Pokaż listęUkryj listę

Krwawy Szlak, rozdział czterdziesty trzeci - Przeprawa

Rozdział Czterdziesty Trzeci – Przeprawa

Stan pochodu: 1

Czas pochodu: Zbyt długo.

Podróż trwała w nieskończoność. Teren na jaki zaprowadził go wisiorek okazał się górzysty, trudny i pełen przeciwności. Szedł po wspomnieniu żwirowej ścieżki, co krok napotykając kolejne siedziska dzikich zwierząt i hordy potworów. Szmaragdowy ząb w jego ustach sprawiał, że nie czuł bólu i zmęczenia, lecz uniemożliwiał także odpoczynek. Gdy wyjmował go wieczorem z ust, padał na ziemię, niezdolny do najmniejszego ruchu. Ogniska przyciągały potwory, więc każdej nocy spał ukryty pod liśćmi, zasłonięty przed wzrokiem świata. Tylko to chroniło go przed śmiercią.

Nie obawiał się. Nie bał się już niczego, odkąd pożegnał Wyzogotę. W końcu czym jeszcze mógł martwić się człowiek, który nie miał już nic do stracenia?

Daniel nie myślał dużo, przechodząc przez kolejne wzgórza. Dni wypełniał mu chód, ranki ćwiczenia, noce modlitwa i sen. Uspokajało go to, pomagało zapomnieć. I choć nieraz tęsknił za utraconym domem, nigdy nie zastanawiał się nawet, czy powinien zawrócić.

Na to było za późno.

Już dawno za późno.

Nie pamiętał, przez ile dni szedł, kierując się w stronę wskazywaną mu przez jednorożca na jego szyi. Mogły to być równie dobrze dni, co miesiące. Pamiętał tylko, że gdy wreszcie dotarł, jego ciało ledwie go słuchało. Jego ręce nogi same się składały, cały krwawił i drżał przy każdym kroku. Był jak szmaciana lalka, kręcąca się w dłoniach nieprawionego lalkarza. Nie musiał czuć bólu, by wiedzieć, że jego ciało jest już u kresu sił.

Pierwszym co zobaczył u swego celu była grupa ciemnych sylwetek, zmierzających w jego kierunku. Uśmiechnął się na ich widok. Niegdyś porzuceni przez niego szaleńcy byli teraz wychudzeni, obdarci i brudni, ale biegli do niego na dwóch i czterech nogach, skamląc z radości w sobie tylko znanych językach. Tulił się do nich, tak samo brudny, pokrwawiony i wynędzniały jak oni, witając po raz kolejny jedynych przyjaciół, jacy jeszcze mu zostali. Liczył każdego przybyłego, zaciskając zęby z rozpaczy. Niegdyś zostawił tu pięćdziesięciu ludzi, dziś nie było ich nawet dwudziestu. Powstrzymywał łzy, przytulając każdego i przepraszając za to, co zrobił.

– Daniel? – usłyszał czyjś głos nad głową. Podniósł wzrok i zobaczył Gabriela, miejscowego wodza i człowieka, który tyle miesięcy temu pomagał mu zaplanować wyprawę. Towarzyszyła mu garstka gapiów.

Daniel powstał, spoglądając w oczy przywódcy. Widział jego strach, przemieszany z niedowierzaniem i nie dziwiła go ta reakcja. Był teraz nie do odróżnienia od chłopaka, którego ten mężczyzna poznał tyle miesięcy temu. Wtedy był jeszcze dzieckiem, ruszającym na wyprawę ku zemście, nieświadomym wszystkich przeciwności, jakie miały go czekać. Dziś śmierć, kłamstwa, cierpienie i zdrada wypaliły na nim swoje piętno. Był kimś kompletnie innym. Gabriel, patrząc na niego, widział mężczyznę, który przeszedł przez piekło i był gotów zrobić wszystko, by przemierzyć jego ostatni krąg. Mężczyznę, którego się bał.

Daniel stał naprzeciw niego, oddychając ciężko. Poczekał, aż szok, jakim był jego widok, nieco opuści Gabriela.

– Jesteś mi coś winien – stwierdził bez ogródek.

* * *

Po długich targach Daniel wynegocjował od Gabriela czterech ludzi, zapas jedzenia i nieco leków. Początkowo mężczyzna się opierał, ale Daniel wiedział, jak go przekonać. Nie on jeden chciał wszakże zakończyć rządy Wisenherta.

Gdy udało im się znaleźć czterech ochotników, Daniel wziął wszystko co miał i ruszył na wschód. Wszędzie gdzie przychodził, opowiadał lokalnym przywódcą swoją historię, przedstawiał plany i przewidywania. Szczęście jak raz mu sprzyjało. Dzięki jego zachętą, do rebelii dołączyło kolejnych kilkunastu mężczyzn i kobiet, podnieconych wizją obalenia Wisenherta. Wkrótce armia Daniela liczyła łącznie trzynaście osób, nie licząc szaleńców. Lepiej, niż w jego najśmielszych oczekiwaniach.

Szli długo. Celem Daniela był pewien konkretny przesmyk w jednym z opuszczonych miast. Miejsce to pojawiło się w jednej z historii, którą opowiedział mu Azail. Według jego słów, żyła tam niegdyś grupka owczarzy, która postanowiła się zbuntować. Bunt ten nie przyniósł jednak spodziewanego efektu i Azail postanowił ukarać ich egzekucją wszystkich mężczyzn powyżej piętnastego roku życia. To był błąd – wioska nie mogła utrzymać się bez ludzi i do jego następnej wizyty zdążyła popaść w ruinę. Dla Wisenherta była to wielka strata, ale dla Daniela niepowtarzalna okazja.

Wciąż pamiętał dokładnie mapę, którą dała mu niegdyś Gypsa. Nauczył się jej praktycznie na pamięć, bo każdego ranka obliczał, gdzie obecnie powinien znajdował się jego cel. Według niej, żołnierze Wisenherta przechodzili tędy przy każdej przeprawie. Jego ludzie twierdzili zaś, że w najbliższej wiosce pojawi się za jakieś trzy tygodnie. Nie najgorzej.

Teraz musieli tylko przygotować zasadzkę. Wszystko według planu, który Daniel układał ostrożnie noc po nocy, łącząc w całość wszystko, czego nauczył się podczas słuchania opowieści Azaila w Wyzogocie.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania