Tkaczka - Część 8 Mroźnej nocy w lesie…

Ote ogarnęło uczucie beznadziei. Co mogła w takiej sytuacji zrobić. Niewiele jej przychodziło do głowy. Próbowała wydostać się z więzów, ale jedynie zdarła skórę na nadgarstkach i kostkach do krwi. Czuła się równie żałośnie, jak wtedy gdy Rojek, król złodziei złapał ją podstępem i wrzucił do śmierdzącej, mokrej piwnicy. Mściwy sukinsyn nie mógł darować wygranej w pojedynku łuczniczym. Była wtedy pewna, że nikt jej nie znajdzie. Nikt się nie upomni. Że zgnije z głodu i zimna w norze niczym szczur. Tak jak zresztą Petra wróżyła. Ku jej zaskoczeniu, na pomoc przybył Kaj. Jedyny przyjaciel jakiego kiedykolwiek miała. Zbuntowane królewiątko, jak mawiała na niego pieszczotliwe, ze złośliwym uśmieszkiem, ku jego wyraźniej irytacji. Zdawała sobie sprawę, że zadawał się z nią na złość rodzinie, łamiąc przy okazji wszystkie konwenanse i zasady. Nie spodziewała się, że lubi ją dla niej samej, aż tak naiwna nie była. Ale od czasu, gdy wdarł się siłą, używając władzy i autorytetu swego rodu, do zatęchłej dziury, w której próbowali żywcem ją pogrzebać - zaufała mu i uwierzyła, że to nie tylko zabawa w dręczenie rodziny.

Teraz jednak Kaj nie przybędzie.

Nie przyjdzie z ratunkiem, choć ostatnio stało się to już jego zwyczajem. Przełknęła łzy wściekłości.

Na myśl o Kaju coś w jej sercu darło się i zasklepiało w lód.

To ona miała go tym razem uratować.

To ona miała go odnaleźć i uwolnić z chciwych łap przeklętej królowej Fae.

Odczarować, ocucić, wrócić pamięć i sprowadzić bezpiecznie do domu.

Taki był plan.

Desperacki, szaleńczy, chaotyczny. Niedopracowany i niebezpieczny. Ale dla przyjaciela - zawsze warto ryzykować, nawet własne życie.

A teraz wszystko przepada przez przeklętego Fae.

Bezradność, smutek i gniew kotłowały się niczym burza gradowa. Nienawidziła tego stwora. Nienawidziła nienaturalnie pięknej twarzy i wilczych mrocznych oczu. Mierził zapach irytująco idealnego ciała, przypominający las zimą.

 

Wtem usłyszała szelest.

Drzwi, których nie widziała z miejsca, w którym leżała skrępowana, otwierały się niepewnie. Ledwo zarejestrowała dźwięk, odczuła raczej wibrację powietrza. Poczuła niepokój. Gdyby to Fae wracał z polowania, nie stawiałby tak ostrożnie kroków. Ledwo słyszalne skrzypienie jednej z desek z podłogi postawiło jej włoski na rękach. Zimno rozeszło się po ciele.

Coś się skradało.

Coś, co niechybnie zamieszkiwało te lasy.

A wszystko co żyło w tej przeklętej przez ludzi i Fae krainie, najchętniej by ją pożarło. Leżała w końcu skrępowana, kompletnie bezbronna na sianie w kącie - niczym podany na tacy ciepły posiłek.

Wstrzymała oddech, gdy dostrzegła intruza. Szedł powoli, czujny, strzygąc uszami i lekko rozchylając chrapy. Węszył.

Ote oblał zimny pot.

Strzyga.

Skupiła przepastne czerwone niczym krew źrenice na leżącej postaci, przekrzywiła głowę jak drapieżny ptak i zasyczała prezentując ociekające śliną kły.

Serce Ote biło jak oszalałe. Oczy niczym spodki rozszerzały się jeszcze bardziej w panicznym strachu. Wstrzymała oddech.

Strzyga podeszła bliżej, przykucnęła przy dziewczynie. Chrapy jej nozdrzy poruszały się nerwowo. Obwąchiwała ciało dokładnie, delektując się zapachem dania przed spożyciem. Gdy była już nad krtanią, wydała przeciągły, tęskny syk niczym westchnienie rozkoszy. Zrobiła zamach głową, by rozszarpać smakowite gardło, jednak opanowała się w ostatniej chwili. Zadrasnęła jedynie kłem ledwo żywą ze strachu dziewczynę i zlizała kroplę krwi, która spłynęła po szyi. Nagle wycofała się gwałtownie i zastrzygła uszami. Coś w jej spojrzeniu się zmieniło. Ote usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Widząc minę Fae, który dostrzegł nieproszonego gościa miała ochotę zakrzyknąć mściwie "Niespodzianka!".

Potwór skoczył błyskawicznie. Fae ledwo zdążył sięgnąć po miecz. Walka była nierówna.

Strzyga poruszała się z niesłychaną prędkością. Uderzała też silniej niż niejeden stwór. Jej jad był trujący, a rany zadane szponami były głębokie i ciężkie do leczenia.

Fae nie radził sobie świetnie. Opadał z sił, zalany własną krwią w kilku miejscach. Gdy po raz kolejny wylądował na ścianie, a jego ruchy stały się niemiłosiernie powolne, Ote postanowiła działać. W ferworze walki dojrzała osełkę, która spadła z przewróconego stołu. Podpełzła do niej niezgrabnie, chwyciła i zaczęła mozolnie rozcinać więzy na nadgarstkach i stopach.

Cała zlana potem, uwolniła się w momencie, gdy ledwo żywy Fae leżał na podłodze przygnieciony strzygą i walczył ostatkiem sił jedynie gołymi rękami. Wściekła i głodna zbliżała się niebezpiecznie do jego gardła. Syczała imponująco, a z jej ust ciekła ślina wymieszana z krwią. Ote domyśliła się w oka mgnieniu, że musiała być to krew Fae. Jego los zatem był już przypieczętowany, pomyślała. Podbiegła chwyciwszy leżący na podłodze miecz i przyłożyła ostrze do karku potwora.

Zrobiła to machinalnie, bo to strzyga chciała zabić. Czy gdyby to Fae teraz był zwycięzcą pragnącym dobić swoją ofiarę, czy to jemu przykładałaby teraz ostrze do szyi, zastanowiła się Ote. Przed nią walczyły przecież dwa potwory. Różniło ich tak niewiele.

- Puść go albo wrócisz do swojej nory bez głowy – wycedziła mocnym głosem Ote - A pewnie trochę jesteś do niej przywiązana. Prawda?

Strzyga zamarła, syknęła i zniknęła tak szybko jak się pojawiła.

Nogi ugięły się pod dziewczyną. Opadła na podłogę, oddychając głęboko, po czym podpełzła do Fae. Stracił przytomność. Zaklęła szpetnie.

Wyprostowała się nad nim. Miała ochotę skopać go, obrzucić wyzwiskami, opluć i odejść. Rozważała też przypiekanie, głodzenie, ćwiartowanie. Gdy jednak Fae jęknął słabo niczym kocie wyrwała się z odrętwienia. Musiała mu pomóc. Na jad strzygi nie było lekarstw, ale nie godzi się zostawiać rannego samego. Nawet jeśli był nim żałosny stwór Fae.

 

**************

 

Z drugiej strony puszczy starucha tkała wprawnie czerwony materiał, delikatny niczym pajęcza sieć, połyskujący blaskiem księżyca. Uwięziona w tkaninie magia nabierała formy i jaśniała krwawo za każdym zaklęciem szeptanym skrzekliwym głosem. Tkaczka przeplątywała w nim klątwy, uroki i tajemnice najstarszych lasów. Splątywała przeznaczenie długimi, suchymi niczym patyki palcami, a chichotała przy tym złośliwie, niczym pajęczyca szykująca się na posiłek z bezczelnej muchy.

Nagle krosno umilkło. Rozległo się delikatne skrobanie do drzwi.

- Wejdźta - sapnęła cicho niezadowolona, że znów przerywają jej robotę.

Do chaty wemknęła postać rodem z najczarniejszych koszmarów. Rozejrzała się nieśmiało czerwonymi ślepiami i pochowawszy szpony za siebie pokornie skulona czekała.

- Po teleporcie moździrzem zawse ciżko na żołondku, ale przejdzie, to przejdzie- zasepleniła cicho starucha łypiąc okiem na strzygę - Wsystko kiedyś psechodzi, zwlasca stywniackom - zachichotała.

Po chwili spoważniała, spojrzała surowo i ponagliła:

- No gadajże. Ubilas robaka?

Strzyga skuliła się pod srogim spojrzeniem jeszcze bardziej.

- Ubilam... - zaskrzeczała głosem nienawykłym do mowy.

Starucha przymknęła powieki, wciągnęła powietrze nosem i rzuciła ostro:

- Łzes. Cuje, ze zyw jesce.

- Jadem ono napaslam, dziur w tym narobilam, jak z worka jucha chlapala... - trwożliwie odpowiadała strzyga.

Opisany widok najwyraźniej rozbawił staruchę, bo zachichotała mściwie.

- Niech jus trupem pachnie to robacysko uciązliwe, bo mecy paskuda i pseskadza. A dziewucha nierusona? – zapytała surowo tkaczka.

- Nietknięta ani pazurem nawet, matko, jak rozkazalaś – skwapliwie potwierdziła strzyga, po czym ze wstydem dodała - Troche moze być poturbowana, bo w chacie mało miejsca, a robak skocny jak fryga.

- Dobze się zatem spisalas, Agrrrhs - pochwaliła starucha - Tera idzta, bo mi tu podloge krwia brudzis. Jus jedna mojo chatka zapaskudzona pzez robaka, i starcy.

Strzyga z ulgą zaczęła się wycofywać, gdy niespodziewanie zdjęta niepokojem wyznała:

- Dziewcyna uwolnila sie jakem Fae ubijala. Ale zamiast cekac az zjem robaka, zelazo mi do gardla psystawila, bym puscila gadzine. Kazalas nie rusac jej, tom odesla.

- Dobze, dobze. Dziwcyna siano ma w glowie jesce, a Fae jak w mojej chacie siedzi to i lepiej.

Nie byde musiala ścierwa sukac po calym boru. Moździerzem teleport jedna sprawa,

a podrózowanie nim druga... Chyba czas zeby miotle starą naoliwić... - zastanawiała się na głos starucha, odprawiając strzygę ręką dając znak, że audiencja zakończona.

 

Podeszła do ognia, pomieszała chochlą w wielkim kotle i zapatrzyła się w płomienie drapiąc delikatnie szponem swędzącą brodawkę na nosie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (17)

  • Trzy Cztery 2 tygodnie temu
    Barwne, bogate zdania i Twoja wyobraźnia. Czytam tę opowieść. Co do dzisiejszej części, zastanowiłam się nad gadką strzygi. Słowo pzystawila napisałabym chyba przez s - psystawiła. Bo zapisujesz jak słyszysz. Po p trudno usłyszeć z. Tak jak np. w słowie bzycała (w języku tej strzygi) nie usłyszysz s, więc nie zapiszesz: bsycała, tylko bzycała:)
  • Baba Szora 2 tygodnie temu
    :-) Bardzo dziękuję za te słuszne uwagi :-) Na pewno poprawię :-)
    Pozdrawiam,
  • Trzy Cztery 2 tygodnie temu
    Bardzo słuszne uwagi na temat jednej literki :)
    Też pozdrawiam
  • Baba Szora 2 tygodnie temu
    Miałam raczej na myśli "Barwne, bogate zdania i Twoja wyobraźnia. " :-))))
    PS: Żartuję oczywiście :-P
  • Bajkopisarz 2 tygodnie temu
    „niego pieszczotliwe, ze złośliwym uśmieszkiem, ku jego wyraźniej irytacji. Zdawała sobie sprawę, że zadawał się z nią”
    Każdy zaimek do zastąpienia
    „których nie widziała z miejsca, w którym”
    2 x który
    „Gdyby to Fae wracał z polowania,”
    Zmyła. Opis na początku sugeruje bezpośrednią kontynuację zdarzeń z części 7, a tam Fae machał je nożem przy twarzy. Tymczasem okazuje się, że poszedł na polowanie. Dobrzy byłoby to jakoś zaznaczyć.
    „szponami były głębokie”
    Były – zbędne
    „teraz był zwycięzcą pragnącym dobić swoją ofiarę, czy to jemu przykładałaby teraz”
    Jedno teraz zbędne
    „niczym kocie wyrwała”
    Kocię, wyrwała
    „No gadajże.”
    Jak już sepleni to: gadajze
    „Moździerzem”
    Mozdziezem

    No i jest wiedźma, a strzyga to jej sługa. Zazębia się wszystko zgrabnie i robi coraz ciekawsze. Dobra bajka, dobra fantastyka.
  • Baba Szora 2 tygodnie temu
    Jak zawsze Twoje nauki sa dla mnie najcenniejsze.
    Dziekuje za tak szczegolowe przejrzenie tekstu i wylapanie tylu bledow.
    Pozdrawiam,
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Babo Szorowy tekst nadal:) Znowu coraz ciekawiej. "Zobaczyć'' czytając↔można.
    Ciekawe, czy gdybym oglądał film, byłoby podobnie, jak wyobraziłem sobie?
    Jedynie↔się↔można by o połowę mniej. Jeno zważać na me słowa, ci nie trzeba, bo jam na tym punkcie, odchyłkę mam:))
    Pozdrawiam:)↔5
  • Baba Szora 2 tygodnie temu
    Walczę z "się" okrutnie, z "jej, ja, jego" rowniez. Ale mam powazne stadium zaimkozy, wiec leczenie dlugie sie zapowiada 😄
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Bab Szora↔Hmm... Fae to także imię królowej?
    ''z chciwych łap przeklętej królowej Fae''.
    ''przepada przez przeklętego Fae''.
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Baba:)
  • Baba Szora 2 tygodnie temu
    Fae jak Baba jedynie nazwą gatunku specyficznego jest 😄 Fae, Faerie, Elfy i Baby...
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    A cha:))
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Próbowała zrzucić z więzy↔Jako skrót myślowy:)
    Zdawała sobie sprawę, że pragnął jej na złość rodzinie↔znaczenie to samo:)
    Nie dopuszczała myśli, że lubi ją dla niej samej:) Itd...
    To jeno sugestie. Normalni nadmiaru↔się→nie zauważą:D
  • Baba Szora 2 tygodnie temu
    Tylko Dekosiu, on jej nie pragnął 🙂
    ALE wiem o co Ci chodzi. Obawiam się, ze moj jezyk jest zbyt ubogi, stad te problemy z się. Moze to przyjdzie z czasem, a moze juz nigdy nie nadejdzie...
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    próbowała zrzucić więzy:))
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Babo Szoro↔Hmm... cóż... a gdybyś tak sprawiła, że np: w dwudziestej części, jednak ją zapragnie.
    W końcu jakiś tam wpływ na ich działania, przecież masz:))
    Tak czy siak, czytać będę:))
  • Baba Szora 2 tygodnie temu
    No to tak czy siak pisać dalej będę :-))
    Pozdrawiam, Dekosiu :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania