Pokaż listęUkryj listę

Krwawy Szlak, rozdział czterdziesty pierwszy - Ostatni dzień w Wyzogocie 1/2

Swój ostatni dzień w Wyzogocie Daniel spędził tak, jak wszystkie poprzednie. Jedząc, rozmyślając i wykonując ćwiczenia, jakie dał mu Azail. W ciągu dnia kilka razy przyłapał się na tym, że próbował wykonać coś na kształt modlitwy - zastygał z oczami w górze lub łokciami na blacie, zatrzymując się myślami przy osobie, którą chciał powierzyć bogu. Tylko któremu bogu? Illo, Kenbrze? A może innemu, nieznanego mu z imienia? Sam tego do końca nie wiedział. Mimo to, ta niby-modlitwa wyraźnie mu pomagała. Dzięki niej mógł uspokoić umysł i choć na chwilę zapomnieć o problemach.

Żaden z mieszkańców nie wspomniał o jego odejściu, ale bez wątpienia wszyscy o tym myśleli. Szczególnie Erina, która cały dzień na zmianę próbowała z nim rozmawiać i od niego uciekała. Jeszcze przed obiadem Daniel zaczął unikać z nią kontaktów, nie mogąc znieść wiszącego nad nimi tematu wyprawy.

Mimo to, nie zdecydował się zawrócić. Ilekroć myślał o pozostaniu tutaj, wspominał swoją, matkę, przyjaciół i kobietę, którą spotkał w Mieście. Myślał o wszystkim, co stracił i poświęcił, by się tutaj dostać. Tego było po prostu zbyt wiele. Czas, by zawrócić, nieodwołalnie minął.

W cichości serca odmówił modlitwę za swych dawnych toarzyszy, choć nawet przed sobą nie chciał przyznać, że to zrobił.

Gdy nadszedł wieczór, położył się w łóżku. Leżał tam przez długie godziny, rozmyślając na najróżniejsze tematy. To śmieszne, że przy wszystkim co go czekało, najbardziej przerażała go wizja stanięcia twarzą w twarz z resztą Wysogoty. Jak wytłumaczyć im, co zamierza zrobić? Jak przekonać, że to naprawdę konieczne? Spojrzeć Azailowi w oczy i szczerze powiedzieć, że tak musi być?

A przecież brakowało mu jeszcze tylu rzeczy. Jedzenia, ubrań, mapy, czy choćby nawet noża, którym mógłby dokonać tego zamachu stanu. A mimo to bał się wyłącznie o to, jak powiedzieć innym, że wyrusza. Erina oczywiście już to wiedziała, ale i jej musiał powiedzieć. Właściwie, to szczególnie jej.

Nie spał całą noc.

Około godziny czwartej, ze stanu otępienia wyrwał go dźwięk odkładania drzwi do jego pokoju. Odruchowo zerwał się, znów próbując sięgnąć miecz, który kiedyś nosił u boku. Zaraz jednak się opamiętał. Raz już przecież przez to przechodził.

– Kto tam? – zapytał, uważnie obserwując stojącą w drzwiach figurę.

Odpowiedziała mu cisza, ale sylwetka na progu zbliżyła się odrobinę, ukazując drobną, okrągłą twarz Eriny.

– Co tu robisz? – zapytał, gdy tylko rozpoznał swoją przyjaciółkę – Chcesz znów iść na polanę?

– Nie.

W jej głosie było coś, od czego włosy stanęły mu dęba. Chciał zapytać o coś jeszcze, lecz Erina odezwała się pierwsza.

– Ubierz się szybko. A potem chodź za mną.

Po tych słowach odwróciła się i wyszła, nie dając mu szansy na polemikę. Daniel zdecydował się iść za nią. Chwycił leżące obok niego spodnie i jak najszybciej zaczął się ubierać. Pokiereszowane ciało dawało się we znaki podczas nakładania ubrań, ale zachowanie Eriny bardziej, niż jego własne barki czy plecy. Coś było źle. Czuł to.

Minęła może minuta, nim znalazł obok niej, wpatrując się w nią z lekką obawą.

– Erina, co się dzieje? Jesteśmy tu sami?

– Cicho! – szepnęła tylko ostro, nawet nie zwalniając kroku. Choć szła bardzo szybko, jej kroki były bardzo ciche. Jakby nie chciała, by ktokolwiek ją usłyszał.

– Erina, co jest do cholery?! – szepnął do niej błagalnym tonem. – Co się dzieje?! Dokąd idziemy?

Ale ona wydawała się głucha. Szła dalej, nie odzywając się ani słowem. Daniel ledwo mógł za nią nadążyć, bez przerwy potykając się w nieprzebitych ciemnościach korytarza.

Następnego dnia Daniel miał wrażenie, że ich droga trwała niewyobrażalnie długo. Że bez końca przemierzali niezliczone przejścia, zakręty, drzwi i korytarze. Będzie gotów przysiąc, że Erina musiała iść całymi godzinami, podczas gdy on truchtał za nią, z każdą chwilą bardziej zjadany przez stres i dezorientację.

Ale to przecież było niemożliwe. Nieważne jak daleka wydała mu się ich podróż, nie mogła ona trwać dłużej, niż krótką chwilę. W końcu od miejsca, do którego zmierzała Erina, dzielił ich zaledwie jeden, krótki zakręt. Wkrótce dziewczyna stanęła w miejscu i zwróciła twarz w kierunku swojego towarzysza.

– Drzwi. Widzisz je?

Daniel skinął nerwowo głową, zaraz jednak zdał sobie sprawę, że Erina nie może zobaczyć tego gestu. Zamiast tego mruknął więc cicho na zgodę.

– Opisz mi je.

Daniel nie miał pojęcia, co począć. Nie wiedział co to za pomieszczenie, nie rozumiał, co ona chce zrobić, ani czemu wzięła go ze sobą. Jedyne co rozumiał, to że sytuacja była bardzo poważna. Miał wrażenie, że stoi obok kompletnego szaleńca, którego działań nie potrafi przewidzieć. Bił się z myślami, czy powinien w ogóle jej pomagać, w końcu jednak uznał, że nie może jej rozwścieczyć. Nie chciał też niszczyć jej planów, przynajmniej dopóki nie zrozumie, dokąd zmierzają.

– Są solidne – wymamrotał w końcu – Z drewna, chyba są jeszcze sprzed wojny. Wydają się czerwone, ale jest za ciemno, żeby powiedzieć na pewno. Mają też ślady po numerach. Duża rysa u szczytu.

– Dobrze – Zbliżyła rękę do klamki, ale zastygła w połowie, jakby nagle się zawahała. – A teraz powiedz mi jeszcze jedną rzecz.

– Tak?

– Wierzysz w to, co mi mówiłeś?

Daniel poczuł, jak jego żołądek zaciska się w supeł.

– W co konkretnie…?

– We wszystko. To o zabijaniu potworów. O walce. O tym, że dobrych ludzi odróżnia od złych to, że są gotowi działać. I zabijać, jeśli jest taka potrzeba. Naprawdę w to wierzysz?

Daniel się zawahał, ale tylko na chwilę. Choć słowa Eriny brzmiały złowrogo, znał odpowiedź na jej pytanie. I bez względu na wszystko, nie chciał kłamać chociaż o tym.

– Wierzę. – To słowo zdawało się odbijać po jego umyśle, niczym echo od skalnych korytarzy. I niczym echo, jego konsekwencje wkrótce już miały wrócić do tego, kto je wypowiedział.

– Świetnie. W takim razie, chodź ze mną.

Nie powstrzymywał jej, gdy nacisnęła klamkę, ale nie ruszył też za nią, gdy weszła do środka. Dostrzegł jednak Riena, leżącego na łóżku, z jedyną ręką zatkniętą pod głowę. Mężczyzna spał na łóżku, chrapiąc głośno, kompletnie nieświadomy ich obecności.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania