Pieśń pokoju cz.7
Przywitałem ciemność i ciszę mojego małego mieszkania z czymś, co można by nazwać cieniem szczęścia w duszy. Zaletą kawalerstwa był fakt, że faceci potrzebują naprawdę mało rzeczy, więc trudno zrobić prawdziwy bałagan. Minus stanowił jedyny słuchacz w postaci butelki piwa i brak obowiązków, żeby zająć czymś głowę.
Usiadłem w fotelu. Telewizor, Netflix, jakiś serial, głośniki prawie na full. Niech ktoś po prostu mówi cokolwiek, byleby cisza nie wrzeszczała. Przy drugim piwie siedzisko zrobiło się cudownie miękkie, a myśli kojąco powolne. Zasnąłem w towarzystwie odgłosów jakiejś fikcyjnej strzelaniny.
Ocknąłem się na altanie. Świeciło słońce, powietrze pachniało wrzosem. Wstałem z rattanowej kanapy z poduszkami. Wszystko było nierealnie ostre. Piękne. Biel i zieleń zadbanego ogrodu. Na horyzoncie szumiało błękitne morze. Wiedziałem, gdzie jestem, w pełni świadomy, że nie mogłem tu być. Ale... To cudowne uczucie móc wrócić w rodzinne strony, nawet jeśli to majak.
Rozejrzałem się po okolicy. Żadnych wojennych skaz, tylko morze zieleni i mewy. Mój ukochany Krym. Zaciągnąłem się powietrzem, zatrzymałem je chciwie w płucach. Jakaś postać machała do mnie z plaży. Niestety w kilka sekund poznałem, kto to, i czar prysł. Dobrze znałem jego i jego metody perswazji. Ta mara miała mnie otępić, ugłaskać; przygotować na bombę w postaci żądania. Nie mogłem zignorować człowieka, który na mnie czekał, choć bóg mi świadkiem, bardzo chciałem.
Mus to mus.
Ruszyłem w jego stronę. Wolałem mieć to za sobą. Im bliżej podchodziłem, tym żarliwiej pragnąłem, żeby to był tylko bardzo realistyczny sen. Niestety mój poprzedni szef nadal machał. Wąs zboczeńca, jak Renata nazywała staroświecki kręcony zarost, idealnie dopasowana marynarka, sympatyczny uśmiech, ostry kontur młodej twarzy. Gdybym go nie znał, pomyślałbym, że to podróżnik w czasie. Wsparł się na dżentelmeńskiej lasce i czekał, aż podejdę na tyle blisko, żeby odebrać wiadomość.
– Powiedziałbym, że miło mi cię widzieć, Reto, ale ty nie odwiedzasz znajomych ot tak, a już na pewno nie przy pomocy śniączki.
Parsknął i przytulił mnie na przywitanie, jak starego przyjaciela.
– Teraz to się naprawdę zaczynam bać.
– Przestań, Maks. Czy ty uważasz, że mógłbym podnieść rękę na człowieka, który uratował mi życie? – Jego mocny niemiecki akcent wybrzmiewał nawet w świecie snów, gdzie każdy mówił i słyszał w swoim języku.
– Nie odpowiem z grzeczności.
– Ech... Ta polska ponurość zaczyna w ciebie wsiąkać. Przejdźmy się. Jest pięknie.
Ruszyliśmy wzdłuż wybrzeża.
– Tak, muszę przyznać, że wygrzebaliście mi z głowy całkiem spójny obraz.
Reto roześmiał się, ale nawet ta z pozoru spontaniczna reakcja nacechowana była dobrze wykalkulowanym planowaniem: idealna głośność, długość adekwatna do krótkiej przyjacielskiej pogawędki, żadnych nadmiarowych gestów.
– Maja na pewno się cieszy. Jest dobra w kształtowaniu snów.
– Możemy przejść do celu twoich odwiedzin? Miałem paskudny dzień i chcę się wyspać i zregenerować.
– Nie wiem, czy walkę z koszmarami można nazwać regeneracją.
Zatrzymałem się.
– Jeżeli ktoś z Somy grzebie mi w snach, to następnym razem się przyszykuję.
Niebo spowiły ciemne chmury i zagrzmiało gdzieś w oddali.
– Nie unoś się. Nic z tych rzeczy. Po prostu interesuję się swoim podopiecznym, nawet jeśli porzucił zgromadzenie. Usiądźmy.
Wskazał stolik i kilka ogrodowych krzeseł, które wyrosły z piasku, nie wiadomo kiedy. Na paterze leżał pokrojony pierekaczewnik z białym serem ugniecionym razem z suszonymi owocami. Przepis mojej babci. Naprawdę się postarali. Byłbym pod wrażeniem, gdyby nie fakt, że śniączka musiała porządnie przewiercić mi wspomnienia. Niemniej jednak nie odmówiłem sobie tego słodkiego koncentratu wspomnień. Reto odczekał chwilę. Znałem go na tyle, żeby wiedzieć, że się niecierpliwi. W nerwowych sytuacjach zawsze głaskał kciukiem głowicę swojej rodowej laski.
Nie śpieszyłem się. Ciasto było obłędne, a irytacja szwajcarskiego snoba tylko dodawała mu słodyczy.
– Cieszę się, że ci smakuje, ale musimy przejść do interesów.
Teraz ja się uśmiechnąłem. Punkt dla Maksyma. Maksym Girey... Kilka lat w Polsce z fałszywą tożsamością i moje prawdziwe imię i nazwisko zaczynało brzmieć obco.
– Mów, dopóki cukier i wspomnienia mącą mi umysł niezasłużoną sympatią do Somy.
– Na pewno jesteś na bieżąco z sytuacją w twojej ojczyźnie.
Zasępiłem minę. Od strony morza zawiał chłodny wiatr.
– Tak, niestety tak.
– Wiesz też, że największe ukraińskie zrzeszenia rodzimowierskie i rosyjska Rodovera są częścią Somy i nie uczestniczą w konflikcie.
Gdybym jadł, to pewnie bym się zakrztusił eksplozją szyderczego śmiechu. Societas Occultae Mentis Adeptorum, organizacja tak stara, że większość jej obecnych członków zapomniała od czego pochodzi nazwa Soma. Sieć zarzucona na cały świat.
Reto zauważył, że podawać w wątpliwość neutralność mojej byłej organizacji.
– Już przestań, Maksym. Drobne interwencję są czasami konieczne. Ludzie w miejscu konfliktu nie potrafią się odciąć i czasami robią głupoty.
– Reto, osobiście wysyłałeś mnie na misje do Strefy Gazy, Chin czy...
– Dobrze, że o tym wspominasz, bo potrzebujemy twojego doświadczenia.
Nie wstałem i nie zakończyłem snu tylko dlatego, że czułem pod skórą, że chodzi o moją ojczyznę.
– Cokolwiek powiesz, odpowiedź brzmi NIE. Misja w Azji była ostatnią. Do tej pory nie mogę się pozbierać, po tej spektakularnej porażce.
– Nie nazwałbym tego porażką.
– Reto.
– Dobrze, chociaż mnie posłuchaj i obiecaj, że przemyślisz. Tyle możesz obiecać staremu przyjacielowi.
Nasza relacja była daleka od przyjacielskiej, ale zawdzięczałem temu facetowi bardzo wiele, a zaliczałem się do grona naiwniaków, którzy mają coś na kształt honoru.
– Posłucham, ale nic nie obiecuję.
– Niech będzie.
Nałożyłem sobie dwa kawałki ciasta. Skoro już miałem wpuszczać jad w uszy, to chociaż osłodzę sobie podniebienie.
– Po bombardowaniu Wołogoska linia frontu przesunęła się na zachód i miasto znalazło się pod okupacją rosyjską. Normalna rzecz podczas wojny, z tym że w Wołogosku znajduje się jedna z siedzib największej frakcji rodzimowierczej w Ukrainie.
– Rozumiem, że ktoś nie wytrzymał widoku obcych wojsk i wziął sprawy w swoje ręce? Nie dziwię się. Oficjalnie nie popieram, w głębi ducha szczerze kibicuję. – Cukier widocznie uderzył mi do głowy.
– Drobne interwencje w postaci podrzuconego chowańca czy paskudnych snów tego czy innego wojskowego to coś, na co możemy przymknąć oko.
Oho, robi się ciekawie.
– A na co nie możecie?
Z piasku wynurzył się szeroki ekran osadzony na stojaku.
– Lepiej będzie, jak ci pokażę.
Na ekranie pojawił się obraz. Byłem pod wrażeniem umiejętności śniączki. Wszczepienie obcego obrazu do czyjegoś snu, w dodatku z taką precyzją... Reto zawsze umiał dobierać sobie ludzi. Monitor wyświetlił amatorskie nagranie, prawdopodobnie robione telefonem. Obraz drżał. Mężczyzna w mundurze mierzył z karabinu do cywila, który rzucał jakieś niewyraźne okrzyki. Operator nagrania zrobił zoom. Rosyjska flaga na ramieniu wojskowego rozmyła wątpliwości co do okoliczności tego nagrania. Wstałem z krzesła i podszedłem do ekranu, żeby lepiej słyszeć i przyjrzeć się detalom. Żołnierz drżał. Trzymał rękę na spuście. Drugi mężczyzna cały czas go prowokował:
„Strzelaj, Orku! No dawaj, sabako!"
Wysoki gość ubrany jak cywil machał zaczepnie rękoma. Rosjanin podszedł bliżej. Przyłożył karabin do głowy prowokatora. Trząsł się. Widocznie poczerwieniał na twarzy.
„Co to za sztuczki! Dlaczego?"
Rosjanin prawie wbił lufę w czoło cywila.
„Gadaj, co mi robisz?!"
Odstawił broń i odszedł, żeby pogadać ze swoimi.
„Stój tu. Zabieramy cię".
Cywil odczekał aż Rosjanin skupi się na rozmowie ze swoim przełożonym, po czym sięgnął za kurtkę. Spojrzałem na Reto, który oglądał nagranie w pełnym skupieniu. Dał znak palcem, żebym nie przerywał. Cywil wyciągnął krótki pistolet i wymierzył w Rosjanina. Słychać było przyśpieszony oddech operatora. Kamera trzęsła się jeszcze bardziej, a przed ekranem na chwilę pojawił się palec. Prowokator miał obycie z bronią, bo przyjął postawę strzelca i chwycił broń w obie ręce. Wojskowy zauważył to i wymierzył karabin.
„Rzuć to!"
Mężczyzna z pistoletem wyraźnie się uśmiechnął. Czuł się bezpieczny.
„Rzuć, bo strzelę!"
„Nie strzelisz".
Rosjanin kilkukrotnie szarpnął bronią, jakby siłował się z kimś, kto chce mu ją wyrwać z rąk. Rzucił się do ucieczki. Cywil strzelił mu w nogi. Żołnierz upadł. Prosił o litość. Nie dostał jej. Strzał w głowę dokończył egzekucję.
Głośne przekleństwo po ukraińsku padło blisko mikrofonu. Napastnik na ulicy spojrzał w okno. Nagranie przeszło w chaotyczną transmisję podłogi i ściąganych zasłon. Potem operator wyłączył nagrywanie. Film dobiegł końca.
Wróciłem na siedzenie.
– Co właśnie obejrzałem?
– Coś, co może przeobrazić lokalny konflikt w globalną wojnę sabatów. Nagranie trafiło do sieci dwa dni temu. Soma użyła wszelkich środków, żeby zatrzymać jego rozprzestrzenienie się w mediach. W erze obrazów generowanych przez AI, łatwo jest przekonać odbiorców o sztucznym pochodzeniu obrazu.
– Reto, do rzeczy. Co tam się stało?
Szwajcar wyprostował plecy i powoli poprawił marynarkę. Napawał się tym, że teraz ja chcę coś wiedzieć. Potęgował moją ciekawość.
– Nie wiemy. Odzyskana broń była sprawna. Rosjanin z jakichś powodów nie mógł się bronić, co w oczywisty sposób nie dotyczyło napastnika.
– Mentalista?
– Też tak myślałem, ale udało się zidentyfikować prowokatora. Porucznik Jurko Moroz, uznany za zaginionego. Żadnych stwierdzonych zdolności mentalnych. Szukamy go, niestety bezskutecznie. Przez ostatnie czterdzieści osiem godzin doszło do kilkunastu podobnych incydentów. W każdym przypadku rosyjskie wojsko nie mogło się bronić, czy to przed zgrają ukraińskich awanturników, czy ostrzałem dywersantów. Na razie wywalczyliśmy po obu stronach strefę ciszy medialnej. Informatycy blokują filmy i zdjęcia z incydentów, a Soma czyści wspomnienia tam, gdzie się da, ale nie możemy tkwić w takiej patowej sytuacji. Kiedyś coś nam umknie. Wtedy cały naród ukraiński ogłosi cud i rzuci się bezmyślnie na Rosjan.
– To źle?
– Tak, bo poza granicami miasta zostaną wystrzelani jak kaczki.
Zaczynałem się domyślać skąd te odwiedziny i dlaczego ja, ale czy ten wyrafinowany potwór w skórze eleganta naprawdę nie miał innych ludzi? Soma to potężna organizacja. Służyłem w niej dziesięć lat, a nawet nie poznałem namiastki jej możliwości.
– Dlaczego mi o ty mówisz? Przecież wiesz, że nie chcę mieć z wami nic wspólnego.
Spojrzał mi prosto w oczy. Kalkulacyjny, przenikliwy umysł skanował każdy mój ruch, studiował każde słowo, żeby dopasować odpowiedź, popchnąć mnie w kierunku, w którym mistrz marionetek umyślił sobie moją przyszłość.
– Pokazałem ci ten film, bo wiem, że teraz nie będziesz myślał o niczym innym tylko o tym. Znam cię Maks. Już wygrzebujesz z głowy scenariusze. Ja chcę ci zaoferować współpracę i zasoby Somy przy rozwiązaniu kryzysu, zanim doprowadzi do masakry i rozpadu naszej organizacji na mniejsze żądne zemsty frakcje.
– Twojej organizacji.
Wziąłem sobie kawałek ciasta. Teraz on sobie poczeka. Kiedy sięgnąłem po drugą porcję, ostentacyjnie zabrał mi paterę.
– Już starczy. Cukier szkodzi.
– Mam jeszcze jedno pytanie, zanim ci odmówię, Reto. Dlaczego ja?
Uśmiechnął się.
– A po co mam ci odpowiedzieć na to pytanie, skoro i tak mi odmówisz?
Wstałem z krzesła.
– Masz rację. Dziękuję za piękny sen, ale już pora wrócić do normalnego trybu z powtarzającym się koszmarem i smrodem palonych zwłok. Nie chcę się przyzwyczaić do tej sielanki. – Obróciłem się w stronę, z której przyszliśmy, i ruszyłem przed siebie.
– Potrzebujemy bohatera.
Zatrzymałem się zwrócony do morza. Naprawdę mu zależało, inaczej na pewno nie zniżyłby się do proszenia.
Reto wstał i podłubał w piasku okuciem swojej laski.
– Potrzebujemy kogoś z pozoru neutralnego, rozsądnego i pragmatycznego. Kogoś z doświadczeniem w terenie, kto wzbudzi zaufanie lokalnych frakcji z obu stron konfliktu. – Obszedł mnie i stanął naprzeciw. – Tam się gotuje, Maks. Ktoś cały czas dolewa oliwy do ognia, a wszyscy trzymają gęby na kłódkę.
– Będę potrzebował dostępu do wszystkich zablokowanych treści dotyczących tych incydentów i sporo sprzętu. – Bardzo starałem się ukryć ekscytację. Sprawa Kowalskich i Kotwicy obudziła we mnie dawno stłumiony ogień, który chwilowo przyćmił ten ze wspomnień i koszmarów.
– Zrób listę rzeczy, tylko nie szalej. Maja zostawi ci ten sen, żebyś się wyspał.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania