy, wyruszyła z wioski grupka pięciu mężczyzn. Oświetlali sobie drogę pochodniami aż dotarli nad bagna. Czuli się pewnie w okolicy, którą dobrze znali, każdy z nich wychowywał się tutaj od małego. Jednak pobliskie mokradła zawsze napełniały ich niepokojem. Nie wróżyły niczego dobrego, szczególnie w ciemną noc. Dopóki na tych ziemiach nie zostało zaprowadzone chrześcijaństwo, to po polach, lasach, bagnach włóczyły się przeróżne płanetniki, latawice, utopce, porońce i inne istoty.

- Doszliśmy do bagien – oznajmił Dziwisław, pomimo, że każdy o tym wiedział. – Zastanów się Biezdar, czy warto iść dalej. Możemy się jeszcze teraz zawrócić.

Dziwisław i Biezdar byli najstarsi w tej grupie. Do młodzieży już od kilkudziesięciu lat się nie zaliczali. Pozostali trzej byli jeszcze dość młodzi.

- Nie bójcie się – uspokoił pozostałych Biazdar. – Przecież jest z nami Zdamir. A to, po co się udajemy, jest warte wszystkich niebezpieczeństw.

Wszyscy spojrzeli się na Zdamira. To była ich jedyna gwarancja, że nic złego im się nie stanie. Zdamir niczego się nie bał, miał sporo siły i potrafił się bić. Żadne leśne licho nie było mu straszne. Gdyby nie udało się namówić jego na obecną wędrówkę, to wyprawa nie doszłaby do skutku.

- Musimy pogasić pochodnie, żeby Damroka nas nie dostrzegła – oznajmił przezornie Biezdar.

- Co tata wygaduje? Mamy się poruszać po ciemku? Na tych bagnach? – przestraszył się Miłobor, młodszy syn Biezdara.

Miłoborowi zawsze marzyły się bohaterskie czyny. Zawsze żałował, że musi mieszkać na jakimś zadupiu, gdzie nic nie dzieje się, zamiast być bohaterskim wojem u boku jakiegoś władcy.

– Damroki prawdopodobnie nie ma. Widziano ją jak udała się gdzieś w podróż – dodał, mając nadzieję na zachowanie zapalonej pochodni.

- „Prawdopodobnie” nie znaczy to samo, co „na pewno” – rzekł jego ojciec. – Licho wie czy nie siedzi teraz w tej swojej chatce. Lepiej by nie wiedziała, że się zbliżamy. Jeszcze rzuciłaby na nas jakiś czar, czy coś w nas pozamieniała.

Damroka była miejscową zielarką i znachorką. Mówiono jednak, że jest potężna jak wiedźma a nawet, że nią jest. Z Damroką nikt nie chciał zadzierać. Nikt nie wiedział ile ma lat. Pamiętała podobnież bardzo stare dzieje, których nie pamiętał już nikt. Często pojawiała się we wiosce, gdzie ludzie zwracali się do niej po pomoc. Czasami ktoś zachodził do jej chatki na bagnach, ale tylko w ciągu dnia.

- Marzą ci się bohaterskie czyny a zwykłych głupich topielców się boisz – Biezdar próbował zawstydzić Miłobora.

- Chyba bagienników – poprawił go Dziwisław.

- Jakich bagienników? Nikt nigdy tu nie widział żadnego bagiennika. Tu roi się od utopców. – podzielił się swą wiedzą Miłobor.

- A ja kiedyś wodnika tu widziałem – pochwalił się Radomił. – Nie bójcie się, damy radę. W razie czego pomogę wam.

- W drogę – Biezdar uznał, ze czas iść dalej i zgasił swoją pochodnię. Inni postąpili tak samo. Udali się w bagna trzymając się blisko siebie. Musieli przystosować wzrok do światła Księżyca. Znali te nieprzyjazne tereny, wiedzieli którędy iść, by się nie potopić. Po kilku minutach najpierw słychać było bulgotanie w wodzie a następnie coś wyskoczyło z wody. Zdamir walnął to coś porządnie pięścią w łeb i to coś znalazło się szybko pod wodą.

- Jednego utopca mniej – ucieszył się Zdamir.

- To był wodnik – poprawił go Radomił.

- Nieważne co to było. I to i to plugastwo. Mam nadzieję, że dużo tego tutaj nie ma. – Dziwisław zaczynał się irytować.

Jakże się mylił ze swoją nadzieją. Zanim doszli do chatki to Zdamir zdążył ubić ze dwadzieścia takich stworów.

- Skąd to się tyle bierze? – zdziwił się Dziwisław, tylko szeptem, bo byli już blisko chatki.

- Z dusz topielców – podzielił się swoją wiedzą Biezdar, również szeptem.

- Aż tylu ludzi się tu potopiło? Po cholerę włazili w te bagna? Nie mogli gdzie indziej się potopić?

Biezdar wypatrywał, czy coś niepokojącego nie kręci się wokół chatki. Było pusto.

- Teraz cicho, bo Damroka może nas usłyszeć – oznajmił.

Zaczęli się skradać. Słychać było chrapanie Damroki, co potwierdziło wariant pesymistyczny. Zielarka nie udała się w podróż. Po cichutku weszli do środka. Biezdar wskazał na kociołek wiszący nad paleniskiem. Radomił zdjął ze ściany pusty bukłak i zanurzył go w kociołku. Gdy bukłak był już pełen, zakorkował go, poczym ostrożnie wszyscy wyszli na zewnątrz. Za chatką dopadł ich wodnik głośno skrzecząc. Zanim doskoczył do niego Zdamir, Radomił uciszył stwora toporem.

- Jest tu kto? – zawołała Damroka.

Nikt nie czekał aż wyjdzie ona z chaty. Każdy rzucił się pędem w drogę powrotną. Wszyscy biegli co tchu przez bagna. Zauważyli w powietrzu jakiś błysk i słup światła. To Damroka leciała na miotle i próbował snopem światła wykryć intruzów. Zrobiło się nieciekawie, tym bardziej, że wszyscy uświadomili sobie, że to czarownica. Bo któżby potrafił latać na miotle, jeśli nie czarownica? Tym bardziej przyśpieszyli i udało im się upuścić mokradła niezauważeni.

Padli na ziemię, na polanie za bagnem i głęboko dyszeli. Gdy Biezdar co nieco się wysapał, rzekł:

- W sumie to do Damroki nic nie mam. To porządna kobiecina, pomimo, że jak każdy zauważył, to wiedźma. Niech żyje sobie w zdrowiu sto lat a nawet więcej. Jednak, jakby teraz spadła z tej miotły i sobie gnaty obtłukła, to nie było by mi jej żal. Co za wstrętne babsko. Tak nas gonić na miotle. Mało co ducha nie wyzionąłem. Mam już swoje lata, nie mogę już tak szybko biegać, nie jestem młodzieniaszkiem.

- W dodatku skąpiradło – dorzucił swoją uwagę Dziwisław. – Ma w chacie pełen kociołek, sama tego nie wypije a z innymi się nie podzieli.

- Udało się – Biezdar czuł jak napełnia go radość. – Odpocznijmy jeszcze kapkę i wracajmy do wioski.

Odpoczęli kapkę i wrócili do wioski. Była to nieduża wieś składająca się głównie z drewnianych chat jednoizbowych z klepiskiem, pokrytych słomianą strzechą. Domostwa dwuizbowe były rzadkością. W centrum był placyk, przy którym poustawiane były ławy. Wędrowcy usiedli na nich.

Pomimo, że była już późna pora, to niektórzy mieszkańcy wioski pobudzili się, rozbudzeni głośnym zachowaniem się Biezdara i Dziwisława.

- Radomił, dawaj ten bukłaczek. Mam nadzieję, że nic się nie wylało – Biezdar był w wesołym nastroju. – No to po jednym łyczku, by dla każdego starczyło.

- Skąd wiedziałeś co sporządziła Damroka? – spytał się go Dziwisław.

- Zwierzyła się komuś a ten ktoś zwierzył się mnie – odparł Biezdar wlewając sobie odrobinkę napoju do gardła. – Nieważne kto, nie ujawniam swoich informatorów. Ważne, że się udało. Teraz ty weź łyczka.

Dziwisław wziął bukłaczek. Już chciał się z niego napić, jednak się wstrzymał.

- Czy mnie to jakoś nie zamroczy? – spytał się. – Damroka to czarownica. Czort wie co tam nawrzucała do kociołka.

- Ja nic nie poczułem. Łyknij sobie. Na pewno cię nie zamroczy – Biezdar podsunął mu bukłaczek do ust.

Dziwisław wypił troszkę. Poczym nagle otrzymał cios glinianym garnkiem w głowę i go zamroczyło. Osunął się na ziemię, ale nie stracił przytomności. Rozejrzał się wkoło chcąc się dowiedzieć, kto ośmielił się go walnąć.

- Tu cię mam pijaku – krzyknęła jego żona, Smysława, trzymając resztki glinianego garnka w dłoni. – To ty po nocy wykradasz się z domu, by pić z kolegami? A ostrzegała mnie mamusia bym nie wychodziła za ciebie. Co mam teraz naszym córkom powiedzieć? Że ich ojciec to pijak?

- Jaki pijak? Kochanie, co ty wygadujesz? – Dziwisław złapał się za głowę, próbując dojść do siebie.

- A co teraz robiłeś? Właśnie widziałam jak chlałeś z Biezdarem , nie kłam.

- To nie alkohol. To wywar od Damroki. Żebyś ty tylko wiedziała cośmy niedawno przeszli by go zdobyć. A teraz możesz mnie przeprosić, za to, że narobiłaś mi przedstawienia przy kolegach.

- Ziółka? Chory jesteś, że wywar popijasz? I Biezdar też jest chory, że to popija? Obaj jesteście pijaki. Powiem Mojmirze, że jej mąż to chlejus i moczymorda.

- Spokojnie, Smysława – wtrącił się Biezdar. – Dziwisław mówił prawdę. To wywar Damroki. Ale to nie jest zwykły wywar, jakim Damroka leczy chorych. To wywar niezwykły.

- Co w nim takiego niezwykłego? – zaciekawiła się Smysława.

- To wywar bogactwa – objaśnił Biezdar. - Kto weźmie łyczka ten będzie bogaty. Co tam bogaty. Będzie obrzydliwie bogaty. Bogatszy niż niejeden książę a nawet bogatszy niż król Franków, bogatszy niż cesarz z Konstantynopola. Będziemy żyć jak paniska. Wyobraź to sobie.

- Akurat Damroce udało się coś takiego przyrządzić – Smysława była sceptyczna. – Jesteście głupi jak w to wierzycie.

- Nie chcesz to nie pij – Biezdar wzruszył ramionami. – Będziesz żyć całe życie w biedzie. Będziesz cały czas na utrzymaniu męża, bo on już wypił i będzie bogaty.

- Daj łyczka – przerwał rozmowę Zdamir. Zdamir wypił troszkę, po nim Radomił i Miłobor.

- A ty nic nie dostaniesz, synu marnotrawny – Biezdar zauważył nadchodzącego swojego starszego syna, Niesiebora.

Niesiebor nie bał się iść na wyprawę. Był waleczny. Nie aż tak waleczny i silny jak Zdamir, ale też potrafił walczyć. Zdamir w walce był bardziej wyluzowany natomiast Niesiebor był bardziej zacięty. W życiu też był zawzięty i miał swoje zasady. Jego młodszy brat, Miłobor, słabo walczył, natomiast marzyło mu się być bohaterskim wojownikiem.

- Ze złodziejem pić nie będę – Niesiebor spojrzał z pogardą na swego ojca.

- Co? Jak ty się do swego ojca zwracasz? – oburzył się Biezdar. – Od złodziei mnie publicznie wyzywasz?

- A jak mam cie inaczej nazwać? „Złodziej” jest odpowiednim słowem. Ukradłeś Damroce wywar. Jak ci nie wstyd? Gdzie twój honor? Ona sprzedaje nam napary na choroby, wywary na wywołanie miłości, odczynia złe uroki. Teraz zobaczysz jak nam będzie chętnie pomagała.

- Nie ukradłem. Zostało w jej kociołku jeszcze sporo tego wywaru. Może go sobie pić ile chce. A nie tak jak my, po jednym łyczku, by dla każdego starczyło. Wiesz co, Niesiebor? Zawiodłem się na tobie. Nie chciałeś mnie ochraniać. A co by było jakby mnie jakiś utopiec utopił? Miałbyś mnie na sumieniu.

- Byłoby o jednego złodzieja mniej. Ostrzegałem cię byś tego nie robił? Ostrzegałem. Po co mamy zadzierać z Damroką. Mówiłem ci, że idziesz na swoją odpowiedzialność, skoro jesteś taki głupi.

- Warto było ryzykować za taką cenę. Nie chciałeś iść z nami to nie dostaniesz wywaru. Będziesz żył w biedzie. Będziesz chodził w podartych łachach na żebry, od grodu do grodu. Jak będę cię przypadkiem mijał na białym rumaku, to może ci rzucę jakąś monetę. Miłobor zachował się honorowo idąc ze mną. Co prawda chował się ze strachu za mną, ale przeszedł te cholerne bagna. Nie nazywaj już mnie więcej złodziejem, żebraku.

Biezdar uśmiechnął się szyderczo w stronę Niesiebora, po czym dobry humor mu przeszedł, bo i on oberwał glinianym garnkiem poprzez łeb.

- Jak śmiesz! – zawołała Mojmira, próbując go jeszcze raz trafić resztą garnka, ale Biezdar przezornie odskoczył. – Swojego syna chcesz w żebry wpędzić? Nie chcesz, by był bogaty? Nie zależy ci na dobru i przyszłości swego dziecka?

- Zależy mi, złotko moje, zależy. Uspokój się – Biezdar próbował ją uspokoić, zasłaniając się ręką, na wszelki wypadek, przed potencjalnym ciosem glinianego naczynia - Nie zrozumiałaś dobrze kontekstu tej rozmowy. Nie chciałem, by był naprawdę biedny. Chciałem mu dać coś do przemyślenia, bo zachował się niegodnie wobec ojca. Niech przeprosi tatę za złodzieja a dostanie łyczka.

- Jakbym rzekł żeś nie złodziej, to bym zełgał – oznajmił Niesiebor. Mojmira wzięła bukłak i mu go podała.

- Synku, weź łyczka – zachęciła syna.

Niesiebor wypił troszkę, potem Mojmira. Mojmira podała bukłak Smysławie. Potem to już każdy z wioski podchodził i wypijał po trochę wywaru. Starczyło dla każdego. Była już późna pora. Część ludzi poszła spać a część balowała przy beczce miodu do rana, by uczcić tak ważne wydarzenie w ich życiu. Każdy się cieszył, że już niedługo będzie bogaczem. Ludzie zdawali sobie sprawę, że pieniądze szczęścia nie dają i że pieniądze to nie wszystko, ale wiedzieli też, że ich brak szczęścia nie przynosił. Nie żałowali sobie toastów. Niestraszne im były utopce na bagnach, tak i nie straszny był im poranny kac.

 

W roku 600 n.e. wciąż istniało Cesarstwo Rzymskie ze stolicą w Konstantynopolu. Obecnie nazywa się je Bizancjum. Cesarstwo jeszcze wtedy silnie stało na terenach okalających Morze Śródziemne. Dopiero za kilkadziesiąt lat zacznie stopniowo tracić swoje tereny na rzecz wyznawców proroka Mahometa. Na terenie Francji i w zachodniej części dzisiejszych Niemiec panowali Frankowie, będący już od dawna chrześcijanami. Niemcy północne i Skandynawię zamieszkiwali ludy germańskie, którym nie spieszno było wtedy zostać chrześcijanami i wierzący w starogermańskie bóstwa. W Skandynawii wtedy jeszcze nie było Wikingów. Obecną środkową i wschodnią Europę zamieszkiwali głównie Słowianie wyznający starosłowiańskie wierzenia. Natomiast tereny obecnych Węgier i ich przygranicznych terenów, od strony wschodniej i południowej, zamieszkiwali, pochodzący ze stepów Azji, Awarowie. Kaganat Awarów stał się dużym zagrożeniem dla Franków i dla Słowian. A szczególnie dla Cesarstwa, które wielokrotnie najeżdżał z mniejszym lub większym skutkiem.

 

Następnego ranka niektórych mieszkańców Witczyna dopadł kac. Dziwisław odwiedził Biezdara. Widać było, że i on źle się czuł.

- Masz może jeszcze te ziółka na kaca, które kupiłeś niedawno od Damroki? – spytał na dzień dobry.

- Właśnie je parzę. Dla ciebie też starczy – odpowiedział Biezdar, który siedział przy kociołku i parzył ziółka. Ucieszył się na widok przyjaciela. Przypatrzył się jemu i rzekł:

– Strasznie wyglądasz. Chyba przesadziłeś z tym piciem. Nie masz tak mocnego łba jak ja. Dopóki zioła nie zadziałają, to lepiej żeby cię Smysława nie widziała. Wiesz jak ona jest przewrażliwiona na alkohol.

Dziwisław wziął stołeczek i przysiadł się. Wyciągnął spod koszuli bukłaczek.

- To może po jednym łyczku. Przyda się klinik. Zanim ziółka zadziałają, to trochę minie czasu – zaproponował.

- Czemu nie. To po jednym łyczku – odpowiedział Biezdar.

Wypili odrobinę i poczuli się lepiej. Nagle drzwi otworzyły się i do chatki weszły ich żony.

- To teraz będziecie się tłumaczyć – oznajmiła Smysława.

- Co tu się tłumaczyć? Taką okazję trzeba było uroczyście uczcić miodem – wyjaśnił zaskoczony Biezdar. – Już nie przesadzajcie.

Machnął ręką, by podkreślić, że to sprawa niewarta awantury.

- Nie nam się tłumacz, tylko Damroce – odpowiedział mu Mojmira. – Ona jest w naszej wiosce. Jest strasznie na was zła. Lepiej przygotujcie sobie dobrą wymówkę.

Biezdar podrapał się bezradnie po głowie. Popatrzył z głupią miną na Dziwisława. Dziwisław wzruszył ramionami.

- Trudno, chodźmy się tłumaczyć. Chyba nie pozamienia nas w padalców – rzekł.

Cała czwórka wyszła z chałupy. Biezdar i Dziwisław szli, jakby mieli iść na szafot. Nie spieszno im było do Damroki. Zielarka stała pośrodku wioski, wokół niej zebrali się ciekawscy. Wszyscy byli ciekawi, co się stanie, bo Damroka stała ze wściekłą miną, a jak każdy wiedział, z nią nie ma żartów. W końcu dwóch przyjaciół stanęło przed zielarką, ale bali się podejść zbyt blisko. Biezdar padł na kolana.

- Kochana Damroko , nie wiem jak usprawiedliwić swoje głupie zachowanie – przepraszał. – Nie wiedziałem, że zawartość twego kociołka była tak dla ciebie ważna. Zresztą wzięliśmy sobie troszkę, sporo ci pozostawiając.

Dziwisław również padł na kolana.

- Damroko, zanim nas osądzisz to wysłuchaj mnie najpierw. Muszę coś ważnego powiedzieć – rzekł. – Bieda to straszna rzecz. Nie jesteśmy teraz biedni, ale na świecie tyle się teraz dzieje. Niepewne są czasy. A tak wypiliśmy po łyczku i teraz będziemy bogaci, nie musimy się już obawiać nędzy. Miej wyrozumiałość.

- Myślicie, że po wypiciu mojej mikstury będziecie teraz bogaci? – spytała się Damroka, zdziwiona tymi wyjaśnieniami.

- A to tak nie działa? – do Biezdara zaczęło docierać, ze jego wczorajszy trud był nadaremny. – A w ogóle to był wywar bogactwa?

- Wywar bogactwa? – Damroka była zaskoczona. – Jak wy sobie to wyobrażacie? Że jak się go wypije, to zaraz ktoś wam przyniesie pieniądze? A może złote monety spadną z nieba? Takie idiotyzmy może sądzić ktoś, kto nie ma rozumu. Wywar bogactwa nie istnieje i nigdy nie będzie istniał. Kto wam takich głupot naopowiadał?

- Zaraz, zaraz. Jak to nie był wywar bogactwa, to co to było? – chciał się dowiedzieć Dziwisław. – Coście tam Damroka dodali do tego kociołka? Chyba nie jakieś trujące rośliny?

- Chyba nie – Biezdar spojrzał na Dziwisława. – Jak na razie żadnej sraczki ani wymiotów nie dostałem. To chyba nie jest to nic trującego. Chociaż smakowało jak jakieś szczyny. Myślę, że to jakieś zioła na reumatyzm albo na migrenę albo na jakąś inną chorobę. Co to było?

Biezdar stanął otrzepując sobie kolana. Dziwisław uczynił podobnie.

- Dziesięć lat zajęło mi opracowanie tej receptury – wyjaśniała zielarka. – Dziesięć lat prób i błędów. Udało się. Ale ludzie nie powinni tego pić. To nie dla was.

- No powiedz w końcu, co to takiego – prosił Dziwisław nie mogąc się doczekać wyjaśnienia.

- Wywar przeciwko łysieniu – zaspokoiła jego ciekawość.

- E, co wy, Damroka? To źle, jak ktoś nie chce wyłysieć? - zdziwił sie Biezdar.

- Nie, nie uważam, że ludzie nie powinni łysieć. Po to pracowałam nad wywarem, by powstrzymać łysienie. Zanim zacznę sprzedawać jakiś specyfik ludziom, to najpierw muszę sprawdzić, czy nie ma on jakichś efektów ubocznych. Wszystko co wam sprzedaję, jest przeze mnie sprawdzone pod względem bezpieczeństwa. Nie zdążyłam jeszcze przebadać tego wywaru do końca a już mi go podkradliście. Właśnie sprawdziłam, że on ma skutek uboczny. Każdy, kto to wypił, stanął w miejscu. Nie będzie wam przybywało lat. Lata będą mijać a wy cały czas będziecie wyglądać tak samo.

- A, to taki eliksir nieśmiertelności – domyślił się Dziwisław. – Będziemy żyć wiecznie, nigdy nie umrzemy.

- A powiedziałam, że nie umrzecie? Każdy kiedyś umrze. Jeden wcześniej, inny później, ale każdego to czeka. To, że zatrzymane zostało starzenie, to nie znaczy, że jesteście nieśmiertelni. Każdy może was zabić. Będziecie żyć tak długo, aż ktoś albo coś was zabije. Albo dopadnie was śmiertelna choroba.

- To chyba dobrze – uśmiechnął się Miłobor. – Będę wiecznie piękny i młody.

- Jeszcze tego nie wiecie, ale to nie jest dobre – Damroka próbowała gasić entuzjazm. – Kiedyś zdacie sobie z tego sprawę. A kto wie, czy ten wywar nie ma jeszcze innych efektów ubocznych? Jeszcze go do końca nie przebadałam.

- A niech to szlag trafi – Biezdar wywinął pięścią w powietrzu.

- Zdałeś sobie już sprawę z tego, co Damroka rzekła? – spytał się go Dziwisław.

- Nie, chodzi mi o to, że tyle się narażaliśmy całą noc, a z bogactwa wyszły nici.

- Nie chcesz długo żyć?

- A co mi po długim życiu? Lepiej żyć krótko, jako bogacz, niż wiele lat męczyć się, jako gołodupiec.

- A co, jesteś gołodupcem? Albo zamierzasz nim być?

- Nie, ale różnie w życiu bywa. A tak, miałbym gwarancję, że nie zabraknie mi nigdy pieniędzy.

- To weź się do dodatkowej roboty, jak brakuje ci pieniędzy – poradziła Damroka.

- Nie brakuje mi pieniędzy. Nie o to mi chodzi. Szlag, szlag to trafił!

Niezadowolony Biezdar udał się do swojej chałupy, po czym trzasnął drzwiami.

- Nie gniewaj się na nas Damroko – Dziwisław próbował ją obłaskawić.

- Ja się na was nie gniewam. Ja wam współczuję – odpowiedziała.

- To dobrze, że się na nas nie gniewasz. Masz może przy sobie do sprzedania ziółka na kaca?

- Nie. Ale za to mam dla ciebie dobrą radę. Nie pij tyle.

- Nie jestem pijakiem.

- Jesteś, jesteś – powiedziała mu Smysława.

Dziwisław machnął zrezygnowany ręką i udał się do swojej chaty.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bożena Joanna ponad tydzień temu
    Lubię opowieści z życia dawnych Słowian chociaż lepiej znam mitologię Greków i Rzymian. Spodobała mi się ta opowieść. Serdecznie pozdrawiam!
  • Jerzy Sowiński ponad tydzień temu
    Historia dawnych Słowian jest mniej znana niż mitologia Greków i Rzymian, dlatego warto napisać coś od czasu do czasu o Słowianach.
    Nie wiem, czy na tym portalu można korygować treść, bo poprawiłbym stylistykę, by się lepiej to opowiadanie czytało. To moje pierwsze opowiadanie, dlatego znalazło się w nim trochę niedoróbek.
  • Bożena Joanna ponad tydzień temu
    Dopóki to opowiadanie istnieje, możesz wprowadzić całe morze poprawek. Pozdrowienia
  • Jerzy Sowiński ponad tydzień temu
    Dziękuję. Już poprawiłem stylistycznie.
  • Kapelusznik 4 dni temu
    Ten odcinek też bardzo długi
    podejrzewam że to powyżej 20 stron
    Staraj się trzymać, przy twoim stylu pisania - ok. 15
    I mimo że to nadal dużo
    Więcej osób zajrzy
    Pozdrawiam
  • Ozar 4 dni temu
    Chętnie czytam historię, ale podziel to na 2/3 części, bo czytanie ma być przyjemnością, a nie katorgą!
  • Jerzy Sowiński 3 dni temu
    Dzielę to na części. Jednocześnie troszkę poprawiłem, by lepiej się to czytało. Powycinałem też niektóre dłużyzny w opisie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania