Tkaczka - Część 10 Mroźnej nocy w lesie…

Nie wyrzucała sobie, że zostawiła Fae samego. Zrobiła więcej niż niejeden człek na jej miejscu. Opatrzyła mężczyźnie rany, okryła, podtrzymała ogień w chacie i przyrządziła posiłki. Ocierała zimną szmatką gorące czoło, gdy majaczył w malignie. Rzucał się na posłaniu walcząc z niewidocznym wrogiem, jęcząc o klątwie i czerwonym płaszczu.

Gdy po kilku godzinach niespodziewanie odzyskał przytomność, Ote z przestrachu o mało nie zrobiła mu krzywdy. Nigdy wcześniej nie widziała, by ofiara strzygi przeżyła ugryzienie. Najsilniejsi konali w zaledwie kilka kwadransów.

Ale może Fae są inni, pomyślała.

Poprosił ledwo słyszalnym szeptem o napar z ziół, które miał ukryte w torbie i nie odezwał się więcej. Patrzył tylko uparcie w ogień, unikając spojrzenia Ote krzątającej się nad rondelkiem. Dziewczyna pomyślała złośliwie, że może strzyga nadgryzła mu język. Co w sumie nie byłoby takie straszne, zważywszy na ostatnie wydarzenia.

Gdy jednak rankiem wymykała się z chaty usłyszała ciche "Dziękuję".

Słowo, którego Fae nie mieli w swoim języku.

 

***

 

Kilka dób później, po przebyciu wielu kilometrów postanowiła odpocząć w niewielkiej kamiennej rozpadlinie. Mogła wreszcie bezpiecznie rozpalić ognisko. Nie miała już więcej suszonego mięsa, ale dała radę złowić kilka ryb w miarę krótkim czasie, w pobliskim strumieniu, więc odpuściła sobie polowanie na coś większego. Z żalem pomyślała, że znowu nie naje się do syta, postanowiła jednak, że więcej czasu już nie zmarnuje.

Gdy ułożyła się do snu na igliwiu, w prowizorycznym szałasie, myśli bezwolnie powędrowały ku Fae. Nie mogła zapomnieć cierpienia wypisanego na jego pięknej twarzy. Pustego wzroku, gdy odkrył, że wciąż żyje i Ote się nim zaopiekowała. Poczuła coś na kształt litości do samotnego mężczyzny.

Gdy wspominała wilcze oczy Fae, nasunęło jej się skojarzenie ze zranionym, złapanym we wnyki zwierzęciem. Widywała w życiu takie nie raz. Oszalałe z bólu i strachu gryzły na oślep. Niekiedy tak poranione, że nie było już dla nich ratunku. Ostatnią łaską było dobicie.

 

***

 

Ze snu, w który zapadła obudziły ją kroki.

Powolne i głośne niczym sygnał ostrzegawczy, by z rozpędu nie strzeliła przybyszowi między oczy. Gdy dostrzegła w mroku jaśniejące znajomą zielenią oczy napięła błyskawicznie cięciwę.

- Chyba sobie żartujesz... - warknęła cicho.

Z ciemności wyłaniał się Duch.

Szedł bez pośpiechu. W rękach uniesionych w geście poddania trzymał dwa obdarte ze skóry króliki. Gotowe do upieczenia rzucił w pobliżu ogniska i wycofał się milcząc z powrotem w mrok.

- Nie uwolnię się od wariata... - sapnęła z irytacją Ote, wiedząc doskonale, że ją słyszy. Poczuła jednak cichą radość, za którą zganiła się prawie od razu.

Żył i miał się dobrze.

Przyjęła wspaniałomyślnie dar, przynaglona do decyzji donośnym burczeniem w brzuchu. Gdy objadała się łapczywie pieczonym mięsem, czuła wzrok na sobie. Siedząc zbyt blisko ognia nie była w stanie wypatrzyć skrytego w ciemności Fae, ale miała pewność, że gdzieś tutaj przebywa w pobliżu przyczajony. Tej nocy spała bardzo czujnie. Zastanawiała się czy kiedykolwiek pozwoli sobie jeszcze na mocny sen.

 

****

 

Za dnia nie dostrzegała Fae, nie słyszała ani nie czuła węchem. Zachodziła w głowę jak jest to w ogóle możliwe, skoro pojawiał się blisko niej nocą. Nie mógł przecież zamieniać się w ptaka albo zająca, myślała rozdrażniona. Ale faktem było, że nie potrafiła go wyśledzić. Co wieczór historia z królikami się powtarzała. Ote nie wiedziała co myśleć o zachowaniu Ducha, więc postanowiła nie roztrząsać tematu. Widać, nawet Fae potrafili w jakimś stopniu okazywać wdzięczność. Nie próbował zbliżyć się bardziej, więc dziewczyna powoli zaczęła tolerować jego obecność. Przyzwyczajać, choć nie chciała tego przyznać nawet sama przed sobą.

 

***

Tej nocy Ote śniła.

 

Księżyc skryty za ponurym kłębowiskiem chmur nie rozświetlał nocy, podobnież jak gwiazdy, w dali dostrzegała błyski zbliżającej się szybko burzy. Czuła prądy powietrza i wiry całym ciałem, a wiatr niczym rzeka niósł ją i dodawał prędkości.

Szybowała ponad światem pod postacią kruka, rozłożyła atramentowoczarne skrzydła i wydała z siebie triumfalny krzyk. Echo poniosło krakanie ku krainom w dole i żyjącym w nich stworzeniach.

Zbliżała się ku pasmu gór tonących w chmurach. Wiatry tutaj były gwałtowniejsze i zwodnicze. Chwilami walczyła z nimi by przeć naprzód, momentami wystarczył bezruch by utrzymać się w powietrzu niczym na powierzchni wody. Wylądowała na półce skalnej najwyższej góry. Nie była w stanie dojrzeć szczytu, czuła jednak, że jest na miejscu.

Gdy dotknęła gołą stopą lodowatej skały, odkryła, że znów ma postać człowieka.

Chłód kamienia przyjemnie studził żar rozlany po jej ciele, choć serce nadal biło jak szalone. Okryta w czerwony płaszcz, z ukrytą pod kapturem twarzą ruszyła ku gęstej mgle, która nie była dziełem natury. Słyszała nawoływania kruków. Rozsiadły się po skałach i przyglądały Ote badawczo, raz jednym okiem, raz drugim. Gdy podeszła bliżej pionowej ściany dostrzegła wrota ukryte w bryle. Przytłaczające rozmiarami, porośnięte gdzieniegdzie mchem, wydawały się nieużywane od dziesiątek lat. Dotknęła dłonią powierzchni, były gorące. Zdawały się żywe. To tu miała dotrzeć.

Sięgnęła za uchwyt i zaparła się z całych sił próbując je otworzyć.

Bez sukcesu.

W powietrzu usłyszała skrzekliwy śmiech.

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (18)

  • piliery 6 dni temu
    Wciąga, coraz to bardziej.
  • Baba Szora 6 dni temu
    Dziękuję i pozdrawiam,
  • Trzy Cztery 6 dni temu
    Piękny odcinek. Obrazki pobudzają wyobraźnię i cieszą. Choćby taki: "Szedł bez pośpiechu, z uniesionymi rękami w geście poddania, trzymając jednocześnie dwa obdarte ze skóry króliki". To się po prostu widzi!

    W opisywaniu małych tygielków, w których kipią emocje wyczuwa się ciepło i humor. I chociaż sytuacje są trochę egzotyczne, przypominają te zwykłe, z ludzkiej codzienności, i pozwalają troszkę identyfikować się z postaciami:

    "- Nie uwolnię się od wariata... - sapnęła z irytacją Ote, wiedząc doskonale, że ją słyszy. Poczuła jednak cichą radość, za którą zganiła się prawie od razu.

    Żył i miał się dobrze".

    PS

    Jeśli chodzi o te wspomniane na początku zdanie: "Szedł bez pośpiechu, z uniesionymi rękami w geście poddania, trzymając jednocześnie dwa obdarte ze skóry króliki", zastanawiałam się nad nim. To trzymanie królików jest trochę niejasne. Jak je trzymał? Mógł je trzymać nawet w zębach. Próbowałam (tak dla siebie samej) zmienić jakoś ten zapis. M. in. rozdzieliłam zdanie na dwa, dałam powtórzenie słowa "ręce". Miałam też taką wersję: "Szedł bez pośpiechu, z uniesionymi w geście poddania rękami, trzymając w nich dwa obdarte ze skóry króliki". Tu przesunęłam słowo "rękami", i dodałam, że to właśnie "w nich" trzymał króliki. Nie wiem, czy w tekście warto to zdanie zmieniać. może nie. Jednak piszę o nim, bo jego budowa kazała mi się zatrzymać.

    (Albo tak:

    "Szedł bez pośpiechu. W rękach uniesionych w geście poddania trzymał dwa obdarte ze skóry króliki").

    :)
  • Baba Szora 6 dni temu
    Poprawione. Może rzeczywiście w tamtej formie ciężko było to zobaczyć. Ja ten obraz mam w głowie, więc to widzę, ale najważniejsze żeby widział to czytający. Dziękuję za podpowiedź i dziękuję za mile słowa. Zawsze mnie zachęcają do dalszych prób pisarskich :-)
    Pozdrawiam ciepło :-)
  • Trzy Cztery 6 dni temu
    Nie, nie było ciężko zobaczyć. Tylko samo trzymanie królików (w jaki sposób?) było opisane dosyć mgielnie, czyli nieco utrudniało widoczność.

    Też pozdrawiam:)
  • Baba Szora 6 dni temu
    Ręce podniesione do góry przy tułowiu, a w jednej króliki trzymane za nózki :-))))
    Spoko, Trzy Cztery, nie przejmuj się, to tylko słowa :-)
    Miłego dnia ;-)
  • Bajkopisarz 5 dni temu
    „było już dla nich ratunku. Ostatnią łaską było”
    2 x było
    "„i wycofał się milcząc z powrotem w mrok.
    - Nie uwolnię się od wariata... - sapnęła z irytacją Ote, wiedząc doskonale, że ją słyszy. Poczuła jednak cichą radość, za którą zganiła się”
    Szyk: i milcząc wycofał
    3 x się
    „że gdzieś tutaj przebywa w pobliżu przyczajony.”
    Że (przyczajony) przebywa gdzieś w pobliżu (, przyczajony)

    Bardzo dobrze, nieźle się rozkręca. Zadbałaś, by Fae nie wyskoczył w jakimś newralgicznym momencie jak diabeł z pudełka, ale żeby było wiadomo, iż jest w pobliżu.
    We śnie wszystko jest możliwe, nawet kruk latający nocą. Generalnie jednak kruki nocą śpią, tylko w filmach zdarza im się fruwać o północy. Ale że większość filmów powstaje w tzw. krainie snów, to da się to jakoś połączyć i usprawiedliwić.
  • Baba Szora 5 dni temu
    :-) Dziękuję za celne uwagi i zrozumienie nieograniczonej porami dnia i nocy fantazji :-)
    Pozdrawiam i miłego 'do przeczytania' życzę :-)
  • Dekaos Dondi 5 dni temu
    Babo Szoro↔Nadal jestem na tak.
    Tekst zaciekawia, co będzie dalej i jak rzekłem, można widzieć, co człek czyta.
    Też wizyjny fragment z szybowaniem. Rzecz jasna↔każdy inaczej wyobraża sobie.
    Czytanie idzie płynnie (nie chciałem→płynnie się czyta:D)
    Ano... 26 x się:D. No ale. To szczegół. Treść ważniejsza.
    Mnie jakoś zdania z czasownikiem na końcu↔nie zawadzają:)
    Pozdrawiam:)↔5
    P.S↔Gdyby jednak co, to↔   https://wordcounter.net/    ↔wyświetla mi. ilość powtórzonych wyrazów i inne...
  • Baba Szora 4 dni temu
    Ciekawa stronka, nie powiem. To już wiem, że w następnym tekście jest jeszcze więcej się. No ładnie...
    A tak swoją drogą o co chodzi z tym się? Czy ich brak w tekście świadczy o jakimś wyższym levelu warsztatowym??? Tak serio pytam. Bo uznałam za oczywiste, że macie racje i trzeba się czymś zastąpić, męczę się z nim i synonimów szukam, a nigdy nie zapytałam "A w sumie dlaczego?"
  • Bajkopisarz 4 dni temu
    Baba Szora - według mnie chodzi tylko o powtórzenia. Ja zaznaczam, jeśli masz 3 x się w trzech (lub mniej niż trzech) kolejnych zdaniach - wtedy to środkowe się trzeba by wywalić.
    A generalnie chodzi o to, że "się" jest ciągle powtarzane w tekście, bo po prostu często występuje. Zatem nawet rozstrzelone w różnych miejscach tekstu sprawia wrażenie powtórki. Im mniej "się" tym bogatszy tekst.
    Przynajmniej ja tak to widzę.
  • Baba Szora 4 dni temu
    Bajkopisarz Ok, ale konstrukcja polskiego czasownika zakłada w większości przypadków zaimek się. Żeby wyrzucić się często szukamy kosmicznego czasownika albo zamieniamy dopełnienie na podmiot i wtedy znowu wychodzi kosmiczne zdanie...
    Przykład: z góry z Dekosia: "Czytanie idzie płynnie (nie chciałem→płynnie się czyta:D)" - zgrabnie, ale czy tak się mówi?
    Ale może w sumie macie racje, im mniej zaimków, tym więcej konkretnych słów...
  • Bajkopisarz 3 dni temu
    Baba Szora - chyba każdy zaimek da się zastąpić ;)
    Z "się" bym nie przesadzał - nie powinny być w szeregu. A że jest ich dużo? No jest, strona zwrotna jest popularna w polszczyźnie. Jak się da to unikaj, ale na siłę to nie. W dialogach jest większa tolerancja, żeby rozmowa była żywa i prawdopodobna, a nie groteskowa.
  • Dekaos Dondi 4 dni temu
    Zgadzam–się–z tym, co napisał Bajkopisarz, w sprawie rzeczonego↔się.
    Najbardziej mąci wzrok w sensie powtórek, nawet odległych.
    Sądzę, że im mniej zaimków, tym bardziej rytmiczne czytanie.I tak jak rzekłaś, więcej konkretów.
    Co prawda każdy tekst, można napisać bez: się( mam takich kilka ) no ale... skrajność w drugą stronę, też niedobra.
    A zatem przesadnie nie przejmuj się się:)↔Ja po prostu się nie lubię, dlatego zwracam:)
    Gdy legła do snu na igliwiu→to jednak nieco dziwnie brzmi:)
  • Dekaos Dondi 4 dni temu
    P.S↔moje dawne teksty→zanim dostałem odchyłkę→mają dużo się :D
  • Dekaos Dondi 4 dni temu
    Np takie coś:
    Proszę, przyrzeknij, że nie będziesz się martwić.
    Proszę, przyrzeknij, że nie będziesz zadręczyć umysłu zmartwieniem↔tu też trochę dziwnie brzmi, ale w sumie sens ten sam?
  • Baba Szora 4 dni temu
    Ok ok zgadzam się, ale żaden chlopek roztropek czy typ wielkiego mucho (mowie o bohaterach) nie powie w ten sposob :-) " Zaraz go kropniemy i nie bedziesz dluzej zadreczac umyslu zmartwieniem" :-) ALBO
    " Duzo było roboty przy młótce, idz Jadzka, zlegnij do snu na igliwiu" :-)
  • Dekaos Dondi 4 dni temu
    Baba Szora↔Słusznie Waćpanna prawisz. Nie można na siłę bezsięwy komuś do gęby wciskać, gdyby tak nie rzekł raczej :~)
    Każda skrajność niesłuszną jest, ale zdania urocze są :~) Nie wszystkie bezsięcowce, pasują do całości:~) O!
    Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania