Tkaczka - Część 22

Rozdział II

 

Zimny, orzeźwiający wiatr smagał jej twarz, a miękkie ciało poniżej ogrzewało lekko. Ruchy wilka kołysały do snu, a magia przytrzymywała, by nie spadła. Straciła poczucie czasu, nie wiedziała czy są w drodze godziny, czy dni. Ból przebudzał, tak jak pragnienie, basior jednak nie zważał na jej prośby i jęki. Nie zatrzymywał się ani na chwilę, jakby magiczna siła pchała go do przodu, bez względu na wszystko.

 

Lekko rozwarła opuchnięte oczy, na tyle by zrozumieć, że przemierzyli szmat drogi. Krajobraz zmienił się diametralnie, nie widać było już nigdzie fabryk, kominów, pól rolnych czy gospodarstw. Jak okiem sięgnął wszędzie roztaczały się jeziora, większe i mniejsze, nieskazitelnie czyste błękitne tafle, jak wtłoczone w ziemie oka bogów. Na ich brzegach zaś lub brocząc w wodzie niczym łabędzie stały pałace zbudowane ze szkła i białego kamienia. Wielokondygnacyjne, skomplikowane budowle ze strzelistymi wieżami, zdobionymi dachami i wiszącymi ogrodami, zapierały dech w piersiach finezyjną architekturą i bogactwem. Subtelne fontanny, wodospady, kaskady i strumienie, wszystko kształtowane rękami Faeries bez miejsca na dziką, nieokiełznaną przyrodę. Ote przyglądała się temu dziełu z podziwem i smutkiem jednocześnie.

 

Gdy odzyskiwała przytomność, chłonęła obrazy starając zapamiętać jak najwięcej szczegółów, które pomogłyby jej w ucieczce, jednak ogrom Królestwa Wodnego Księżyca przytłaczał.

- Przynajmniej już wiem, czemu 'wodnego' - myślała, patrząc na niezliczone słońca - jedno na niebie i wiele innych odbitych w błękitach tafli.

 

Zdała sobie sprawę z dwóch rzeczy.

 

Po pierwsze - siły, których nabyła w lasach opuściły ją teraz, zaś rany i złamania nie leczyły tak szybko, jak się spodziewała. Czuła się coraz gorzej, ból w klatce piersiowej pozbawiał tchu, a rozcięcia w skórze nie zasklepiały wcale. Domyśliła się, że szpony wiedźmy były pokryte trucizną. We snach prześladowała ją wściekła twarz kobiety, czuła cuchnący oddech na plecach i słyszała szeptem wypowiedzianą obietnicę. Budziła się z przerażeniem i czuła ulgę, że uciekła.

Jednak rozum podpowiadał, że to uczucie jest zwodnicze, że teraz musi mieć się na baczności bardziej niż kiedykolwiek. W borach wszystko wydawało się proste, przewidywalne, choć brutalne i dzikie. Świat Faeries rządził się zupełnie innymi prawami. Prawami, których nie rozumiała, mimo iż nie raz o nich słyszała.

 

Po drugie - nie wiedziała, dokąd dokładnie Kaj został porwany, miała jednak wrażenie, że oddala się od niego coraz bardziej. Basior podążał w głąb elfickiego państwa, rozpoznała po słońcu, że kierowali się na północny wschód, więc w stronę stolicy. Ludzcy niewolnicy zdawali się być tu rzadkością. Szansa, że spotka Kaja na miejscu była bliska zeru, a czas wciąż uciekał i nadzieja, że odzyska go zdrowego nikła.

 

- Czy królowa poznała już tajemnicę drzewa wiedźm - zastanawiała się Ote - czy nie, na pewno zechce mnie użyć do własnych rozgrywek. Faerie nie ratują nikogo bezinteresownie. Czy w ogóle można nazwać to ratunkiem? - myślała gorzko - Duch ogarnął, że jestem czymś cennym dla czarownic, powiadomił królową i porwał wykorzystując sytuację. Teraz złoży mnie w podarku, jak zwierzynę łowną. Prawdziwy pies swojej pani.

 

Poczuła złość, gdy przypomniała sobie uwielbienie mężczyzny na widok królowej wyłaniającej się z rzeki. Fae nie złamie zwierzchniego rozkazu, myślała Ote, nie pomoże odzyskać Kaja, nie pomoże nawet uciec. Bezsilność odbierała jej ducha walki, połamana, ranna poddała się przeznaczeniu, przynajmniej na ten moment i popadła w apatię.

 

Gdy znów otworzyła oczy ujrzała ogromną na kilkanaście metrów, zdobioną ornamentami bramę - byli na miejscu, w świętym mieście Fae. Majestatyczna, tonąca w klejnotach i złocie sprawiała wrażenie wrót do innego, obcego świata. Świata, do którego Ote nigdy nie pragnęła, ani nie marzyła wkroczyć. Którym pogardzała i nienawidziła. Którego Fae strzegły na tyle zazdrośnie, że wszelkie informacje o nim były towarem bezcennym i przynosiły bogactwo, równie łatwo jak śmierć.

 

Zastanawiała się, czy komukolwiek udało się stąd uciec, czy kiedykolwiek w historii świata to miasto było zdobyte - za elegancją i bogactwem dostrzegła przede wszystkim ogrom militarnych zabezpieczeń. Minąwszy bramę spojrzała wstecz i ujrzała mur wysoki do nieba, rażący bielą, poprzecinany wieżami i ciągnący się na kilometry.

Nie mogła dojrzeć jego końca, poczuła zwątpienie.

 

Widok przed nimi również odbierał nadzieję. Ujrzała kanały wodne - różnorakiej szerokości i głębokości, zamiast ulic brukowanych kamieniem. Dostrzegła łodzie bez wioseł, sterowane wyłącznie magią wodną.

A ponad wszystkim niczym pajęcza sieć roztaczała się struktura setek, czy może tysięcy mostów łączących domostwa i pałace. Zdawały się być nieprzebytym labiryntem dla nieobeznanych, śmiertelną pułapką dla niechcianych gości. Mieszkańcy rozstępowali się bez słowa, z kamiennymi twarzami, Ote jednak wyczuła - pod powierzchnią klejnotów i błyszczących zbroi buzowała nienawiść i wstręt. To była ich kolebka, ich gniazdo, a Faeries zdawali się być niczym wściekłe osy gotowe do ataku na każdego, kto spróbuje zakłócić spokój ich królowej.

 

Gdy dotarli wreszcie na miejsce na środku dziedzińca samotnie stała kobieta Fae. Nie odezwała się nawet słowem. Ote uderzyło jej podobieństwo do Ducha. To samo zimne, taksujące spojrzenie zielonych oczu, te same hebanowe długie włosy związane w sposób odsłaniający spiczaste uszy.

Elfka zacisnęła usta, rzuciła przelotne spojrzenie Ote i skinęła lekko głową.

Świat zawirował.

Następne częściTkaczka - Część 23

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Bajkopisarz miesiąc temu
    Jak na wstęp do rozdziału to jest ok. Takie spokojne wprowadzenie do zazębienia się akcji. Jak najbardziej może być.
    Możesz sobie sprawdzić, czy wszystkie "się" na pewno są potrzebne, ale nie wyłapałem nigdzie nadmiernych powtórzeń.
  • Baba Szora miesiąc temu
    Cieszę się, że może być :-)
    Pozdrawiam,
  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    Baba Szora→No wreszcie:))
    Przeczytałem najpierw ponownie cz:21, dla przypomnienia:)
    Pierwsze dwa fragmenty, a szczególnie: drugi, daje po wyobraźni. Jak chyba kiedyś rzekłem: "można widzieć, co człek czyta"
    Zaś niepewność, pomieszana z innymi przeciwstawnymi odczuciami i myślami.
    Trudno się dziwić, w takiej sytuacji. No i koniec, urwany jak trzeba. Jeno czekać, na c.d.
    P.S↔22→jedna z dwóch moich ulubionych liczb:))↔Pozdrawiam:)↔%
  • Baba Szora miesiąc temu
    Ciągle jeszcze walczę, aby dokończyć to co zaczęłam, ale w takim tempie to rzeczywiście może mi to zając lata :-) Milo mi, że starasz się sobie przypominac o co w ogole w tym chodzi i czytasz mimo tych koszmarnych przerw :-D
    Pozdrawiam ;-)
  • piliery miesiąc temu
    Już się martwiłem że zrezygnowałaś. Bardzo konsekwentnie prowadzisz narrację - jestem pod wrażeniem. Dawaj dalej :)
  • Baba Szora miesiąc temu
    Dzięki za miłe słowa i zachętę :-) Tego mi było trzeba :-)
    Pozdrawiam,

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania